Papież: bogactwo jest dobrem, jeśli służy innym

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)
KAI / mh

O znaczeniu ubóstwa i posiadaniu dóbr napisał Ojciec Święty we wstępie do książki prefekta Kongregacji Nauki Wiary, abp. Gerharda Ludwiga Müllera, "Povera per i poveri. La missione della Chiesa" - "Ubogi dla ubogich. Misja Kościoła". Abp Müller w sobotę zostanie włączony do Kolegium Kardynalskiego. Treść papieskiej refleksji opublikował dziś największy włoski dziennik, "Corriere della Sera".

Oto tekst wstępu pióra papieża Franciszka w tłumaczeniu na język polski:

Któż z nas nie czuje się nieswojo stając choćby przed słowem "ubóstwo"? Istnieje wiele form ubóstwa: fizyczne, ekonomiczne, duchowe, społeczne, moralne. Świat zachodni utożsamia ubóstwo przede wszystkim z brakiem siły gospodarczej i negatywnie wyolbrzymia ten status. Faktycznie jego rządy opierają się zasadniczo na ogromnej władzy, jaką zyskał dziś pieniądz, władzy pozornie przewyższającej wszelką inną. W związku z tym, brak siły gospodarczej oznacza brak znaczenia na poziome politycznym, społecznym, a nawet ludzkim. Ten, kto nie ma pieniędzy, liczy się tylko na tyle, na ile może służyć do innych celów. Jest tak wiele biedy, ale na ubóstwo ekonomiczne spogląda się z największym przerażeniem. Jest w tym wielka prawda. Pieniądz jest narzędziem, które w jakiś sposób - jak na przykład nieruchomości - przedłuża i zwiększa zdolność ludzkiej wolności, umożliwiając jej działanie w świecie, aby funkcjonować, przynosić owoce. Sam z siebie jest dobrym narzędziem, podobnie jak niemal wszystkie rzeczy, którymi dysponuje człowiek: jest środkiem poszerzającym nasze możliwości. Jednak środek ten może rykoszetem uderzyć w człowieka. Pieniądz i władza ekonomiczna mogą być w rzeczywistości środkiem, który oddala człowieka od człowieka, zamykając go w perspektywie egocentrycznej i egoistycznej.

Pozwala to zrozumieć samo aramejskie słowo, którego Jezus używa w Ewangelii - mamona, skarb ukryty (por. Mt 6, 24; Łk 16,13): kiedy siła ekonomiczna jest narzędziem wytwarzającym skarby, które chowa się jedynie dla siebie, ukrywając je przed innymi, prowadzi ona do niesprawiedliwości, traci swoją pierwotną wartość pozytywną. Również termin grecki, używany przez św. Pawła w Liście do Filipian (por. Flp 2, 6) - arpagmos - odnosi do jakiegoś dobra zazdrośnie chowanego dla siebie, a nawet do owocu tego, co zostało skradzione innym. Dzieje się tak, kiedy dobra są używane przez ludzi, którzy uznają solidarność jedynie względem węższego lub szerszego kręgu swoich znajomych, czy też kiedy chodzi jedynie o to, aby je otrzymywać, ale nie by je dawać. Tak się dzieje, kiedy człowiek, utraciwszy nadzieję na perspektywę transcendentną utracił także smak bezinteresowności, smak czynienia dobra, tylko dlatego, że pięknie jest je czynić (por. Łk 6, 33nn).

Kiedy natomiast człowiek jest wychowany do uznania zasadniczej solidarności, wiążącej go ze wszystkimi innymi ludźmi - a przypomina to nam nauka społeczna Kościoła - to wówczas wie, że nie może trzymać dla siebie dóbr, którymi dysponuje. Człowiek, gdy zawsze żyje w solidarności, wie, że to, czego odmawia innym i zachowuje dla siebie prędzej czy później odwróci się przeciw niemu. W zasadzie do tego w Ewangelii czyni aluzję Pan Jezus, nadmieniając o rdzy lub molu niszczących bogactwa posiadane egoistycznie (por. Mt 6, 19-20; Łk 12, 33).

Natomiast kiedy dobra, jakimi dysponujemy używane są nie tylko dla własnych potrzeb, to upowszechniając się mnożą się one i często przynoszą nieoczekiwany owoc. Istnieje bowiem w istocie pierwotna więź między zyskiem a solidarnością, owocna współzależność między zyskiem a darem, którą grzech chce rozbić i zakryć. Zadaniem chrześcijan jest ponowne odkrycie, życie i głoszenie wszystkim tej cennej i pierwotnej jedności między zyskiem a solidarnością. Jakże bardzo dzisiejszy świat potrzebuje ponownego odkrycia tej pięknej prawdy! Im szybciej zgodzi się na dokonanie z tym obrachunku, tym szybciej zmniejszą się również tak bardzo nas uciskające biedy ekonomiczne.

Nie możemy jednak zapominać, że istnieje nie tylko ubóstwo związane z gospodarką. Sam Jezus przypomina nam o tym, przestrzegając, że nasze życie zależy nie tylko od tego, co posiadamy (Łk 12, 15). Pierwotnie człowiek jest ubogi, potrzebuje pomocy i jest nędzny. Kiedy się rodzimy, potrzebujemy do życia troski naszych rodziców, a i tak w każdym czasie i etapie życia nikomu z nas nie uda się całkowicie wyzwolić od potrzeby pomocy innych osób, nigdy nie uda nam się wyrwać z ograniczeń bezsilności w obliczu kogoś czy też czegoś. Także i to jest jednym z warunków charakteryzujących nasze bycie "stworzeniem": nie uczyniliśmy samych siebie i sami nie możemy dać sobie tego wszystkiego, czego potrzebujemy. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas, byśmy pozostali pokornymi i mężnie praktykowali solidarność, jako cnotę niezbędną do życia.

W każdym razie, jesteśmy zależni od kogoś lub od czegoś. Możemy to przeżywać jako słabość życia lub jako pewną szansę, jako bogactwo, by porachować się ze światem, w którym nikt nie może się obejść bez drugiego, w którym wszyscy jesteśmy przydatni i cenni dla wszystkich, każdy na swój sposób. Właśnie odkrywając to jesteśmy pobudzani do działania odpowiedzialnego i czyniącego odpowiedzialnymi, mając na względzie dobro, które jest w takim przypadku nierozerwalnie osobiste i wspólne. Jest oczywiste, że takie realne działanie może się zrodzić jedynie z nowej mentalności, z nawrócenia na nowy sposób patrzenia na siebie, jedyni na drugich! Tylko wtedy, gdy człowiek postrzega siebie nie jako świat dla siebie, ale jako ktoś, kto przez swą naturę jest powiązany ze wszystkimi innymi, z natury swojej odczuwanych jako "bracia", możliwe jest realne działanie społeczne, w którym dobro wspólne nie pozostaje słowem pustym i abstrakcyjnym!

Kiedy człowiek postrzega siebie w ten sposób i wychowywany jest do takiego życia, pierwotne ubóstwo właściwe stworzeniu nie jest już odczuwane jako upośledzenie, ale jako nowe bogactwo, w którym to, co ubogaca każdego i jest swobodnie dawane, jest dobrem i darem, który z kolei jest korzystny dla wszystkich. Jest to światło pozytywne, w którego świetle do spoglądania na ubóstwo zachęca nas także Ewangelia. Właśnie to światło pomaga nam więc w zrozumieniu dlaczego Jezus przemienia tę kondycję w autentyczne "błogosławieństwo": "Błogosławieni jesteście wy, ubodzy!" (Łk 6, 20).

Tak więc czyniąc to, co w naszej mocy i wystrzegając się wszelkich form nieodpowiedzialnego uzależnienia od własnych braków, nie boimy się uznać siebie za potrzebujących i nie zdolnych, by dać sobie to wszystko, czego potrzebujemy, bo sam i jedynie o własnych siłach nie możemy pokonać wszelkich ograniczeń. Nie boimy się tego uznania, ponieważ Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla się nad nami i nad naszymi biedami, żeby nam pomóc i dać nam te dobra, których sami nigdy nie możemy mieć.

Dlatego Jezus chwali "ubogich w duchu" (Mt 5,3), to znaczy tych, którzy w ten sposób patrzą na swoje potrzeby, i będąc potrzebującymi powierzają się Bogu, nie obawiając się zależeć od Niego (por. Mt 6,26). Od Boga możemy w istocie zyskać to Dobro, którego nie może powstrzymać żadne ograniczenie, bo On jest mocniejszy od wszelkich ograniczeń i ukazał to, zwyciężając śmierć! Bóg będąc bogaty stał się ubogim (2 Kor 8 , 9 ), aby nas ubogacić swoimi darami! On nas kocha, każde włókno naszego istnienia jest Jemu drogie, w Jego oczach każdy z nas jest wyjątkowy i ma ogromną wartość; "U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone... jesteście ważniejsi niż wiele wróbli" (Łk 12 ,7).

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Papież: bogactwo jest dobrem, jeśli służy innym
Komentarze (1)
J
Jasiek
19 lutego 2014, 17:28
A szefem Kongregacji mianował go papież teraz emerytowany - Benedykt XVI. A papież Franciszek go zatwierdził i nadaje mu godność kardynała. To coś znaczy - ciągłośc i tradycje a nie zerwanie i sensacje jak media głoszą, w tym również szukająy sensacji deon