Rozwiązania brak, a skutki nieprzewidywalne

(fot. EPA/Siergiej Dolczenko)
Anna Wróbel / PAP / drr

Od kiedy 1 marca prezydent Rosji Władimir Putin dostał zgodę parlamentu na wprowadzenie wojsk na Ukrainę, wydarzenia wokół rewolucji w Kijowie nabrały charakteru sporu Rosji z Zachodem, kryzys jest trudniejszy do rozwiązania, a jego skutki mniej przewidywalne.

W mediach, ale także wśród politologów, pojawiły się opinie przyrównujące obecną sytuację do zimnej wojny. "Zachód i Rosja wpłynęły na burzliwe wody. (...) Okres po zimnej wojnie może być teraz widziany, patrząc wstecz, jako okres pomiędzy zimnymi wojnami" - napisał w "Foreign Policy" Dmitrij Trenin.

DEON.PL POLECA



Przed 1 marca eksperci i komentatorzy spodziewali się stanowczej reakcji Rosji na zmianę władz w Kijowie, ale prognozowali, że raczej postawi ona na nacisk gospodarczy na Ukrainę i przedłużanie się tam niestabilności politycznej. Przypuszczali też, że mimo wagi Krymu dla Rosji przed próbami jego aneksji powstrzyma ją np. obecność muzułmańskiej społeczności Tatarów, niechętnie usposobionych do Moskwy.

1 marca Rada Federacji, na wniosek Putina, zgodziła się na użycie rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie w celu ochrony zdrowia i życia obywateli rosyjskich i członków sił zbrojnych Rosji na Krymie. 4 marca Putin na konferencji prasowej powiedział, że na razie nie ma konieczności użycia wojsk, ale Rosja ma taką opcję, jeśli we wschodnich regionach Ukrainy zacznie się zamęt. Do 7 marca do takiej interwencji nie doszło. Rosyjska obecność wojskowa nie wykroczyła poza Krym, gdzie liczebność rosyjskich żołnierzy strona ukraińska ocenia na ok. 30 tysięcy.

Działania Rosji na Krymie Zachód uznał za pogwałcenie prawa międzynarodowego i suwerenności Ukrainy. USA ogłosiły sankcje wizowe wobec wysokiej rangi rosyjskich i ukraińskich urzędników i innych osób odpowiedzialnych za zagrożenie suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. UE zawiesiła rozmowy z Rosją o liberalizacji wizowej i nowej umowie o partnerstwie i współpracy, ale nie wprowadziła sankcji wobec przedstawicieli Rosji, a jedynie zapowiedziała taką możliwość. Zarazem UE zaproponowała pakiet finansowy dla Ukrainy w wysokości 11 mld euro i zapowiedziała podpisanie z tym krajem politycznej części umowy stowarzyszeniowej.

Komentatorzy są jednak zgodni, że zachodnie sankcje nie skłonią Rosji do rezygnacji z jej celów wobec Ukrainy. Kreml jest przygotowany - jak napisał brytyjski analityk James Sherr - na "wysokie ryzyko i czasowe straty finansowe i polityczne w zamian za obronę swych żywotnych interesów". W analizie na stronie ośrodka Carnegie Europe Sherr zauważa, że Rosja wierzy, iż interesy europejskiego biznesu przeważą nad geopolitycznymi. Przypomina też, że celem Rosji "nie jest tylko Krym, a Ukraina jako całość" i będzie ona dążyć do "pokazania Kijowowi, Brukseli i Waszyngtonowi, że na Ukrainie nie można osiągnąć niczego bez zgody Moskwy".

W pierwszych dniach marca przyspieszyły działania władz Autonomicznej Republiki Krymu w kierunku uniezależnienia się od Kijowa. 6 marca krymski parlament opowiedział się za wejściem półwyspu w skład Federacji Rosyjskiej i wyznaczył na 16 marca referendum w tej sprawie. Analityk ośrodka Carnegie w Moskwie Lidia Szewcowa ocenia jednak, że ani Krym, ani południowo-wschodnie obwody Ukrainy nie są dla Rosji celem samym w sobie. Jej ogólnym celem jest utrzymanie Ukrainy w stanie "państwa upadłego", i Rosja w swych dążeniach nie bierze pod uwagę tylko jednego scenariusza działania.

Od zmiany władz w Kijowie Rosja konsekwentnie uważa je za nieprawomocne. Naciska na realizację na Ukrainie porozumień z 21 lutego, zawartych przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza z opozycją, pod auspicjami ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski. Putin zasugerował, że Rosję nie wiąże Memorandum Budapeszteńskie, na mocy którego była jednym z państw-gwarantów suwerenności Ukrainy. Rosja zgadza się na powołanie międzynarodowej grupy kontaktowej pod kierownictwem OBWE w celu dialogu politycznego z Ukrainą, ale do 7 marca nie doszło do takich rozmów.

Według Szewcowej wrażenie, że Rosja ustępuje pod presją Zachodu - a tak odczytano konferencję Putina z 4 marca - jest mylne. Rosyjski prezydent próbuje wywołać u słuchaczy "dysonans poznawczy" - bo tak należy odczytać jego słowa, że nie użyje wojsk na Ukrainie, póki nie będzie to potrzebne. W istocie, "Kreml jest całkiem szczery - gra trwa nadal, tylko jej formy mogą się teraz zmienić" - pisze analityczka moskiewskiego Carnegie.

Ocenia przy tym, że "wraz z rosyjską inwazją na Ukrainie zaczął się kruszyć cały system międzynarodowy, który powstał po 1991 roku". Formaty współpracy politycznej, takie jak G8, wyczerpały się. Fakt, że Rosja motywuje swoje działania koniecznością obrony swych rodaków, "wskrzesza upiory przeszłości" i sprawi, że państwa, gdzie żyje mniejszość rosyjskojęzyczna, "zaczną rewidować swą strategię obronną". Państwa mające broń jądrową nie pozbędą się jej, tak jak zrobiła to Ukraina w zamian za gwarancje zawarte w Memorandum Budapeszteńskim.

Dmitrij Trenin ocenia, że działania Rosji na Krymie i zgoda parlamentu Rosji na użycie wojsk to oznaka, że "Moskwa wraca do Europy jako aktywny gracz po raz pierwszy od 1989 roku". Prognozuje on, że to zmieni całą geopolitykę w Europie Wschodniej. Ukraina niemal na pewno pozostanie bez Krymu, Gruzja powróci na "szybką ścieżkę planu działań na rzecz członkostwa w NATO", kraje bałtyckie i Polska będą zabiegać o choćby symboliczną obecność wojsk amerykańskich. Relacje Rosji z NATO, USA i Zachodem pogorszą się. "To, co nastąpi, będzie +ciekawymi czasami+, jak mówią Chińczycy - najeżonymi niebezpieczeństwami" - prognozuje Trenin.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Rozwiązania brak, a skutki nieprzewidywalne
Komentarze (2)
jazmig jazmig
8 marca 2014, 12:14
 "wraz z rosyjską inwazją na Ukrainie zaczął się kruszyć cały system międzynarodowy, który powstał po 1991 roku". Ten system zaczął się kruszyć od secesji Kosowa z Serbii, wspartej przez państwa zachodnie. Potem była wojna w Gruzji i secesja jej terenów, bez poważniejszych konsekwencji dla Rosji. Krym jest dalszym ciągiem błędów Zachodu i to nie dlatego, że ustępuje on Rosji, bo w Kosowie nie ustąpił, lecz dlatego, że Zachów w Kosowie zainicjował politykę faktów dokonanych opartych o użycie siły i lekceważenie drugiej strony. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
L
lucek
8 marca 2014, 10:17
Należy jak najszybciej znaleźć alternatywnych dostawców paliw - Iran, Libię, czy skończyć ten nieszczęsny gazoport.