17 zł na dziecko. Biskupi, czemu o tym nie mówicie?

(fot. Philip Dean / flickr.com)

Dziś media obiegła skandaliczna wiadomość. Politycy wespół z urzędnikami ZUS wycenili pracę matki przy nowo narodzonym dziecku na lekko ponad 17 zł miesięcznie. Dlaczego tego rozwiązania nie krytykują hierarchowie, którzy przecież zwykle chętnie wypowiadają się na tematy około-rodzinne?

Na podpis prezydenta czeka właśnie ustawa regulująca wysokość miesięcznego macierzyńskiego dla matek prowadzących działalność gospodarczą. Od kilkunastu dni kobiety prowadzące własne firmy alarmują, że jeśli prezydent podpisze ustawę, wiele z nich zostanie praktycznie bez środków do życia. Założyły fanpage na Facebooku, próbują zwrócić na problem uwagę mediów, zbierają podpisy pod petycją... Dziś w sensacyjnym tonie o sprawie piszą portale, bo - jak wyliczyli posłowie wraz z urzędnikami ZUS - praca kobiety wychowującej nowo narodzone dziecko jest warta dokładnie 17 zł i 77 groszy miesięcznie. Tyle macierzyńskiego przez rok będą otrzymywać kobiety najprawdopodobniej od 1 listopada.

Nie chcę się tu rozwodzić nad niuansami ustawy i powodami, jakie kierowały jej powstaniem. Ogólnie rzecz ujmując, urzędnicy postanowili ukrócić zapędy kobiet-oszustek, które zakładały działalność gospodarczą tuż przed porodem, aby wyłudzić od państwa grube pieniądze ("kokosy"). Ja takich matek nie znam, znam za to kilka dziewczyn, które taką działalność prowadziły przez dłuższy czas i wcale nie powodowały nimi niemoralne chęci "nachapania się". Znam też mamę, której - mimo płacenia składek przez długi czas - ZUS wyliczył macierzyński w wysokości... 0 (słownie: zero) złotych miesięcznie, a która już od trzech lat procesuje się z bezdusznymi urzędnikami.

Bardziej jednak, niż szczegóły proponowanej ustawy, trapi mnie jedna kwestia. Dlaczego w tak ważnej, bo dotyczącej przecież rodziny i rodzicielstwa, sprawie milczą biskupi i hierarchowie?

DEON.PL POLECA

Ktoś powie, że gdyby Konferencja Episkopatu Polski miała komentować każdą beznadziejną, głupią i złą decyzję polityków, to musiałaby się zajmować wyłącznie tym i niczym innym. Zgoda, episkopat nie jest od recenzowania ustaw, ale ta sprawa to też nie byle jaka błahostka. To sprawa dotycząca prokreacji, o której przecież biskupi chętnie i często wypowiadają się w homiliach.

Oczywiście, znowu ktoś może powiedzieć (nie bez racji), że biskupi nie są od takiego bezpośredniego "mieszania się do polityki" czy pisania ustaw. Znowu - zgoda, ale jeśli z taką mocą grzmią z ambon na przykład na temat propozycji ustawy o in vitro, to oczekiwałabym choćby jednego biskupiego głosu w sprawie propozycji ustawy, dyskryminującej matki prowadzące działalność gospodarczą - to w końcu matki takie same jak inne.

Co ciekawe, za projektem ustawy zagłosowały wszystkie sejmowe ugrupowania - całych 425 posłów. Biskupi wiele razy, nawet w bardzo krytycznym tonie, wypowiadali się na temat prawicowych czy wierzących posłów, kiedy ci popierali ustawy niezgodne z moralnością czy nauczeniem Kościoła. Dlaczego dziś żaden z hierarchów nie krytykuje tych samych posłów za podniesienie ręki przeciwko matkom? Czy naprawdę wystarczy wyłącznie mówienie o tym, jak wielki kryzys demograficzny mamy w Polsce, i zachęcanie kobiet do tego, by mimo wszystko, mimo wszystkich utrudnień i rzucanych przez rząd kłód pod nogi, rodziły dzieci? Obawiam się, że nie wystarczy...

Ostatnio przez polskie media przetoczyła się fala komentarzy na temat mniej (lub dla niektórych bardziej) udanego spotu Fundacji Mamy i Taty. Głos (pochwalny) w sprawie spotu zabrało wielu znanych mi kapłanów. Dziś ci sami księża milczą, kiedy mowa o realnej barierze powodującej odkładanie macierzyństwa (wycieczki do Tokio, nie oszukujmy się, w polskich realiach taką barierą nie są). Dlaczego zatem nikt nie podejmuje tego tematu? Dlaczego wspomniana fundacja, która sprawia wrażenie, jakby po wywołaniu awantury z poczuciem głębokiego samozadowolenia osiadła dla laurach, również milczy w sprawie skandalicznej propozycji ustawy?

Katolickie media z wielkim zaangażowaniem włączyły się w promocję wspomnianej kampanii. Przez wiele dni publikowały głosy, broniące jej twórców. Zresztą, nie ma chyba tygodnia (dnia?), w którym nie znaleźlibyśmy w takich serwisach treści prorodzinnych, zachęcających do podjęcia decyzji o macierzyństwie etc. To dobrze, ale dlaczego dziś, kiedy przeglądam te same serwisy, nie znajduję w ogóle (albo jedynie zdawkowo) informacji o 17 zł macierzyńskiego?

Pytań jest bardzo wiele. Nie oczekuję, że ktoś mi na nie odpowie. Wolałabym nawet, żeby nikt mi nie odpowiadał. Ale niech ze środowiska katolickiego wybrzmi choć jeden mocny głos w obronie matek prowadzących działalność gospodarczą. Niech prorodzinne apele nie będą tylko słowami, niech idą za nimi konkretne działania.

PS. Petycję do prezydenta można podpisać tutaj.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

17 zł na dziecko. Biskupi, czemu o tym nie mówicie?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.