Chrześcijaństwo jest przede wszystkim darem

Fot. Grzegorz Gałązka/galazka.deon.pl
Libreria Editrice Vaticana

Drodzy bracia i siostry!

Swoje opowiadanie o tym, jak Jezus umył nogi uczniom, św. Jan rozpoczyna językiem szczególnie uroczystym, niemal liturgicznym. «Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował» (J 13, 1). Nadeszła «godzina» Jezusa, ku której od początku zmierzała Jego działalność. Istotę tej godziny Jan opisuje za pomocą dwóch słów: przejście (metabainein, metabasis) i agape — miłość. Te dwa słowa nawzajem się wyjaśniają; obydwa razem opisują Paschę Jezusa: krzyż i zmartwychwstanie, ukrzyżowanie jako wywyższenie, jako «przejście» do chwały Bożej, jako «przejście» ze świata do Ojca. To nie jest tak, jak gdyby Jezus po krótkiej wizycie na świecie po prostu wyruszył w powrotną drogę i wrócił do Ojca. Przejście jest przemianą. On ma z sobą swoje ciało, swoje człowieczeństwo. Na krzyżu, dając samego siebie, zostaje niejako «przetopiony» i przemieniony — zyskuje nowy sposób bycia: odtąd jest zawsze z Ojcem i jednocześnie z ludźmi. Przemienia krzyż — zabójstwo, w dar, miłość aż do końca. Jan, posługując się wyrażeniem «do końca», nawiązuje z wyprzedzeniem do ostatnich słów Jezusa na krzyżu: wszystko się wypełniło, «dokonało się» (19, 30). Za sprawą Jego miłości krzyż staje się metabasis, przemianą z bycia człowiekiem do bycia uczestnikiem chwały Boga. W tę przemianę włącza On nas wszystkich, obejmując nas przemieniającą mocą swej miłości, tak dalece, że gdy jesteśmy z Nim, nasze życie staje się «przejściem», przemianą. W taki sposób otrzymujemy odkupienie — uczestnictwo w wiecznej miłości, stan, do którego dążymy całym naszym życiem.

Ten proces, będący istotą «godziny Jezusa», jest przedstawiony w scenie umycia nóg za pomocą swego rodzaju symbolicznego gestu profetycznego. Jezus poprzez konkretny czyn zwraca uwagę właśnie na to, co wielki hymn chrystologiczny z Listu do Filipian opisuje jako istotę tajemnicy Chrystusa. Jezus składa szaty swojej chwały, przepasuje się «prześcieradłem» człowieczeństwa i staje się niewolnikiem. Umywa brudne nogi uczniów, by stali się godni zasiąść do uczty Bożej, na którą ich zaprasza. Miejsce przewidzianych przez kult, zewnętrznych praktyk oczyszczających, które człowieka oczyszczają w sposób rytualny, pozostawiając go jednak takim, jaki jest, zajmuje nowe obmycie: On nas oczyszcza przez swoje słowo i swoją miłość, przez dar z samego siebie. Mówiąc o winnym krzewie, powie do uczniów: «Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was» (J 15, 3). Wciąż na nowo obmywa nas swoim słowem. Tak, jeśli przyjmujemy słowa Jezusa z nastawieniem medytacyjnym, modlitewnym i z wiarą, działa w nas ich oczyszczająca moc.

Dzień po dniu na nowo pokrywa nas niejako różnoraki brud, puste słowa, uprzedzenia, uproszczona i wypaczona mądrość; do naszego wnętrza nieustannie przedostają się rozmaitego rodzaju półfałsze czy jawny fałsz. Wszystko to zaćmiewa i skaża naszą duszę, stwarza zagrożenie, że staniemy się niezdolni do prawdy i dobra. Jeżeli słowa Jezusa przyjmujemy czujnym sercem, stają się one prawdziwym obmyciem, oczyszczeniem duszy, człowieka wewnętrznego. Do tego właśnie zachęca nas Ewangelia o umyciu nóg: pozwalajmy wciąż na nowo, by ta czysta woda nas obmyła, byśmy byli zdolni do wspólnego biesiadowania z Bogiem i braćmi. Lecz z boku Jezusa po uderzeniu włócznią żołnierza wypłynęła nie tylko woda, lecz także krew (J 19, 34; por. 1 J 5, 6. 8). Jezus nie tylko przemawiał, pozostawił nam nie tylko słowa. On daje samego siebie. Obmywa nas świętą mocą swojej krwi, to znaczy przez ofiarowanie siebie «aż do końca», aż po krzyż. Jego słowo jest czymś więcej niż zwykłą mową; jest ciałem i krwią «za życie świata» (J 6, 51). W świętych sakramentach Pan wciąż na nowo klęka u naszych stóp i nas oczyszcza. Módlmy się do Niego, aby Jego święta, oczyszczająca miłość coraz głębiej nas przenikała, przez co będziemy prawdziwie oczyszczeni!

Jeżeli uważnie słuchamy Ewangelii, możemy wyodrębnić w epizodzie umycia nóg dwa różne aspekty. Obmycie, które Jezus ofiarowuje swoim uczniom, jest przede wszystkim po prostu Jego czynem — ofiarowaniem im daru czystości, «otwarcia na Boga» (capax Dei). A ten dar staje się później wzorem, zadaniem, byśmy czynili to samo jedni drugim. Ojcowie określili te dwa aspekty umycia nóg słowami sacramentum i exemplum.

Sacramentum oznacza w tym kontekście nie jeden z siedmiu sakramentów, lecz całą tajemnicę Chrystusa, od wcielenia aż po krzyż i zmartwychwstanie: ta całość staje się dla ludzi mocą odradzającą i uświęcającą, mocą przemieniającą, staje się naszą metabasis, naszą przemianą w nową formę istnienia — w otwarciu na Boga i w komunii z Nim. Lecz ten nowy byt, który On bez naszej zasługi po prostu nam daje, musi następnie przemienić się w nas w dynamikę nowego życia. Połączenie daru i przykładu, które spotykamy w ewangelicznym opowiadaniu o umywaniu nóg, jest charakterystyczne dla natury chrześcijaństwa w ogóle.

Chrześcijaństwo nie jest jakimś moralizatorstwem, zwykłym systemem etycznym. Jego początkiem nie jest nasze działanie, nasz zmysł moralny. Chrześcijaństwo jest przede wszystkim darem: Bóg daje się nam — daje nam nie coś, lecz samego siebie. A dzieje się to nie tylko na początku, w chwili naszego nawrócenia. On jest nieustannie Tym, który daje. Wciąż na nowo ofiarowuje nam swoje dary. Zawsze nas uprzedza. Dlatego centrum życia chrześcijańskiego jest Eucharystia: wdzięczność za to, że zostaliśmy obdarowani, radość z nowego życia, które On nam daje.

Nie oznacza to, że jesteśmy biernymi odbiorcami Bożej dobroci. Bóg traktuje nas jako osobistych i żywych «partnerów». Darowana miłość jest dynamiką «miłowania razem», ma być w nas nowym życiem, które rozpoczynamy z Bogiem. W taki sposób rozumiemy słowa, które na końcu opowiadania o umywaniu nóg Jezus wypowiada do swoich uczniów i do nas wszystkich: «Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie» (J 13, 34). «Nowe przykazanie» to nie jakaś nowa, trudna norma, która wcześniej nie istniała. Nowością jest dar, który nas wprowadza w mentalność Chrystusa. Zastanawiając się nad tym, widzimy, jak często nasze życie dalekie jest od tej nowości Nowego Testamentu; w jak niewielkim stopniu dajemy ludzkości przykład kochania w jedności z Jego miłością. I przez to wciąż jesteśmy jej dłużni dowód wiarygodności prawdy chrześcijańskiej, której potwierdzeniem jest miłość. Właśnie dlatego tym usilniej chcemy prosić Pana, by przez swoje oczyszczenie sprawił, że dojrzejemy do nowego przykazania.

W Ewangelii o umywaniu nóg rozmowa Jezusa z Piotrem zawiera jeszcze jeden element praktyki życia chrześcijańskiego, na który pragniemy na koniec zwrócić uwagę. Piotr w pierwszej chwili nie chciał, by Pan mył mu nogi: takie odwrócenie porządku, a mianowicie, że Nauczyciel — Jezus — myje nogi, że pan domu pełni posługę niewolnika, było nie do pogodzenia z jego pełnym szacunku i bojaźni stosunkiem do Jezusa, z jego pojmowaniem relacji między nauczycielem a uczniem. «Nigdy mi nie będziesz nóg umywał» — mówi do Jezusa z właściwą sobie zapalczywością (J 13, 8). Jego wyobrażenie o Mesjaszu było wizją majestatu, wielkości Bożej. Wciąż na nowo musiał się uczyć, że wielkość Boga różni się od naszego wyobrażenia o wielkości; że polega właśnie na uniżeniu się, na pokornej służbie, na radykalizmie miłości aż po całkowite ogołocenie samego siebie. My również musimy uczyć się tego wciąż na nowo, ponieważ wciąż pragniemy Boga sukcesu, a nie Boga męki; ponieważ nie jesteśmy w stanie dostrzec, że Pasterz przychodzi jako Baranek, który daje siebie i prowadzi nas na właściwe pastwisko.

Kiedy Pan mówi do Piotra, że jeżeli nie umyje mu nóg, nie będzie mógł «mieć z Nim udziału», Piotr natychmiast nalega, aby mu umył także głowę i ręce. Na co Jezus odpowiada tajemniczymi słowami: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty» (J 13, 10). Jezus nawiązuje do kąpieli, którą uczniowie mają już za sobą; aby uczestniczyć w uczcie, potrzebne było już tylko umycie nóg. Lecz w tym kryje się oczywiście głębszy sens. Co ma na myśli? Nie wiemy tego z całą pewnością. W każdym razie pamiętajmy, że umycie nóg, zgodnie z wymową całego rozdziału, nie wskazuje na jeden konkretny sakrament, lecz na całość sacramentum Christi — Jego posługę zbawienia, Jego uniżenie się aż po krzyż, Jego miłość aż do końca, która nas oczyszcza i uzdalnia do poznania Boga.

Rozróżnienie między kąpielą i umyciem nóg pozwala tu dostrzec także nawiązanie do życia we wspólnocie uczniów, do życia Kościoła. Wydaje się oczywiste, że kąpielą, która oczyszcza nas w sposób definitywny i nie musi być powtarzana, jest chrzest — zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, wydarzenie, które głęboko zmienia nasze życie, nadając nam jakby nową tożsamość, która — jeżeli jej nie odrzucimy, jak uczynił Judasz — pozostaje. Lecz nawet przy zachowaniu tej nowej tożsamości, którą otrzymujemy przez chrzest, aby mieć udział we wspólnej uczcie z Jezusem, potrzebujemy «umycia nóg». Co to oznacza? Wydaje mi się, że klucz do zrozumienia tego daje nam Pierwszy List św. Jana. Czytamy w nim: «Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości» (1, 8 n.). Potrzebujemy «umycia nóg», obmycia z grzechów każdego dnia, i dlatego potrzebujemy wyznania grzechów, o którym mówi św. Jan w tym Liście. Musimy uznać, że grzeszymy nawet z naszą nową tożsamością ochrzczonych. Potrzebujemy spowiedzi w takiej formie, jaką przyjęła w sakramencie pojednania. W nim Pan wciąż na nowo umywa nam brudne nogi, i możemy zasiąść z Nim do stołu.

Tym samym nabierają nowego znaczenia także słowa, poprzez które Pan rozszerza sacramentum, czyniąc zeń exemplum — dar, posługę dla brata: «Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi» (J 13, 14). Powinniśmy umywać nogi jedni drugim w codziennej wzajemnej posłudze miłości. Lecz powinniśmy umywać sobie nogi także i w tym sensie, że wciąż na nowo przebaczamy jedni drugim. Dług, który Pan nam darował, jest zawsze nieskończenie większy od wszystkich długów, jakie inni mogą mieć wobec nas (por. Mt 18, 21-35). Oto wezwanie Wielkiego Czwartku — nie dopuszczajmy, by uraza żywiona do drugiego stała się w naszym wnętrzu trucizną duszy. Wzywa nas, byśmy nieustannie oczyszczali naszą pamięć, przebaczali sobie nawzajem z serca, umywając nogi jedni drugim, aby razem udać się na ucztę Boga.

Wielki Czwartek jest dniem wdzięczności za wielki dar miłości aż do końca, który Pan nam uczynił, i radowania się nim. Módlmy się do Pana w tej godzinie, aby wdzięczność i radość stały się w nas mocą miłości razem z Jego miłością. Amen.

Benedykt XVI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Chrześcijaństwo jest przede wszystkim darem
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.