Nowe czasy

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Duch Święty, tak jak św. Pawłowi, zamyka przed nami pewne obszary i otwiera całkowicie nieznane. My zaś często z uporem utrzymujemy się przy tym, co dawne. Tracimy siły i środki ekonomiczne, aby utrzymywać niespełniające już swych zadań struktury.

Święty Jan Paweł II, w przemówieniu wygłoszonym na Tor Vergata podczas modlitewnego czuwania Światowych Dni Młodzieży w roku 2000, zachęcał młodzież, aby z odwagą weszła w nowe tysiąclecie.

"Drodzy przyjaciele! Widzę w was «zwiastunów poranka» czuwających o świcie trzeciego tysiąclecia".

Natomiast w przesłaniu skierowanym do młodzieży zgromadzonej na Polach Lednickich, w tym samym roku Wielkiego Jubileuszu, przypomniał słowa, które kiedyś Jezus skierował do Piotra: "Nie bój się. Wypłyń na głębię" (por. Łk 5, 1-11).

DEON.PL POLECA


Słuchaliśmy tych słów, wzruszaliśmy się ich mocą, biliśmy brawa. Jan Paweł II odszedł do domu Ojca, a my natomiast już na dobre weszliśmy w trzecie tysiąclecie. Czy jednak na serio, my, pokolenie JP2, wzięliśmy sobie do serca papieskie przesłanie i z nadzieją spoglądamy na poranek budzącego się dnia, płynąc z odwagą po głębokich wodach współczesności?

Dopiero teraz mogłem przeczytać "Ostatnie rozmowy" - wywiad, jaki Peter Seewald przeprowadził z papieżem emerytem. A tam już we wstępie takie słowa:

"Z Benedyktem XVI zakończyła się epoka, być może nawet eon, jeden z tych wielkich segmentów czasowych... Patrząc z tej perspektywy, był to ostatni papież epoki skazanej już bezpowrotnie na odejście. Jest to też papież, który stworzył pomost, aby nadeszło zupełnie nowe, z całą niezależnością, jaką ta nowość posiada".

W tych dniach ks. Andrzej Draguła, komentując nasz polski społeczno-polityczny krajobraz, napisał: "Ultramontanizm polskiej prawicy skończył się wraz z wyborem Franciszka", natomiast wykładowcy z krakowskiej uczelni teologicznej, ks. Grygiel i ks. Wąsek, w wywiedzie dla Deon.pl, stwierdzili: "krytyczne głosy wobec generała jezuitów związane są z oporem wobec pluralizmu teologicznego. Wielu teologów i publicystów zdogmatyzowało we własnej głowie jeden system pojęć i jeden model myślenia o Bogu i Kościele. To w pewien sposób zrozumiałe, ponieważ bardzo długo mieliśmy do czynienia z jednym sposobem uprawiania teologii i w tym duchu większość myślicieli jest wychowana".

Coraz częściej słyszalny jest zatem głos, że weszliśmy w nowy etap dziejów. Być może w przyszłości rok 2013 - rok historycznej rezygnacji papieża Benedykta XVI i wybór pierwszego papieża z Nowego Świata - stanie się umownie przyjętą datą rozpoczęcia tej nowej epoki. Podobnie jak stały się nią rok 476 wyznaczający upadek starożytności lub 1453 będący datą wejścia w nowożytność. Data umowna, gdyż wszystkie zmiany są zawsze długotrwałymi procesami.

Na złożoną współczesność ogromny wpływ mają także rewolucja kulturowa roku ʼ68 i zamach terrorystyczny z 11 września 2001.

Współczesność dla wielu stała się czasem ostatecznego upadku. Jakże często można usłyszeć głosy mówiące o zagładzie zachodniej cywilizacji chrześcijańskiej, upadającej pod naporem muzułmańskich imigrantów, wszelkiego rodzaju genderyzmów, legalizacji homozwiązków, postępującej laicyzacji, animalizacji człowieka i humanizacji zwierząt, terroryzmu oraz wszelkich innych nieszczęść.

Wielu moralny i religijny ratunek upatruje w próbie zachowania dotychczasowego status quo kościelnych struktur, stanowiących niejako ostatni bastion przed nacierającą falą zniszczenia. Znamienny dla mnie w tym kontekście jest fragment z Dziejów Apostolskich:

"Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im. W nocy miał Paweł widzenie: jakiś Macedończyk stanął [przed nim] i błagał go: «Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!»" (Dz 16, 6-9).

Oto bowiem znowu Duch Święty, tak jak św. Pawłowi, zamyka przed nami pewne obszary i otwiera całkowicie nieznane. My zaś często z uporem utrzymujemy się przy tym, co dawne. Tracimy siły i środki ekonomiczne, aby utrzymywać niespełniające już swych zadań struktury. Nasze wspólnoty zakonne nie mają już tylu co dawniej powołań, lecz mimo to nie chcemy niczego zmieniać. Sami już nie mamy sił, aby wyważać drzwi, które Duch Święty zamyka, więc zmuszamy młodych, którzy do nas wstępują, aby oni je wyważali.

Są wreszcie i ci, którzy spoglądają na ten nowy okres z nadzieją ucznia Chrystusa. Są pełni realizmu i nie uciekają od wyzwań współczesnego świata, jednocześnie jednak w pełni wierzą zapewnieniu Tego, który powiedział: "Ja jestem z wami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). Dlatego też pełni odwagi spoglądają na otwierające się nowe areopagi, jako przestrzenie dla nowej ewangelizacji: "nowej w zapale, metodzie i środkach wyrazu" (Jan Paweł II). Dostrzegają nowe formy życia religijnego i nowe wspólnoty bardzo silnie ukierunkowane na kontemplację.

Postawa ta przejawia się coraz większą wrażliwością względem wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry, szczególnie względem tych, którzy zostali dotknięci tragedią wojny lub głodu i zmuszeni zostali do opuszczenia rodzinnego kraju. Wyostrza się także postrzeganie całego stworzonego świata, który zaczyna być traktowany jako nasz wspólny dom, który musimy pielęgnować i chronić nie tylko dla nas samych, lecz także dla przyszłych pokoleń. Jest to też stosowny czas dla teologii, która otwiera się na nowe kierunki, ale równocześnie sięga do samych źródeł chrześcijaństwa (Pisma Świętego i Ojców Kościoła).

W konsekwencji obserwujemy odejście od pewnej statyczności rzeczywistej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie na rzecz dynamizmu tejże obecności, która każe nam dostrzegać żywego Chrystusa zarówno w znaku chleba, jak również w każdym człowieku w myśl stwierdzenia św. Augustyna:

"My także jesteśmy jego Ciałem... Jeżeli zatem jesteście Ciałem Chrystusa i jego członkami, misterium wasze złożone jest na stole Pańskim... Bądźcie tym, co widzicie, i przyjmijcie to, czym jesteście" (Sermo 272).

Przeszłość bez wątpienia była bogata. Bogata w powołania, w wielkie dzieła i w piękną tradycję. To dzięki niej jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

"To patrzenie w przeszłość i wdzięczność za nią - mówił niedawno papież Franciszek do uczestników kapituły generalnej Zmartwychwstańców - nie może nas jednak przemienić w ludzi nostalgicznych. Musimy z wiarą i nadzieją patrzeć w przyszłość i być ludźmi głoszącymi nadejście poranka nawet pośród nocy; ludźmi, którzy potrafią głosić z odwagą pochodzącą od Ducha, że Chrystus żyje i jest Panem".

Ostatnie czasy to lata wielkich pasterzy i musimy być za nich wdzięczni Panu Bogu: Jan Paweł II przygotowywał nas na wejście w nowy etap historii, Benedykt XVI zakończył pewien etap, Franciszek z siłą wiary i nadziei wprowadza nas w nowy. I dziękujmy Panu Bogu, że przyszło nam żyć w tych ważnych dla historii Kościoła i świata czasach.

Kasper Kaproń OFM — ur. 1971 r. (Prowincja Matki Bożej Anielskiej OFM w Krakowie), doktor liturgiki. Przez kilka lat był duszpasterzem we Włoszech. W 2001 - 2007 odbył studia specjalistyczne na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma w Rzymie. W latach 2011-2014 pracował na misjach wśród Indian Chiquitos i Guarayos. Obecnie pracownik naukowy, sekretarz generalny i kierownik studiów doktoranckich na Wydziale Teologicznym św. Pawła w Cochabamba (Boliwia), wychowawca kleryków oraz odpowiedzialny za formację zakonną w boliwijskiej prowincji Zakonu Braci Mniejszych

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nowe czasy
Komentarze (10)
KB
Kinga Bartos
5 lipca 2017, 17:04
Mam wrażenie, że wiele osób na tym forum za bardzo zamknęło się w swoim własnym światku i bardzo wąskim pojęciu Kościoła. Tymczasem on jest POWSZECHNY i nie ma się co oburzać, że nie mieści się w naszej ślicznej, czasami surowej, czasami barokowo zdobionej ramce o wymiarach 100 cm na 100 cm np. I Kościół czy chcemy, czy nie chcemy (na szczęście) idzie też naprzód. Kosciół to nie tylko Polska. W Cochabamba też jest obecny.
5 lipca 2017, 18:08
Twoje szerokie pojęcie Kościoła mieści zapewne i tych,którzy do niego nie należą.Twoja sprawa,ale nie jest to Kościół Chrystusowy-Kościół Rzymskokatolicki.
5 lipca 2017, 20:34
No cóż, widzę, że bardzo łatwo przychodzi Ci osądzanie i klasyfikowanie ludzi. Nie wiem, czy to jest faktycznie duch w pełni ewangeliczny. Także sam Chrystus niejednokrotnie w Ewangelii hamował zbyt klasyfikujące zapędy Jego uczniów, nawet tych najbliższych ...
5 lipca 2017, 21:20
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku.Problem w tym,iż kierujący z takich , czy innych powodów postanowił jechać na skróty.Pora więc aby przypomnieć mu aby trzymał się szlaku, nie zaś na swoją zgubę utwierdzać go w jego szaleństwie.
4 lipca 2017, 23:10
Jakiś człek w Cochabamba pali niezdrowe zioła, i ma wizje nowego Kościoła, niech więc nikt owego człeka tutaj nie tyka, nie da się bowiem zrobić z ćpuna heretyka
Zbigniew Ściubak
4 lipca 2017, 15:05
Dobrze mówicie o. Kaproniu. http://camino.zbyszeks.pl/
4 lipca 2017, 13:22
"W konsekwencji obserwujemy odejście od pewnej statyczności rzeczywistej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie na rzecz dynamizmu tejże obecności, która każe nam dostrzegać żywego Chrystusa zarówno w znaku chleba, jak również w każdym człowieku w myśl stwierdzenia św. Augustyna: ....." Chrystus jest realnie obecny w Najświętszym Sakramencie i jednocześnie w każdym z nas? Realnie? No bardzo ciekawe... 
FF
Franciszek2 Franciszek2
4 lipca 2017, 12:03
A ta "pewna statyczna rzeczywista obecność", od której chcecie panowie odejść - to Boże Ciało oraz adoracja, o której kardynał Sarah mówi że jest sposobem uleczenia oziębłości wiary. A ten opór wobec "pluralizmu teologicznego" to po prostu niezgoda na łamanie nauaczania Chrystusa. Może warto by skończyć z tymi eufemizmami i powiedzieć wprost - Kościół w którym żyliście do tej pory nie istnieje - i nie ma do niego powrotu ... 
4 lipca 2017, 13:26
Powstaje pytanie, który Kościół miał rację?
KJ
k jar
4 lipca 2017, 11:06
Tekst ten jest prawdziwy i nieprawdziwy zarazem. Oczywistością jest,że Duch św. wieje kędy chce, ale przecież Chrystus nie przyszedł,aby znieść Prawo,ale wypełnić (Mt 5,17). Kształtowanie przeświadczenia,że struktury Kościoła są nieistotne, że duszpasterstwo załatwi wszelkie problemy, to zaklinanie rzeczywistości. Struktury Kościoła są chore i wiemy to od Soboru Watykańskiego II: kurię rzymską toczą choroby współczesnego świata - homoseksualizm,korupcja,niejasne powiązania towarzyskie,polityczne i z pewnością trzeba to przeciąć,a nie "odchodzić do innej piaskownicy" na zasadzie: zajmijmy się duszpasterstwem, a na to nie patrzmy. To odejdzie jak Benedykt XVI. Nie odejdzie: to rak,który toczy Kościół i zabija wiarę, tak skutecznie,że trudno,aby doktryna nie doznała naruszenia. Czy duszpasterstwo będzie skuteczne,gdy wykonują je dotknięci chorobami duszpasterze:jaka będzie skuteczność przepowiadania doktryny małżeńskiej przez księdza utrzymujacego hetero czy homo stosunki seksualne? Czy nie będzie rozmyta z samego faktu duchowego usprawiedliwiania własnej postawy?