Elżbieta Nowak
Nie ma tygodnia, a może nawet dnia, żeby w mediach społecznościowych w grupach skupiających osoby deklarujące się jako katolicy, nie pojawiały się nawoływania do wypisania dzieci z nieobowiązkowej części edukacji zdrowotnej, czyli edukacji seksualnej. Czy ktokolwiek z tych osób udostępniających dalej takie posty zadał sobie trud i przeczytał podstawę programową tego przedmiotu, czy tylko bazuje na przekazach jak się okazuje, wątpliwej wiarygodności (pomimo, że uwiarygadnianych przez autorytety)?
Nie ma tygodnia, a może nawet dnia, żeby w mediach społecznościowych w grupach skupiających osoby deklarujące się jako katolicy, nie pojawiały się nawoływania do wypisania dzieci z nieobowiązkowej części edukacji zdrowotnej, czyli edukacji seksualnej. Czy ktokolwiek z tych osób udostępniających dalej takie posty zadał sobie trud i przeczytał podstawę programową tego przedmiotu, czy tylko bazuje na przekazach jak się okazuje, wątpliwej wiarygodności (pomimo, że uwiarygadnianych przez autorytety)?