Nadzieja, która nie potrzebuje walki: Spotkanie Amazonek w Licheniu
Amazonki to kobiety, które przeszły przez doświadczenie raka piersi i postanowiły, że nie będą mierzyć się z nim w pojedynkę. Ich ruch to potężna sieć wsparcia, wzajemnej edukacji i wspólnego niesienia ciężaru choroby. Do licheńskiego sanktuarium przyjechały, aby przed obrazem Matki Bożej Bolesnej szukać duchowego umocnienia i „naładować akumulatory” na dalsze życie. Na Mszy św. o godz. 12:00 zgromadziły się tysiące pielgrzymów, by wspólnie przeżywać to wyjątkowe wydarzenie.
Przed wejściem do licheńskiej bazyliki wierni otrzymywali mały, ale wymowny symbol – różowe wstążki przygotowane przez Amazonki z Konina. Ten znak solidarności z osobami zmagającymi się z nowotworem piersi nadał spotkaniu wymowny charakter wspólnoty.
Wspólną modlitwę i liturgię czynnie współtworzyły kluby: Poznańskie Towarzystwo Amazonek, Stowarzyszenie Amazonek im. św. siostry Faustyny z Obornik oraz przedstawicielki klubów z Jarocina, Konina i Łasku. Ich obecność była żywym dowodem na siłę ruchu, który w samej tylko ogólnopolskiej federacji zrzesza aż 200 organizacji.
Podczas homilii ks. kustosz Sławomir Homoncik MIC zadał zgromadzonym proste, choć przeszywające serca pytanie o osobiste doświadczenie choroby. Uniesione w górę liczne ręce były widokiem poruszającym, uświadamiającym, jak powszechny i bliski jest to temat. Ksiądz kustosz z wielką pokorą przyznał, że choć trudno mu w pełni poczuć to, co czuje człowiek słyszący diagnozę choroby nowotworowej, chce przynieść chorym słowo-balsam. Przywołał historię kobiety, która w chorobie czuła się opuszczona, by ostatecznie odkryć, że Bóg nie jest odległą ideą, lecz Kimś, kto stał się jej najbliższy. Przypomniał też, że pragnienie ziemskiego życia – bycia dla dzieci i wnuków – jest naturalne i piękne.
– Jezus z tego, któremu służyła, do którego się modliła, mnożąc różnego rodzaju akty pobożności, stał się tym, który był przy niej i był z nią. Stał się kimś niesamowicie bliskim.
– Jak oni bardzo nieraz są bezradni, kiedy nie wiedzą, jak nam pomóc. Ja wam wszystkim bliskim serdecznie dziękuję za to, że jesteście z nami, bo tu wystarczy być. Być, podać rękę, rękę, która drży jak nasza.
Pani Krystyna odniosła się też do języka, jakim opisuje się chorobę w przestrzeni publicznej. Apelowała do mediów i bliskich, by nie używać stygmatyzującego słowa „przegrał”, gdy ktoś odchodzi w wyniku choroby nowotworowej. Podkreśliła, że rak to biologia, a nie pole bitwy, na którym wartość człowieka mierzy się jedynie siłą woli.
– Tak często używamy słowa walka. Raka się leczy, walka osłabia, wyczerpuje, a my potrzebujemy tego innego zupełnie wsparcia. I jak mówimy o walce w chorobie nowotworowej, to nie pole bitwy, to nie ring, a biologia.
Po zakończeniu Mszy św. odbył się koncert Beaty Bednarz. Artystka dzieliła się między utworami swoim osobistym świadectwem, co sprawiło, że muzyka stała się naturalnym przedłużeniem rozmowy o wierze i trudnych doświadczeniach.
Dzień dopełnił konkretny gest miłosierdzia. W ramach akcji Pola Nadziei zbierano ofiary na rzecz hospicjum im. św. o. Papczyńskiego. Było to symboliczne przejście od słów wsparcia do realnego działania na rzecz tych, którzy potrzebują troski w swoich ostatnich dniach. Całe spotkanie pokazało, że choć choroba próbuje izolować, to wspólnota potrafi przywrócić poczucie bezpieczeństwa i sensu.
Skomentuj artykuł