Kościół w Polsce zaczyna mierzyć się z krzywdą w relacjach zależności

Fot. Depositphotos.com (277823506)

Dorosłe osoby bezbronne – w tym zakonnice, klerycy i chorzy – przez lata pozostawały w cieniu dyskusji o krzywdzie małoletnich. Choć prawo kanoniczne i lokalne inicjatywy dają nowe narzędzia do walki z nadużyciami władzy, realna zmiana zależy od przełamania ugruntowanej mentalności oraz systemowego lęku przed prawdą w strukturach Kościoła.

Kilka dni temu na facebookowym profilu Fundacji św. Józefa zamieszczono grafikę, na której umieszczono słowa siostry Emmanueli Sikorskiej CSDC z zarządu fundacji: „Nowym tematem jest temat dorosłych bezbronnych, temat traumy związany z nadużyciami, z wykorzystaniem seksualnym, z przemocą też w naszych zakonnych strukturach”. Temat ten pojawił się też na ostatnim szkoleniu dla delegatów ds. ochrony dzieci i młodzieży, które odbywało się w Gnieźnie. To dość czytelny znak, że problem wykorzystywania seksualnego osób bezradnych w Kościele, który przez długi czas pozostawał w cieniu dyskusji o krzywdzie małoletnich, zaczyna być wreszcie dostrzegany. Faktem bowiem bezspornym jest, że to właśnie dorośli znajdujący się w sytuacji zależności – seminarzyści, nowicjusze, zakonnice, osoby chore, starsze, czy też wierni związani z duchownym relacją autorytetu – stanowili i nadal stanowią szczególnie narażoną grupę. Ich bezbronność nie wynika z wieku, lecz z pozycji wobec sprawcy.

DEON.PL POLECA



Dla porządku trzeba w tym miejscu przypomnieć, że tę kategorię ofiar prawo kościelne zaczęło systematycznie chronić dopiero w ostatnich latach. Przełomem stało się motu proprio „Vos estis lux mundi” papieża Franciszka z 2019 r., zaktualizowane w 2023 r. Dokument po raz pierwszy jasno zdefiniował „dorosłego bezbronnego” (adulto vulnerabile) jako osobę, której zdolność rozumienia, chcenia lub przeciwstawienia się agresji jest ograniczona z powodu choroby, ułomności fizycznej lub psychicznej, albo pozbawienia wolności osobistej – nawet jeśli ograniczenie to ma charakter przejściowy. Co równie ważne, papież uznał za przestępstwo nie tylko czyny seksualne wobec takich osób, ale także nadużycie władzy i autorytetu. W praktyce oznaczało to, że relacja przełożonego z podwładnym, formatora z klerykiem czy spowiednika ze spowiadającym się nie może już być traktowana jako strefa wolna od odpowiedzialności kanonicznej.

Te zmiany prawa powszechnego Kościoła stworzyły ramy, w których lokalne inicjatywy nabierają realnego znaczenia. Jedną z nich jest decyzja metropolity krakowskiego, kard. Grzegorza Rysia, który 3 lipca 2026 r. powoła komisję „Wysłuchanie i wyjaśnienie”. Jej zadaniem jest zbadanie przypadków wykorzystywania seksualnego osób dorosłych znajdujących się w sytuacji bezbronności lub zależności na terenie archidiecezji krakowskiej – od 1945 r. do dziś. Komisja ma charakter historyczny. Nie zastępuje postępowań karnych ani kanonicznych. Zajmuje się sprawami, które z powodów prawnych (przedawnienie, śmierć oskarżonego) nie mogą już być prowadzone w zwykłym trybie. Otrzymała dostęp do archiwów kurii i gwarancję niezależności. W jej skład weszli eksperci, w tym osoby doświadczone w podobnej pracy w diecezji sosnowieckiej.

To ważny gest. Pokazuje, że Kościół lokalny zaczyna dostrzegać, iż krzywda dorosłych w relacji zależności nie jest „mniej poważna” od krzywdy dzieci. Przeciwnie – często bywa trudniejsza do ujawnienia, bo ofiara sama bywa przekonana, że „powinna była się bronić”, albo że nikt jej nie uwierzy. Komisja krakowska stwarza przestrzeń wysłuchania właśnie dla tych, którzy przez lata milczeli.

Jednocześnie decyzja kard. Rysia ujawnia ograniczenia samego systemu. Prawo kościelne, nawet zreformowane przez Franciszka, wciąż słabiej radzi sobie z przeszłością niż z teraźniejszością. Brakuje ogólnopolskiej, konsekwentnej polityki wobec historycznych spraw dorosłych ofiar. Ba, brakuje jej w odniesieniu do osób dorosłych, które zostały skrzywdzone jako małoletnie. Sprawa komisji ogólnopolskiej ślimaczy się, a ostatnio media doniosły, że do jej statutu uwagi mają m.in. urzędy państwowe, które proszono o konsultacje. Poszczególne diecezje działają w różnym tempie i z różną determinacją. Jest komisja w Łodzi, Sosnowcu, była zapowiedź powołania takowej w Częstochowie. W innych – a jest ich przecież ponad 40 – ‘grobowa cisza’.

DEON.PL POLECA


Komisja w Krakowie wchodzi zatem na pole, którego jeszcze nikt nie dotykał. Wchodzi na nie w sytuacji, gdy „rozgrzebany” jest temat małoletnich. Jeśli jej prace będą rzetelne, a rekomendacje wdrożone, stanie się modelem dla innych diecezji. Jeśli pozostanie gestem symbolicznym – utrwali poczucie, że Kościół wciąż bardziej boi się prawdy niż jej braku. A to, że się boi, widać choćby w podejściu do kwestii małoletnich. Inna sprawa, że doświadczenie z innych krajów uczy, że samo powołanie komisji czy zespołu nie wystarczy. Potrzebna jest kultura, w której ofiara nie jest traktowana jako zagrożenie dla wizerunku, a przełożony nie jest automatycznie chroniony przed odpowiedzialnością. A z tym mamy nad Wisłą gigantyczny problem. Dobrze zatem, że Fundacja św. Józefa czy archidiecezja krakowska dostrzegają problem dorosłych bezbronnych. Mentalność można zmieniać działaniami oddolnymi. A tej tytanicznej pracy bardzo jest nam w Polsce potrzeba.

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kościół w Polsce zaczyna mierzyć się z krzywdą w relacjach zależności
Komentarze (13)
TT
~Teribelka Teribelka
31 lipca 2026, 15:54
...jest jeszcze takie, całkiem naturalne zjawisko, jak synchronizacja cyklu miesięcznego u grupy kobiet, która mieszka razem; to dotyczy np. domów studenckich, hoteli robotniczych także klasztorów. Skutkiem tego, gdy zdarzy się zespół napięcia przedmiesiączkowego u kilku kobiet naraz, może być ciężko... to pokazuje, że zgodne mieszkanie grupy kobiet razem nie jest zbyt możliwe, przynajmniej w rzeczywistości naszej doczesnej, 1.0. Choć może być możliwe w ramach Królestwa Niebieskiego, ale to chyba jest taki cud, jak odrośnięcie nogi... podobnie z celibatem, monogamią, pokorą i innymi cnotami... jeśli głoszona jest Ewangelia, towarzyszą temu znaki... z drugiej strony, kiedy chrześcijaństwo na początku było mniej liczne, łatwiej było o warunki kameralne, układy quasi-rodzinne, a jak się zrobiło masowe, no to stało się bardziej instytucjonalne w sposób naturalny, a wtedy jest większy dystans między przełożonym a podwładnym, i anonimizacja podwładnych i łatwiej o nadużycia...
TT
~Teribelka Teribelka
31 lipca 2026, 14:58
...jeszcze poczytajcie sobie o eksperymencie Milgrama na temat psychologii posłuszeństwa (choćby wikipedia-cytat) "Czynnikami, które nasilały posłuszeństwo badanych, były: bliskość autorytetu i stopień jego zaakceptowania jako „prawdziwego autorytetu” (charyzma), zinstytucjonalizowanie autorytetu; jeśli eksperymentator był postrzegany jako pracownik uniwersytetu, to uległość badanych rosła (podobnie dzieje się, gdy za daną osobą stoi inna instytucja, np. urząd, wojsko, szpital), brak bezpośredniego kontaktu lub duży dystans do ofiary, autorytaryzm badanych (charakteryzujący się uwielbieniem dla autorytetów) – badani autorytarni byli nieco bardziej ulegli (...). Jednak ów wpływ osobowości był mało znaczący. Zmniejszały uległość: niemożność uniknięcia odpowiedzialności za cierpienia ofiary, sprzeczne nakazy różnych osób obdarzonych autorytetem, obecność innych osób, które sprzeciwiają się nakazom autorytetu (sprzymierzeńcy), bliskość ofiary (fizyczna lub emocjonalna)."
TT
~Teribelka Teribelka
31 lipca 2026, 12:26
cz. 2. Życie to "walka o ogień". Kapitalizm, demokracja, prowadzenie biznesu, polityka - to "walka o ogień", choć w nieco cywilizowanej formie. Bez Ducha Świętego Kościół zamienia się w instytucję (metropolita Ignatios w Uppsali 1968), w muzeum, mauzoleum, tak, jak wieloryb wyrzucony na brzeg bez życia staje się martwym, śmierdzącym truchłem. Żeby nie było rozkładu, musi być albo nieustanna konserwacja (jak mauzoleum Lenina), albo życie. Może to stąd bierze się ten ekstremalny tradycjonalizm? Zaś głoszeniu Ewangelii towarzyszą cuda - wskrzeszanie umarłych, wypędzanie złych duchów. Możliwe stają się: inedia (odżywianie się wyłącznie Eucharystią, lewitacja i odrośnięcie nogi. W pierwotnym Kościele ludzie wszystko mieli wspólne. Tam, gdzie pojawiają się w Kościele nadużycia władzy, seksualności, czy finansowe, to miejsca martwicze, miejsca, skąd człowiek, obdarzony wolną wolą, wypędził Ducha Świętego, miejsca, gdzie człowiek jest zamknięty na Ducha Świętego.
TT
~Teribelka Teribelka
31 lipca 2026, 12:25
cz 1. Królestwo Niebieskie to rzeczywistość 2.0 wobec tej doczesnej. Jezus ustawiał dużo rzeczy na opak - np. pasterze mówią, że owcę, która odejdzie od stada należy zabić, bo rozpaździerzy całe stado; Jezus chciał chyba powiedzieć, że tym, co zmienia wszystko jest miłość, jest Duch Święty, który daje życie. Dlatego ubodzy i prześladowani mogą być szczęśliwi. A sam - umarł i następnie zmartwychwstał. Nasza doczesność to rzeczywistość 1.0. Relacja zależności jest jak zostawić pieniądze na stole, albo rower luzem na chodniku. Stosunek wobec słabszych ujawnia prawdę o człowieku. Doświadczenie Zimbardo i podobne (tzw. "stanfordzki eksperyment więzienny") pokazuje, że kontekst bardzo wpływa na ludzkie zachowania. Celibat, a nawet monogamiczne małżeństwo nie są (do końca) zgodne z naturą (gdy żona jest w ciąży, facet nadal może płodzić dzieci)... cdn
ZF
~Zymunt Flojd
30 lipca 2026, 16:21
W każdej niesymetrycznej relacji zależności i podległości następuje krzywda. Dorośli krzywdzą dzieci, pracodawcy krzywdzą pracowników, silniejsi krzywdzą słabszych.
TT
~Teribelka Teribelka
31 lipca 2026, 00:38
Nie każda relacja zależności to od razu krzywda. Ale jest sposobnością do zrobienia krzywdy. Nie można powiedzieć, że WSZYSCY rodzice i wszyscy nauczyciele to patologia, ale ZDARZAJĄ SIĘ wśród nich patole. Podobnie nie wszyscy lekarze, nie wszyscy pracodawcy, nie wszyscy przełożeni (świeccy i kościelni) są od razu patolami. TRZEBA ODPOWIEDNIO USTAWIĆ KWANTYFIKATORY. To zależy od uczciwości, miłości bliźniego i odporności na patoli, którzy deformują to, co może być w sumie dobre - żeby takim patolom się postawić. To może być wielostopniowe - ktoś jest gnojony od góry i gnoi innych w dół, żeby odreagować - to jest zjawisko ponadkulturowe. Faktem jest, że posiadanie władzy znieprawia...
ZF
~Zygmunt Flojd
31 lipca 2026, 14:38
Każda relacja zależności jest krzywdząca Teribelko.
KB
~Ko bieta
3 sierpnia 2026, 00:02
Na szczęście doświadczyłam relacji zależności, gdzie np. często pracodawca pytal mnie, jak się czuję z tym, co on robi, przepraszał za swoje bledy. Albo, gdy byłam jeszcze młoda, o pokolenie starsi pracodawcy traktowali mnie trochę jak własne, dorosłe dziecko. Wiedziałam, że mogę im ufać. Miałam dotychczas szczęście do szefostwa... Myślę, że wśród osób, które były ode mnie samej zależne jest rzesza takich, które krzywdzone się nie czuły. Więc nie sądzę, że w każdej niesymetrycznej relacji zależności automatycznie następuje krzywda - czy sam fakt niesymetrycznosci w relacji miałby może być krzywdzący? Gdy ktoś stara się o dobro osób mu podległych, ma pokorę, takie relacje, w moim doświadczeniu, mogą bardzo dobrze zaspokajać potrzeby obu stron.
JD
~Juraj Dalmatinac
30 lipca 2026, 14:59
Skoro Kościół to nie tradycja, a wspólna, tak jak Abp. Wojda głosi, to po co być częścią wspólnoty Katolickiej, skoro w niej tylko ciągle gwałcą? Pismo Święte mam w domu. Co Kościół Kard. Rysia ma do zaoferowania oprócz monopolu na sakramenty? Wycieczki do Synagogi? Z tego co wiem niczego jeszcze Archidiecezja Krakowska nie organizuje. A co do sakramentów; skoro Imam może prowadzić rekolekcje to taką spowiedź też mógłby ogarnąć— w końcu per Nostra Aetate w każdej religii jest trochę świętości. Kard. Ryś zamiast przeprowadzić śledztwo i je opublikować cynicznie ciągnie tą batalię jak najdłużej aby umocnić swoją pozycję, tak samo jak jego koledzy zrobili na Niemczech. Plagiat? Kościół jest pełen hipokryzji i pustych frazesów a Kard. Ryś jest przyczyną i objawem. Może się mylę, tutaj szybki test: "...KAŻDY CZŁOWIEK ma prawo wybrać sobie miejsce do życia..." To co, Panie Kardynale? Mam już pakować torby i kupować bilet do Watykanu? Chętnie zamienię Polskę na ciepłe Włochy.
TP
~Twój Pracodawca
31 lipca 2026, 14:37
Niczego nie musisz. Nawet od jutra pracować u mnie nie musisz
RK
~Ryszard Kubiak
4 sierpnia 2026, 08:34
Musi, musi!
ES
~Ewa Słota
30 lipca 2026, 09:48
Zgadzam się to, że " nikt mi nie uwierzy" lub " sama chciała" zawsze działa i, to w różnych stanach Społeczeństwa nie tylko wśród duchowieństwa - także w niższych klasach społecznych. Ten chwyt, że "wymyślasz, bo jesteś chora masz lub miałaś depresję i nikt ci nie uwierzy" nadal wykorzystuje się przez cwanych Krzywdzicieli i Tych co ich bronią. Tak naprawdę, to właśnie Krzywdziciele są słabymi, bo Silny Człowiek o wysokiej moralności - nie wykorzysta bliźniego, a powiedzenie, bo " chciała " jest poniżej pasa. Najczęściej Krzywdziciele mają maski przy Ks. Biskupach są OK, a przy podwładnych i niższych ( chorych) są zwykłymi" draniami. Ks. Biskupi są Naiwni, muszą być odporni na graczy i drani. Więcej Sprawiedliwości, bo jak Jezus przyjdzie Wszystko Wyjdzie na Jaw i będzie płacz przez całą wieczność. Pokrzywdzeni zaś na Wieczną Radość. Proszę - łączcie się w swoim Cierpieniu, by przetrwać - Sąd Ostateczny się odbędzie Jezus Wszystko wie Tam nie będzie masek, zakłamania.
TT
~Teribelka Teribelka
29 lipca 2026, 20:01
Trzeba powiedzieć jasno - osoby należące do zakonów, nie posiadające święceń kapłańskich, szczególnie kobiety, będące w sytuacji zależności od władzy kościelnej, pod ślubami posłuszeństwa, są tak naprawdę ubezwłasnowolnione i są de facto w relacji niewolniczej. Dawno temu ćwiczyło się takie osoby w bezwzględnym posłuszeństwie, w praktyce tresowało, zlecając im bezsensowne zadania, typu "sadzenie roślin korzonkami do góry", żeby słuchały przełożonych zanim zdążyłyby pomyśleć, tak jak w wojsku - tylko, że w wojsku to ma znaczenie w odniesieniu do pola walki...