Czy Franciszek kontynuuje nauczanie Jana Pawła II?

Jacek Siepsiak SJ

Czy papież Franciszek zmienił doktrynę na temat rozwodów? Pojawiły się głosy, że tak. Inni zapewniają, że ciągłość nauczania jest zachowana. Jak na to spojrzeć?

Myślę, że aby trafnie oceniać, trzeba mieć trochę dystansu. Dlatego warto się posłużyć porównaniem. Nasze spojrzenie będzie wtedy spokojniejsze.

Rozwodnika żyjącego w powtórnym związku i próbującego się wyspowiadać można porównać do polityka, który przyszedł do spowiedzi i z żalem wyznał, że musiał trochę nakłamać i manipulować. Żałuje, już nie chce tak robić. Prosi o wybaczenie. Ale ksiądz pyta go, jakie są szanse na to, by już nie kłamał jako polityk. On szczerze odpowiada, że marne. Wie, że w swojej pracy musi trochę "podkolorowywać", że takie ma zadanie w partii, że szef tego oczekuje.

Ma dostać rozgrzeszenie czy nie? Tkwi w strukturze, która go niejako "zmusza" do grzechu. Publiczne kłamstwo, związane często ze zniesławianiem ludzi, to poważny grzech, więc dlaczego miałby otrzymać rozgrzeszenie bez publicznego odcięcia się od tego, co mówił? Co może powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? Odcięcie się od tych "kłamstw" wiązałoby się z "wyleceniem" z partii. A tu zaciągnięte kredyty, długi do spłacenia, żona, dzieci itp. Już tyle lat był politykiem, że teraz trudno będzie wrócić do wyuczonego zawodu. W jego wieku nie znajdzie "przyzwoitej" pracy. Może przejść do innej partii? Ale popalił tyle mostów!

DEON.PL POLECA

Ma obowiązki wobec rodziny. Nie widzi możliwości wywiązania się z nich, jeśli wejdzie w konflikt z szefem partii. On naprawdę żałuje. Przyznaje, że kłamstwo to grzech. "Fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu" to zło. Nie upiera się, że dobrze robił. Dał się wciągnąć w tę sytuację ze "szlachetnych" pobudek, chciał skutecznie zrobić porządek w życiu społecznym. Nie widział innej drogi. Ale teraz wie, że pobłądził.

Chce się nawrócić. Chce powrócić na "prawą" drogę. Co ma zrobić? Z takim pytaniem przyszedł do spowiednika. Oczywiście może usłyszeć odpowiedź: "Porzuć tę grzeszną strukturę. Wtedy dostaniesz rozgrzeszenie". Lub: "Przestań kłamać i odetnij się od dotychczasowych kłamstw. Przeproś ofiary twoich pomówień. Najwyżej cię wyrzucą z partii".

To pewnie słuszna rada. Ale czy do zastosowania dla kogoś, kto wtedy "zostanie na lodzie" ze swoimi zobowiązaniami? Może jednak potrzeba drogi rozeznania, zastanowienia się, jakie kroki podjąć, by stopniowo odejść od grzechu, a jednocześnie nie okazać się nieodpowiedzialnym wobec tych, którzy mi zaufali i niejako powierzyli swe życie.

Czy człowiek podlegający takiej presji (ze strony rodziny i ze strony towarzyszy partyjnych) jest w pełni wolny? Czy nie powinien dopiero szukać wolności?

Przedstawiony przykład to pewne uproszczenie. Ale mam nadzieję, że da do myślenia tym, którzy uważają, że "Amoris laetitia" papieża Franciszka to odejście od doktryny Kościoła. Tam naprawdę nie ma mowy o tym, że małżeństwo miałoby być rozwiązywalne. Papież nie napisał też nic o tym, że jakieś dotychczasowe grzechy już nie są grzechami. Pod tym względem nie ma żadnej zmiany.

Rocco Buttiglione w swoim niedawnym wywiadzie dla "Vatican Insider" powiedział: "Kiedyś Kościół ekskomunikował osoby rozwiedzione żyjące w ponownych związkach. (…) Jan Paweł II natomiast powiedział, że nie można ekskomunikować osób rozwiedzionych, przypominając, że w każdym grzechu kryją się okoliczności obiektywne i subiektywne. Istnieją osoby, które mogą popełnić błąd i pozostaje on złem, ale nie ponoszą za to w żadnym razie odpowiedzialności. Tym samym Papież Wojtyła poczynił otwarcie. Zaprosił osoby rozwiedzione żyjące w ponownych związkach do Kościoła, przyjął je, chrzcił ich dzieci, włączył ich do wspólnot chrześcijańskich. Nie dopuścił ich jednak do komunii - mówi o tym punkt 84 adhortacji apostolskiej «Familiaris consortio» - chyba że wrócą do pierwszego małżonka lub rozstaną się z nowym partnerem, lub jeśli w drugim związku będą żyć jak brat i siostra, czyli powstrzymując się od relacji seksualnej.

Franciszek stawia następny krok w tym kierunku. Bynajmniej nie mówi, że rozwiedzeni żyjący w ponownych związkach mogą przyjmować lub domagać się komunii! Nie! Rozwód jest najgorszy, a relacja seksualna, akt, jest zarezerwowany tylko dla małżeństwa. To nauczanie moralne pozostaje bez zmian. Papież Franciszek mówi, że teraz osoby rozwiedzione żyjące w ponownych związkach mogą przystąpić do sakramentu pokuty, wejść na drogę rozeznawania z pomocą kapłana. I jak to dzieje się przy każdej spowiedzi, wobec każdego grzechu, kapłan musi ocenić, czy istnieją wszystkie przesłanki ku temu, by dany grzech uznać za śmiertelny. Wszystkim moim kolegom, którzy surowo ocenili "Amoris laetitia", chciałbym przypomnieć, że św. Pius X - niekoniecznie nowoczesny papież - w swoim Katechizmie podkreślił, że grzech śmiertelny dotyczy ciężkiego przewinienia, ale przy pełnej świadomości i zgodzie, czyli pełnej wolności, by przyjąć w całości odpowiedzialność za swój czyn".

Jacek Siepsiak SJ - redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy Franciszek kontynuuje nauczanie Jana Pawła II?
Komentarze (12)
P
Piotr
14 czerwca 2016, 12:25
Problemem nie jest wierność nauczaniu Jana Pawła II. Problem jest w myśleniu o kontakcie Ewangelii z tym, co się dziś dzieje. Porównywanie nauk JP II do dzisiejszej sytuacji jest czynnością ahistoryczną. Ta konkretna adhortacja powstała w kontekście PRL-u, w zupełnie innych warunkach i była zupełnie inaczej odczytywana.  Nauczanie Franciszka polega także na tym, że wychodzi naprzeciw każdemu człowiekowi, który został już przez JP II w "Redemptor hominis"  określony, jako droga Kościoła. Franciszek podjął się od samego początku swego pontyfikatu dzieła odnowy Kościoła, jego nowej misji do świata i ludzi, opartej głównie na głoszeniu radości Ewangelii, której sednem jest bezgraniczne Boże Miłosierdzie. Czyni to kazdego dnia, każdym swoim słowem, działaniem i postawą.  Jednocześnie nie oznacza to, że nauka JP II sie zdezaktualizowała. Wymaga jednak interpretacji, odczytania w aktualnym kontekście, co trzeba robic odważnie i twórczo. I własnie to robi Franciszek. Jego nauczanie, jest niejako rozwinięciem nauczania JP II, a nie jego zaprzeczeniem.  Problemem Koscioła i wiekszości polskiego kleru, jest to, że jego język już nie opisuje świata w którym żyją wierni. Franciszek o tym doskonale wie i podjął się trudnego dzieła odnowy Kościoła. Swoja ocenę dziś i zamiary na jutro bardzo dobrze opisał w swojej Adhortacji " Ewangelii Gaudium ", a uzupełnił w Adhortacji posynodalnej o rodzinie " Amoris Laetitia" . Proponuję jego przeciwnikom, a także wiekszości polskiego kleru i odziwo hierarchom w zadyminym Pis-em ePiSkopacie, uważną lekturę papieskich dokumentów. 
PG
Pawel G
13 czerwca 2016, 21:30
Na pytanie w tytule odpowiedzmy pytaniem: Czy JPII podważał kiedykolwiek Magisterium? Czy głosił poglądy heretyckie? Czy wprowadzał zamęt i podział? Czy pomijał watykańskie instytucje w swoich decyzjach? Oczywiście nie. A teaz oddajmy głos samemu Franciszkowi (wywiad w samolocie): Dziennikarz: ...Ojcze Święty! ...A zatem pozwolę sobie zadać pytanie o inne wydarzenie z ostatnich dni, jakim stała się Twoja adhortacja apostolska. Jak dobrze wiesz, było wiele dyskusji wokół jednego z jej wielu punktów  ... niektórzy utrzymują, że nic się nie zmieniło w zakresie dyscypliny kościelnej na temat dostępu do sakramentów osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach i że prawo, praktyka duszpasterska i oczywiście nauczanie pozostają takie same; inni twierdzą natomiast, że dużo się zmieniło i że jest wiele nowych otwarć i możliwości. Pytam jako osoba, jako katolik, który chce wiedzieć: czy są nowe konkretne możliwości, które nie istniały przed ogłoszeniem tej adhortacji czy nie? Papież Franciszek: Mogę powiedzieć „tak” i kropka. Ale byłaby ta odpowiedź zbyt krótka. Radzę wszystkim wam przeczytać tekst prezentacji dokonanej przez kardynała Schönborna, który jest wielkim teologiem. Jest on członkiem Kongregacji Nauki Wiary i dobrze zna nauczanie Kościoła. W owej prezentacji Pańskie pytanie znajdzie odpowiedź. Dziękuję! --------- Zauważmy, że Bergoglio nie odesłał dziennikarza po interpretację do kard. Muellera, prefekta Kongregacji Nuki Wiary, ale do pewnego innego kardynała, którego nauczanie i praktyka duszpasterska są w jaskrawej sprzeczności z nauczaniem JPII na temat małżeństwa i etyki seksualnej.
DP
Danuta Pawłowska
11 czerwca 2016, 10:21
Czy Franciszek kontynuuje nauczanie Jana Pawła II? Franciszek nie kontynuuje nauczanie Jana Pawła II!
13 czerwca 2016, 15:22
Kiepsko coś ten JPII nauczał więc trzeba było zmienić program nauczania.
WDR .
11 czerwca 2016, 06:00
Po tym jak 2 członków redakcji deon podpisało list wykluczający niektóre osoby ze Mszy św. jakoś dziwnie patrzę na artykuły na temat nie wykluczania innych z KK.
10 czerwca 2016, 21:28
Franek niewinny to Papież Wojtyła zrobił pierwszy krok a w ogóle to nie wiadomo czy to grzech ciężki bo tak twierdził Pius X. Na dziś mamy rozeznawanie i basta. I co nam zrobicie?  
QQ
q q
10 czerwca 2016, 21:18
Rozwodnicy, geje, ubodzy, uchodźcy... Kiedy Kościół poświęci wreszcie choć trochę uwagi normalnym ludziom?
PG
Pawel G
10 czerwca 2016, 21:12
O. Sepsiak mówi słodko o przekonująco: "Franciszek stawia następny krok w tym kierunku. Bynajmniej nie mówi, że rozwiedzeni żyjący w ponownych związkach mogą przyjmować lub domagać się komunii! Nie! Rozwód jest najgorszy, a relacja seksualna, akt, jest zarezerwowany tylko dla małżeństwa. To nauczanie moralne pozostaje bez zmian." A jeszcze parę tygodni temu o. Sepsiak pisał coś zupełnie przeciwnego: Teraz jest jednak pewne "novum". Do tej pory (jeśli chodzi o rozwodników) znakiem nawrócenia było wyrzeczenie się współżycia. Teraz, biorąc pod uwagę to, że współżycie buduje wspólnotę małżeńską, że deficyty emocjonalne rodziców są zagrożeniem dla dzieci, że po prostu jest to ważki element budowania zdrowego środowiska rodzinnego, odpowiedzialne rodzicielstwo może skłaniać do odrzucenia "takiej" praktyki. Zbyt wielkie szkody, zbyt wielkie zagrożenia. http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,2412.html
PG
Pawel G
10 czerwca 2016, 21:11
Jeśli jednak chodzi o zmiany dokonane przez JPII i poprzednich papieży, to nie dotyczą one wiary i moralności, ale praktyki duszpasterskiej, np. ekskomunikowania rozwodników dla dobra całego Kościoła i ich samych. Kościół ma taką władzę, ale nie ma władzy ogłaszania, że cudzołóstwo już nie jest grzechem. Czy że cudzołożnik może przystępować do komunii świętej - nie może, bo byłoby to świętokradztwo. Jeśli ktoś nie żałuje grzechu ciężkiego, chce w nim trwać, to nie może dostąpić jego odpuszczenia grzechów i powrotu do łaski uświęcającej, albo jak kto woli komunii z Bogiem, bo wybierając grzech odrzuca Boga. Zacytuję encyklikę Veritatis Splendor św. JPII (69 i nast.), zresztą powtarzającą nauczanie Soboru Trydenckiego, która jest młotem na herezję etyki sytuacyjnej: "ogłosił Sobór Trydencki ..., że grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą". Nie ma tu mowy o pełnej wolności i nie może być, bo człowiek popełniający grzech staje się jego niewolnikiem, o czym o. Sepsiak powinien wiedzieć. Tutaj jest mowa o dobrowolności, o świadomym wyborze. I dalej: "Mamy bowiem do czynienia z grzechem śmiertelnym także wtedy, gdy człowiek świadomie i dobrowolnie, dla jakiejkolwiek przyczyny, wybiera coś, co jest poważnym nieporządkiem. W rzeczy samej taki wybór już zawiera w sobie wzgardę Bożym przykazaniem, odrzucenie miłości Boga do ludzkości i całego stworzenia: człowiek sam się oddala od Boga i traci miłość. ... Może stać się to w sposób bezpośredni i formalny, jak w grzechach bałwochwalstwa, odstępstwa, ateizmu lub w sposób równoważny, jak we wszelkim nieposłuszeństwie przykazaniom Bożym w materii ciężkiej".
QQ
q q
10 czerwca 2016, 14:11
No pięknie; Jacek Siepsiak SJ - makkiawelista deonu Makkiawelizm - osiąganie celu przez stosowanie niemoralnego postępowania, hipokryzji i wiarołomstwa ("cel uświęca środki" oraz "wszystko, co skuteczne, jest dobre"). Bardzo to pokrzepiające w artykule kapłana Zastanawiam się jak by brzmiał poniższy cytat w odniesieniu do autora: "Ma dostać rozgrzeszenie czy nie? Tkwi w strukturze, która go niejako "zmusza" do grzechu. Publiczne kłamstwo, związane często ze zniesławianiem ludzi, to poważny grzech, więc dlaczego miałby otrzymać rozgrzeszenie bez publicznego odcięcia się od tego, co mówił? Co może powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? Odcięcie się od tych "kłamstw" wiązałoby się z "wyleceniem" z partii. A tu zaciągnięte kredyty, długi do spłacenia, żona, dzieci itp. Już tyle lat był politykiem, że teraz trudno będzie wrócić do wyuczonego zawodu. W jego wieku nie znajdzie "przyzwoitej" pracy. Może przejść do innej partii? Ale popalił tyle mostów!"
KJ
k jar
10 czerwca 2016, 13:25
Jedna zaleta tego tekstu to zestawienie sytuacji polityka i małżonka. To dokładna odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzi ludzie nie angażują się dziś w politykę i odkładają założenie rodziny na później lub wcale tego nie przewidują. Jak to mówią młodzi: wtopa. A Kościół dodatkowo to przekonanie w nich utwierdza: nie dość, że młodzi mężczyźni są dziś mniej płodni niż ich ojcowie, a przez to mniej atrakcyjni dla kobiet, nie dość, że kobiety mają dziś mniej możliwości w małżenstwie realizacji swej roli macierzyńskiej niż ich matki, nie dość ograniczeń ekonomicznych, społecznych, kulturowych, to jeszcze Kościół serwuje wiernym dywagacje na temat, jak mamy się ustosunkowywać do nowych związków katolików. To może interesowacć pokolenie 40-50 latków, ale nie pomaga młodym w podjęciu decyzji na temat małżenstwa. Jeśli pytam studentki katolickiej uczelni, jak wyobrażają sobie swoje dalsze życie to jest tam i praca, i służba Kościołowi, i dziecko, ale tam już nie ma małzenstwa. Mówią za duży problem. To nie jest atrakcyjne, to obciąża. I tym powinien się Kościół zająć: żeby się młodym chciało chcieć wchodzić w małżeństwo
KJ
k jar
10 czerwca 2016, 13:25
Jedna zaleta tego tekstu to zestawienie sytuacji polityka i małżonka. To dokładna odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzi ludzie nie angażują się dziś w politykę i odkładają założenie rodziny na później lub wcale tego nie przewidują. Jak to mówią młodzi: wtopa. A Kościół dodatkowo to przekonanie w nich utwierdza: nie dość, że młodzi mężczyźni są dziś mniej płodni niż ich ojcowie, a przez to mniej atrakcyjni dla kobiet, nie dość, że kobiety mają dziś mniej możliwości w małżenstwie realizacji swej roli macierzyńskiej niż ich matki, nie dość ograniczeń ekonomicznych, społecznych, kulturowych, to jeszcze Kościół serwuje wiernym dywagacje na temat, jak mamy się ustosunkowywać do nowych związków katolików. To może interesowacć pokolenie 40-50 latków, ale nie pomaga młodym w podjęciu decyzji na temat małżenstwa. Jeśli pytam studentki katolickiej uczelni, jak wyobrażają sobie swoje dalsze życie to jest tam i praca, i służba Kościołowi, i dziecko, ale tam już nie ma małzenstwa. Mówią za duży problem. To nie jest atrakcyjne, to obciąża. I tym powinien się Kościół zająć: żeby się młodym chciało chcieć wchodzić w małżeństwo