Milczenie owiec?

Fot. Hervé KERNEIS/flickr.com)

Wciąż słyszę pełne oburzenia głosy, że Kościół miesza się do polityki, nie zauważam natomiast podobnego oburzenia, gdy polityka, a ściślej politycy czy zaangażowani politycznie publicyści mieszają się w sprawy Kościoła.

Jest jakimś paradoksem, że najwięcej w sprawach Kościoła zdają się mieć do powiedzenia ci politycy, którzy najgłośniej dopominają się radykalnego rozdziału Kościoła i państwa. To oni najgłośniej ubolewają, że Kościół jest zbyt konserwatywny, nie rozumie ducha czasu, wymaga głębokich reform, oni wiedzą, co papież, biskupi czy przełożeni zakonni powinni, a czego nie powinni… Wydaje się, że, domagając się rozdziału Kościoła i Państwa, rozumieją ten rozdział jako działający tylko w jedną stronę.

Można by nad tym, jak nad wieloma innymi sprzecznościami naszego życia politycznego, przejść do porządku dziennego, gdyby nie to, że sukces antyklerykalnej retoryki Palikota zachęcił wielu do wręcz licytowania się na antykościelność i traktowania Kościoła jak chłopca do bicia, w którego bezkarnie każdego dnia można uderzać. Każda okazja do tego jest dobra. Gdy przełożeni ograniczają możliwość publicznych wypowiedzi ks. Bonieckiemu, Kościół jest winien, bo ogranicza wolność słowa. Gdy przełożeni nie nakładają takich ograniczeń na ks. Rydzyka, Kościół jest winien, bo nie potrafi zmusić do milczenia. Gdy w przypadku ks. Natanka biskup, po wykorzystaniu innych środków, zastosował radykalne sankcje, Kościół był winien, bo jak zwykle nie nadąża i reaguje zbyt późno.

Wprawdzie czasami polityczni krytycy Kościoła trochę się pohamują, osłabiając ostrze krytyki stwierdzeniem, iż nie cały Kościół jest taki zły. Ostatnio w takim "spolegliwym" tonie wypowiedział się w "Newsweeku" jego naczelny redaktor, Wojciech Maziarski, pisząc, że "nie cały polski Kościół ma twarz abp. Józefa Michalika czy Tomasza Terlikowskiego. Nie cały polski Kościół chce odebrać prawo ludziom do samodzielnego wyboru, między tym, co ich zdaniem dobre, a co uznają za złe. Nie cały polski Kościół lęka się wolności i pluralizmu (…) Nie cały reaguje złością i agresją na każdą próbę odsunięcia go od sfery świeckiego życia państwa".

Po tym podziale na Kościół zły i dobry (znanym choćby z czasów komuny, gdy zły Kościół miał twarz Prymasa Wyszyńskiego a Kościół dobry był reprezentowany przez tzw. księży patriotów i postępowych katolików świeckich), Maziarski formułuje tezę, w której skalą absurdu przebija największych propagandzistów PRL-u. Naczelny "Newsweeka" pisze mianowicie, że decyzja przełożonych ks. Bonieckiego, to "religijny knebel, będący w istocie przestępczym złamaniem artykułu 54. konstytucji, który stwierdza: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swych poglądów" i w związku z tym "rzecz się kwalifikuje do Rzecznika Praw Obywatelskich i prokuratora" (!). Taka retoryka, w głównym nurcie mediów wcale nie odosobniona, jakby usprawiedliwia kolejne, pojawiające się niemal codziennie absurdalne oskarżenia Kościoła, a to o rzekomy zakaz kremacji, którego nie było i nie ma, a to że "żyjemy w kraju, w którym rządzi Kościół" (Wanda Nowicka), a nawet o bandyckie zachowania chuliganów 11 listopada. Z licznych wypowiedzi można też wnioskować, że Kościół jest główną przyczyną potężnego długu publicznego i finansowych problemów państwa polskiego. Gdyby nie konkordat, wszyscy bylibyśmy piękni, młodzi i bogaci.

Mogę ostatecznie zrozumieć pojawianie się takich opinii na internetowych forach - poziom intelektualny i moralny części anonimowych autorów jakoś to tłumaczy. Trudno się jednak pogodzić z faktem obecności takich absurdów w politycznym dyskursie czy w poważnej zdawać by się mogło publicystyce.

Oczywiście, że przeżywam te niesprawiedliwe oskarżenia także osobiście, ale gdyby chodziło o mnie, być może zdobyłbym się na codzienne nadstawianie drugiego policzka. Chodzi jednak o Kościół, który jest moją Matką i po prostu nie mogę się godzić na to, by Matkę mi poniewierano. Kościół jest Ciałem Chrystusa, my zaś poszczególnymi członkami, i nie tylko winniśmy zważać na to, by nie ranić go swoimi grzechami, ale także by to Chrystusowe Ciało nie było przy naszej milczącej zgodzie codziennie opluwane.

Niezgoda na to nie oznacza, że chciałbym zaprzeczyć iż w Kościele jest też zło, grzech, i w duchownych, i w świeckich. Nikt mi nie musi tego udowadniać, bo codziennie siadam w konfesjonale, a sam też regularnie się spowiadam, mając świadomość swej grzeszności. Święty Kościół Boga jest także Kościołem grzesznych ludzi. Gdyby w nim było miejsce tylko dla samych świętych, ilu z nas miałoby odwagę powiedzieć: to jest mój Kościół? Nie pozwólmy jednak, by ludzka słabość, małość, czasem i podłość zdominowały nasze widzenie Kościoła, bo tego zła jest nieporównanie mniej, niż dobra, i nieporównanie mniej, niż mogłoby się wydawać na podstawie przekazu większości mediów, dla których ogrom dobra dziejącego się codziennie w Kościele jest wręcz tematem tabu. Znam osobiście wcale niemało kapłanów, prawdziwie Bożych ludzi, pełnych gorliwości i poświęcenia. O żadnym z nich nie przeczytałem w gazetach. Znam wielu chrześcijan świeckich, o których nie zawahałbym się powiedzieć, że to święci ludzie.

Nikt nie zrobi reportażu o tym, jak pięknie ukształtowało ich chrześcijaństwo, wiara, Kościół.

Tyle pretensji dziś w wolnej Polsce do Kościoła, a przecież nikt uczciwy i znający choć trochę historię nie może zaprzeczyć, że bez Kościoła tej wolnej Polski po prostu by nie było. Jestem też pewien, że jeśli Polska pozostanie wolna, jeśli będzie w niej żył wolny, silny i szlachetny Naród, to dzięki ewangelicznym wartościom głoszonym tu od tysiąca lat przez Kościół, a nie wbrew tym wartościom.

Nie oczekuję, że nie będzie niesprawiedliwych ataków i nieuczciwej krytyki Kościoła. W końcu Kościół jest i zawsze będzie znakiem sprzeciwu. Jest to nawet sytuacja zapowiedziana i błogosławiona przez Jezusa. Chodzi mi tylko o to, byśmy my, Jego uczniowie i wyznawcy, nie dalii sobie odebrać wiary w Kościół i miłości do Kościoła oraz lekkomyślnie nie przyczyniali się do zabijania tej wiary i miłości w naszych bliźnich, bo to -niestety - może być najskuteczniejszy środek antyewangelizacji i ateizacji. I żebyśmy mieli w imię Chrystusa odwagę wyznawać: wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, a kiedy trzeba, także stanąć w jego obronie.

ks. Andrzej Jędrzejewski (ur. 1963) - dr socjologii, wykładowca m. in. socjologii religii i katolickiej nauki społecznej w IT UKSW w Radomiu oraz w WSD w Radomiu, asystent diecezjalny Akcji Katolickiej, proboszcz parafii św. Stefana w Radomiu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Milczenie owiec?
Komentarze (57)
C
ciemnogrodzianin
18 listopada 2011, 23:33
Dialog służy właśnie odnajdywaniu tej autentycznej, obiektywnej prawdy. Zgoda, ale jednak to dialog służy prawdzie, dziś natomiast mam przekonanie, że bardzo często poświęca się prawdę na rzecz dialogu; nie ma już "tak-tak, nie-nie", bo można by takim radykalizmem urazić partnera dialogu. Obawiam się, że mało kto z dzisiejszych "dialogowych" ulubieńców mediów oddałby za prawdę juz nawet nie życie, ale własna popularność, uznanie salonów itd. Ale, daj Boże, bym w tej ocenie mijał się z prawdą. 
.
.
18 listopada 2011, 22:30
Bez dialogu nie da się zweryfikować swojej prawdy, dlatego ludzie zamknięci na dialog często biora za jedyną słuszną  prawdę swoje mylne poglądy. Dialog służy właśnie odnajdywaniu tej autentycznej, obiektywnej prawdy. Oczywiście bożka można zrobić ze wszystkiego, takze z dialogu czy toleranacji. Ale można go też zrobić z religijnego radykalizmu. Jakże często ten radykalizm sprowadza się do lęku wobec inaczej myślących, i dużej dozy agresji.
C
ciemnogrodzianin
18 listopada 2011, 22:12
Odnoszę wrażenie, że "dialog" stał się jakimś nowym bożkiem, podobnie jak tolerancja. Nasiąkamy wszyscy mentalnością postmodernistyczną. Obiektywna prawda jest dziś mniej ważna od dialogu, który staje się powoli najkważniejszym celem samym w sobie, zamiast być jedynie środkiem do porozumienia i dchodzenia do prawdy. 
B
belfer
18 listopada 2011, 21:57
Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem. Fajnie by było gdybyśmy nauczyli się odróżniać dialog z każdym człowikiem od dialogu z każdym złem. Na takiej zasadzie wszystko co nie wygodne wystarczy nazwać złem i po dialogu.Sprytne i przewrotne jednak przez wielu wykorzystywane. Czy w ogóle zło istnieje w świecie? Jeśli tak: czy istnieją ludzkie podmioty jako nosiciele tego zła ? Jeśli tak: czy istnieją ludzie którzy niosąc zło nie wykazują woli dialogu, a wręcz przeciwnie agresywnie i metodycznie zwalczają dobro ? Jeśli tak: To czy nie jest skrajną głupotą i samobójstwem (także duchowym !) ulegać temu złu w imię obłudnie pojmowanego dialogu ? Jeśli TAK odpowiedziałeś na wszystkie pytania, wówczas zrobiłeś pierwszy krok aby zrozumieć świat który Cię otacza ! Oby takie myślenie nie doprowadziło Cię czasami do wniosku że dobro to tylko Ty i tobie podobni, więc z innymi(złymi lub zło niosącymi)dialog nie ma sensu a wręcz jest też zły To się dopiero nazywa czytanie z tzw. zrozumieniem ! Beniamin i tak sobie odmrozi uszka na złość mamie. Można i tak... 
.
.
18 listopada 2011, 19:20
Nie chodzi o to aby usprawiedliwiac przykre wypowiedzi, ale o to aby znależć dobro w wypowiedzi strony przciwnej. Chrześcijanin może się wiele nauczyć od niechrześcijanina jeśli będzie umiał rozróżnić dobro i zło w jego wypowiedzi, czyli odrzucić to co złe a przyjąć to co dobre. Do tego nie jest konieczna wzjemność. Jeśli niechrześcijanin nie będzie umiał dostrzec dobra w wypowiedzi chrześciajnina to po prostu na tej rozmowie nie skorzysta. Zasadniczo masz rację. Problem w tym, by umieć znaleźć równowagę i nie utwierdzać innych w błędnych osądach. Możemy się domagać wysłuchania naszych racji i odmówić dialogu, gdy druga strona jest zainteresowana tylko okazaniem nam wzgardy. "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?" Oczywiście, że możemy odmówić dialogu, zwłaszcza gdy widzimy, że nie jesteśmy w stanie prowadzić go dalej z pożytkiem. Dla siebie, lub dla innych. Często tego jednak nadużywamy, nie dokładając należytych starań. Poza tym każdy z nas ma swoje ograniczenia, i nie każdą rozmowę umie właściwie prowadzić. Sytuacja, w której dialog nie ma sensu zdarza się żadko. Czasami trzeba przerwać rozmowę na jakiś czas, np gdy kogoś poniosą emocje. Lub, gdy wodzimy, że trzeba dać komuś czas na przemyślenie pewnych rzeczy. Ale takie milczenie też służy dialogowi, nie jest przekreśleniem drugiego człowieka.
18 listopada 2011, 16:32
Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem. Fajnie by było gdybyśmy nauczyli się odróżniać dialog z każdym człowikiem od dialogu z każdym złem. Na takiej zasadzie wszystko co nie wygodne wystarczy nazwać złem i po dialogu.Sprytne i przewrotne jednak przez wielu wykorzystywane. Czy w ogóle zło istnieje w świecie? Jeśli tak: czy istnieją ludzkie podmioty jako nosiciele tego zła ? Jeśli tak: czy istnieją ludzie którzy niosąc zło nie wykazują woli dialogu, a wręcz przeciwnie agresywnie i metodycznie zwalczają dobro ? Jeśli tak: To czy nie jest skrajną głupotą i samobójstwem (także duchowym !) ulegać temu złu w imię obłudnie pojmowanego dialogu ? Jeśli TAK odpowiedziałeś na wszystkie pytania, wówczas zrobiłeś pierwszy krok aby zrozumieć świat który Cię otacza ! Oby takie myślenie nie doprowadziło Cię czasami do wniosku że dobro to tylko Ty i tobie podobni, więc z innymi(złymi lub zło niosącymi)dialog nie ma sensu a wręcz jest też zły
18 listopada 2011, 15:44
Nie chodzi o to aby usprawiedliwiac przykre wypowiedzi, ale o to aby znależć dobro w wypowiedzi strony przciwnej. Chrześcijanin może się wiele nauczyć od niechrześcijanina jeśli będzie umiał rozróżnić dobro i zło w jego wypowiedzi, czyli odrzucić to co złe a przyjąć to co dobre. Do tego nie jest konieczna wzjemność. Jeśli niechrześcijanin nie będzie umiał dostrzec dobra w wypowiedzi chrześciajnina to po prostu na tej rozmowie nie skorzysta. Zasadniczo masz rację. Problem w tym, by umieć znaleźć równowagę i nie utwierdzać innych w błędnych osądach. Możemy się domagać wysłuchania naszych racji i odmówić dialogu, gdy druga strona jest zainteresowana tylko okazaniem nam wzgardy. "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?"
C
ciekawy
18 listopada 2011, 15:38
Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem. Fajnie by było gdybyśmy nauczyli się odróżniać dialog z każdym człowikiem od dialogu z każdym złem. Na takiej zasadzie wszystko co nie wygodne wystarczy nazwać złem i po dialogu.Sprytne i przewrotne jednak przez wielu wykorzystywane. Czy w ogóle zło istnieje w świecie? Jeśli tak: czy istnieją ludzkie podmioty jako nosiciele tego zła ? Jeśli tak: czy istnieją ludzie którzy niosąc zło nie wykazują woli dialogu, a wręcz przeciwnie agresywnie i metodycznie zwalczają dobro ? Jeśli tak: To czy nie jest skrajną głupotą i samobójstwem (także duchowym !) ulegać temu złu w imię obłudnie pojmowanego dialogu ? Jeśli TAK odpowiedziałeś na wszystkie pytania, wówczas zrobiłeś pierwszy krok aby zrozumieć świat który Cię otacza !
18 listopada 2011, 13:57
Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem. Fajnie by było gdybyśmy nauczyli się odróżniać dialog z każdym człowikiem od dialogu z każdym złem. Na takiej zasadzie wszystko co nie wygodne wystarczy nazwać złem i po dialogu.Sprytne i przewrotne jednak przez wielu wykorzystywane.
.
.
18 listopada 2011, 13:52
Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem. Fajnie by było gdybyśmy nauczyli się odróżniać dialog z każdym człowikiem od dialogu z każdym złem.
NW
nie wolno milczeć
18 listopada 2011, 13:43
Czy to jest problem z Newsweekiem ? Raczej jest to symptomatyczny przykład choroby która trawi nie tylko zdecydowaną większość tzw. polskich mediów, co spustoszenie jakie ona spowodowała w umysłach także katolików - nawet w tych, które miały trwać na straży nauki Chrystusa, a w tym zwykłego zdrowego rozsądku ! I zalecenie niektórych aby tej choroby nie dostrzegać (!) jest przejawem ignorancji albo zwyczajnej hipokryzji. Bo jak chodzić z zamkniętymi cały czas oczami i nie wdepnąć w psie g... jeśli większość drogi jest zapaskudzona. Jak wiadomo: przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i po pewnym czasie chodząc z zamkniętymi oczami po fekaliach może się nam nawet wydawać, że cały czas spacerujemy po wspaniałej górskiej promenadzie. Wiadomo też, że Piłat balansował gdzieś pomiędzy (w kolejności): korzyściami dla siebie, obowiązkiem zachowania spokoju w prowincji i własnym sumieniem. To była roztropność Piłata i jego prawda. A jaka jest nasza ? I co tak naprawdę stoi na pierwszym miejscu kiedy (bezwolnie?) ulegamy pokusie współczesnych przyzwyczajeń ? Ta sama mentalność, ten sam cel. Zniszczyć człowieka, Boga - PRAWDĘ. "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle". (Mt, 10, 29). „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” (Mt 5,37). Demon współczesności nazywa się (anty)kultura, a jego umiłowanym dziecięciem jest idea neutralności czy tolerancji - spolegliwości, dialogu z każdym złem.
PP
prostota piękna cnota
18 listopada 2011, 11:25
Prosiłem o siłę, bym mógł coś osiągnąć; Otrzymałem słabość, bym mógł być posłuszny. Prosiłem o zdrowie, bym mógł czynić większe dzieła; otrzymałem ułomność, bym mógł czynić dzieła lepsze. Prosiłem o bogactwa, bym mógł być szczęśliwy; otrzymałem ubóstwo, abym mógł być mądry. Prosiłem o władzę, bym mógł być chwalony pośród ludu; otrzymałem niemoc, bym mógł odczuć potrzebę Boga. Prosiłem o wszystko, bym mógł cieszyć się życiem; otrzymałem życie, bym mógł cieszyć się wszystkim. Nie otrzymałem niczego, o co prosiłem, lecz otrzymałem wszystko, czego pragnąłem.
L
leszek
18 listopada 2011, 11:21
@ ks.a.j. Cytat: --- To miałem na myśli pisząc iż te codziennie wylewane na Kościół pomyje mają realne przełożenie na antyewangelizację i ateizację i dlatego trzeba pytać, czy wolno nam się na to godzić. --- Żyjemy w demokracji i wolności słowa i każdy ma prawo pisać, co mu się podoba. Ale - jak każdy zauważył - wolność słowa niestety zazwyczaj nie oznacza pojawiania się mądrego i słusznego słowa uwolnionego od pętów cenzury, ale zalew bełkotu, bredzenia i bajdurzenia. Jak wieloletni uczestnik róznych internetowych forów mogę Księdzu powiedzieć, ze gdyby chcieć prostować wszystkie idiotyzmy to by człowiekowi nie tylo doczesnego ale także i wiecznego życia by zabrakło.  Jesli chodzi o krytykę Kościoła pojawiającą sie mediach, to przeciez trzeba pamiętać, że misją Koscióła jest głoszenie Ewangelii i sprawowanie liturgii. Zaś owa krytyka zazwyczaj nie dotyczy tej rzeczy podstawowej, gdyż przypuszczam, że autorzy nawet nie wiedzę o chodzi. Dotyczy zazwyczaj rzeczy drugorzędnych, tego co akurat dziennikarz uważa, że zaintersuje widzów czy uczestników. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś odszedł od Kościoła czy zostal ateistą na skutek tego, że dziennikarz coś napisał. W mediach się ukazuje tyle róznych i sprzecznych rzeczy, że gdyby ktoś chciał kształtować na tej podstawie swoje zycie to by zwariował. Charakterystyczną rzecza jest wywiad ks. Bonieckiego dla Wprost. Przecież Boniecki powiedział tam tyle mądrych rzeczy o śmierci i o przemijaniu. Ale dziwnym trafem o tym nikt nie wie, bo kogo obchodzi ksiądz katolicki mówiący nawet o sprawach fundamentalnych. Zamiast tego jest mowa wyłącznie o kilku nieszczęśliwych opiniach Bonieckiego dotyczących sceny politycznej. Mi to sprawa przykrość, bo ja odczuwam głęboki respekt wobec mądrosć i dojrzałości tego duchownego. Może zamiast wojować z wiatrakami, to jest mediami, trzeba jednak tak formowac ludzi, aby potrafili odróżniać sprawy zasadnicze od spraw drugorzędnych ?
18 listopada 2011, 10:02
 Wielu chrześciajn pogardza innymi ludzmi, bedąc przekonanymi o swojej moralnej wyższosci. Ostatnio ze względu na pewne nazwijmy to rodzinne okoliczności spotykam się z taką postawą katolików w stosunku do innych chrześcijan co wprawia mnie w wielkie zakłopotanie i czasami wstyd.Nigdy bym tych osób wcześniej o to nie posądzał.Jak z tego wynika teoria swoje a tak naprawdę postawa wychodzi w konkretnych okolicznościach
.
.
18 listopada 2011, 09:44
Przeinterpretowałeś to, co napisałam. Nie uzależniam postawy chrześcijanina od postaw tego świata. Zauważam tylko, że do dialogu potrzeba chęci z dwóch stron, nie wystarczy, że chrześcijanin znajdzie usprawiedliwienie dla przykrych wypowiedzi oponenta, jeżeli oponent nie jest zainteresowany zrozumieniem punktu widzenia chrześcijanina. Tym sposobem co najwyżej zadowoli oponenta i utwierdzi go w błędzie. Nie chodzi o to aby usprawiedliwiac przykre wypowiedzi, ale o to aby znależć dobro w wypowiedzi strony przciwnej. Chrześcijanin może się wiele nauczyć od niechrześcijanina jeśli będzie umiał rozróżnić dobro i zło w jego wypowiedzi, czyli odrzucić to co złe a przyjąć to co dobre. Do tego nie jest konieczna wzjemność. Jeśli niechrześcijanin nie będzie umiał dostrzec dobra w wypowiedzi chrześciajnina to po prostu na tej rozmowie  nie skorzysta. Bardzo niebezpieczna jest postawa, która zakłada że tylko chrześcijanie mają do przekazania światu autentyczne chrześcijańskie wastości. Taka postawa powoduje, ze dzieje się wręcz na odwrót. Wielu chrześciajn pogardza innymi ludzmi, bedąc przekonanymi o swojej moralnej wyższosci.
17 listopada 2011, 23:54
 mOcna, wspaniale argumentujesz i dyskutujesz. Dla mnie również jesteś wzorem rzeczowej, kulturalnej rozmowy:-)
17 listopada 2011, 21:15
To dosyć oczywiste, nie wiem po co o tym piszesz. Cieszę się, że dla Ciebie to dość oczywiste.
.
.
17 listopada 2011, 20:37
Rzeczywiście, trudno się tu dobrych intencji doszukać, ale właśnie o to chodzi,żeby ich szukać i znadywać. Inaczej jakakolwiek rozmowa nie ma sensu. Tak, ale rozmowa wymaga udziału co najmniej dwóch stron. Z tego wynika, że krytykujący również powinni najpierw postarać się dostrzec dobre intencje, zanim skrytykują. To dosyć oczywiste, nie wiem po co o tym piszesz.
17 listopada 2011, 19:49
Tak, ale rozmowa wymaga udziału co najmniej dwóch stron. Z tego wynika, że krytykujący również powinni najpierw postarać się dostrzec dobre intencje, zanim skrytykują. Niech świat się nawróci i będzie dobry, to wtedy my będziemy dobrymi chrześcijanami, tak? Czy raczej: zło dobrem zwyciężaj. Przeinterpretowałeś to, co napisałam. Nie uzależniam postawy chrześcijanina od postaw tego świata. Zauważam tylko, że do dialogu potrzeba chęci z dwóch stron, nie wystarczy, że chrześcijanin znajdzie usprawiedliwienie dla przykrych wypowiedzi oponenta, jeżeli oponent nie jest zainteresowany zrozumieniem punktu widzenia chrześcijanina. Tym sposobem co najwyżej zadowoli oponenta i utwierdzi go w błędzie. Na pewno znasz osoby, które chętnie krytykują Kościół. Ile z nich jest otwartych na wysłuchanie racji Kościoła?
O
obsesja
17 listopada 2011, 18:59
16 listopada 2011 trzmiel http://wsieci.rp.pl/opinie/rekiny-i-plotki/Senszyn-faza-druga-listy-proskrypcyjne
D
dx
17 listopada 2011, 18:28
 Czy to jest problem z Newsweekiem ? Raczej jest to symptomatyczny przykład choroby która trawi nie tylko zdecydowaną większość tzw. polskich mediów, co spustoszenie jakie ona spowodowała w umysłach także katolików - nawet w tych, które miały trwać na straży nauki Chrystusa, a w tym zwykłego zdrowego rozsądku ! I zalecenie niektórych aby tej choroby nie dostrzegać (!) jest przejawem ignorancji albo zwyczajnej hipokryzji. Bo jak chodzić z zamkniętymi cały czas oczami i nie wdepnąć w psie g... jeśli większość drogi jest zapaskudzona. Jak wiadomo: przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i po pewnym czasie chodząc z zamkniętymi oczami po fekaliach może się nam nawet wydawać, że cały czas spacerujemy po wspaniałej górskiej promenadzie. Wiadomo też, że Piłat balansował gdzieś pomiędzy (w kolejności): korzyściami dla siebie, obowiązkiem zachowania spokoju w prowincji i własnym sumieniem. To była roztropność Piłata i jego prawda. A jaka jest nasza ? I co tak naprawdę stoi na pierwszym miejscu kiedy (bezwolnie?) ulegamy pokusie współczesnych przyzwyczajeń ? 
KW
ka wiara ojców nasych
17 listopada 2011, 17:35
Chodzi mi tylko o to, byśmy my, Jego uczniowie i wyznawcy, nie dalii sobie odebrać wiary w Kościół i miłości do Kościoła oraz lekkomyślnie nie przyczyniali się do zabijania tej wiary i miłości w naszych bliźnich, bo to -niestety - może być najskuteczniejszy środek antyewangelizacji i ateizacji. zawracaj człowieku... Drzewiej to wiedzieli ludzie co wyśpiewo kozdy ptosek Ka ftory duch siedzi w drzewie jakie gwiozdy som na niebie Drzewiej to wiedzieli ludzie jakie prawa rządzom światem Porządku wse pilnowali i musieli bocyć o tym    Coby złe na cas odegnać Dobre ku sobie przywołać Z wiesnom trzeba pole zasioć Coby dobry plon pozbierać A dziś fto o tym pamięto co rzec powsednio - co świento Kielo my dzisiok daleko tamten świat nom kajsi przepod   Dziś Złego trzeba odegnać Dobre ku sobie przywołać Z wiesnom na cas pole zasioć Coby dobry plon pozbierać
W
Wici
17 listopada 2011, 16:55
cała prawda, żeby nie powiedzieć świeta. To ikazuję, jak politycy widzą zlo tylko w Kościele, a nie spojrzą krytyczn ym spojrzeniem na swoje działania. Trochę pokory i samokrytyki by się przydalo w polityce!
TJ
to je święnto prowda
17 listopada 2011, 16:42
Tyle pretensji dziś w wolnej Polsce do Kościoła, a przecież nikt uczciwy i znający choć trochę historię nie może zaprzeczyć, że bez Kościoła tej wolnej Polski po prostu by nie było. Jestem też pewien, że jeśli Polska pozostanie wolna, jeśli będzie w niej żył wolny, silny i szlachetny Naród, to dzięki ewangelicznym wartościom głoszonym tu od tysiąca lat przez Kościół, a nie wbrew tym wartościom. Poniechoj złoto drogie kamienie Dlo jednej perły dlo tej Jedynej Myślołeś ześ jest bogaty bo mos zakopane skarby A to zwidy, świecidełka nic nie worte prociw perły Tak jak downemu kupcowi los pokozoł ci dziś perłe Cy bedzies umioł postawić syćko na nolepsom karte?
D
dno
17 listopada 2011, 16:11
Bardzo dobry tekst ks. Andrzeja Jędrzejewskiego. Beznadziejny. Kinga. Nie kłam.
A
Aura
17 listopada 2011, 14:27
Bardzo dobry tekst ks. Andrzeja Jędrzejewskiego. Szkoda, że tak rzadko zabiera głos na DEONie. Dokładnie tak!
A
Aura
17 listopada 2011, 14:25
Bardzo dobry tekst ks. Andrzeja Jędrzejewskiego. Beznadziejny. Grunt, to RÓWNOWAGA! :-) Dobre!
Jadwiga Krywult
17 listopada 2011, 13:11
Bardzo dobry tekst ks. Andrzeja Jędrzejewskiego. Beznadziejny.
Jadwiga Krywult
17 listopada 2011, 13:10
NIE ma problemu. Nergal może występować w TVP: wykonując utwory nawet razem z całym zespołem, zapewne po 22.00 wraz z infomacją, że program jest od lat 16 lub 18 ;-) No nie wiem, co jest gorsze: kiedy wykonuje swoje utwory czy kiedy grzecznie mówi, że ten chętny nadaje się na piosenkarza, a tamten nie.
17 listopada 2011, 13:08
NIE ma problemu. Nergal może występować w TVP: wykonując utwory nawet razem z całym zespołem, zapewne po 22.00 wraz z infomacją, że program jest od lat 16 lub 18 ;-)
Jadwiga Krywult
17 listopada 2011, 12:51
"Tak, ale" - to bardzo dobry początek rozmowy, zgadzamy się co do najważniejszego róznią nas natomiast szczegóły. Problem w tym, że zbiór 'szczegóły' jest pusty, a zbiór 'najważniejsze' obejmuje wszystko, np. to czy Nergal powinien występować w TVP należy oczywiście do zbioru 'najważniejsze', tak samo ważne jak to, że Chrystus zmartwychwstał.
G
Groszek
17 listopada 2011, 12:40
Bardzo dobry tekst ks. Andrzeja Jędrzejewskiego. Szkoda, że tak rzadko zabiera głos na DEONie.
17 listopada 2011, 12:05
gos.c lubię sie spierać i dyskutować. I lubie ludzi, z ktorymi można to robić... Wbrew pierwszemu wrażeniu spierać się i dyskutować to wielka sztuka (zazwyczaj wychodzi kłótnia). "Tak, ale" - to bardzo dobry początek rozmowy, zgadzamy się co do najważniejszego róznią nas natomiast szczegóły. Bo: inaczej się wysławiamy, inaczej zostaliśmy wychowani, mamy inne przemyślenia, odnosimy się (niejawnie) do innych doświadczeń z naszego zycia.
17 listopada 2011, 11:54
A czasu starczy? ;-) Chwilę warto poświęcić szczegolnie jak mówi do Ciebie żywy człowiek... Nie polecam natomiast kupowania wszystkich wydawnictw z krytyką Kościoła oraz zakupu pełnego pakietu programów Radia i TV  w celu wyłapania wszystkich glosów krytyki ;-)
17 listopada 2011, 11:38
Niech świat się nawróci i będzie dobry, to wtedy my będziemy dobrymi chrześcijanami, tak? Czy raczej: zło dobrem zwyciężaj. Ależ oczywiście: zlo dobrem zwyciężaj. I my mamy się nawracać jako pierwsi - bo tylko to możemy zrobić! m0cna napisała o ROZMOWIE: rozmowa wymaga dobrych intencji obu stron. Nie: zgodności poglądów. Krytykujący dostrzega zarówno dobre jak i złe cechy. Krytykuje natomiast złe :-) Jak już napisałem wczesniej jest drugi przypadek... gdy krytyka nie wskazuje na na dobre intencje krytykującego, wtedy nie bedzie rozmowy (co najwyżej przepychanka)... ale jako Kościół mamy obowiązek tej krytyki słychać - bo mogą w niej być zawarte słuszne zarzuty.
17 listopada 2011, 11:23
Rzeczywiście, trudno się tu dobrych intencji doszukać, ale właśnie o to chodzi,żeby ich szukać i znadywać. Inaczej jakakolwiek rozmowa nie ma sensu. Tak, ale rozmowa wymaga udziału co najmniej dwóch stron. Z tego wynika, że krytykujący również powinni najpierw postarać się dostrzec dobre intencje, zanim skrytykują.
17 listopada 2011, 11:14
Naprawdę świetny tekst. Proszę częściej pisać ;-)
.
.
17 listopada 2011, 10:48
Ale jaki odsetek osób mówi o problemach w Kościele z autentycznej troski o dobro Kościoła? A jaki odsetek powiela opinie lansowane przez media? Tego nie wiem, i zapewne Ty również. Podzielam jednak zdanie ann, ze takie zjawisko ma miejsce: gdy ktoś zauważa problem i go nie przemilcza, jest nazywany wrogiem, są mu przypisywane złe intencje, albo głupota, albo to, że tv się naoglądał. Warto zauważyć, że wberw słowom Ann i Twoim autor artykułu nie nazwał nikogo wrogiem Kościoła. Poza tym, czym innym jest zauważanie problemu i zaradzanie mu, a czym innym krytykanctwo. Przykładowo, ile osób, które najechały na Marianów za ograniczenia dla ks. Bonieckiego zna odpowiednio dobrze wszystkie aspekty tej sprawy, żeby móc krytykować? Większość wypowiedzi na ten temat, które mogliśmy zaobserwować ostatnio na internecie to wynikająca co najmniej z ignorancji nagonka. Trudno tu się dobrych intencji doszukać. Rzeczywiście, trudno się tu dobrych intencji doszukać, ale właśnie o to chodzi,żeby ich szukać i znadywać. Inaczej jakakolwiek rozmowa nie ma sensu.
A
ann
17 listopada 2011, 10:11
  Ilość stosowanych kłamstw, manipulacji, krzywdzących generalizacji jest tak wielka, że dla człowieka, dla którego obraz świata kształtowany jest głównie przez telewizję i Internet, Kościół jawi się wręcz jako odrażająca instytucja. Nie chodzi więc o nasze "uodpornienie", ale o tych, zwłaszcza młodych, którzy stają się ofiarami zafałszowanego obrazu Kościoła, odchodząc od niego, tracąc więź z Chrystusem. Naprawdę nie przeceniałabym roli mediów w odchodzneiu od Koścoła. Owszem jest okres w życu człowieka kiedy staje sę bardziej krytyczny, nie zawsze żyje tym co wpajali mu rodzce itd. ale nadal nie sądzę, że przyczyn niechęci czy odejścia od Koscioła należy upatrywać w mediach. Zresztą proszę być jednak obiektywnym. Kościół jest obecny w mediach na różne sposoby: politycy wiedzą żę trzeba pokazać się jako wierzący bo na tym zyskają, często są wypowiedzi księży, "kościelne" seriale itd. Naprawdę szkuajmy przyczyn problemów gdzie indziej i nie obrażajmy się, że ktoś mówi o nas źle, bo nie tylko o nas. Oprócz braku dobrego świadectwa ze strony wiernych (Jan Paweł II i Matka Teresa to jednak mało) przycyzną są też takie, że obencie ludzie trochę mniej licząsię ze zdnaiem rodziny i otoczenia i pewnie rzadziej niż kiedyś na siłę udają wierzących. W Anglii gdzie teraz mieszkam jest mniej katolików, ale ci którzy praktykują to są naprawdę dobrzy, fajni ludzie, z którymi wspaniale jest uczestniczyć we Mszy i w ogóle przebywać.
LP
lukasz p
17 listopada 2011, 09:13
 Bardzo interesujący tekst! Czekam na kolejne, pełne pozytywnych argumentów artykuły. Pozdrawiam! lp
.
.
17 listopada 2011, 08:16
Lewacy zapominają, że Kościół katolicki to także, a właściwie przede wszystkim wierni, to jest nagminne. Pisanie o tym co myślą nie ma większego sensu. Lepiej byłoby gdyby lewacy, prawacy i inni pisali o sobie, bo raczej nie mają dostępu do myśli innych ludzi. No chyba że coś się w tym względzie zmieniło, w końcu nauka idzie do przodu :-).
A
Alfista
17 listopada 2011, 07:00
Lewacy zapominają, że Kościół katolicki to także, a właściwie przede wszystkim wierni, to jest nagminne.
D
dx
17 listopada 2011, 01:30
Leszek Pisze: "Mogę zalecić Księdzu to co sam praktykuję, to znaczy nie kupować i nie czytać Newsweeka. Wiele Ksiądz na tym nie straci, bo to nie jest jakaś pierwsza liga dziennikarstwa, bym wręcz powiedział, że pomimo "europejskiego" tytułu to głęboka prowincja i zaścianek".  Czy to jest problem z Newsweekiem ? Raczej jest to symptomatyczny przykład choroby która trawi nie tylko zdecydowaną większość tzw. polskich mediów, co spustoszenie jakie ona spowodowała w umysłach także katolików - nawet w tych, które miały trwać na straży nauki Chrystusa, a w tym zwykłego zdrowego rozsądku ! A zalecenie aby tej choroby nie dostrzegać (!) jest przejawem ignorancji albo zwyczajnej hipokryzji. No i jeszcze te "zaścianki" i "głębokie prowincje"... jakby kropka wieńcząca słowa.
D(
dx (2)
17 listopada 2011, 01:27
Leszek pisze: "Otóż jeśli Kościół nie chce być zamykany w zakrystii, a chce funkcjonować w strefie publicznej poza strefą ściśle religijną, to musi się uodpornić na krytykę, nawet jeśli jest to czyste bredzenie w wydaniu redaktora Maziarskiego. Po prostu jak ktoś wychodzi z domu na ulice, to nie może zakładać, że będzie cały czas spacerował po promenadzie przy pięknej i słonecznej pogodzie. Musi być także przygotowany na dziury w chodniku, kałuże, deszcz, a także na to, że czasami się niestety wdepnie w psie g...". Ale jak chodzić z zamkniętymi cały czas oczami, co ostatecznie zaleca Leszek i nie wdepnąć w psie g... jeśli większość drogi jest zapaskudzona. Jak wiadomo: przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i po pewnym czasie chodząc z zamkniętymi oczami po fekaliach może się nam nawet wydawać, że cały czas spacerujemy po wspaniałej górskiej promenadzie. I to by było na tyle...
Andrzej Jędrzejewski
17 listopada 2011, 00:30
 quote] Otóż jeśli Kościół nie chce być zamykany w zakrystii, a chce funkcjonować w strefie publicznej poza strefą ściśle religijną, to musi się uodpornić na krytykę Pełna zgoda.Może nawet więcej, niż uodpornić się: warto w tę krytykę uważnie się wsłuchać, nawet jeśli jest przesadzona czy niesprawiedliwa. Jan Paweł II mówił do polskich biskupów, że "Trzeba zdobywać się na "discernimento": akceptować to, co w każdej krytyce może być słuszne". W dziejach Kościoła udałoby się uniknąć wiele zła, gdybyśmy tej zasadzie byli wierni. Nigdy co do tego nie miałem wątpliwości. W artykule chodziło mi jednak o to, że dziś mamy do czynienia nie tyle z krytyką (choćby radykalną), ile szukaniem pretekstów, żeby uderzać w Kościół. Ilość stosowanych kłamstw, manipulacji, krzywdzących generalizacji jest tak wielka, że dla człowieka, dla którego obraz świata kształtowany jest głównie przez telewizję i Internet, Kościół jawi się wręcz jako odrażająca instytucja. Nie chodzi więc o nasze "uodpornienie", ale o tych, zwłaszcza młodych, którzy stają się ofiarami zafałszowanego obrazu Kościoła, odchodząc od niego, tracąc więź z Chrystusem. To miałem na myśli pisząc iż te codziennie wylewane na Kościół pomyje mają realne przełożenie na antyewangelizację i ateizację i dlatego trzeba pytać, czy wolno nam się na to godzić. Oczywiście, że najlepszą na to niezgodą jest świadectwo ludzi Kościoła, ale czy wystarczy? Przecież nawet tacy świadkowie, jak Jan Paweł II czy Matka Teresa z Kalkuty są dziś notorycznie nie tylko na internetowych forach obrzucani błotem najcięższych oskarżeń a ich świadectwo na wielu absolutnie już nie działa, bo zostali skutecznie "zaimpregnowani" na wszystko co wiąże się z obrzydzonym im Kościołem. W tym kontekście myślę, że dziś odwaga bycia świadkiem Chrystusa, to także odwaga stawania w obronie Kościoła i nie ma to nic wspólnego z chęcią zagłuszania czy nawet "uodparniania" się na uczciwa krytykę, która wręcz jest Kościołowi potrzebna
L
leszek
16 listopada 2011, 22:38
Mogę zalecić Księdzu to co sam praktykuję, to znaczy nie kupować i nie czytać Newsweeka. Wiele Ksiądz na tym nie straci, bo to nie jest jakaś pierwsza liga dziennikarstwa, bym wręcz powiedział, że pomimo "europejskiego" tytułu to głęboka prowincja i zaścianek. Poza tym, to w wypowiedzi Księdza dostrzegam pewną sprzeczność w porównaniu z wypowiedziami innych autorów na portalu Deon. Otóz owi autorzy wręcz alergicznie reagują na słowo "rozdział Kościoła od państwa" interpretując to jako próbę "zamykania Kościoła w zakrystii".  Otóż jeśli Kościół nie chce być zamykany w zakrystii, a chce funkcjonować w strefie publicznej poza strefą ściśle religijną, to musi się uodpornić na krytykę, nawet jeśli jest to czyste bredzenie w wydaniu redaktora Maziarskiego.  Po prostu jak ktoś wychodzi z domu na ulice, to nie może zakładać, że będzie cały czas spacerował po promenadzie przy pięknej i słonecznej pogodzie. Musi być także przygotowany na dziury w chodniku, kałuże, deszcz, a także na to, że czasami się niestety wdepnie w psie g... 
16 listopada 2011, 20:12
...  mamy wręcz zalew agresji wobec Kościoła, albo całkowicie irracjonalnej, bezzasadnej, albo racjonalnej w tym sensie, że ma być ona skutecznym środkiem do niszczenia Kościoła. I chyb na to nie wolno nam się biernie godzić. Nie godzić się biernie - zgoda. Pytanie w jaki sposób nie godzić się? Ideał niezgody na współczesne wartości pokazał Jezus Chrystus, tą drogą podążali też męczennicy. Pewnie tkwię w naiwności, ale uważam, że są dwie drogi: 1. Jeśli jesteś gotów oddać swoje życie i modlić się za zbawienie oprawcy, to masz prawo nauczać innych słowem. 2. Jeśli jeszcze nie dojrzałeś do tego, to pracuj nad sobą, dawaj przykład szcześcliwego człowieka, szczęśliwego gdzięki Bogu i Kościołowi. Kto mądry to zobaczy i sam zapyta jak to robisz.
E
elb
16 listopada 2011, 19:02
 A kiedy ktoś mówi o problemach w Kościele to zaraz jest obwołany wrogiem i prześladowcą Kościoła. Nie znalazłem w tym tekście zakwestionowania prawa czy wręcz potrzeby krytycznego podejścia do tego, co ludzkie w Kościele. Ale przecież chyba trudno nie widzieć, że obok sensownej, merytorycznej, potrzebnej krytyki tego, co w Kościele złe, mamy wręcz zalew agresji wobec Kościoła, albo całkowicie irracjonalnej, bezzasadnej, albo racjonalnej w tym sensie, że ma być ona skutecznym środkiem do niszczenia Kościoła. I chyb na to nie wolno nam się biernie godzić. 
F
Fatima...
16 listopada 2011, 18:23
MATKA BOŻA: b Moja tajemnica dotyczy Kościoła.W Kościele osiągnie szczyt wielkie odstępstwo, które szerzy się na całym świecie. Rozłam dokona się poprzez całkowite odejście od Ewangelii i prawdziwej wiary. Do Kościoła wejdzie człowiek nieprawy, który sprzeciwia się Chrystusowi i nosi w swoim łonie ohydę spustoszenia, popełniając w ten sposób straszliwe bluźnierstwo, o którym mówił prorok Daniel (Mt 24,15). c Moja tajemnica dotyczy ludzkości. Ludzkość osiągnie szczyt zepsucia i bezbożności, buntu przeciw Bogu i otwartego sprzeciwu wobec Jego Prawa miłości. Pozna ona godzinę swej największej kary, która została wam przepowiedziana przez proroka Zachariasza (Za 13,7-9).Całość Orędzi Matki Bożej: „Do Kapłanów Umiłowanych Synów Matki Bożej” - Ks. Stefano Gobbi: Strona polska : http://www.voxdomini.com.pl/gobbi/introd01.htm
M
mirosław
16 listopada 2011, 16:22
Okres próbny dla Kościoła i Polski już przyszedł. A w obecnym okresie III RP poprawność polityczna wielu duchownych oznacza udawanie, że odzyskaliśmy już jako naród i państwo niepodległość i suwerenność, mamy Polskę wolną i demokratyczną, Kościół uzyskał należną mu swobodę działania, wznosi się świątynię Opatrzności Bożej, której promocja odbyła się jak pamiętamy w połączeniu z beatyfikacją ks. Jerzego Popiełuszki, świątynię - wotum dziękczynne za odzyskanie przez Polskę niepodległości. Akurat obecnie Polska niepodległość traci, więc trzeba dziękować Bogu za to, że On wciąż chce i o tym nas zapewnia, Polski niepodległej, takiej, która byłaby rzeczywistym Królestwem Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny. Pytanie, czy to Polacy chcą wolnej w prawdzie i niepodległej w solidarności Ojczyzny?
16 listopada 2011, 16:15
Ale jaki odsetek osób mówi o problemach w Kościele z autentycznej troski o dobro Kościoła? A jaki odsetek powiela opinie lansowane przez media? Tego nie wiem, i zapewne Ty również. Podzielam jednak zdanie ann, ze takie zjawisko ma miejsce: gdy ktoś zauważa problem i go nie przemilcza, jest nazywany wrogiem, są mu przypisywane złe intencje, albo głupota, albo to, że tv się naoglądał. Warto zauważyć, że wberw słowom Ann i Twoim autor artykułu nie nazwał nikogo wrogiem Kościoła. Poza tym, czym innym jest zauważanie problemu i zaradzanie mu, a czym innym krytykanctwo. Przykładowo, ile osób, które najechały na Marianów za ograniczenia dla ks. Bonieckiego zna odpowiednio dobrze wszystkie aspekty tej sprawy, żeby móc krytykować? Większość wypowiedzi na ten temat, które mogliśmy zaobserwować ostatnio na internecie to wynikająca co najmniej z ignorancji nagonka. Trudno tu się dobrych intencji doszukać.
16 listopada 2011, 15:31
To powinny być dwie rózne rzeczy: - rozdział Kościoła od Państwa - krytyka Kościoła przez polityków (i polityków przez hierarchów) i jest trzecia: oddzielenie wiary o sfery publicznej... Politycy (im sa odleglejsi od Kościoła tym bardziej) będa doradzać Kościołowi jak się zmienić... tyle, że Kościół powinien wysłuchać co mówią (bo moga powiedzieć coś mądrego) a zrobić to co rozpozna jako słuszne... Katolicy powinni napominać braci (i cały Kościół), jak tylko zauważą, że coś jest nie tak w Kościele... problem polega na tym by robili to tak, żeby było widać, iż zależy im bardziej na Kościele niż na postawieniu na swoim...
T
t.
16 listopada 2011, 15:18
I ja myślę podobnie. Brakuje ludzi trzeźwo myślących, o mocnym kręgosłupie i jasnych poglądach.Którzy nie dadzą się zmanipulować, bo widzą najpierw Chrystusa(który też kiedyś powywalał kupczących ze światyni) Na szczęście są też tacy, którzy nie boją się pisać o problemach, ba, nawet je widzieć. I stają w obronie Kościoła, nawet jak trzeba się liczyć z tym, że zaboli. Mocna, jesteś dla mnie wzorem spokojnego, rozsądnego wypowiadania się.
A
Aura
16 listopada 2011, 15:15
"I żebyśmy mieli w imię Chrystusa odwagę wyznawać: wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, a kiedy trzeba, także stanąć w jego obronie." Kwintesencja
16 listopada 2011, 14:46
Myślę, że ta krytyka wobec Kościoła wynika z ogólnego nurtu dewaluacji wartości. Lud pozbawiony wartości, pozbawiony kręgosłupa, jest doskonale podatny na manipulacje. Miejsce wartości zajmują żądze (posiadania), a tymi łatwo jest sterować. Ten trend trwa od dawna. W Europie już zbiera wielkie żniwo. Odnosząc się do wpisu poprzedniczki (ann) - nie każdy, kto mówi o problemach w Kościele jest od razu Jego wrogiem. Ale jaki odsetek osób mówi o problemach w Kościele z autentycznej troski o dobro Kościoła? A jaki odsetek powiela opinie lansowane przez media?
P
przem
16 listopada 2011, 14:30
brawo ann, więcej takich głosów!
A
ann
16 listopada 2011, 14:09
Ksiądz napisał:"Gdy przełożeni ograniczają możliwość publicznych wypowiedzi ks. Bonieckiemu, Kościół jest winien, bo ogranicza wolność słowa. Gdy przełożeni nie nakładają takich ograniczeń na ks. Rydzyka, Kościół jest winien, bo nie potrafi zmusić do milczenia". O tym mówią nie tylko politycy antykościelni ale i zwyczajni katolicy.  Ksiądz napisał:"Nie pozwólmy jednak, by ludzka słabość, małość, czasem i podłość zdominowały nasze widzenie Kościoła, bo tego zła jest nieporównanie mniej, niż dobra, i nieporównanie mniej, niż mogłoby się wydawać na podstawie przekazu większości mediów, dla których ogrom dobra dziejącego się codziennie w Kościele jest wręcz tematem tabu." A czy katolicy również takie podejście mają do innych: niewierzących, innowierców, ludzi o odmiennychp oglądach a nawet do współwyznawców o innym podejściu do wiary? No niestety, lubimy krytykować innych a o sobie to tylko tak oględnie i z wyrozmiałością: jesteśmy grzeszni ale tyle w nas dobra. A kiedy ktoś mówi o problemach w Kościele to zaraz jest obwołany wrogiem i prześladowcą Kościoła. Pokażmy to dobro na co dzień w relacji do bliźniego a problemy i wady napiętnujmy tak samo jak je napiętnujemy u innych. I nie dziwmy się, że i nas oceniają, nasze społeczeństwo lubi oceniać. Zacznijmy zmiany od siebie.