Brak bólu nie oznacza braku problemu. Robert Szulc opowiada o raku i apeluje do mężczyzn
Robert Szulc długo nie widział u siebie powodów do obaw: prowadził aktywne życie, nie palił i unikał używek. Choroba nowotworowa została jednak wykryta przy okazji zupełnie innej diagnostyki. – Gdyby nie wyrostek, być może nie wiedziałbym do dziś – mówi Medonetowi Robert Szulc. Dziś, jako pacjent onkologiczny w remisji, przekonuje mężczyzn, by nie odkładali badań.
Przez wiele lat Robert uważał, że o własne zdrowie troszczy się wystarczająco. Jako podróżnik i osoba aktywna fizycznie nie spodziewał się diagnozy raka, podobnie jak wielu mężczyzn wierzących, że zdrowy tryb życia stanowi wystarczającą ochronę. Po leczeniu patrzy na to inaczej i mówi wprost: – Już nie czekam.
Sygnały lekceważone przez mężczyzn
Według podróżnika istotnym problemem pozostaje sposób, w jaki mężczyźni podchodzą do własnego zdrowia.
– Faceci mają tak, że gdy w samochodzie coś stuka, to od razu jadą do mechanika, by to sprawdzić. Jednak kiedy coś dzieje się z ich zdrowiem, odkładają to na później albo bagatelizują – mówi.
Szulc nie ukrywa, że zanim zachorował, sam nie wykonywał badań profilaktycznych w regularnym rytmie.
– To nie było tak, że co roku robiłem sobie badania krwi. Jeśli coś mnie zaniepokoiło albo miałem jakiś zabieg, wtedy wykonywałem badania. Po prostu dużo się działo – wspomina.
Przez lata funkcjonował w schemacie typowym dla wielu pracujących intensywnie mężczyzn: dużo obowiązków, stres utrzymujący się przez długi czas, zbyt mało snu i przekonanie, że brak bólu oznacza brak problemu. Dopiero choroba nowotworowa partnerki, a następnie jego własny rak, zmieniły jego stosunek do profilaktyki.
Robert Szulc po leczeniu
Po zakończeniu terapii onkologicznej Szulc zaczął systematycznie zgłaszać się na kontrole. Przy jednej z kontrolnych tomografii komputerowych w opisie badania pojawiła się wzmianka o powiększonym gruczole krokowym.
Jeszcze przed wizytą, zgodnie z zaleceniem lekarza, wykonał badanie PSA oraz badania krwi. Specjalista potwierdził, że prostata jest powiększona, ale uspokoił pacjenta i zarekomendował obserwację, a także kontrolę po antybiotykoterapii.
– Już kilka dni po rozpoczęciu antybiotykoterapii czułem wyraźną różnicę – opowiada Robert.
Największe znaczenie miała jednak nie sama diagnoza, lecz zmiana reakcji na niepokojący wynik. – Już nie czekam. Chcę wiedzieć, co się dzieje, żeby móc zareagować na samym początku. Dlatego w grudniu mam kolejne badania, podczas których sprawdzimy, czy gruczoł krokowy jest prawidłowej wielkości.
PSA według urologa
Lekarz Mateusz Kamiński, urolog, zwraca uwagę, że profilaktyka pozwala rozpoznać nowotwór na bardzo wczesnym etapie rozwoju.
– Rak prostaty we wczesnym stadium najczęściej nie daje żadnych objawów, a właśnie wtedy mamy największe możliwości skutecznego leczenia – podkreśla.
Według zaleceń Europejskiego Towarzystwa Urologicznego mężczyźni, u których ryzyko zachorowania jest przeciętne, powinni rozważyć oznaczanie PSA od 50. roku życia. Jeżeli rak prostaty występował u bliskich krewnych, szczególnie przed 60. rokiem życia, diagnostykę warto rozpocząć po 45. roku życia, natomiast u nosicieli mutacji BRCA2 nawet po 40.
Specjalista zaznacza jednocześnie, że coroczne oznaczanie PSA nie jest konieczne u każdego mężczyzny. O tym, jak często wykonywać badanie, powinny decydować wcześniejsze wyniki oraz indywidualny poziom ryzyka.
Przy niskim wyjściowym PSA i małym ryzyku zachorowania kolejne kontrole mogą być planowane nawet w odstępach kilkuletnich. Inaczej wygląda sytuacja pacjentów obciążonych większym ryzykiem, ponieważ u nich potrzebne są częstsze badania.
PSA to nie wyrok
Urolog podkreśla też, że wyższy poziom PSA nie jest równoznaczny z rakiem prostaty. Taki wynik może pojawić się również przy łagodnym rozroście gruczołu krokowego albo stanie zapalnym, a rozstrzygnięcie wymaga badań oraz konsultacji lekarskiej.
Mimo że rak prostaty często rozwija się bez objawów, część dolegliwości powinna skłonić do pilnego kontaktu z urologiem.
– Osłabienie strumienia, trudności z rozpoczęciem mikcji, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza, częste oddawanie moczu czy konieczność kilkukrotnego wstawania w nocy nie powinny być automatycznie traktowane jako naturalny element starzenia się – wyjaśnia lek. Mateusz Kamiński.
Objawy oceniane przez urologa
Za szczególnie niepokojący sygnał uznaje się krew w moczu. – Nawet pojedynczy epizod krwiomoczu, który samoistnie ustąpił, wymaga wyjaśnienia, ponieważ może być objawem nowotworu pęcherza moczowego lub innych poważnych chorób – uczula ekspert.
Powodem do konsultacji są także guzki jąder, zmiana ich rozmiaru, ból utrzymujący się przewlekle oraz nawracające infekcje dróg moczowych. Wśród objawów mogą pojawić się również zaburzenia erekcji.
Do gabinetów urologicznych nadal trafiają pacjenci, którzy zwlekali z wizytą przez lata. Jedną z przyczyn takiego odkładania jest lęk przed badaniem per rectum, czyli przez odbyt.
Badanie per rectum
– Badanie per rectum rzeczywiście przez lata stało się swego rodzaju symbolem wizyty u urologa. Wielu mężczyzn obawia się go bardziej niż samej diagnozy. Tymczasem jest to badanie krótkie, zazwyczaj niebolesne, choć oczywiście może powodować pewien dyskomfort – podkreśla w rozmowie z Medonetem lek. Mateusz Kamiński.
Robert Szulc mówi o tym podobnie. – To badanie nie jest atrakcyjne ani przyjemne, ale po prostu trzeba je zrobić. Zdrowie jest najważniejsze – mówi.
Rozmowy o zdrowiu
Chociaż zdrowie mężczyzn wciąż potrafi być tematem krępującym, Szulc zauważa stopniową zmianę. W przeszłości wśród jego znajomych była to sprawa objęta tabu, dziś świadomość jest większa, choć do ideału nadal daleko.
Duże znaczenie ma osobiste doświadczenie. Gdy Robert zachorował, wielu jego znajomych poszło na badania i kontrole, które wcześniej odkładali. Część osób sam namawiał, by nie czekały i regularnie sprawdzały stan zdrowia. W tej grupie znajduje się także jego 27-letni syn.
– Rozmawiam z nim o tym. Myślę, że rolą ojców jest pokazywanie synom, że profilaktyka ma znaczenie i że warto obserwować swoje ciało, zamiast czekać, aż wydarzy się coś poważnego – mówi.
Obecnie Szulc stosuje prostą zasadę: każdy niepokojący sygnał wymaga reakcji, a nie odkładania sprawy na później.
– Jak coś zauważasz, trzeba od razu działać. Im szybciej to robisz, tym większa szansa na wyleczenie. Mój nowotwór jest najlepszym dowodem na to, że profilaktyka ma znaczenie – podsumowuje.
Movember w listopadzie
Movember jest globalną akcją społeczną organizowaną co roku w listopadzie, której zadaniem jest zwiększanie wiedzy o zdrowiu mężczyzn. Jej nazwa łączy angielskie słowa moustache, czyli wąsy, oraz November, czyli listopad. Uczestnicy zapuszczają symboliczne wąsy, aby zwrócić uwagę na raka prostaty, raka jąder, zdrowie psychiczne i profilaktykę.
Przesłanie Movember opiera się na przypominaniu mężczyznom, że regularne badania oraz szybka odpowiedź na alarmujące objawy mogą uratować życie. Organizatorzy zachęcają między innymi do profilaktyki, rozmów o zdrowiu i wspierania osób mierzących się z chorobami.
Źródło: Medonet / red
Skomentuj artykuł