Dzień zachwytu nad wszystkim, co stworzone
Pamiętacie Psalm 8? To ten, w którym autor zachwyca się widokiem „nieba, dzieła palców Bożych” oraz człowiekiem, czyli „koroną stworzenia”, a także tym wszystkim, co go otacza. Cały stworzony świat został wymyślony, zaprojektowany i „wykonany” przez Boga dla… człowieka – aby było mu dobrze na ziemi. Właśnie o tym wszystkim mówi Psalm 8, czyli modlitwa człowieka szczęśliwego.
Dlaczego zachwyt nad stworzeniem jest tak ważny
Opis stworzenia, od którego zaczyna się Pismo Święte, jest przekazem symbolicznym – można powiedzieć: jest przypowieścią o stworzeniu. Dzięki niemu uzyskujemy nie tylko odpowiedź na pytanie, skąd się wzięliśmy, ale też opis ten pokazuje, co działo się wtedy w sercu samego Boga. Otóż pokochał nas, zanim nas stworzył, a inaczej mówiąc, spodobała mu się sama myśl, że możemy istnieć.
Nie stworzył nas jednak pośród niczego, ale wpierw przygotował dla nas mieszkanie, czyli cały świat. Poszczególne dni stworzenia w opisie biblijnym ukazują coś w rodzaju wielkiego kreowania i porządkowania przestrzeni (niewyobrażalnej przestrzeni), aby w końcu, gdy pojawi się człowiek, miał wszystko, co jest mu potrzebne do życia. Co jednak ważne i o czym nie można zapominać, poszczególne dni stanowią odrębne etapy stworzenia, a na ich zakończenie Bóg przygląda się swojej pracy i zachwyca się nią. Nie jest to jednak zachwyt samym sobą i własną wszechmocą – Bóg, co może zaskakiwać, jest pokorny – ale zachwytem w kontekście mającego nastąpić już za kilka dni pojawienia się człowieka. Bóg stwarza wszystko dla nas, a potem zachwyca się tym, bo wie, że zrobił coś dobrego dla nas, co będzie pożyteczne i będzie nam służyć. Dobro zawsze jest „dla kogoś”. Na końcu natomiast zachwyca się człowiekiem: stworzył nas z prawdziwym rozmachem. Udał się człowiek Bogu.
Pismo Święte podkreśla, że dzieło stworzenia było pracą, jaką wykonał Bóg, dlatego też ostatni – siódmy dzień – Stwórca odpoczął. Na czym miałoby to polegać? Pewnie na tym, że przez cały dzień mógł przyglądać się całemu swemu dziełu i zachwycać się nim bez końca. Dlatego tak ważne jest, abyśmy czasami także dali sobie czas wytchnienia i spojrzeli dokoła: nasz zachwyt stworzeniem jest on naśladowaniem spontanicznej reakcji Boga.
Co było pierwsze: jajko czy kura?
Symboliczny charakter opisu stworzenia ma też swoje minusy: niektórzy, nie rozumiejąc alegorycznego przesłania, traktują go jak opis faktów, inni wprost przeciwnie – robią wszystko, aby go ośmieszyć. Mądrzy ludzie (którzy jak wiadomo, w bajki nie wierzą), wymyślili różne argumenty, kwestionujące ten biblijny opis stworzenia, które jednak były zupełnie zbyteczne – wystarczyło uznać, że Księga Rodzaju nie przedstawia faktów, ale jest przypowieścią. Z drugiej strony równie mądrzy ludzie niejednokrotnie „bawili się” tym opisem, inspirując do refleksyjnego podejścia do zagadnienia. Na przykład: czy wiecie, po czym w dniu powszechnego zmartwychwstania poznamy pierwszego rodzica Adama? Ano po tym, że nie ma pępka. Albo inne ważne pytanie: co Pan Bóg stworzył najpierw: jajko czy kurę? Tu już nie jest tak prosto z odpowiedzią. Pamiętam, że mój nieżyjący już wykładowca historii filozofii, o. Jan Popiel (oczywiście jezuita i co ważne, wywodzący się z „tych” Popielów), mawiał, że „każdy w swoim życiu reprezentuje jakąś filozofię – choćby była to filozofia chłopska”. Otóż ja, gorliwy wyznawca tego właśnie nurtu, problem ten rozwiązywałem jednym zdaniem: oczywiście, że Pan Bóg stworzył najpierw kurę (i koguta), a nie jajko. Zawsze uzasadniałem to twierdzeniem (typowym dla filozofii chłopskiej), że gdyby stworzył najpierw jajko, to ktoś by musiał to jajko „wysiedzieć” – a skoro nie byłoby jeszcze kury, to musiałby to zrobić sam Pan Bóg. A w takim przypadku, drodzy Państwo, (tu ciąg dalszy filozofii chłopskiej), całe stworzenie nie zmieściłoby się w sześciu dniach, tym bardziej, że zwierzęta pojawiły się dopiero w tym ostatnim dniu stworzenia… I tak to można się bawić opisem stworzenia – ważne tylko, żeby to robić w dobrym duchu, nie przestając się dziełem Boga zachwycać.
Święty Franciszek – patron tych, którzy potrafią się zachwycać
Wspomnienie św. Franciszka co roku przypomina nam o tym potrzebie zachwytu nad dziełem Boga i o wdzięczności. Franciszek – jeszcze, gdy był Giovannim Bernardone – miał wszystko. Typowy bogaty syn bogatych rodziców, marzyciel, swoje nawrócenie przeżył, gdy przekonał się, że marzenia o sławie nie zawsze się spełniają. Wzięty do niewoli na wojnie, dwa lata spędził w więzieniu, i to doświadczenie nauczyło go patrzeć na świat inaczej. Kiedy dodatkowo stracił wszystkie dobra – wyrzucony z domu przez ojca – wtedy odkrył, że do życia i szczęścia niewiele potrzeba; wtedy też całkowicie oddał się Bogu. Wkrótce zainspirował swym stylem życia innych, którzy w duchu Franciszka stali się potężnym nurtem odnowy całego Kościoła.
Franciszek otworzył im oczy na piękno stworzenia, ukazując cały świat jako dar Boga dla człowieka. Niby nic wielkiego, a jednak coś, co odmieniło Kościół. Bo do tego, żeby odnowić Kościół, naprawdę nie trzeba wiele…
Skomentuj artykuł