Polski ksiądz przysłał poruszający list z misji. „Jest ciężko” - pisze z peruwiańskiej dżungli

Polski ksiądz przysłał poruszający list z misji. „Jest ciężko” - pisze z peruwiańskiej dżungli
Ks. Filip Korban na misji w Peru. Fot. Diecezja kielecka
Diecezja kielecka / red

„Życie tutaj nie ma w sobie nic z romantycznych wyobrażeń z pocztówek – jest ciężko, parno, a wilgoć wdziera się dosłownie wszędzie” – pisze w liście ks. Filip Korban, który w sierpniu został uroczyście posłany na misje do Peru. Przyznaje, że „pierwsze dni na misji to twarda szkoła pokory: zderzenie z barierą językową, zmęczeniem, upałem i błotem”. Szybko dodaje jednak, że kiedy po przeprawie rzeką dobija do brzegu i widzi wspólnotę, która z utęsknieniem czeka na kapłana i Eucharystię, wie z całą pewnością, że warto było wyruszyć w drogę.

List od ks. Filipa został wysłany na adres Misyjnego Dzieła Diecezji Kieleckiej i opublikowany na stronie diecezji. Zachęcamy do jego lektury:

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drodzy Wierni Diecezji Kieleckiej, kiedy we wrześniu br. wyruszałem w drogę na misję, kończąc roczne przygotowanie w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, niosłem w pamięci obraz naszego rodzinnego Kościoła Kieleckiego. Pisząc te słowa z głębi peruwiańskiej dżungli, pragnę wyrazić ogromną wdzięczność wobec całej wspólnoty diecezjalnej. Dziękuję za każdą modlitwę, za życzliwość i za wsparcie, które daje mi siłę do podjęcia tego wezwania. To w naszej diecezji zrodziło się moje powołanie, a dziś, będąc tysiące kilometrów od domu, wciąż czuję duchową łączność z Wami.

DEON.PL POLECA



Sama podróż na misję była prawdziwym testem sił. Po przylocie do wielkiej, spowitej mgłą Limy czekała mnie długa, wyczerpująca przeprawa lądem. Przejazd przez andyjską przełęcz Ticlio – na wysokości blisko pięciu tysięcy metrów – to walka z brakiem tlenu i przeszywającym chłodem. Z tych surowych szczytów zjechaliśmy do dusznego, gorącego San Ramón, gdzie znajduje się siedziba naszego Wikariatu Apostolskiego. Krótki postój i modlitwa w tamtejszej katedrze były dla mnie duchowym umocnieniem przed wjazdem w sam środek dżungli.

Wreszcie dotarłem do Puerto Bermúdez. Życie tutaj nie ma w sobie nic z romantycznych wyobrażeń z pocztówek – jest ciężko, parno, a wilgoć wdziera się dosłownie wszędzie. Terytorium naszej parafii pokrywa się dokładnie z granicami dystryktu (tutejszego odpowiednika gminy) Puerto Bermúdez. To gigantyczny obszar, który ma obecnie oficjalną powierzchnię 8 014,31 km². Cała parafia liczy około 17 tysięcy osób, z czego mniej więcej 9 tysięcy to mieszkańcy samego miasteczka Puerto Bermúdez. Społeczność na miejscu jest dość różnorodna – obok rdzennych mieszkańców żyją tu również Metysi oraz potomkowie dawnych osadników z Europy. Z kolei poza miastem do parafii przynależy aż 147 wiosek ukrytych głęboko w dżungli! Skala wyzwań jest ogromna – wyobraźcie sobie, że oprócz głównego kościoła przy miejscowym rynku, na tych wszystkich wioskach znajdują się na razie tylko 2 kaplice.

Do większości osad nie prowadzą absolutnie żadne drogi. Aby dotrzeć do wiernych z Mszą Świętą i sakramentami, pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy do łodzi z silnikiem i ruszamy rzeką. Co prawda, moje pierwsze wyprawy łodzią nie były jeszcze bardzo długie, ale tutejsze odległości i sam sposób podróżowania po wodzie i tak robią niesamowite wrażenie.

Gdy wypływamy poza miasteczko, posługujemy głównie wśród ludzi z plemienia Asháninka. Żyją w surowych warunkach, z dala od wygód, do których przywykliśmy w Europie, ale są to ludzie o niesamowicie otwartych sercach. Dzielą się wszystkim, co mają, i uczą mnie, co to znaczy prawdziwa gościnność i prosta ufność Bogu.

W tej pracy na szczęście nie jestem sam – jest nas tu dwóch księży. Tworzymy zgrany zespół, a do tego ogromną, cichą i niezwykle ciężką pracę wykonują siostry zakonne, bez których duszpasterstwo i codzienne funkcjonowanie misji byłoby wręcz niemożliwe. To właśnie one prowadzą naszą szkołę katolicką Padre Cristobal, która jest wielkim i bardzo konkretnym dziełem. Dla wielu dzieciaków z dżungli to nie tylko szansa na edukację, na naukę czytania i pisania, ale też jedyne miejsce, w którym mogą liczyć na pożywny, gorący posiłek w ciągu dnia.

Przez ten czas udało nam się także wyruszyć z młodzieżą z naszej parafii do miejscowości La Florida. Znajduje się tam sanktuarium błogosławionej matki Aguchity, zakonnicy brutalnie zamordowanej przez komunistycznych terrorystów ze Świetlistego Szlaku. Czas spędzony tam na modlitwie z młodymi ludźmi był dla mnie bardzo poruszający. Pokazuje on wyraźnie, że świadectwo oddania życia za wiarę i miłość do tutejszego ludu jest wciąż niezwykle żywe na peruwiańskiej ziemi.

Pierwsze dni na misji to twarda szkoła pokory: zderzenie z barierą językową, zmęczeniem, upałem i błotem. Ale kiedy po przeprawie rzeką dobijam do brzegu i widzę wspólnotę, która z utęsknieniem czeka na kapłana i Eucharystię, wiem z całą pewnością, że warto było wyruszyć w tę drogę.

Proszę Was z całego serca: nie ustawajcie w modlitwie za nas obu, za siostry i za tych wszystkich, do których zostaliśmy posłani. Ja również każdego dnia pamiętam o naszej Diecezji Kieleckiej przy ołtarzu.

Z kapłańskim błogosławieństwem z peruwiańskiej Amazonii
ks. Filip Korban

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
George Augustin

Czy Bóg jest dla nas żywą rzeczywistością, czy też tylko frazesem bez żadnych konsekwencji? Czy rzeczywiście liczymy się z Jego mocą? Czy Bóg jest wśród nas rozpoznawalny? Jak, pomimo wszystkich ludzkich zaciemnień, sprawić, abyśmy w...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Polski ksiądz przysłał poruszający list z misji. „Jest ciężko” - pisze z peruwiańskiej dżungli
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.