Kapucyn o „sprawdzonej metodzie” na lęki i wewnętrzne walki, która przywraca pokój

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Zulfugar Karimov / Unsplash
Brat Łukasz / Facebook / DEON.pl / red

Kapucyn, brat Łukasz Podsiadły OFMCap, w swoim komentarzu opublikowanym na Facebooku podzielił się sprawdzoną przez siebie „metodą” na lęk i walki wewnętrzne. Jak mówi, zaczął po prostu rozmawiać z Jezusem – własnymi słowami, tak jakby Chrystus był tuż obok niego.

„Większość wojen i bitew toczymy we własnej głowie”

Zakonnik zaczyna swój wpis od przykładu Seneki, rzymskiego filozofa, który powiedział, że „więcej cierpimy w naszej wyobraźni niż w rzeczywistości”. Brat Łukasz podkreśla, że podobnie uważa współczesna psychologia, a „większość wojen i bitew toczymy we własnej głowie”.

„Tworzymy wizje przyszłości, snujemy czarne scenariusze, które najczęściej nigdy się nie wydarzą, a mimo to już teraz odbierają nam spokój i napełniają lękiem” – uważa brat kapucyn.

Zakonnik zdradza, że wspomniany sposób na opanowanie wewnętrznego lęku i chaosu pojawił się u niego po nawróceniu. Zaczął wtedy po prostu rozmawiać z Jezusem. Nie korzystał z modlitewników, ale własnymi słowami, tak jakby Chrystus stał tuż obok niego. Chociaż z początku wydawało mu się, że robi coś wyjątkowego, szybko zrozumiał, że nie jest to nic innego jak forma modlitwy zakorzeniona od wieków w tradycji Kościoła.

DEON.PL POLECA



Pamięć o obecności Bożej

„To po prostu klasyczna «pamięć o obecności Bożej», opisywana chociażby przez św. Teresę z Avila czy Brata Wawrzyńca od Zmartwychwstania. Świadomość, że kroczę bezpieczną i od wieków znaną drogą, była dla mnie niezwykle uwalniająca” – pisze kapucyn.

Podkreśla, że w kontekście swojego odkrycia zaczął inaczej patrzeć na pisma mistyków.

„Wiadomo, że mistyka rządzi się swoimi prawami, bo występują tam głosy czy wizje i jest to wyjątkowy dar Boga, w który wiadomo nikt z nas nie ma obowiązku wierzyć. Kiedy jednak odrzuci się tę nadzwyczajną otoczkę, okazuje się, że u podstaw ich doświadczenia leży ta sama, prosta i ciepła relacja z Ojcem” – uważa brat Łukasz.

Zakonnik przyznaje, że ich świadectwa bliskości z Bogiem stały się dla niego potwierdzeniem, że zmierza we właściwym kierunku.

Brat Łukasz w swoim szczerym wpisie zdradza, że obecnie – nieważne, czy rano, czy w ciągu dnia, lub gdy pojawia się stres – staje w Bożej obecności, mówi o tym, co czuje, ale też zadaje pytania.

„To zmieniło też moje czytanie Pisma Świętego, bo kiedy otwieram Biblię z tą świadomością, to nie jest już tylko pobożna lektura. To jest żywa obecność Boga, który mówi do mnie tu i teraz” – wyznaje kapucyn.

Prosta praktyka, która pomaga w walce z lękiem

Brat Łukasz podsumowuje, że ta prosta praktyka bardzo pomogła mu w przeżywaniu własnych lęków i trudności, a także w zmaganiu się z różnego rodzaju pokusami. Daje mu ona ogromne poczucie bezpieczeństwa i głęboki, trudny do opisania Boży pokój, którego – jak mówi – nie sposób pomylić z niczym innym.

„Dzięki tej relacji też nie czuję się nigdy sam, bo gdziekolwiek pójdę, mam najlepszego towarzysza” – podkreśla zakonnik.

Jeśli lęk jest silny, utrzymuje się przez dłuższy czas lub znacząco utrudnia codzienne funkcjonowanie, warto skonsultować się ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem. Modlitwa i pomoc specjalisty nie muszą się wzajemnie wykluczać.



Źródło: Brat Łukasz / Facebook / DEON.pl / red

DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kapucyn o „sprawdzonej metodzie” na lęki i wewnętrzne walki, która przywraca pokój
Komentarze (4)
JG
~Jefte Gileadczyk
4 października 2026, 08:51
Wewnętrze walki to jeszcze nic, jeśli są uspokojone czułym ramieniem Boga. Gorzej jak zaczynamy mieć świadomość, że u Boga możemy nie uraczyć pokoju, albo że uraczamy go coraz mniej. Czy mimo to pozostajemy lojalni? Prawdziwa walka zaczyna się wtedy kiedy od dawna nie mamy profitu łaski pokoju ani odpowiedzi od Boga, jakbyśmy byli zdani na łaskę i niełaskę bezlitosnego wroga: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku. Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, i nocą, a nie zaznaję pokoju." Ps 22, 2-3. Otwieram Biblię - i to przecież jest żywe doświadczenie wielu ludzi - okres grozy i niepokoju wypływający z zawiedzenia się Bogiem :)
E(
~Ekonomista (po prostu ekonomista)
6 października 2026, 13:21
U Boga spokój zawsze można znaleźć. Nie w jego działaniu czy obietnicach działania ale w naszym podejściu do problemu. Bóg to nie magik, który po podniesieniu dziesięciu zdrowasiek spełni nasze życzenia. Chodzi o zawierzenie naszych problemów Bogu, wtedy jest łatwiej nieść krzyż
E(
~Ekonomista (po prostu ekonomista)
3 października 2026, 23:58
Mój powrót do religii i Kościoła jest powolny ale zgadzam się z bratem Łukaszem. Nie dorabiałem do tego zachowania religii. Po prostu mówię na głos swój problem. Czasem w połowie wypowiadania zdania przychodzi natchnienie i udaje mi się ten problem rozwiązać. Kiedy byłem niewierzący myślałem, że jest to po prostu używanie innej części mózgu. Teraz wiem, że to zawierzenie naszych problemów Bogu pomaga w ich rozwiązaniu
ES
~Ewa Słota
2 października 2026, 15:57
Tak- to naprawdę działa. Ja idę do Jezusa z każdym moim wewnętrznym poruszaniem z każdym ( np. wczoraj wkurzył mnie pewien Salezjanin, itp. Przychodzę do Jezusa- jest Wierzysta Adoracja dzień, noc i ... opowiadam Jezusowi, który i tak wie co się u mnie w sercu, nerkach no i w wątrobie dzieje - więc gadam i gadam ... Po czasie - niekrótkim słyszę w sercu: Ewunia wyluzuj po co ci te wewnętrzne nerwy, spokojnie, to działa. Dopiero po tym czasie - zabieram się do rozważania Różańca Świętego, Pisma Świętego. Przestałam oszukiwać Jezusa, że jest OK. Nie jest i Jezus To Wie. Czynię tak- gdy denerwują mnie " pewne sytuacje" i nie mogę zaakceptować innych wersji, które daje Mi Bóg, bo mnie Kocha. Kocha mnie i Ciebie ... przyjdź, zapytaj Jezusa i oddaj Mu każdą myśl, relację, chwilę - Jezus czeka ( lubię moje wieczorne i nocne spotkania z Jezusem). Sam na sam z Bogiem ja gadam - On słucha. Spokojnie po czasie, wsłuchuję się w Jego Słowo ... ( że niby gadam? Jezus nikomu nie opowie) ...