Szkoła ich nie chce. Dzieci z autyzmem trafiają do polskiej siostry zakonnej
Publiczne szkoły w boliwijskim Oruro nie potrafią odpowiedzieć na potrzeby uczniów z trudnościami w nauce. Ponad 120 dzieci otrzymuje pomoc w ośrodku prowadzonym przez polską terezjankę s. Joannę Olszewską i wspieranym przez Caritas Polska. Placówka działa na andyjskim płaskowyżu, blisko 4000 metrów n.p.m. Jak relacjonuje misjonarka, rodzice słyszą niekiedy, że powinni zabrać dziecko ze szkoły. „Gdzie ci ludzie mają pójść?” - pyta w rozmowie z Vatican News.
Podwójne ubóstwo
Terezjanka od 10 lat posługuje w Boliwii. Jak relacjonuje, centrum obejmuje dzieci z około 60 rodzin, a blisko połowa rodziców nie potrafi czytać ani pisać. Część rodziców przenosi się do Oruro z górskich terenów, gdzie wcześniej zajmowała się wypasem. Ich dzieci często nie mają dokumentów i wcześniej w ogóle się nie uczyły.
Od dwóch lat przybywa podopiecznych w spektrum autyzmu, z ADHD i innymi zaburzeniami rozwojowymi. Szkoły radzą rodzicom, by zabrali dziecko i zgłosili się do sióstr. „Kiedy pojawia się dziecko z autyzmem albo z innym zaburzeniem, to jest po prostu dodatkowa bieda” - mówi s. Olszewska.
Dzieci ulicy i nie tylko
Centrum powstało z myślą o dzieciach ulicy, lecz z czasem poszerzyło działalność. Dziś wspiera także uczniów z trudnościami w nauce i dzieci wymagające specjalistycznej terapii. „Założyłyśmy ośrodek, bo taki jest nasz charyzmat, żeby pomóc tutejszym dzieciom z ulicy” - wyjaśnia terezjanka.
Wsparcie pozwala działać
Caritas Polska wspiera w Boliwii dwa projekty: ośrodek dla dzieci w spektrum autyzmu i z ADHD oraz centrum edukacyjno-wychowawcze dla dzieci ulicy. W przypadku placówki w Oruro środki pozwalają szkolić miejscowe pracownice, pokrywać koszty dojazdów i materiałów oraz prowadzić salę stymulacyjną. „Ta pomoc Caritas pozwala mi prowadzić ośrodek” - podkreśla s. Olszewska.
Bieda się pogłębia
Kryzys polityczny oraz niedawne blokady dróg ograniczały dostęp do żywności i lekarstw. Najubożsi żyją z dnia na dzień, a pracujące dzieci zarabiają tyle, by wystarczyło na jeden posiłek. Osoby bez ubezpieczenia unikają szpitali, dlatego siostry pomagają opłacać operacje i leczenie po wypadkach.
Rodzina objęta opieką
W rozmowie z Vatican News s. Joanna Olszewska przywołuje historię jednej z podopiecznych. María Jesús trafiła do centrum jako trzylatka. Jej matka i babcia są osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Gdy szkoła nie potrafiła się z nimi porozumieć, siostry stanęły w obronie rodziny. Dziś pomagają dziewczynce w nauce, a wszystkie trzy mogą codziennie jeść w ośrodku.
María Jesús - jak podkreśla s. Olszewska - dzisiaj rozwija się świetnie. Jej matka i babcia od trzeciej nad ranem pieką ciastka, które później sprzedają na rynku. „Wiedzą, że mogą tu ze wszystkim przyjść, cokolwiek się wydarzy” - mówi misjonarka.
Takich historii jest więcej, lecz cel wsparcia pozostaje wspólny: przygotować podopiecznych do samodzielnego życia. „Chciałabym, żeby byli bardziej niezależni, żeby byli bardziej samodzielni” - podsumowuje terezjanka.
Źródło: Karol Darmoros / Vatican News / red
Skomentuj artykuł