Paweł Domagała: kiedy mówię, że jestem katolikiem, dostaję i z jednej, i z drugiej strony

Paweł Domagała w duszpasterstwie akademickim. Fot. Archidiecezja łódzka
Archidiecezja łódzka / pk

O wierze, radykalizmie, rodzinie i współczesnym Kościele mówił aktor i piosenkarz Paweł Domagała podczas spotkania z cyklu "Browary Wiary", organizowanego przez Jezuickie Duszpasterstwo Akademickie w Łodzi. Wydarzenie odbyło się w pubie Indeks i zgromadziło studentów oraz młodych ludzi szukających rozmowy o sprawach ważnych.

Tematem spotkania było: "Szukanie rzeczy ważnych. Rodzina, pasja, Bóg". Rozmowę z gościem prowadził duszpasterz akademicki ks. Paweł Kowalski SJ.

DEON.PL POLECA



Paweł Domagała: Bóg musi być ponad wszystkim

Paweł Domagała wielokrotnie podkreślał, że wiara nie może być jedynie dodatkiem do życia. - Bóg musi być ponad wszystkim. Każda sfera mojego życia musi być w Nim zatopiona. Inaczej to wszystko nie ma sensu. Bóg musi być wszystkim, bo jeśli nie jest wszystkim, to jest niczym - mówił. Artysta zaznaczył również, że chrześcijaństwo nie może ograniczać się jedynie do praktyk religijnych. - Chrześcijaninem jestem zawsze. Nie tylko w kościele czy kiedy śpiewam piosenkę o Bogu. Bóg jest moją codziennością - podkreślał.

Domagała przyznał także, że największą trudnością w wierze jest często sam człowiek. - Największym problemem w mojej wierze jestem ja - mówił szczerze, dodając, że współczesny świat bardzo potrzebuje prawdziwej duchowości i autentyczności.

Paweł Domagała o księżach w mediach społecznościowych: to nie jest zabawa

Podczas spotkania nie zabrakło także mocnych słów o Kościele i klerykalizmie. - Za mało duchowości, za dużo klerykalizmu - stwierdził. Krytycznie odniósł się do budowania popularności w mediach społecznościowych kosztem głębi życia duchowego. - Tu chodzi o życie wieczne. To nie jest zabawa, tylko poważne sprawy - mówił, odnosząc się do obecności księży w mediach społecznościowych.

Aktor podkreślał, że katolicyzm wymaga radykalizmu rozumianego przede wszystkim jako wymaganie wobec samego siebie. - Uważam, że katolik musi być radykalny. Ale radykalizm trzeba zacząć od siebie, a nie od oceniania innych ludzi - zaznaczył. Jak dodał, największym zagrożeniem dla wiary jest duchowa letniość. W trakcie rozmowy mówił również o zaufaniu Bogu i lęku przed zmianą życia. - Nie bać się, że Pan Bóg może wszystko zburzyć i trzeba będzie zacząć od nowa. Kluczowe jest, żeby się tego nie bać. Ale ja się boję. Zaufanie jest bardzo trudne - przyznał.

DEON.PL POLECA


"Kiedy mówię, że jestem katolikiem, dostaję i z jednej, i z drugiej strony"

Jednym z tematów była także pokora i relacja z drugim człowiekiem. - Pokora to nie jest myślenie o sobie źle, tylko myślenie o sobie mniej. Warto więcej myśleć o drugim człowieku - mówił gość "Browarów Wiary". Paweł Domagała mówił również o doświadczeniu bycia katolikiem w przestrzeni publicznej. - Kiedy mówię, że jestem katolikiem, dostaję i z jednej, i z drugiej strony. Ale Kościół i sakramenty są większe niż wszystkie opinie. Trzeba skupiać się na istocie katolicyzmu, a nie na opiniach ludzi - podkreślał.

Spotkanie miało formę otwartej rozmowy, a uczestnicy mogli zadawać pytania dotyczące wiary, życia rodzinnego, twórczości i codziennych zmagań duchowych. Organizatorzy podkreślają, że cykl "Browary Wiary" ma być przestrzenią szczerego dialogu o chrześcijaństwie i miejscu Boga we współczesnym świecie.

Źródło: Archidiecezja łódzka / pk

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Paweł Domagała: kiedy mówię, że jestem katolikiem, dostaję i z jednej, i z drugiej strony
Komentarze (1)
TN
~Tomasz Niewierny
23 maja 2026, 19:58
To jest wszystko bardzo ciekawe, ale problem w tym, że jak wszystko dobrze Ci idzie - masz świetną pracę, pieniądze, dobre małżeństwo, przyjaciół i przy tym cieszysz się w miarę dobrym zdrowiem, to oni wtedy Cię widzą, doceniają, zapraszają na różne spotkania, wywiady, aż chce się iść do kościoła bo uważają Cię za wzór i wtedy są z Tobą. Ale kiedy coś się złego stanie, kiedy zaczną się jakieś problemy, rozwód, lub stracisz pracę, pieniądze to wtedy nie będzie żadnego z nich, żadnego księdza, diakona, przyjaciela - zostajesz całkowicie sam. Oni to rozpatrują jako owoce twojego życia. I nie ważne czy masz 20 lat czy 50. Oczywiście mówią piękne rzeczy, piękne kazania, o miłosierdziu, miłości, wspieraniu bliźniego itp. itd., ale kiedy realnie przyjdzie taki czas próby to niestety życie brutalnie weryfikuje te osoby. Nie liczą się słowa, tylko czyny! Mówić to można pięknie i wszystko, ale jak przyjdzie czas próby to 90% wymięka.. Chwała Panu!