Zmartwychwstanie w Auschwitz

Czy w Boga po Auschwitz da się wierzyć? W Jego współczującą miłość i dobro? W to, że zawsze jest z człowiekiem, nawet w najtrudniejszych chwilach? Że zwyciężył śmierć?

Ogromny dramat związany z masową zagładą w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau doprowadził wielu ludzi do negacji istnienia Boga. Trudno się temu dziwić. W szczególności tym, którzy sami przeszli prze to piekło albo stracili tam najbliższych.

Z takimi pytaniami i myślami pojechałem w zeszły weekend na rekolekcje "Przekazy wiary", które odbywały się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Wybrałem właśnie to miejsce na duchowe przygotowanie się do świąt wielkanocnych z dwóch powodów. Po pierwsze, jeszcze nigdy nie byłem w obozie i w końcu chciałem ten fakt zmienić. Druga sprawa, to osoba prowadzącego - czyli biskup Grzegorz Ryś (według mnie najlepszy kaznodzieja wśród polskich hierarchów). Ale tak naprawdę nie wiedziałem, czego się spodziewać. Na miejscu okazało się, że żadne wyobrażenia i tak nie wytrzymałyby zderzenia z rzeczywistością.

Wizyta w Auschwitz jest wydarzeniem, które trudno ogarnąć emocjami, a co dopiero opisać. Wszystkim, którzy jeszcze tam nie byli, mogę jedynie doradzić, by nie jechali tam w celu zwiedzania muzeum, ale po to, by się pomodlić. Wydaję mi się, że inaczej tego miejsca "przeżyć się" nie da, a nawet nie wypada.

DEON.PL POLECA

Jednak to nie sam obóz i słowa głównego rekolekcjonisty były dla mnie najważniejszym doświadczeniem tych dni. W Oświęcimiu poznałem dwie osoby, które pewnie zapamiętam do końca życia.

Pierwszą z nich jest ksiądz Manfred Deselaers. Już dawno nikt nie wywarł na mnie tak dużego wrażenia. Ile trzeba mieć w sobie determinacji i wiary, by będąc Niemcem, zamieszkać kilkaset metrów od obozu i dzień w dzień mierzyć się z tak trudnym tematem. Ks. Deselaers od 1989 roku działa w naszym kraju na rzecz pojednania polsko-niemieckiego i chrześcijańsko-żydowskiego. W Centrum Dialogu pracuje od 1997 roku. Jest osobą promieniującą spokojem i bardzo uważnie słuchającą ludzi. "W Auschwitz nie można zaczynać od dyskusji, ale od milczenia", "Wierzę i nawet doświadczyłem tego, że tutaj można znaleźć orientację i Boga", "Czasami ta moja praca dużo kosztuje, ale ja tego nie odczuwam jako ofiary, bo w zamian jeszcze więcej otrzymuję. Jest to w pewnym sensie droga miłości, najpiękniejsza ze wszystkich możliwych dróg" - to wszystko jego słowa. Patrząc na niego, słuchając jego rozważań w trakcie drogi krzyżowej, jaką odbyliśmy w Birkenau, czułem, że mam kontakt z kimś, kto jest w tamtym miejscu znakiem wciąż działającego Boga.

Druga osoba, to ks. Łukasz Kamykowski, który na co dzień jest profesorem i wykładowcą Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II w Krakowie. Jego dziadek zginął w Auschwitz. W trakcie konferencji rekolekcyjnej - świadectwa człowieka mocno dotkniętego złem, które wydarzyło się w tym miejscu - powiedział, że Chrystus zmartwychwstał w Oświęcimiu. Co miał na myśli, mówiąc te słowa? Chodziło mu o Mszę świętą z 7 czerwca 1979 roku, którą odprawił na terenie obozu Jan Paweł II.

Już po powrocie do domu odnalazłem jego refleksję na temat tamtego wydarzenia: "Wielu analizowało już papieską homilię z tej Mszy. Ja z niej wtedy niewiele zapamiętałem, oprócz tego, co nadawało szczególny ton całej celebracji: wielkiego szacunku dla wszystkich ofiar tego obozu, kimkolwiek byli. W mojej pamięci pozostał na zawsze przede wszystkim obraz udzielania Komunii świętej tej ogromnej rzeszy żyjących w miejscu stworzonym dla masowej śmierci i rosnąca świadomość: Bóg nie da śmierci ostatniego słowa. Było to doświadczenie upartej wierności Boga, która każe Mu iść niestrudzenie ku ludziom, gdziekolwiek się znaleźli, jeśli tylko ich wiara stwarza Mu przestrzeń przyjęcia od Niego znaku określonego Jego zbawiającym Słowem. W Jego imieniu, ostrożnie, by nie zapaść się w jakiś dół po fundamentach baraków lub by nie podeptać rzeczy któregoś z przybyłych na tę Mszę pielgrzymów, szedłem ku szeregom wyciągających się z nadzieją głów, przypominając słowo obietnicy, przyjmując potwierdzenie wiary i podając Chleb Życia. Myślałem z ogromną wdzięcznością o pokorze i cichości Boga, który w taki właśnie sposób okazuje się wierny wobec poniżonych i zdeptanych, umacnia słabych w nadziei, a sprzeciwia się pysze szyderców, morderców, władców tego świata: nie dyskutuje z nimi, nie spiera się, lecz obdarza tym obficiej życiem; boskim Życiem miłości mocniejszej niż śmierć".

Bóg jest wierny człowiekowi. Życie ostatecznie zawsze zwycięża śmierć. Jeśli ktoś w to nie wierzy, to niech pojedzie do Oświęcimia i zobaczy na własne oczy. To miejsce jest ziemią świętą, która przypomina nie tylko o zbrodni, do której jest zdolny człowiek wykluczający wszelkie wartości i Boga ze swojego życia, ale także o Chrystusie Zmartwychwstałym.

W Auschwitz najłatwiej dostrzec Jezusa cierpiącego, niosącego krzyż i zabitego, ale jeśli popatrzymy uważniej, możemy w tym samym miejscu zrozumieć prawdę, bez której chrześcijaństwo nie ma sensu: Bóg zwyciężył śmierć i nic już tego nie zmieni. Nawet największe bestialstwo człowieka.

Piotr Żyłka - członek redakcji i publicysta DEON.pl, twórca Projektu faceBóg i papieskiego profilu Franciszek.

Dziennikarz, publicysta, człowiek z Zupy na Plantach. W latach 2015-2020 redaktor naczelny DEON.pl. Autor książek, m.in. bestsellerowego wywiadu z ks. Kaczkowskim "Życie na pełnej petardzie. Wiara, polędwica i miłość", przetłumaczonej na język niemiecki rozmowy z ks. Manfredem Deselaersem "Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz" czy "Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet". Laureat Nagrody "Ślad" im. bp. Jana Chrapka. Prowadzi podcasty "Słuchać, żeby usłyszeć" i "Wiara wątpiących".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zmartwychwstanie w Auschwitz
Komentarze (9)
B
baraneksj
9 kwietnia 2013, 23:17
Nemo - chyba nie zrozumiałeś o co chodzi autorowi, kiedy stwierdza, że "Bóg zwyciężył śmierć w Auschwitz". Przecież nie zwyciężył przez śmierć zabitych tam ludzi, tylko przez to, że po Auschwitz ludzie są jednak w stanie dalej kochać i przebaczać. Dzięki Temu, który będąc bez grzechu dał się zabić w okrutny sposób i przebaczył swoim oprawcom.
M
Maria
2 kwietnia 2013, 14:38
Na moich ostatnich rekolekcjach, rekolekcjonista w ostatnim dniu mówił, że Hess się przed śmiercią nawrócił i przyjoł komunię, Boskie miłosierdzie jest nieogarnięte a jego drogi dla nas niemożliwe do pojęcia. Podaję link do konferencji, na mnie wywarła niesamowite wrażenie: http://www.lesna.bielsko.opoka.org.pl/index.php?start=10
W
wierny
1 kwietnia 2013, 18:36
Drogi nemo. Trzeba mieć kompletny brak wiedzy teologicznej, aby sądzić, że grzech w Aschwitz był większy od ofiary odkupieńczej Chrystusa. A ponadto można zauważyć, że co roku jest zabijanych ponad 50 milionów dzieci na całym świecie, czyli tyle ile ludzi zginęło w czasie całej drugiej wojny światowej. I Chrystus również zwycięża tę zbrodnię.
J
Jozue
1 kwietnia 2013, 12:43
Ktoś pisze, że okrutniejsze były gułagi i to prawda. Rzecz jednak  w tym, że historię piszą zwycięzcy. Auschwitz nie był wybudowany przez Boga więc o co te znowu jakieś ukryte pretensje do Stwórcy? 
N
nemo
1 kwietnia 2013, 08:58
Bog zwyciezyl smierc w Auschwitz? To juz wole model zwyciezania z Golgoty. Przynajmniej obeszlo sie bez milionow niewinnych ofiar. Trzeba byc bez umyslu, lub bez serca, by cos takiego napisac. Jezus niosl swoj krzyz sam, przekonany co do swojego powolania i sensu swojego poswiecenia. Porownywac to do setek tysiecy dzieci wpychanych do komor gazowych jest ohydne.
MR
Maciej Roszkowski
31 marca 2013, 22:08
Ideologowie narodowego socjalizmu wygnali Boga. Najpierw ze swoich dusz, potem ze swojego państwa. Auschwitz to ostatnie stadium świata bez Boga, świata wymyślonego i zrealizowanego przez człowieka. 
W
wierny
31 marca 2013, 11:02
Auschwitz jako antytyp rajskiego ogrodu. Kto wie może wiara milionów zamordowanych tam ludzi doprowadzi kiedyś do odzyskania utraconego raju na ziemi, tak jak zamrodowanych w innych obozach koncentracyjnych, gułagach czy innych obozach pracy. Żadne życie i żadna śmierć nie jest bez sensu przed Bogiem, ale służy Jego zbawczym planom. Na pytanie gdzie był Bóg wtedy, dlaczego nie zesłał piorunów i nie zabił oprawców w Auschwitz można odpowiedzieć, że realizował sens ludzkiej wolności aż do końca, a ponadto zbiera się kara dla Niemiec, które przestaną istnieć jako państwo i naród. To będzie odpłata za Auschwitz. Nawet gdyby Niemcom udało się zabić wszystkich Żydów, Polaków i Rosjan to, i tak by ona była, tyle, że odłożona w czasie. Trzeba pamiętać, że Bóg rzadko karze natychmiast. I tej kary oczekuje wielu ludzi już niebawem, nawet za parę lat. Oczekuje sądu na światem, sądu prosto z nieba.
Y
yyy..
31 marca 2013, 10:16
Jakim trzeba być ignorantem, żeby porównywać obóz śmierci, czy to gułagi, czy birkenau.. i licytować, który ważniejszy - oba, to jakieś nieporozomienie.. 
jazmig jazmig
31 marca 2013, 09:38
Auschwitz to było sanatorium w porównaniu z sowieckimi gułagami. Zarówno liczba wymordowanych w gułagach ludzi, jak i ich gehenna, wielokrotnie przewyższają Auschwitz. Auszwitz był obozem koncentracyjnym i obozem pracy. Część więźniów pracowała w oświęcimskich zakładach chemicznych. Ta grupa otrzymywała wyżywienie, umożliwiające wykonywanie pracy. Birkenau był obozem zagłady, tam masowo mordowano więźniów, głównie Żydów, ale również Cyganów, Polaków i innych "podludzi". To, co się działo w gułagu, wiemy z takstów Sołżenicyna i innych ludzi, którzy gułag przeżyli. O ile w Birkenau mordowano więźniów gazem, to w gułagach mordowano ich ciężką pracą i syberyjkskim mrozem oraz głodowymi racjami żywności. Jeżeli chcemy przytoczyć masowe zbrodnie i gehennę ludzi, to zdecydowanie bardziej powinno się mówić i pisać o gułagach.