Po suszy Polska sucha

(fot. PAP/Artur Reszko)

Gdyby ktoś złośliwy popatrzył na dzisiejszą sytuację Polski, mógłby powiedzieć, że nam się nie przelewa. Bo skoro płonie rejon Biebrzy, szaleje koronawirus, a kolejne miesiące roku są najcieplejszymi w historii pomiarów, to różowo nie jest. Czy i tym razem wszystko ujdzie nam na sucho, a za kilka miesięcy wspomnienie dawnych kłopotów… puścimy z dymem?

Jakiś czas temu z przekonaniem godnym neofitów argumentowałem, że zmiany klimatyczne to niepowtarzalna szansa na zjednoczenie całej ludzkości wokół jednego problemu. Bo dotyka każdego. Bo sprawa jest poważna. Bo tylko wszyscy razem mamy szansę na zrobienie czegokolwiek, co powstrzyma rosnącą temperaturę i dewastację przyrody. Od tego czasu zrozumiałem, że dobrze na sprawę popatrzeć chłodnym okiem.

Nie, nie zmieniłem zdania i nie stoczyłem się w czeluści piekła defetyzmu. Wciąż uważam, że jest konkretna robota do wykonania i każdy z nas jest za nią odpowiedzialny. Pomyliłem się tylko co do tego, że kryzys klimatyczny jest przed nami i musimy robić wszystko, żeby do nas nie dotarł. Bo jak ostrzegać, że coś nadejdzie, skoro to już trwa? Jak mówić o powstrzymaniu zmian, kiedy te dzieją się przed nosem? Ucieczki nie ma, bo wszyscy jesteśmy na Titanicu. Mówiliśmy o górach lodowych, ale właśnie coś trzeszczy przy poszyciu kadłuba. Policzyliśmy łodzie ratunkowe, wynik wiadomy. Czy to dobry moment na znalezienie dużego kawałka drewna o solidnych właściwościach wyporowych?

Odchodząc jednak o mokrej i zimnej metafory: za późno na mówienie o powstrzymaniu zmian klimatycznych. Pora na uświadomienie sobie, że chodzi o ograniczenie ich skutków i przystosowanie się do życia w zupełnie nowej rzeczywistości. Miesiące podwyższającej się średniej temperatury, czy pożar gigantycznych połaci terenów Biebrzańskiego Parku Narodowego, które zostały wywołane przez człowieka dwojako, bo przez podpalenie i skrajnie suchą ziemię będącą efektem ocieplenia, to symptomy wejścia w nową erę. Badacze zmian klimatycznych są zdania, że na realne i drastyczne kroki, które mogłyby całkiem powstrzymać nadchodzącą zmianę mieliśmy - jako ludzkość - czas w latach 70. i 80. ubiegłego stulecia. Dzisiaj te zmiany możemy łagodzić. Im szybciej tym lepiej, bo zegar nie działa w tym przypadku ani na naszą korzyść, ani rytmicznie - przyspiesza z każdym kolejnym rokiem.

DEON.PL POLECA

Na nic rozdzierane szaty, publikowane smutne obrazki w mediach społecznościowych z poparzonymi zwierzętami, apele o to, "żeby ktoś coś zrobił", wielkie hasła, jeszcze dłuższe teksty i melancholijne nagrania wideo, jeśli nie idą za nimi zmiany w nas samych. W tym jedna najważniejsza - stosunek do innych.

Jeśli istnieje na świecie chociaż jeden Avengers ze stajni Marvela, to jest nim papież Franciszek. Jeśli nie wierzycie, że w Watykanie urzęduje Iron Man, to przypominam, że papież nosi krzyż z żelaza, nie ze złota. Przypadek?

A jeśli Franciszek jest superbohaterem, to super złym bohaterem jest światowy system oparty na konsumpcjonizmie - Thanos. Ten system zagrania wszystkie inne, marzy mu się wszechświatowa dominacja. Żeby ją osiągnąć, musi podbijać i niszczyć. Więc zakłada rękawice i cyk, strzela palcami. W filmie takie działanie spowodowało wyginięcie połowy stworzeń we wszechświecie. Cyk, giną ludzie. Cyk, drugie wymieranie gatunków. Cyk, pożary i susze. Cyk, jałowa ziemia. Cyk, głód i bieda. Cyk, wyzysk i praca ponad miarę. Cyk, nienawiść między ludźmi. Cyk, coraz więcej śmieci. Cyk, coraz gorsze powietrze. Cyk, jedni ludzie przeciwko drugim. Cyk, wojny o zasoby. Cyk, koniec świata.

Globalny system oparty na konsumpcji prowadzi nas wprost do czarnej dziury, skąd jak wiemy nie ucieka nawet światło. Papież ostrzega, że kiedy koncentrujemy się na konsumowaniu, to niszczymy siebie, innych i wszystko wokoło.

Patrzymy na świat przez pryzmat drogocennych kamieni, które błyszczą w rękawicy Thanosa i w życiu chodzi nam tylko posiadanie i stan konta. Nie ma większego znaczenia, czy do jego powiększenia dojdziemy przez pogardę dla innych, przez wykorzystywanie słabszych, przez eksploatowanie ziemi i zwierząt tak intensywne, że te opłaca się bardziej wyrzucać niż regenerować, czy przez okradanie innych. Życie zorientowane na zysk i nic poza nim to pierwszy warunek, który kwalifikuje do wstąpienia w szeregi armii Thanosa.

Iron "Franciszek" Man nie bez przyczyny zatem mówi o czymś, co nazywa ekologią integralną, czyli taką, która nie wyłącza człowieka, ale poza ochroną stworzenia, troszczy się też o niego i jego relacje z innymi. Bo widzi, że te pękają i rozpadają się wtedy, kiedy najważniejsza jest kasa i stan posiadania. Że kiedy chodzi tylko o przychody i luksus, po głowie najbardziej dostają ci, którzy nie potrafią się bronić: słabsi, nieuprzywilejowani, zwierzęta, rośliny, czy powietrze.

Trwających zmian klimatycznych nie powstrzyma rzewny (choć nie wątpię, że szczery) płacz, ale zmiana stosunku do innych, którzy nie są towarem, ani środkiem do wykorzystania. Świat proponowany przez Iron Mana opiera się na przyjaźni i otwarciu na innych, zimna rękawica Thanosa widzi tylko cyfry i pieniądze.

Mamy jeszcze trochę czasu nim nastąpi koniec. Cyk, światło zgasło.

Dziennikarz, publicysta, redaktor DEON.pl. Pisze głównie o kosmosie, zmianach klimatu na Ziemi i nowych technologiach. Po godzinach pasjonują go gry wideo.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Po suszy Polska sucha
Komentarze (4)
KA
~Kapitan Arianator
25 kwietnia 2020, 20:49
Żeby ochronić planetę tak naprawdę trzeba byłoby zmienić system gospodarczy panujący obecnie na świecie. Opłacalność nie może być traktowana jako jedyne kryterium przy podejmowaniu decyzji. Pieniądz nie może być Bogiem. Obecnie zrzuca się odpowiedzialność za dewastacje środowiska na samych konsumentów, ale oni nie mają już możliwości wyboru. Na przykład nie da się kupić niektórych produktów spożywczych, które nie mają oleju palmowego wytwarzanego na polach będących kiedyś lasami deszczowymi. Nie da się kupić komórki lub innego urządzenia elektronicznego, które żyłoby dłużej niż kilka lat. Nie możemy kupić też niektórych artykułów bez zbędnego opakowania plastikowego. System musi być zmieniony, bo inaczej ludzkość czeka zagłada
25 kwietnia 2020, 15:30
Byłoby pięknie, gdyby ekologia integralna była naprawdę integralna. Ale ekologia osoby ludzkiej rozumianej w świetle jej Boskiego początku i celu jest zaniedbywana. Na przykład, całościowa ekologia powinna oddawać sprawiedliwość Liturgii, naszemu środowisku Bosko-ludzkiemu, tak jak ja pięknie opisuje i wyjaśnia Jozeph Ratzinger /Benedykt XVI. Ochrona przyrody powinna być rozpatrywana w kontekście Bożego Ojcostwa i stworzoności świata. Z kolei skażenia środowiska to również skażenia kultury (np. przez ideologie) oraz sfery duchowej przez namiętności o demonicznych ostatecznie korzeniach. I gwoli refleksji, casus: czy zmiana "obsady" Papieskiej Akademii Życia przyczyniło się do wzrostu i rozwoju zakorzenionej w Objawieniu i oświecanej światłem Ducha Świętego integralnej ekologii?
KA
~Kapitan Arianator
25 kwietnia 2020, 20:52
Ale w artykule jest mowa o suszy, a nie o Liturgii. Nie lubię bezsensownego mieszania ze sobą dwóch niezwiązanych tematów. To nie prowadzi do niczego dobrego.
JL
Jerzy Liwski
25 kwietnia 2020, 11:47
Ale tak konkretnie to coś pan proponuje, czy to tylko kilka łyków (bo susza) demagogii?