Zamieńmy kanapę na wyczynowe buty

(fot. instagram.com/franciscus)

Co powinno się wydarzyć w naszym polskim Kościele, abyśmy mogli stwierdzić, że wizyta papieża Franciszka przyniosła pożądany owoc? Dobrze by było, żebyśmy się stali fundamentalistami i radykałami. I to takimi bardzo konkretnymi i praktycznymi.

"Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze poza. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło ani nawet o jakich nie pomyślałeś; po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia".

Te słowa papieża przejdą do historii. Co do tego nie ma wątpliwości. Franciszek po raz kolejny pokazał, że nie tylko mówi rzeczy, które ze względu na treść poruszają serca, ale potrafi równocześnie używać formy sprawiającej, że jego słowa wyrywają się w pamięci na długo. Ale co to właściwie znaczy, że mamy wstać z kanapy i założyć sportowe buty? Poniżej kilka intuicji.

1) Wcale nie chodzi o to, żeby więcej ludzi chodziło do kościoła

DEON.PL POLECA

Tydzień przed oficjalnym rozpoczęciem Światowych Dni Młodzieży, kiedy w innych częściach Polski trwały już tzw. dni w diecezjach, w krakowskiej Bazylice Mariackiej dwóch dominikanów (Adam Szustak OP i Tomasz Nowak OP) prowadziło rekolekcje dla wolontariuszy i mieszkańców miasta-gospodarza imprezy. Chodziło o to, żeby sensownie przygotować się na przyjęcie ludzi z całego świata i w ogóle sensownie przeżyć ten czas.

Już na samym początku ojciec Adam zwrócił uwagę, że najsensowniejszym efektem ŚDM wcale nie będzie to, że nagle do kościoła zacznie przychodzić więcej młodych ludzi, albo to, że lawinowo wzrośnie przystępowanie do sakramentów. Nie chodzi też o masowe nawrócenia. A już prawdziwą tragedią by było, gdyby jedynym efektem było stworzenie na przykład przez Episkopat trzyletniego planu duszpasterskiego dla młodych, do którego nikt nigdy nie zajrzy i z niego nie skorzysta. Popularny i ceniony duszpasterz stwierdził, że tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy stali się bardziej miłosierni. Po prostu. Dla naszych najbliższych, ale też dla tych, za którymi niekoniecznie przepadamy. Chodzi o zwykłą codzienną miłość, życzliwość, wrażliwość, przebaczanie sobie nawzajem. Jeśli zaczniemy od tego, to cała reszta (napełniające się ludźmi kościoły, korzystanie z sakramentów, nawrócenie) przyjdzie sama. Oczywiście, żeby samemu być miłosiernym, najpierw trzeba otworzyć się na miłosierdzie Boga i doświadczyć go.

2) Radykalizm miłości w naprawdę prostych rzeczach

Również w tygodniu poprzedzającym ŚDM bardzo ważne słowa wypowiedział biskup Grzegorz Ryś, który będąc gościem festiwalu Paradise in the City w Łodzi (przygotowanego przez Wspólnotę Chemin Neuf) został zapytany o to, co znaczy być radykalnym chrześcijaninem. Odpowiedź biskupa warto dobrze zapamiętać.

"Do centrum ICE (miejsca, w którym spotykali się ewangelizatorzy przed ŚDM - przyp. red.) relikwie Karola de Foucauld przyniosła nam taka mała siostra Krysia. Kobieta o Biblii wie znacznie więcej niż ja. Naprawdę. Jak słucham czasem, jak z nią rozmawiam, co ona wie z Pisma Świętego, jak jest wykształcona i przygotowana, to jest porażające. Wiecie, co robi, mieszkając w Hucie? Jest dozorczynią na klatkach schodowych. Myje klatki schodowe. Drugiego dnia naszych rekolekcji przysłała mi takiego SMS-a: «Jestem na klatkach. Tutaj był jakiś remont, bo strasznie ciężko jest umyć tę klatkę schodową. Wszystko za was ofiaruję». Koniec. Patrzysz na to i myślisz, że to jakieś szaleństwo. Żadne szaleństwo. To jest radykalizm. To jest charyzmat Karola de Foucauld. Jesteś z ludźmi w najzwyczajniejszy sposób, robiąc to, co oni robią na co dzień. Nie pouczasz ich, nie głosisz im katechez. Po prostu jesteś. A cała ta wiedza, którą wcześniej zdobyłeś, jest tobie potrzebna, żebyś wytrzymał w tym miejscu i w takiej radykalnej miłości. Tobie jest potrzebna. Nie pchasz się do nich z tą wiedzą. To jest radykalizm miłości. Nie potrzeba do tego prześladowań. Męczenników nie czcimy dlatego, że ich zabito. Tylko dlatego że kochali, kiedy ich zabijano".

3) Polska fundamentalnie katolicka

Siostra Małgorzata Chmielewska w ubiegłym roku w Święto Niepodległości napisała na swoim blogu, że marzy jej się Polska fundamentalnie katolicka. Jej wizja mocno pokrywa się ze wskazówkami, jakie dawał nam papież w trakcie wizyty w Polsce. Jak fundamentalizm rozumie zakonnica ze Wspólnoty Chleb Życia?

"Polska, w której każdy człowiek będzie traktowany z szacunkiem przez innych «każdych człowieków». Bo tego uczy katechizm. Polska, w której wspólne dobro jest dzielone uczciwie. W której dzieci, starzy, chorzy i niepełnosprawni mają pierwszeństwo. Polska, w której oszustwo jest grzechem i wytykane palcami, a cwaniactwo jest be. Polska, w której okrzyk «chcemy więcej» ma nową treść: «Chcemy dać z siebie więcej». Polska, w której obcy nie jest obcy, a wszyscy się do siebie uśmiechają (nawet kierowcy), bo nikt się nikogo nie boi. W której pracowitość i zdolności są szanowane, krzywdy się przebacza, a skrzywdzonemu naprawia. W której posuwamy się na ławce, żeby zrobić miejsce przybyszowi i odziewamy nagiego i karmimy głodnego, nie pytając wprzód o rasę czy wyznanie lub jego brak. Bo to człowiek, Chrystus cierpiący. Polska, w której pogarda jest wstydem, a nienawiść i agresja wysłana na Marsa, bo Księżyc za blisko. Władza jest służbą, a rządzeni władzę wspierają w decyzjach i z szacunkiem krytykują, kiedy błąd popełni. No i władza słucha. Tak uczy Kościół katolicki, czyli powszechny. Ot, mój prywatny fundamentalizm. Katolicki. A w wersji dla niewierzących - Polska ludzi przyzwoitych. No to zaczynam spełniać swoje marzenia. Jutro uśmiech na gębę i do roboty. Fundamentalnie i od podstaw. Polski się nie ma gotowiutkiej, z fabryki. Polskę trzeba budować stale. Tutaj. Make in Poland".

Nic dodać, nic ująć.

4) Trzeba sobie ubrudzić ręce

W ostatnich dniach przynajmniej kilkanaście razy zadano mi pytanie: "Z jakim przesłaniem zostawia nas po ŚDM papież?". Franciszek mówił o wielu rzeczach, ale jeden temat powracał przy okazji każdej jego wypowiedzi. Papież wzywa nas wszystkich do konkretnego miłosierdzia. Ale takiego maksymalnie konkretnego. Jest to dość logiczne, biorąc pod uwagę, że hasłem tych dni były słowa: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią".

Jak się do tego zabrać? Od czego zacząć? Gotową receptę dostaliśmy podczas piątkowej Drogi Krzyżowej na Błoniach. Przy każdej kolejnej stacji prezentowano działalność wspólnot, stowarzyszeń i fundacji, które od lat pomagają wykluczonym i poranionym przez życie ludziom - ubogim, bezdomnym, niepełnosprawnym, uchodźcom. Jeśli chcemy zobaczyć owoc tych pięknych dni, których byliśmy uczestnikami przez ostatni tydzień, to myślę, że warto zaangażować się w takie właśnie dzieła. Okazji do tego jest mnóstwo. Nie ma miasta, wioski czy parafii, w której nie znalazłby się ktoś potrzebujący. Wystarczy się trochę rozejrzeć. A potem "ubrudzić sobie" ręce miłosierdziem. Nie tylko o nim gadać.

Franciszek powiedział, co mamy robić. Teraz kolej na nasz ruch. Wstańmy z kanap i załóżmy wyCZYNowe buty. Bo bez uCZYNków wiara jest martwa. I Kościół też.

Piotr Żyłka - redaktor naczelny DEON.pl

Dziennikarz, publicysta, człowiek z Zupy na Plantach. W latach 2015-2020 redaktor naczelny DEON.pl. Autor książek, m.in. bestsellerowego wywiadu z ks. Kaczkowskim "Życie na pełnej petardzie. Wiara, polędwica i miłość", przetłumaczonej na język niemiecki rozmowy z ks. Manfredem Deselaersem "Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz" czy "Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet". Laureat Nagrody "Ślad" im. bp. Jana Chrapka. Prowadzi podcasty "Słuchać, żeby usłyszeć" i "Wiara wątpiących".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zamieńmy kanapę na wyczynowe buty
Komentarze (7)
MarzenaD Kowalska
5 sierpnia 2016, 11:45
[url]https://twitter.com/cezarykrysztopa/status/761494023869755392[/url]
5 sierpnia 2016, 09:29
Radykalizm miłości było widać w zeszły piątek, gdy Papież przekroczył mury Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Tak było widać pełno tego radykalizmu, szczególnie wśród rodziców dzieci nieuleczalnie chorych. Tacy bohaterowie dnie codzinnego, bo codziennie spedzają czas przy łózku chorego dziecka z pełną swiadomością, iż ono umiera. Taką radykalną miłość maja rodzice dzieci niepłnosprawnych, czy dzieci rodziców niepełnosprawnych, terminalnie chorych. Opowiadanie o radykalnej miłości, bo ktoś rzetelnie pracuje sprzątając klatki schodowe, czyli wypełniajac dobrze coś, za co mu płacą to jakieś nieporozumienie, oderwanie od normalnego życia. Bo normalnei ludzie rzetelnei wypełniaja to do czego sie zobligowali. W każdej pracy. Co tutaj ma być tym radykalizmem?
5 sierpnia 2016, 09:55
Niepowazne:)... Co było radykalnego w tym że papiez znalazł sie w szpitalu dziecięcym? Że znowu zrobił sobie kilka fotek z chorymi dziecmi.. ? Zaiste radykalizm porażający...
5 sierpnia 2016, 10:11
Pójdź do takeigo szpitala, zobacz jaki tam panuje radykalimz miłości. Rodziców, personelu. Papież modlac sie tam ten radyklizm na pokazał.
4 sierpnia 2016, 20:33
Jeśli ktoś biega non stop do kościoła, regularnie przystępuje do sakramentów, a poza tym jest wredny, toksyczny, niemiłosierny, zły dla innych ludzi, to jego wiara nie jest wiele warta. Jeśli ktoś angażuje się w pomoc charytatywną, ale całkowicie rezygnuje z uczestniczenia w życiu sakramentalnym, w Eucharystii, to nie jestem przekonany, że jest to takie dobre (nawiązanie do słów o. Adama Szustaka). Możemy wówczas tworzyć świat dobrych ludzi, bez Boga, co prędzej, czy później kończy się stopniowym wypaczaniem tego dobra, a niekoniecznie automatycznym zwiększaniem aktywności sakramentalnej, rozwijaniem żywej wiary. Efektem może być - dobrze jest być „miłosiernym” dla cierpiącego i pomóc mu w eutanazji. Albo nie ważne człowieku, czy będziesz zbawiony, czy nie. Ważne, że pomogę ci w twojej trudnej sytuacji życiowej. Tylko to jest ważne, co tu i teraz, a po śmierci to tam... Bardziej mi leży: „to czyńcie, a tamtego nie zaniedbujcie” :)
Oriana Bianka
4 sierpnia 2016, 18:16
"Wcale nie chodzi o to, żeby więcej ludzi chodziło do kościoła." Z pewnością nie powinno chodzić tylko o statystyki. Z chodzenia do kościoła powinno coś wynikać: powinna następować przemiana ludzkich serc, która przekładałaby się na ich stosunek do bliźnich. "Chodzi o zwykłą codzienną miłość, życzliwość, wrażliwość, przebaczanie sobie nawzajem." 
DP
Danuta Pawłowska
4 sierpnia 2016, 17:20
Zbudujmy mosty między Kościołem a ulicą! Z pomocą dorosłych i kapłanów z waszych wspólnot organizujcie spotkania formacyjne, poświęcone najważniejszym problemom aktualnym. Dzieląc życie waszych rówieśników w miejscach nauki, rozrywki, sportu i kultury, starajcie się przekazywać im wyzwalające orędzie Ewangelii. Odnawiajcie działalność oratoriów, przystosowując je do wymagań nowych czasów, aby były mostami między Kościołem a ulicą i poświęciły szczególną uwagę tym, którzy zepchnięci są na margines społeczny i przeżywają trudne chwile albo wpadli w sidła patologii i przestępczości. W duszpasterstwie szkół i uniwersytetów starajcie się tworzyć zespoły uczniowskie i studenckie oraz ośrodki kulturowe, które staną się punktem odniesienia dla waszych przyjaciół. Nie zapominajcie też o tych, którzy przeżywają chwile cierpienia i choroby: takie sytuacje szczególnie sprzyjają otwarciu się na Boga życia. Podstawą tego wszystkiego niech będzie codzienna i autentyczna więź z Boskim Mistrzem, to znaczy modlitwa, słuchanie i rozważanie słowa Bożego, Msza św., adoracja eucharystyczna i sakrament spowiedzi” (Przemówienie do młodzieży rzymskiej, Plac św. Piotra). <a href="http://adoremus.pl/index.php?page=JPII-do-mlodziezy">http://adoremus.pl/index.php?page=JPII-do-mlodziezy</a>