Czym jest dla mnie Jego Słowo?

fot. depositphotos.com

Czasami mówimy: „To przecież tylko słowa”. Ktoś rzucił coś w złości, ktoś coś obiecał i obietnicy nie dotrzymał, ktoś zapewniał o miłości, ale jego postępowanie mówiło coś zupełnie odwrotnego. To właśnie słowa potrafią zdecydować o tym, czy w jakiejś relacji człowiek poczuje się bezpieczny, czy też na lata zamknie się w sobie. Dzisiejsze czytania mszalne pokazują nam, że Bóg nasze ludzkie słowa traktuje poważniej niż my sami jesteśmy gotowi je potraktować.

„Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (Mt 16,13). Uczniowie przytaczają różne opinie: Jan Chrzciciel, Eliasz, Jeremiasz, jeden z proroków. Wszystkie brzmią niby nie tak źle, bo widać w nich dobrą intuicję, lecz problem w tym, że żadna z tych opinii nie sięga wystarczająco głęboko. Można bowiem uważać Jezusa za mądrego nauczyciela, dobrego człowieka albo inspirującą postać historyczną i jednocześnie nie pozwolić Mu przemienić absolutnie niczego we własnym życiu. Taki Jezus nikogo szczególnie nie niepokoi. Można Go podziwiać, przytaczać Jego słowa, a potem odkładać Ewangelię na półkę, kiedy zaczyna się zauważać, że Jezusowa Dobra Nowina chce przeniknąć wszystkie sfery ludzkiego życia, jak choćby relacji z innymi, ambicji czy nawet finansów.

DEON.PL POLECA



Dlatego z ust Mistrza z Nazaretu pada dziś kolejne pytanie – skierowane już wprost do uczniów: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). Już nie chodzi o poglądy innych, rodzinne tradycje czy zasłyszane religijne odpowiedzi. Chodzi o mnie. O to, czy Jezus jest dla mnie rzeczywiście Bogiem, czy tylko kimś, do kogo zwracam się wtedy, gdy potrzebuję pomocy. Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). A Chrystus wyjaśnia, że tej prawdy nie odkrywa się wyłącznie własnym wysiłkiem: „ (…) nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). Relacja z Bogiem zaczyna się tam, gdzie człowiek pozwala Panu powiedzieć mu o sobie więcej, niż sam potrafiłby wymyślić. Wiara nie polega bowiem na posiadaniu wszystkich odpowiedzi, lecz na zaufaniu Temu, który naprawdę zna drogę do zbawienia.

Warto zauważyć, że w dzisiejszym fragmencie Ewangelii dzieje się jeszcze coś bardzo ciekawego. Szymon mówi Jezusowi, kogo w Nim widzi, a Chrystus mówi mu, jaką misję mu powierza: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój (…)” (Mt 16,18). Bóg nie wybiera człowieka dlatego, że ten już wszystko rozumie i nigdy się nie zachwieje. Dobrze wie, że Piotr jeszcze będzie się bał, pogubi się i zaprze swojego Mistrza. A mimo to powierza mu ogromną odpowiedzialność. Widzi w człowieku więcej, niż człowiek widzi sam w sobie. Słowa, które padają chwilę później, są jeszcze mocniejsze: „I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,19). Jezus powierza Piotrowi i Kościołowi konkretną władzę. Nie jest to przywilej pozwalający decydować, kto zasługuje na bliskość Ojca. To zadanie służenia ludziom, prowadzenia ich ku prawdzie i otwierania drogi do pojednania z Bogiem.

W pierwszym czytaniu o Eliakimie, któremu powierzono władzę, słyszymy: „(…) on będzie ojcem dla mieszkańców Jeruzalem oraz dla domu Judy” (Iz 22,21). Klucze mają służyć trosce, a nie budowaniu poczucia wyższości. Izajasz przekazuje również Bożą obietnicę: „(…) gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy” (Iz 22,22). Bóg naprawdę powierza człowiekowi odpowiedzialność. Nie dlatego, że potrzebuje zastępcy czy wyręczyciela, lecz dlatego, że chce działać także przez ludzką wolność. To ogromne zaufanie, a zarazem przestroga, by darów otrzymanych od Boga nie wykorzystywać przeciwko tym, którym powinny służyć.

Wyraźnie widać to w sakramentach. Kapłan wypowiada słowa rozgrzeszenia, a człowiek rzeczywiście otrzymuje przebaczenie. Podczas chrztu proste słowa i woda stają się początkiem nowego życia. W Eucharystii Chrystus przychodzi pod postaciami chleba i wina. Małżonkowie przez wzajemne wypowiedzenie przysięgi wchodzą w rzeczywistość przymierza. Nic z tego nie jest magią ani dowodem niezwykłości człowieka. To Bóg działa, posługując się ludzkim głosem, gestem i decyzją. Gołym okiem możemy nie dostrzec zmiany. Nie oznacza to jednak, że nic się nie zmieniło. Przecież także miłości, zaufania i przebaczenia nie da się zważyć ani sfotografować, a jednak potrafią odmienić całe życie.

DEON.PL POLECA


Władza powierzona Szymonowi Piotrowi ma swój szczególny i niepowtarzalny charakter, ale słowa Jezusa pozwalają nam również zobaczyć coś ważnego dla naszego codziennego funkcjonowania – nasze wybory nie kończą się w chwili ich dokonania, lecz zostawiają ślad. Mogę słowem związać kogoś z lękiem, wstydem i przekonaniem, że jest bezwartościowy. Mogę też pomóc mu rozwiązać to, co latami zaciskało się wokół jego serca. Jedno upokorzenie potrafi wracać przez całe życie. Jedno uczciwe „przepraszam” może rozpocząć proces uzdrowienia. Sami dobrze wiemy, jak długo nosi się w sobie zdania usłyszane od rodziców, nauczycieli, małżonka albo przyjaciela. Niektóre nadal dodają nam odwagi, a inne wciąż odbierają siły.

„Niebo”, o którym mówi Jezus do Piotra, nie jest tutaj inną nazwą ludzkiej psychiki. Chodzi o prawdziwą rzeczywistość Boga, wobec której nic, co ludzkie, nie jest obojętne. To, co robię drugiemu człowiekowi, ma znaczenie także przed Bogiem. A ponieważ Bóg naprawdę słucha, znaczenie mają również słowa kierowane do Niego: „Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, bo usłyszałeś słowa ust moich. (…) Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, pomnożyłeś moc mojej duszy” (Ps 138,1.3). Psalmista nie twierdzi, że otrzymał natychmiast wszystko, czego chciał. Mówi, że został wysłuchany i umocniony. Czasem odpowiedzią Boga nie jest zmiana okoliczności, lecz siła potrzebna, żeby przez nie przejść. Modlitwa nie ginie tylko dlatego, że nie spełnia się przygotowany przeze mnie scenariusz. Bóg słyszy więcej, niż potrafię wypowiedzieć, i widzi dalej, niż potrafię spojrzeć. Jego wierność nie polega na realizowaniu naszych planów, lecz na dotrzymywaniu Jego obietnic.

Tylko czy ja równie poważnie traktuję słowo Boga? Chcę, żeby On wysłuchał moich próśb, ale czy ja słucham Jego? Proszę o zgodę w domu, a jednocześnie nie chcę zrezygnować ze złośliwości i uszczypliwości. Proszę o uzdrowienie relacji, ale nie dopuszczam myśli o przebaczeniu. Proszę o światło, lecz podejmuję decyzje, jakby Ewangelia i Boże przykazania nie miały dla mnie znaczenia. Nie chodzi o to, że Bóg nagradza posłusznych spełnieniem wszystkich życzeń. Chodzi o to, że lekarstwo, którego konsekwentnie nie chce się zażyć, nie ma możliwości działać. Paweł Apostoł przypomina: „Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!” (Rz 11,33). Nie znamy całego Bożego zamysłu, dlatego też nie możemy dyktować Bogu sposobu działania. Możemy jednak zaufać temu, co już nam objawił. Boże słowo nie może być dodatkiem do codzienności ani religijną jej dekoracją, ale mam w nim widzieć moc, która pomaga rozwiązać to, co mnie niszczy, i związać na nowo moje serce z prawdą, dobrem i nadzieją: „Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen” (Rz 11,36). Może więc największym cudem nie będzie wydarzenie, o które od dawna się dopominam, lecz serce, które wreszcie przestanie być związane nie-Ewangelią. Od odpowiedzi na pytanie, kim jest dla mnie Jezus, zależy to, kim stanę się ja, gdy zaufam Jego Słowu.

Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czym jest dla mnie Jego Słowo?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.