To nie są święta dla samotników

(fot. halik.cz)

Człowiek nie powinien się izolować - nie powinien się izolować ani od innych ludzi, ani od Boga. Jeśli człowiek zamyka się w sobie, zwłaszcza w aroganckim pragnieniu odgrywania roli Boga, szkodzi samemu sobie i narusza harmonię stworzenia.

Święto Narodzenia Jezusa Chrystusa nie jest więc dla nas uroczy­stą pamiątką narodzin pewnego niezwykłego człowieka z odległej przeszłości, lecz nowiną, która mówi coś istotnego o człowieku w ogóle, o naszym człowieczeństwie - a także o Bogu i Jego sto­sunku do ludzkości.

Słowo "Bóg" dla wielu stało się słowem obcym, odległym, podej­rzanym, budzącym nawet nieprzyjemne odczucia. "Gdyby był Bóg, jak mógłbym znieść fakt, że nie jestem Bogiem" - napisał swego czasu filozof Fryderyk Nietzsche. Może w ten sposób wyraził naj­głębszą przyczynę, która sprawia, że idea Boga dla wielu ludzi bywa nieprzyjemna i niemożliwa do przyjęcia. Za ich stwierdzeniem, że "boga nie ma", kryje się nie tyle konstatacja, że istnienia takiego bytu nie da się naukowo udowodnić, lecz raczej przekonanie, iż Bóg nie może istnieć - ponieważ nie pozwalałby mi być bogiem.

Czyż nie znamy pokusy "bycia Bogiem", która wyraża się po­przez pragnienie drzemiące głęboko w sercu człowieka? Biblia już na swych pierwszych stronach proponuje nam opowieść o tym, jak człowiekowi, ledwie powstał z prochu ziemi, przestało wystar­czać, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. On chciał naprawdę być Bogiem, chciał siebie postawić na miejscu Boga, chciał poznać dobro i zło - aby móc decydować o tym, co jest dobre, a co złe, aby móc manipulować dobrem i złem.

Być Bogiem, odsunąć Boga z należnego Mu miejsca, zabawić się w Boga - ta pokusa istnieje w każdym z nas. I w gruncie rze­czy każdy zły ludzki czyn jest dlatego zły, że toruje drogę takiemu właśnie pragnieniu: z nikim się nie liczyć, lecz samemu stać się kimś, kto według własnego upodobania decyduje, co jest dobre, a co złe, kto sam podejmuje się reżyserii swojego życia i życia in­nych ludzi - pragnąc być centrum wszechświata. Ta ludzka pycha w wielu formach i przejawach wędruje przez dzieje ludzkości; jest podstawowym, egzystencjalnym kłamstwem, ponieważ człowiek zaczyna wtedy podążać za czymś, czym nie jest i czym być nie może, opuszczając miejsce, które mu wyznaczono pośród stworzenia.

I nagle w ciszy wigilijnej nocy słyszymy wieść absolutnie szoku­jącą: o tym, że w Bożym sercu jest inne pragnienie - pra­gnienie bycia człowiekiem.

Fundamentalne dla tej nowiny zdanie brzmi: "Słowo stało się ciałem". To Słowo, które "było na początku u Boga", które "było Bogiem", jak czytamy w Prologu do Ewangelii św. Jana - to Słowo, przez które Bóg chciał w pełni wyrazić samego siebie - stało się człowiekiem. Bóg, który wcze­śniej jawi się nam jako odległy i niepojęty, przewyższający wszystko, teraz pragnie się stać zrozumiały: posyła swoje Słowo. Daje swoje Słowo ludziom i nie zabiera Go z powrotem. Twórcze Słowo, pełne życia i mocy, to Słowo, przez które powstało wszystko, co istnieje. Słowo, które nieśli prorocy, Słowo, którym Bóg się dzieli i za pośrednictwem którego komunikuje się z ludźmi, to Słowo idzie przez dzieje zbawienia. A końcowym, ostatecznym i doskonałym kształtem tego Słowa jest człowieczeństwo Jezusa Chrystusa.

Nad Dzieckiem, które narodziło się w betlejemskiej stajni, świeci Boża gwiazda. Jezus z Nazaretu, Jego człowieczeństwo - także pod postacią dziecięcej bezradności - stanowi pełnię Bożej autowypowiedzi. Bóg, o którym mówi nasza wiara, nie jest już Bogiem odległym: to Emmanu-el, Bóg z nami.

Bóg czyni nas ludźmi poprzez to, czym wyraża sa­mego siebie. Nasze człowieczeństwo jest tym świętym miejscem, w którym się z nami spotyka. Dlatego bycie człowiekiem musi być czymś przeogromnym, skoro sam Bóg chce być człowiekiem.

A zatem w imię tej bożonarodzeniowej wiary mówimy, że wielką i świętą rzeczą jest być człowiekiem. Wierzymy, że każdy, kto przyjmuje swoje własne człowieczeństwo oraz czło­wieczeństwo innych odpowiedzialnie i z wdzięcznością, jako dar i jako zadanie - już przez to spotyka się z Bogiem.

Bóg jest zawsze tam, gdzie jest człowiek - i właśnie ta nadzieja stanowi istotny składnik naszej bożonarodzeniowej wiary. Także z tego względu mamy obowiązek bronić wielkości i godności czło­wieka, jego praw i wolności. W imię tejże bożonarodzeniowej wiary mówimy nie wszelkim próbom umniejszania i lekceważenia godności człowieka. W imię tej samej bożonarodzeniowej wiary mówimy, że żaden człowiek na świecie nie może być dyskrymino­wany - czy to z powodów rasowych, czy religijnych; czy to z po­wodów politycznych, czy narodowościowych. W imię tego właśnie Bożego zaufania do człowieka chcemy przypomnieć wiel­kość i piękno człowieczeństwa wszystkim, którzy wpadają w roz­pacz i myślą o tym, jak odebrać sobie życie. Życie ludzkie, każde, nawet to najbardziej kruche, także to ukryte w łonie matki - jest święte. To wielka rzecz być człowiekiem - mówi nam przesłanie bożonarodzeniowej nocy.

Czy to wszystko oznacza, że redukujemy chrześcijaństwo wyłącznie do humanizmu? Bynajmniej. Człowiek i Bóg, Bóg i człowiek na­leżą do siebie - mówi nam przesłanie tej nocy. Tak jak dzieje Bożego Słowa pozostałyby niedokończone, gdyby nie nastąpił fakt Wcielenia, tak też i człowiek bez Boga nie jest kompletny.

"Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam" - prawdziwości tego biblijnego słowa doświadczamy właśnie podczas świąt Bożego Na­rodzenia. Człowiek nie powinien się izolować - nie powinien się izolować ani od innych ludzi, ani od Boga. Jeśli człowiek zamyka się w sobie, zwłaszcza w aroganckim pragnieniu odgrywania roli Boga, szkodzi samemu sobie i narusza harmonię stworzenia. Je­śli znajduje drogę do Boga - choćby szedł drobnymi kroczkami, na przykład wiedziony wspomnianym już zapachem świętości, przyjmując bez wzgardy także ową "ludzką stronę świąt Bożego Narodzenia", a zwłaszcza gdy w pełni bierze na siebie swoje wła­sne człowieczeństwo i okazuje szacunek człowieczeństwu innych - wtedy ta naruszona harmonia i pokój się odradzają.

"Chwała na wysokości Bogu - a na ziemi pokój ludziom dobrej woli, albowiem Bóg ma w nich upodobanie". Amen.

Tomáš Halík - czeski ksiądz katolicki, potajemnie wyświęcony na kapłana w czasach komunizmu, wykładowca Uniwersytetu Karola, rektor praskiego kościoła Najświętszego Salwatora, aktywnie uczestniczy w życiu publicznym, był jednym ze społecznych doradców prezydenta Václava Havla. Laureat Nagrody Templetona w 2014 r.

Tekst pochodzi z książki: "Zacheuszu! 44 kazania o sensie życia".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

To nie są święta dla samotników
Komentarze (2)
25 grudnia 2016, 15:12
Potem zaś lud realizując swą "godność" krzyczał :Ukrzyżuj Go! i  "demokratycznie" zamordował Syna Bożego. Jakże niewielu trwało wtedy i trwa dziś pod Krzyżem...  
25 grudnia 2016, 16:35
Chłopie co się z Tobą dzieje???