Musimy odważnie przyznać, że w Kościele popełniano błędy

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. IraGirichBO / Depositphotos

„To prawda, że ogólny brak wiedzy o naturze problemu, a czasami także porady ekspertów klinicznych sprawiały, że biskupi podejmowali decyzje, które w skutkach okazywały się błędne” – mówił w kwietniu 2002 r. Jan Paweł II. Słowa te padły na nadzwyczajnym spotkaniu papieża z amerykańskimi biskupami wezwanymi do Watykanu po tym jak dziennikarze z „Boston Globe” w styczniu tegoż roku ujawnili, że w diecezji bostońskiej latami tuszowano przypadki pedofilii. W skandal, który wstrząsnął Kościołem, uwikłanych miało być co najmniej 70 księży, a ofiar było ponad tysiąc.

„Kościelne prawo karne funkcjonowało aż do późnych lat pięćdziesiątych; nie było wprawdzie doskonałe, wiele można krytykować, ale mimo wszystko było stosowane. Jednak od połowy lat sześćdziesiątych przestano je po prostu stosować. Panowało przekonanie, że Kościół nie może już być Kościołem prawa, ale Kościołem miłości; nie powinien więc karać. W ten sposób zlikwidowano świadomość, że kara może być także aktem miłości. Doszło wtedy także do osobliwego zaciemnienia myślenia wielu całkiem dobrych ludzi” – wskazywał Benedykt XVI w 2010 r. w rozmowie z Peterem Seewaldem, odnosząc się do skandali seksualnego wykorzystywania małoletnich.

DEON.PL POLECA



„Musimy przyznać się, że podejmowane dotychczas działania celem naprawienia szkód [skrzywdzonym wykorzystywaniem seksualnym – przyp. TK] nie służyły leczeniu i zabliźnieniu ran. Być może dlatego, że chciano tylko szybko przewrócić wadliwą kartę, nie chciano zaś wziąć na siebie wielkich konsekwencji zła lub też dlatego, że brakowało odwagi, aby przyjąć na siebie odpowiedzialność za zaniedbania, a przede wszystkim za czyny, które doprowadziły do powstania zranień i za proces, który prowadził do ich powiększania. Podejmowane działania nie służyły leczeniu także dlatego, że zabrakło odwagi, aby przyjąć na siebie odpowiedzialność za to, co nas dotyczy – ja jako pierwszy [biję się w pierś – przyp. TK] – i że przerzucano odpowiedzialność na innych lub też dlatego, że uważano, iż można iść dalej bez pokornego i odważnego przyznania się do tego, że zostały popełnione błędy” – napisał Franciszek w „Liście do pielgrzymującego Ludu w Chile” w roku 2018.

„Nie da się zaprzeczyć, że w przeszłości niektórzy odpowiedzialni, z powodu beztroski, niedowierzania, braku przygotowania, braku doświadczenia – musimy osądzać przeszłość zgodnie z hermeneutyką przeszłości – lub lekkomyślności ludzkiej i duchowej, traktowali wiele przypadków bez należytej powagi i gotowości reagowania. To nie może się powtórzyć. Taka jest decyzja i postanowienie Kościoła” – mówił z kolei w grudniu 2018 r. w przemówieniu do Kurii Rzymskiej.

I wreszcie papież Leon XIV. W drodze powrotnej z pielgrzymki do Francji, gdzie spotkał się m.in. z wykorzystanymi seksualnie przez duchownych został poproszony o ustosunkowanie się do słów jednej z osób, z którą rozmawiał. Stwierdziła ona, że papież przyznał iż w Kościele istniał „systemowy charakter wykorzystywania seksualnego w Kościele”. „Czy mógłby Ojciec Święty wyjaśnić swoje stanowisko w tej sprawie? Czy uważa Ojciec Święty, że wykorzystywanie seksualne w Kościele ma charakter systemowy?” – zapytano Leona XIV. Papież odparł; „Osobiście wolę wyrazić to w inny sposób, choć mówiłem o pewnych strukturach w Kościele, które czasami, jeśli tak można powiedzieć, jako system, dopuszczały się wykorzystywania seksualnego. Ale myślę, że ważne jest, by dokonać rozróżnienia. Wykorzystywanie seksualne jest przede wszystkim problemem ludzkim. Kiedy zdarza się w Kościele, nabiera zupełnie nowego wymiaru, ponieważ życie wiary tych osób zostaje głęboko zranione, a czasami nawet zniszczone”.

Przywołuję te cytaty, bo bardzo wyraźnie pokazują, że od co najmniej ćwierć wieku istnieje w Kościele świadomość tego, że struktura instytucji umożliwiała – nie chcę powiedzieć, że dawała przyzwolenie – na wykorzystywanie seksualne osób małoletnich. Z całą zaś pewnością nie reagowała tak jak należało zareagować. Ale powyższe wypowiedzi papieży wskazują także na inną bardzo ważną sprawę. Mimo świadomości istnienia poważnego problemu z zakresie odpowiedzialności zmiana prawa dokonała się stosunkowo niedawno. Pierwsze wypowiedzi Jana Pawła II, to rok 2002, a wprowadzenie przepisów umożliwiających wyciąganie odpowiedzialności wobec biskupów winnych zaniedbań to rok 2016 – przepisów wówczas martwych, bo ustawa wykonawcza pojawiła się dopiero w 2019. Co to oznacza? W dużym uproszczeniu: prawo nie nadąża za świadomością. Ale tu musi pojawić się także inne pytanie. Dlaczego skoro świadomość systemowych działań pojawiła się u papieży, to dlaczego nie pojawiła się u wielu biskupów, którzy wciąż przestępców seksualnych w sutannach usiłowali chronić. Brak próby zrozumienia krzywdy? Fałszywa solidarność? Działania korporacyjne? Wiele takowych pytań można byłoby postawić. Idąc jednak dalej: dlaczego wciąż są miejsca na świecie – także i w Polsce – że problemu wykorzystywania nie traktuje się z należytą powagą? Franciszek mówił: „to się nie może powtórzyć”, a jednak się powtarza. Wciąż dochodzi „do osobliwego zaciemnienia myślenia wielu całkiem dobrych ludzi” (Benedykt XVI).

DEON.PL POLECA


Na postawione tu pytania nie znam odpowiedzi. Nie mam żadnych gotowych recept. A jeśli będziemy milczeć i biernie się przyglądać ciągle będziemy tkwić w jednym miejscu. Musimy odważnie – jak Franciszek, a teraz Leon – odważnie przyznawać, że popełniano błędy. I musimy z tych błędów wyciągać wnioski.

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Musimy odważnie przyznać, że w Kościele popełniano błędy
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.