Poznań: mieszkańcy o wybuchu kamienicy: ogromny huk i przeraźliwe krzyki ludzi: ratujcie!
- Ranem usłyszeliśmy ogromny huk i przeraźliwe krzyki ludzi, wołali: ratujcie, ratujcie! - relacjonował w rozmowie z PAP jeden z mieszkańców zawalonej kamienicy na poznańskiej Wildzie.
W wyniku wybuchu i zawalenia się budynku zginęły cztery osoby, a ponad 20 jest rannych.
Do wybuchu prawdopodobnie gazu i zawalenia się kamienicy przy ul. 28 Czerwca w Poznaniu doszło ok. godz. 7.50 w niedzielę. W czterokondygnacyjnym budynku znajdowało się 18 mieszkań - cztery zostały zniszczone. W momencie wybuchu w budynku - według ustaleń służb - znajdowało się 40 mieszkańców; cztery z nich poniosło śmierć. Według danych służb wojewody wielkopolskiego rannych zostało 21 osób, ze statystyk straży pożarnej wynika zaś, że takich osób jest 24.
- Rano usłyszeliśmy ogromny huk i przeraźliwe krzyki ludzi, wołali: ratujcie, ratujcie! - tyle z tego wszystkiego pamiętam. Ubraliśmy się szybko z żoną i wyszliśmy z budynku (…). To była taka adrenalina, że kiedy trzeba było ratować ludzi, sam nie wiem, skąd miałem tyle siły - powiedział PAP Krzysztof Śledź, który mieszkał na parterze zawalonej kamienicy.
- Pomagałem sąsiadom obok, też z parteru. Wyciągaliśmy spod gruzów, z zasypanego kamieniami łóżeczka, ich maleńką dwuletnią córkę. Jak ją wyciągnęliśmy miałem wrażenie, że ta dziewczynka już nie żyje, była cała sina - teraz mówią, że jest w krytycznym stanie, ale żyje - dodał.
Jak podkreślił, "nie ma tu z nami takiej sąsiadki Beaty, Daniela z przedostatniego piętra. To młode osoby, mają po 30 lat; nic o nich nie wiemy".
Wśród rannych osób, trzy są w ciężkim stanie. Obecny na miejscu katastrofy lekarz potwierdził, że "ta trójka osób ciężko poszkodowanych, to dwie osoby dorosłe i jedno dziecko, które znajduje się w szpitalu w trakcie diagnostyki w stanie stabilnym. Pozostała dwójka ma urazy typowo mechaniczne, czyli złamania. Jedna z osób jest ciężko poparzona i przebywa w Centrum Leczenia Oparzeń".
Pozostałe osoby są lekko ranne; zostały rozwiezione do szpitali poznańskich, gdzie są w trakcie diagnostyki.
- Co do ich stanu - jest za wcześnie, by powiedzieć, ale miejmy nadzieję, że większość będzie mogła po diagnostyce udać się do domu - ocenił.
Poszkodowane osoby odwiedziła w niedzielę w szpitalu wicewojewoda wielkopolski Marlena Maląg.
Na miejscu katastrofy od samego rana akcję prowadzą służby. Poza policją, jest 160 strażaków-ratowników, 30 zastępów straży pożarnej, w tym specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza z psami.
Poszkodowani mieszkańcy, którzy nie wymagali pomocy medycznej, zostali przewiezieni do pobliskiego hotelu. Mają tam zapewnione schronienie i pomoc służb społecznych, a także pomoc psychologiczną. Z poszkodowanymi osobami przeprowadzane są także wywiady, by można było im świadczyć od poniedziałku pomoc materialną i finansową, przygotowaną w takich przypadkach.
Zawalona kamienica znajduje się nieopodal kościoła.
- Kiedy byliśmy w kościele nagle coś huknęło i wszystko zaczęło się trząść. Baliśmy się bardzo; trzęsły się te ogromne żyrandole, w kościele przy witrażach wypadła szyba - mówiła jedna z mieszkanek pobliskiego bloku. Jak dodała, kiedy zobaczyła, co się dzieje pobiegła do mieszkania i przyniosła poszkodowanym koce, to co - jej zdaniem - mogło się przydać poszkodowanym - nad ranem w Poznaniu temperatura sięgała - 10 C.
Krzysztof Zieliński, który także mieszka w okolicy zawalonej kamienicy powiedział, że "to wszystko wyglądało jak jakaś apokalipsa".
- Nie wiedziałem, co się dzieje. Z okna widać było tylko dym, później krążący helikopter, który szukał tu jakiegoś miejsca, żeby wylądować. A potem słyszałem już to przerażające wycie tych wszystkich syren - wtedy już zdałem sobie sprawę, że wydarzyła się tragedia - niemal pod moimi oknami - powiedział.
Karolina dodała z kolei, że nigdy tak bardzo się nie bała.
- Takie rzeczy ogląda się w filmach, ale to, co czuje człowiek, kiedy taka tragedia dzieje się na naszych oczach, jest nie do opisania - podkreśliła.
Na miejsce zdarzenia od rana zaczęli się schodzić okoliczni mieszkańcy poruszeni zdarzeniem, niektórzy płaczą, inni robią zdjęcia, nagrywają filmy i obserwują akcję.
Strażacy będą pracować na miejscu do czasu całkowitego odgruzowania miejsca zdarzenia. Akcja może potrwać do poniedziałku.
Skomentuj artykuł