Psy polskiej demokracji

Psy polskiej demokracji
(fot. Rikki's Refuge / flickr.com / CC BY 2.0)

W niedzielę 24 maja może zdarzyć się wszystko. Wiele zależy od frekwencji. Od odpowiedzialności obywateli i ich chęci wpływu na przyszłość państwa. Raport CBOS z marca br. przewidział sytuację, która zaistniała w I turze. Według autorów Polacy mają tak silne przeświadczenie o ogromnym poparciu dla prezydenta Bronisława Komorowskiego (66 proc. badanych było przekonanych, że wygra te wybory, zwycięstwo Andrzeja Dudy zakładało 10 proc.; wiarę w zwycięstwo prezydenta deklarowało 92 proc. jego elektoratu i 67 proc. zwolenników innych kandydatów), że może to prowadzić do "demobilizacji wyborczej". Skoro w wyborach i tak zwycięży prezydent, to nieważne, czy jedna osoba pójdzie zagłosować, czy nie. Dziś motywacja jest inna. Od wyniku wyborów ważniejszy jest jednak stan demokracji. Ona nie jest kadencyjna.

Z całej kampanii najbardziej intrygujący wydał mi się moment, w którym prezydent Komorowski zaskoczył kontrkandydata (w pierwszej debacie telewizyjnej) cytatami z ankiety portalu MamPrawoWiedziec.pl. Przywołał ją też podczas debaty w TVN. Przeciwnicy początkowo zakwestionowali wiarygodność serwisu, czemu trudno się dziwić. Organizacje obywatelskie typu watchdog (z ang. pies stróżujący) podlegają szczególnie ostrym kryteriom oceny w zakresie rzetelności, obiektywizmu i bezinteresowności. Jak ognia wystrzegają się konfliktu interesów. Jakub Halcewicz-Pleskaczewski, redaktor portalu, wyjaśnia, jak doszło do kontrowersji:

"Stowarzyszenie 61" istnieje od 2006 roku, portal mamprawowiedzieć.pl od 2008. Róża Rzeplińska, prezeska organizacji, założyła portal i jest jego szefową, ale pozostali członkowie stowarzyszenia nie pracują na portalu. Nigdy nie pracowała tu Zofia Komorowska. Była członkiem stowarzyszenia, zanim jej ojciec został prezydentem, potem zawiesiła członkostwo. Jej nazwisko figuruje w KRS dlatego, że stowarzyszenie nie zgłosiło zmiany. Nigdy nie ukrywaliśmy, że należała do organizacji. Po opublikowaniu spotu przez dzieci prezydenta, powinna nam się zapalić czerwona lampka - Zofią Komorowską zainteresowały się media. Podkreślamy, że stowarzyszenie od początku tworzą osoby o bardzo różnych powiązaniach politycznych: jego członkiem jest Renata Koźlińska-Glińska, żona prof. Piotra Glińskiego, czy Katarzyna Szajewska, wspomagająca w kampanii do PE Krzysztofa Iszkowskiego, kandydata "Europa + Twój Ruch".

Współpracujemy z instytucjami, organizacjami i mediami wszystkich opcji. Celem jest większa przejrzystość życia publicznego. Dane zbieramy z trzech źródeł - bezpośrednio od kandydatów, wtedy, kiedy pytamy ich o poglądy i plany na pełnienie mandatu, z publicznych publikatorów (sejm.gov.pl, KRS, oficjalne strony polityków) oraz analizując wypowiedzi kandydatów. Z danych korzystają wyborcy, ale też dziennikarze, szukający głębszej informacji na temat działań polityków. Serwis realizuje projekty związane z każdymi wyborami do parlamentu, europarlamentu, samorządu - i prezydenckimi, od 2007 r.. Kwestionariusz, który wypełnił Andrzej Duda, przygotowaliśmy we współpracy z kilkunastoma organizacjami i think-tankami. Na MamPrawoWiedziec.pl każdy kandydat, a potem poseł czy senator ma tyle samo miejsca, informacje na temat polityków zachowują porządek alfabetyczny lub chronologiczny, a dane od kandydatów wszystkich partii zbieramy w taki sam sposób. W kampanii wyborczej, ale także poza nią, każdy sztab wyborczy czy klub partyjny może z nich korzystać. Zbieramy obietnice wyborcze kandydatów i je analizujemy. Wyborcy mogą sprawdzać, czy zostały zrealizowane.

Po wyborach gromadzimy informacje o przebiegu głosowań w Sejmie. Dzięki temu można sprawdzić, na ile deklarowane poglądy polityka, linia jego partii, są zgodne z tym, jak  głosuje. Przepisujemy oświadczenia majątkowe posłów i je udostępniamy. Robimy to samo, co organizacje w innych krajach demokratycznych: Koho Volit w Czechach czy votesmart.org w Stanach Zjednoczonych."

Dzięki debacie portal wreszcie zaistniał w świadomości publicznej. Nie jest jedyny. Współpracuje z demagog.org.pl, istnieje Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Na jej stronie czytamy: "Chcemy, aby obywatelki i obywatele wiedzieli, że mają prawo pytać władzę o ważne dla nich sprawy, żeby korzystali z tego prawa i żeby otrzymywali odpowiedzi. Chcemy także, aby dobrze poinformowani obywatele zabierali głos we wspólnych sprawach i aby mieli wpływ na decyzje i polityki, które ich dotyczą. Na rzecz takiej wizji społeczeństwa działamy. […]" I tu jest - nomen omen - pies pogrzebany.

Watchdogi są normalnym elementem funkcjonowania dojrzałej demokracji, przejawem zdrowego społeczeństwa obywatelskiego. Polska rzeczywistość skrzeczy. Demokracja wiele pozostawia do życzenia. Kwitnie populizm i rozgrywanie emocji, głównie na nucie patriotycznej.

Patriotyzm to miłość do narodu. Naród jest kategorią wspólnotową budzącą silne emocje: miłość do Ojczyzny; nienawiść do wrogów, realnych, potencjalnych, a często sztucznie kreowanych na potrzeby doraźnej polityki. Termin "społeczeństwo obywatelskie" z definicji nie budzi emocji, podkreśla rolę jednostki, podczas gdy naród - bycie członkiem tradycyjnej wspólnoty. Przynależność do społeczeństwa określona jest przez nabycie obywatelstwa. Nuta narodowa często opiera się na tożsamości etnicznej i religijnej. Społeczeństwo obywatelskie nie może być traktowane jako alternatywa narodu, to po prostu inna perspektywa widzenia zbiorowości. Patriotyzm obywatelski jest typowy dla Stanów Zjednoczonych, wieloetnicznych, gdzie - co warto podkreślić - religia ma się dobrze w sferze publicznej. Nasza tradycja obywatelska ma raptem 25 lat, trudno jej się wpisać w polski typ patriotyzmu. Ostatnie 5 lat to regres obywatelskości na rzecz rozkwitu "neoplemienności". Podejrzliwości, oskarżeń i negowania wartości państwa jako takiego.

Organizacje strażnicze czyli watchdogs są w Polsce mało znane. Pora to zmienić, bo obszar strażniczy demokracji został bezprawnie zawłaszczony przez stróżujące… dziennikarstwo śledcze. Kłopot w tym, że reprezentujące jedną stronę światopoglądową. Począwszy od dokonań Cezarego Gmyza, przez autorów "Resortowych dzieci", po Wojciecha Sumlińskiego, którego książka awansowała właśnie na absolutnie bezdyskusyjne kryterium wyboru prezydenta A.D. 2015. Jeśli dodać upodobanie do sejmowych komisji śledczych, czy sposób działania części "mediów tożsamościowych", w tym dziennikarzy bazujących na nielegalnych podsłuchach, widać ewidentny przechył strażników demokracji w stronę śledzenia, donoszenia, szpiclowania. Nie znam ani jednej pozycji tego typu autorstwa dziennikarzy mainstreamu, wobec istnego zalewu publikacji śledczych krytyków władzy. Co nam to mówi o naszej, wspólnej demokracji?

Cisza wyborcza to czas wy-ciszenia emocji, przemyślenia swoich kryteriów i priorytetów. Ludzie z wachdogs dają nam konkretne narzędzia oceny kandydatów i merytoryczną wiedzę. Jest jeszcze coś. Darowanemu psu, jak innym zwierzętom, nie zagląda się w zęby. Dane są w sieci za darmo! W watchdogs nie pracuje się dla kokosów, działa tam wielu wolontariuszy.

Autorzy poczytnych historii śledczych, natychmiast osiągających status bestsellerów, nie chcą ich jakoś (w służbie narodowi) publikować na darmowych e-bookach. Przypadek…?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Psy polskiej demokracji
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.