Rekordowe odszkodowanie dla pielęgniarki. Sąd przyznał ponad 120 tys. zł, ale wiele szpitali wciąż nie płaci
Ponad 120 tys. zł wraz z odsetkami otrzyma pielęgniarka, która wygrała spór o wynagrodzenie przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. To jedna z najwyższych kwot zasądzonych w tego typu sprawach. Choć sądy coraz częściej przyznają rację pracownikom ochrony zdrowia, część placówek nadal nie wypłaca należnych środków, a sprawy trafiają nawet do komorników.
W rozmowie z Medonetem mecenas wyjaśnia, skąd wziął się konflikt pomiędzy pielęgniarkami a pracodawcami, dlaczego spory wciąż trwają i kto najbardziej na nich traci. Jej zdaniem źródłem problemu jest nieprecyzyjność przepisów oraz zmiana systemu finansowania wynagrodzeń, która nastąpiła w połowie 2022 r.
Wszystko zaczęło się od zmiany systemu finansowania
Jak tłumaczy Kaczyńska-Kochaniec, do 30 czerwca 2022 r. Narodowy Fundusz Zdrowia przekazywał środki na wynagrodzenia pielęgniarek w sposób dedykowany, przypisując je do konkretnego pracownika. Po zmianie przepisów od 1 lipca 2022 r. system finansowania uległ modyfikacji, co niektóre placówki medyczne wykorzystały do stworzenia własnej interpretacji zasad wynagradzania. Pracodawcy zaczęli twierdzić, że skoro to oni organizują pracę, mogą samodzielnie określać wymagane kwalifikacje i płacić tylko za te, które uznają za niezbędne.
Według mecenas, ustawa dotycząca wynagrodzeń pielęgniarek nie precyzuje, kto ma określać wymagane kwalifikacje. To właśnie ta luka pozwoliła pracodawcom na własną interpretację przepisów i samodzielne decydowanie o zaszeregowaniu pielęgniarek do odpowiednich grup płacowych. Jej zdaniem, chaos w tym zakresie utrzymywał się do 2025 r.
Sąd Najwyższy rozstrzyga, ale spory trwają
Przełom w sprawach o wynagrodzenia przyniosły orzeczenia Sądu Najwyższego. Pierwszy wyrok dotyczący Jastrzębia-Zdroju nie rozstrzygał jeszcze wszystkich wątpliwości, jednak w sierpniu 2025 r. Sąd Najwyższy jednoznacznie powiązał wymagalność kwalifikacji z wymaganiami określonymi w ustawie, a nie przez konkretnego pracodawcę. Kaczyńska-Kochaniec podkreśla, że Sąd Najwyższy przyjął jasne stanowisko, zgodnie z którym pracownik, czytając ustawę i załącznik z grupami zawodowymi, powinien wiedzieć, do której grupy należy na podstawie swoich kwalifikacji.
Adwokatka spodziewała się, że po takim rozstrzygnięciu sprawy zaczną wygasać, ponieważ pracodawcy nie będą mieli już możliwości interpretowania przepisów na swoją korzyść. Jednak, jak przyznaje, stanowisko Sądu Najwyższego w jednej sprawie nie jest formalnie wiążące dla innych sądów, choć w praktyce powinno być respektowane w podobnych przypadkach.
Wyroki są, pieniędzy nie ma
W praktyce jednak część szpitali gra na czas i nie wypłaca zasądzonych kwot, licząc na przedawnienie roszczeń lub przewlekłość postępowań. Mecenas wskazuje, że nie jest to wina sędziów ani pełnomocników, lecz systemu, w którym liczba spraw jest ogromna, a wydziały pracy zajmują się także innymi postępowaniami. W niektórych sądach toczy się nawet 300 spraw dotyczących wynagrodzeń pielęgniarek.
Adwokatka przyznaje, że nie wszystkie sprawy kończą się sukcesem. Wskazuje na przykład sądów w Kielcach, gdzie – jak relacjonuje – wypłaty realizowane są tylko tam, gdzie zapadł wyrok, a w pozostałych przypadkach szpitale nie regulują należności. Szczególnie trudna sytuacja panuje w Częstochowie, gdzie mimo prawomocnych wyroków i rozstrzygnięć Sądu Najwyższego, szpital nie wypłaca pieniędzy pielęgniarkom. Według Kaczyńskiej-Kochaniec, aż 70 proc. spraw z tej placówki wymaga egzekucji komorniczej.
Koszty dla szpitali rosną, bo oprócz zaległych wynagrodzeń muszą one pokrywać także koszty zastępstwa procesowego i opłaty sądowe, od których pielęgniarki są zwolnione. Mimo propozycji rozłożenia płatności na raty, szpitale często odpowiadają, że nie mają środków i nie są w stanie nic zaproponować.
Sędziowie coraz częściej zachęcają szpitale do dobrowolnej zapłaty, proponując nawet zwolnienie z opłat sądowych, jeśli placówka ureguluje należność bez dalszego procesu. Jednak, jak zauważa adwokatka, nie robi to wrażenia na tych podmiotach, które nadal pozostają w sporze.
Skala problemu i koszty
Według szacunków Kaczyńskiej-
Adwokatka podkreśla, że większość szpitali respektuje przepisy i wypłaca należne wynagrodzenia. Na początku procesów ustawę stosowało około 80 proc. placówek, a obecnie, po licznych ugodach i wyrokach, odsetek ten wzrósł do 80-90 proc. Problem koncentruje się w kilku regionach kraju.
Nowe propozycje resortu zdrowia
Ministerstwo zdrowia planuje wprowadzić zmiany w systemie wynagradzania pielęgniarek, dzieląc je na poziomy w zależności od kwalifikacji. Kaczyńska-Kochaniec ocenia jednak, że to jedynie kosmetyczna zmiana i nie rozwiąże kluczowego problemu, jakim jest dysproporcja zarobków w systemie ochrony zdrowia.
Adwokatka zaznacza, że pielęgniarki walczą o minimalne wynagrodzenie, a nie o przywileje. Przypomina, że kilka lat temu, analizując dane przekazywane przez szpitale do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, zauważyła, że lekarze w państwowych placówkach zarabiali miesięcznie nawet 80-120 tys. zł, a obecnie te kwoty bywają jeszcze wyższe. Jej zdaniem, problemem nie jest wysokość zarobków lekarzy, lecz fakt, że pielęgniarki nie otrzymują nawet ustawowego minimum.
Pielęgniarstwo – zawód sfeminizowany i niedoceniany
Kaczyńska-Kochaniec zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sporu – pielęgniarstwo to środowisko zdominowane przez kobiety, które przez lata były uczone, by nie sprzeciwiać się pracodawcy. Wskazuje, że wiele jej klientek to kobiety w wieku jej mamy, urodzone w latach 60., które często są bardzo lojalne wobec pracodawcy i traktują walkę w sądzie jako ostateczność. Jej zdaniem, to właśnie przez sfeminizowany charakter zawodu pielęgniarki są szczególnie narażone na niekorzystne traktowanie.
Skomentuj artykuł