Grzegorz Braun wygrał proces w Strasburgu

(fot. CC BY 3.0 / Wikimedia Commons)
PAP / slo

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł we wtorek, że Polska naruszyła wobec reżysera Grzegorza Brauna art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka, gwarantujący wolność słowa. Adwokat Brauna mec. Stefan Hambura jest zadowolony z orzeczenia.

Trybunał oświadczył, że jest bezsporne, iż postępowania sądowe w Polsce przeciwko Braunowi kolidowały z jego prawem do swobody wypowiedzi. ETPC poinformował, że nie jest w stanie przyjąć stanowiska polskich sądów, które nałożyły na Brauna wymóg udowodnienia prawdziwości swoich twierdzeń i tym samym spełnienia bardziej wyśrubowanych standardów niż te, które obowiązują dziennikarzy.

Trybunał zdecydował, że Polska ma zapłacić Braunowi w sumie 14 tys. euro odszkodowania i zadośćuczynienia za szkody oraz tytułem zwrotu poniesionych kosztów.

W 2009 roku Sąd Najwyższy orzekł, że Braun ma przeprosić w mediach znanego językoznawcę prof. Jana Miodka za wypowiedź z 2007 roku w dyskusji w programie Polskiego Radia Wrocław. Braun oznajmił tam, że wśród przeciwników lustracji są tacy, którzy mają osobisty interes, by się jej sprzeciwiać i dodał, że prof. Miodek był "informatorem policji politycznej PRL". Reżyser i dokumentalista przedstawiał się jako szczególnie zainteresowany tematyką lustracji.

Prof. Miodek - językoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego - pozwał Brauna i wygrał sprawę w dwóch instancjach. Sąd ustalił, że wprawdzie profesor został w 1978 r. zarejestrowany przez SB jako tajny współpracownik o kryptonimie Jam i wyrejestrowany w 1989 r., ale brak jakichkolwiek danych potwierdzających, że do rzeczywistej współpracy doszło. Takich samych ustaleń dokonała uniwersytecka komisja historyczna badająca sprawę profesora.

SN podtrzymał nakaz przeproszenia prof. Miodka przez Brauna oraz wpłaty 20 tys. zł na cel dobroczynny. W porównaniu z orzeczeniami sądów niższej instancji ograniczono jednak liczbę mediów, w których miały się ukazać przeprosiny - do PR Wrocław oraz "Gazety Wyborczej". Wyrok był ostateczny, jednak Braun po jego wysłuchaniu oświadczył, że Miodka nie przeprosi.

Strasburski trybunał we wtorkowym orzeczeniu przywołał argumentację polskich sądów, które uczyniły rozróżnienie między standardami obowiązującymi wyłącznie dziennikarzy oraz innych uczestników debaty publicznej. W przypadku dziennikarzy zabierających głos w debacie ważnej z punktu widzenia interesu społecznego miała obowiązywać jedynie zasada należytej staranności i dobrej wiary, podczas gdy na innych, w tym przypadku Braunie, ciąży obowiązek udowodnienia prawdziwości swoich twierdzeń - napisano na stronie Trybunału.

Jak argumentowano, Sąd Najwyższy uznał, że Brauna nie można uznać za dziennikarza w świetle obowiązujących przepisów, a jego oświadczenie miało charakter prywatny.

Tymczasem Braun utrzymywał, że przez wiele lat był aktywnym dziennikarzem, a debata radiowa, w której wziął udział, dotyczyła ważnej sprawy odnoszącej się do postaci publicznej.

Jak napisano w komunikacie ETPC, Trybunał przyjął do wiadomości, że Braun sformułował przeciwko prof. Miodkowi poważne oskarżenie, które naraziło na szwank jego reputację.

Jednak nie mógł zgodzić się z podejściem zakładającym rozróżnienie standardów obowiązujących różnych uczestników debaty publicznej. Jednocześnie zastrzeżono, że ETPC nie miał na celu rozstrzygnąć, czy Braun był dziennikarzem w świetle obowiązującego w Polsce prawa, czy też nie. Zadaniem Trybunału nie było także rozstrzygnięcie, czy formułując zarzut powód dysponował wiarygodnymi dowodami.

W 2009 roku prawnik reżysera przekonywał, że działał on w interesie społecznym oraz wskazywał na orzeczenie SN z 2005 r. stawiające wyżej swobodę wypowiedzi niż prawdziwość zarzutu - o ile informacje zbierało się rzetelnie.

Grzegorz Braun pozwał Polskę do Strasburga w 2010 roku za naruszenie artykułu 10. Konwencji; reprezentował go mieszkający w Berlinie adwokat Stefan Hambura.

Hambura powiedział PAP, że orzeczenie ETPC go satysfakcjonuje, tym bardziej, że zostało wydane jednomyślnie, bez zdania odrębnego. - Szkoda tylko, że tej sprawiedliwości trzeba było dochodzić aż w Strasburgu, bo można było tę sprawę rozwiązać w Polsce i polski wymiar sprawiedliwości powinien był sobie z tym poradzić - powiedział.

Zaznaczył, że w czasie, gdy sprawa trafiła przed Trybunał, Polska od blisko 20 lat była członkiem Rady Europy, a od sześciu także członkiem Unii Europejskiej, więc polski wymiar sprawiedliwości powinien być już w tym czasie obeznany ze standardami wynikającymi z przepisów prawa europejskiego.

- Być może polski wymiar sprawiedliwości nie do końca zaznajomił się z orzecznictwem w sprawie konwencji, ale też z ochroną praw podstawowych, bo podobne standardy obowiązują tutaj w ramach Rady Europy, jak i Unii Europejskiej. Być może warto byłoby zorganizować szkolenia dla sędziów w Polsce, żeby mogli się z tym tematem bardziej zaznajomić - uważa.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Grzegorz Braun wygrał proces w Strasburgu
Komentarze (2)
.
...
4 listopada 2014, 16:05
Na to odszkodowanie powinni się zrzucić z prywatnej kieszeni wszyscy rozgrzani sędziowie uczestniczący w procesie. Wówczas byłby to dla nich jakiś środek dyscyplinujący, a tak to z tego orzeczenia mogą się tylko śmiać gdy płacić będzie tzw. "państwo" czyli my wszyscy.
MR
Maciej Roszkowski
30 listopada 2014, 18:52
Co spotyjka sędziów których wyroki kiklkakrotnie nie utrzymują się w apelacji lub w Strasburgu?