Kard. Ryś: U nas myślenie jest takie, że świecki, żeby cokolwiek mógł robić, musi mieć zlecenie proboszcza
- Cel zasadniczy synodu to jest zmiana postaw, zmiana myślenia. Nasze prezbiterium się starzeje, więcej księży odchodzi na emeryturę niż przychodzi do posługi. Z tego powodu trzeba czynić mocną refleksję nad zaangażowaniem ludzi świeckich. I nie chodzi o to, że świeccy muszą zrobić to, czego księża już nie dadzą rady. A u nas myślenie jest takie, że świecki, żeby cokolwiek mógł robić, w ogóle poczuł się uprawniony, musi mieć zlecenie ze strony proboszcza. No nie - mówi kard. Grzegorz Ryś.
W podcaście publikowanym na stronie archidiecezji krakowskiej kard. Ryś podsumowuje pierwszy etap synodu diecezjalnego.
- Niektóre rzeczy odbieram wprost do siebie i do takiej dość pilnej roboty, ale nie podejmę jej wcześniej niż po wakacjach. To dotyczy też prowadzenia samej kurii, ludzie słusznie mówią o tym, że nie mają doświadczenia jakiejś wielkiej synodalnej kultury w kurii i trzeba się temu przyjrzeć, żeby nie było potem tak, ze ktoś będzie mówił: sami każecie, ale macie inny model działania.
Jak wyjaśnia, proces synodalny rozpoczął się od spotkań z księżmi, bo jak mówił papież Franciszek, "Kościół się porusza stopami proboszczów". - Ten etap synodu, który ma się odbywać w parafiach, bez księży się nie wydarzy. Padały różne pytania o to, co jest na zapleczu Kościoła, wychodziły różne wątpliwości - mówi krakowski metropolita. - Później było dość entuzjastyczne otwarcie synodu, przy dużej frekwencji, potem warsztaty dla przyszłych facylitatorów, czyli osób prowadzących spotkania.
Podkreśla też, że w synodzie bierze udział wiele osób. - Mamy dobrze ponad czterysta nadesłanych pierwszych sprawozdań, syntez - to jest wydarzenie, ponad czterysta syntez! One są z bardzo różnych przestrzeni Kościoła, bo synod się wydarza właściwie wszędzie - mówi w rozmowie. - Teraz dwóch audytorów musi uporządkować to, co napłynęło, by móc nad tym pracować na zebraniu synodalnym.
Kardynał mówi też o swoim zmęczeniu i przepełnionym grafiku, który nie pozwala mu brać udziału we wszystkich spotkaniach zespołów przy kurii. - Mam tak napięty grafik, że co do zespołu synodalnego mam tylko wyrzuty sumienia - wyznaje szczerze. - Przez te pół roku nie pamiętam, żeby odpoczywał. Jest bardzo wiele pracy i rzeczy ważnych. Teraz czekam na pierwsze plenarne posiedzenie i na pewno będę bardzo uważnie słuchał tego, co się będzie działo.
Kardynał przypomina też, co było najważniejszym efektem synodu w archidiecezji łódzkiej. - W Łodzi udało się przekonanie ludzi o tym, że są w Kościele podmiotem, to jest największy owoc synodu łódzkiego. i to jest ważniejsze niż jakiekolwiek zapisy - mówi i dodaje: - To, co zostaje w dokumentach, to jest jedno, ale to, co zostaje w ludziach, jest kluczowe. Cel zasadniczy to jest zmiana postaw, zmiana myślenia.
Źródło: diecezja.pl / mł
Skomentuj artykuł