Franciszkanie dyskutują o Kościele ubogim

Zobacz galerię
(fot. Jan Maria Szewek OFMConv)
Jan Maria Szewek OFMConv

Papież Franciszek wyraził pragnienie Kościoła ubogiego i dla ubogich. W sobotę krakowscy franciszkanie zorganizowali sesję naukową, podczas której pokazali, jak ubóstwo było praktykowane przez pierwszych chrześcijan, a jak przez św. Franciszka i św. Maksymiliana. Zaproszeni goście w panelu dyskusyjnym próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak należy dziś rozumieć Kościół ubogi.

Zdaniem kapucyna o. prof. dr hab. Dariusza Kasprzaka w pierwotnym kościele był brak jednoznacznego modelu ubóstwa. Były różne jego formy: np. wyzbywanie się wszystkiego, ascetyczne wyrzekanie się prawa do posiadania własności, żebractwo, utrzymywanie się z pracy rąk własnych i dziesięciny oraz inne.

Rektor Wyższego Seminarium Duchownego Franciszkanów i dyr. Instytutu Studiów Franciszkańskich o. dr Andrzej Zając powiedział, że krystaliczną i elokwentną ikoną ubóstwa w Kościele stał się św. Franciszek.

Biedaczyna z Asyżu wyzwolił się od wszelkiego posiadania i od jakiejkolwiek dominacji. A stało się to po spotkaniu z trędowatym. "Wtedy zmienił się jego sposób widzenia świata, nastąpiła zmiana mentalności" - przypomniał.

"Człowiek prawdziwie ubogi to taki, który nie posiada siebie samego, ma dystans do siebie" - przekonywał zakonnik.

Dlatego o. Andrzej Zając uważa, że spotkanie człowieka ubogiego pozwala wejść nam w nową mentalność. Stąd jego zdaniem ubodzy są darem i mogą nas wiele nauczyć.

Franciszkanin przy okazji zwrócił uwagę na niebezpieczeństwa, jakie się pojawiają w podejściu, w pojmowaniu ewangelicznego ubóstwa. Jedni ograniczają je do braku posiadania (ubóstwo zmaterializowane), drudzy do braku przywiązania (ubóstwo duchowe), a jeszcze inni do debatowania, a nie praktykowania (ubóstwo zintelektualizowane).

Dlatego w panelu prowincjał franciszkanów o. Jarosław Zachariasz, albertyn br. Paweł Flis i socjolog dr hab. Andrzej Porębski zgodnie twierdzili, że ubóstwo należy zachowywać w obydwu wymiarach - zarówno materialnym, jak i duchowym, i że nie należy teoretyzować, ale praktykować.

"Chcąc być ubogim, muszę wymagać od siebie, a nie dla siebie" - spointował albertyn.

Kustosz Centrum św. Maksymiliana w Harmężach k. Oświęcimia o. dr Piotr Cuber zastanawiał się, jak w praktyce pogodzić cnotę nieposiadania, nie przywiązywania się, nieskorzystania ze zdobyczy techniki z potrzebami apostolskimi i posługą duszpasterską. W odpowiedzi przywołał przykład nieodrodnego syna św. Franciszka - św. Maksymiliana Marii Kolbego.

"Ograniczając jak najbardziej potrzeby prywatne, prowadząc życie jak najuboższe, będziemy używali choćby najnowocześniejszych środków. W połatanym habicie, w połatanych butach, na samolocie najnowszego typu, jeżeli to będzie potrzebne dla zbawienia i uświęcenia większej ilości dusz - pozostanie naszym ideałem" - przypomniał o. Cuber zasadę działania twórcy Niepokalanowa.

"W praktyce ubóstwo w klasztorach Niepokalanej w Polsce i Japonii wyrażało się w skromności zabudowań, prowizoryczności warunków bytowych, w dalekim od kapitalistycznej idei zysku sposobie działania, wreszcie w przeznaczaniu wszelkich dochodów i ofiar na cele duszpasterskie, unikając przy tym choćby pozoru zbytku i własnej wygody" - dodał o. Piotr.

A jak zauważył kustosz Centrum w Harmężach, były generał Zakonu o. Lanfranco Serrini nazywał św. Maksymiliana "doskonałym franciszkaninem".

O. Piotr Cuber jednego jest pewny, że papież Franciszek od samego początku swojego pontyfikatu robi franciszkanom nieustanny rachunek sumienia z naśladowania Patriarchy, szczególnie w aspekcie ubóstwa.

Referaty zostały wygłoszone, a dyskusja przeprowadzona w ramach sesji kolbińskiej, zorganizowanej przez Wyższe Seminarium Duchowne Franciszkanów i Instytut Studiów Franciszkańskich. "Odbywają się one przy Franciszkańskiej w Krakowie od 13 lat i mają na celu opracowanie poprzez ekspertów syntezy myśli św. Maksymiliana, umieszczając ją w odpowiednim kontekście historyczno-kulturowo-religijnym, przybliżającymi nieznane dotąd aspekty życia i myśli świętego z Auschwitz" - wyjaśnia o. Piotr Bielenin z ISF.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Franciszkanie dyskutują o Kościele ubogim
Komentarze (4)
W
Wiarus
12 stycznia 2014, 14:20
Znam to , kiedyś w wojsku [ nie wiem jak jest teraz ] było zjawisko tzw. "fali " byly to nieoficjalne władze , kiedy kadra oficerska poszła juz na obiad wtedy rządzili oni . Nie liczył sie regulamin tylko oni.  Duchowieństwo jest tworem hermetycznym ale i tak po odgłosach można się dopatrzć twórczego fermentu .  Instytucja wydaje się być sparaliżowana, nie liczy się Ewangelia , liczą sie  "oni " Myślę ,że reformatorzy nie mają wiekszych szans na odnowę życia, na powrót do nauki Mistrza  jeśli pozostaną sami , ale kiedy wyjdą z wieczernika ...  w kierunku laikatu , sami pozostana uzurpatorzy , nie jestem dyplomatą , ci którzy postanowili sobie z koscioła zrtobic zacziszny kątek .   Dla laikatu to żaden problem.
BO
błędy odnowy przewidział
12 stycznia 2014, 12:20
Stanowczą odpowiedź od o.Pio usłyszał ojciec generał zakonu franciszkanów, gdy przybył prosić o modlitwę w intencji kapituły, która miała zająć się opracowaniem nowych Konstytucji zakonu. Zakonnik z Pietrleciny uznał je za destrukcyjny nonsens i wyrzyknął: Nie wolno nam się wynaturzyć, nie wolno nam się wynaturzyć! Na Sądzie Bożym św. Franciszek nie pozna swoich synów! Ojciec Pio miał rację. Nowe Konstytucje spowodowały wynaturzenie idei życia monastycznego, a w konsekwencji drastyczny zanik powołań wywołany zmianami. Okazuje się, co potwierdzają zakony tradycyjnej obserwancji, że młodzi wcale nie pragną rozluźnienia dyscypliny i doktryny, ale wręcz przeciwnie - solidnej szkoły wiary i pracy. Ostatnim cytatem, który pragnę przytoczyć jest ten, wypowiedziany tuż po Soborze, kiedy wszyscy liberałowie z radością wyczekiwali "nowej wiosny Kościoła". Święty z Pietrelciny prosił wtedy: W tych czasach ciemności, módlmy się. Czyńmy pokutę za naszego elekta. Czasy ciemności... Dobre określenie. Czasy w których nie wiedziano jeszcze kto jest wrogiem, a kto przyjacielem i jaki jest cel tych pierwszych. Czasy, w których zachwiano wiarą wielkiej rzeszy katolików zagubionych i niepewnych wobec tych wszystkich zapowiadanych nowości.
OP
o.Pio przewidział
12 stycznia 2014, 10:40
O. Pio traktował Mszę jako Najświętszą Ofiarę Pana Jezusa. Msza była dla niego realnym uczestnictwem w wydarzeniach z Góry Kalwarii. Dlatego padre Pio był skupiony, poważny, rozmodlony i przejęty cudem, który wydarza się podczas sprawowania Tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej. Brak wiary lub po prostu wiedzy o tym, czym jest Msza doprowadziła dzisiaj do sprotestantyzowania rytu Najświętszej Ofiary, do wprowadzenia gitar, dziecinnych piosenek, opowiadania humoresek z ambony itd. Twórcy Mszy „posoborowej” mówili, że dotychczasowy ryt jest sztywny i niezrozumiały. Zanim jednak te zarzuty pojawiły się na forum reformatorów liturgicznych, o. Pio wyjaśniał, że mszał potrzebny jest tylko kapłanowi, a dla wiernych najlepszą formą udziału w Świętej Ofierze jest zjednoczenie z Bolesną Matką u stóp Krzyża, we współczuciu i miłości. o. Pio bardzo dbał, aby wśród wiernych podczas Mszy był porządek i spokój. Jeżeli ktoś stał, nawet z uwagi na brak miejsca w ławkach, o. Pio stanowczo nakazywał uklęknięcie , aby godnie uczestniczył w Mszy Św. Czy możemy sobie wyobrazić, co zrobiłby, gdyby przyszło mu patrzeć jak dzisiaj po beztroskiej liturgii, w atmosferze brzdąkaniny młodzieżowych piosenek religijnych wierni przyjmują Komunie Święta na rękę!?
RP
reformy poszły za daleko
12 stycznia 2014, 10:35
Duchowy syn św.Franciszka Św. o.Pio.   Nie miał nic wspólnego z „posoborowym” duchem „odnowy” w Kościele. Do końca swoich dni odprawiał Mszę Trydencką (tzw. Mszę „przedsoborową”), o co prosił władze Kościelne. Ostro krytykował dostosowywanie życia zakonnego do tak zwanych wymogów współczesnego świata (aggiornamento). Wymagał surowej obyczajowości. W głębokiej duchowości św. Ojca Pio (1887-1968) nie było krzty popularnego dzisiaj charyzmatyzmu na modłę Odnowy w Duchu Św.Taize czy też innych wspólnot zapożyczonych z protestantyzmu lub judaizmu. Niektórzy mówią, że osoba padre Pio zamyka, aż do dzisiejszego dnia, czas wielkich świętych Kościoła katolickiego. Warto przypomnieć jego życie i miłość do Mszy św. którą uwolnił na nowo Benedykt XVI w  Mottu Proprio “Summorum Pontificum”, które z kolei weszło w życie 14 września 2007 r.   Skromny kapucyński zakonnik przeszedł do historii głównie dzięki nadprzyrodzonym znakom i cudom, które towarzyszyły jego życiu. Nie każdy jest chętny lub gotowy, aby odkrywać u o. Pio istotę jego życia, którą było zupełne duchowe zjednoczenie z ukrzyżowanym Jezusem Chrystusem oraz głęboka świadomość małości człowieka i wielkości Stwórcy. „Bóg zerwał zasłonę (…) widzę siebie tak oszpeconego, że nawet moje odzienie odczuwa odrazę z powodu mego brudu” – pisał zakonnik.   O. Pio nie zapłonął wizją „reformowania” Mszy, która wydała tylu świętych. Nie widział też być może potrzeby „dostrajania” do nowych czasów kanonizowanego przez św. Piusa V rytu mszalnego. Zanim jeszcze zobaczył tekst rytuału nowej Mszy (!!!), napisał do papieża Pawła VI prośbę o dyspensę od tego liturgicznego eksperymentu. Odpowiednią zgodę przywiózł mu osobiście Antoni kardynał Bacci. O. Pio pozwolił sobie wtedy na mocne słowa skierowane w stronę papieskiego wysłannika: „Na miłość boską, szybko zakończcie ten Sobór!” . Kardynał Bacci doskonale rozumiał słowa zakonnika oraz jego troskę o zachowanie starej Mszy.