Brawo, związki zawodowe!

Krzysztof Wołodźko

Ostatnie dni spędziłem w Warszawie, uczestnicząc w Ogólnopolskich Dniach Protestu (11-14 września). To było naprawdę wielkie wydarzenie, którego sens znacznie wykracza poza ściśle związkowy charakter. Było to święto dla wielu tysięcy zwykłych Polaków, którym zazwyczaj odmawia się miejsca w przestrzeni publicznej.

Do Warszawy przyjechałem dopiero w czwartek (12 IX), miasteczko związkowe pod Sejmem mimo niepogody już tętniło życiem. Niesamowitą rzeczą było zobaczyć tak wielu różnych ludzi z całego kraju, rozmawiających, zawiązujących znajomości. Spotkała się Polska pracownicza, Polska zwykłych ludzi, wreszcie Polska bardzo wielu ludzi aktywnych obywatelsko, którzy korzystając z pomocy związków przybyli pod Sejm wyartykułować swoje sprawy. Ze sceny ustawionej w miasteczku zabierali głos przedstawiciele najróżniejszych, często niewielkich inicjatyw społecznych. Na mnie największe wrażenie zrobiła obecność opiekunów osób niepełnosprawnych: rodziców, matek, ojców, którzy starają się od lat zainteresować swoimi problemami polityków i media.

Znaczna część mediów zarzucała związkom upolitycznienie protestu. Ale to zarzut groteskowy, bo można nim zbyć każdą formę aktywności publicznej, jeśli jest ona niekorzystna dla jakiejkolwiek władzy. W rzeczywistości w tych dniach w Warszawie można było poznać i choć trochę zrozumieć sprawy, którymi żyją na co dzień Polacy: nie dziwi mnie, że media głównego nurtu dość niechętnie podchodziły do protestów, przecież ten świat jest im na ogół nieznany. Bo to, co się uprawia dziś powszechnie w ramach tzw. publicystyki, to niemal w zupełności skupiony na sobie cyrk z udziałem dziennikarskich celebrytów, nie wyściubiających nosa poza "Warszawkę" i polityków sprowadzonych do roli medialnych pacynek.

Związkom zawodowym w Polsce daleko do ideału. Cierpią na te same schorzenia co całe nasze społeczeństwo, przez dziesięciolecia oduczane rzeczywistej aktywności obywatelskiej, przyzwyczajane, że o wszystkim decydują kasty, sitwy, układy. Ale właśnie czterodniowe protesty w stolicy uświadomiły mi, jak wielki potencjał mają do zagospodarowania związki: dysponują strukturami, organizacją, środkami, własnymi - dość kiepskimi niestety - kanałami informacji. A to wszystko w sytuacji, gdy aktywność społeczna jest w Polsce bardzo niska, co powoduje poważny deficyt faktycznej demokracji. Bo jeśli jedynym jej znakiem mają być wybory parlamentarne, prezydenckie i samorządowe - to zdecydowanie za mało. To tylko fasada, niemal fikcja. Prawdziwa demokracja rodzi się najpierw tam, gdzie niewielkie często grupy obywateli potrafią efektywnie i dobrze wpływać na rzeczywistość w skali lokalnej.

DEON.PL POLECA

Z dużym niesmakiem czytałem przez ostatnie tygodnie publicystów określających się mianem liberalnych. Ich antyzwiązkowe fobie, które wdrukowują w głowy Polaków, są aroganckie i szkodliwe. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, że w polskich realiach związki zawodowe są ułomnym, ale jednym z nielicznych aktorów sceny publicznej, stanowiącym jeszcze jakąś alternatywę dla coraz słabiej kontrolowanej klasy politycznej, nie ponoszących przed nikim żadnej odpowiedzialności medialnych ośrodków, zakulisowych wpływów lobbystów wielkiego kapitału na polskie prawo.

Coś jeszcze było bardzo dobrze widać w te dni w Warszawie: wielu zwykłych ludzi, którzy zjechali się z miast i miasteczek całego kraju, stało godzinami w deszczu, by w miasteczku związkowym wsłuchiwać się w dyskusje ekspertów poświęcone choćby kondycji służby zdrowia. W ramach Hyde Parku setki Polaków miało okazję posłuchać siebie nawzajem, bez medialnego zapośredniczenia. Takie rzeczy na tak masową skalę nie dzieją się codziennie. Więcej: są ewenementem, co pokazuje, jak duży jest głód rzetelnej, pogłębionej wiedzy wśród zwykłych ludzi. A nie jest prawdą, że przeciętny Polak chce tylko głupiej rozrywki i niezobowiązującej paplaniny uprawianej w ramach tzw. publicystki w telewizjach.

Zdaję sobie sprawę, że tego typu wydarzenia dla bardzo wielu mają swój konkretny cel polityczny. Nie jest to nic niezwykłego w normalnej, a nie fasadowej demokracji. Związki zawodowe, wciąż reprezentując znaczną część polskich pracowników mają dobre prawo do aktywności i wywierania nacisku na klasę polityczną. W porównaniu z wieloma krajami Zachodu ich rola jest i tak niewielka.

Ostatnia, ważna rzecz: w III Rzeczpospolitej związki zawodowe zbyt długo były związane ze środowiskami politycznymi. Zarówno OPZZ jak i NSZZ "Solidarność" pełniły rolę, a to parasola, a to użytecznej pałki dla postkomunistów i postsolidarności w ich wzajemnych rozgrywkach. Może wreszcie związki zawodowe zrozumieją, że mają przede wszystkim reprezentować tę część społeczeństwa, które broni swych elementarnych praw pracowniczych, prawa do nie urągających przyzwoitości warunków pracy i płacy.

Może Ogólnopolskie Dni Protestu pomogą uświadomić sobie liderom związkowym, że wciąż reprezentują - trzymając się statystyki - blisko dwa miliony polskich obywateli, zwykłych ludzi, którzy na ogół są jak powietrze dla klasy politycznej, giełdowych macherów i decydentów większości mediów.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Brawo, związki zawodowe!
Komentarze (16)
M
Max
18 września 2013, 23:13
 Ciekawe, kiedy  rasowy  socjalista w osobie  pana Wołodżki  zacznie  ciepło pisać o Czerwonych Brygadach  i o Frakcji Czerwonej Armii, które to chwalebne i wiekopomne  organizacje  walczyły  o prawa ludzi pracy.  No i  teologia wyzwolenia. - ... @Torys polski przeczytaj uważnie encyklikę Laborem exercens bł. Jana Pawła II i nie udawaj konserwatysty.
M
Max
18 września 2013, 23:10
Max, Nie trzeba @lucy zazdrościć związkowcom ich zarobków, tylko w czasie wyborów do władz zakładowych związków zgłosić swoją kandydaturę. @lucy chce uczciwie pracować, a Ty namawiasz ją do starania się o ciepłą posadkę dla nierobów, komuchu. ... Jak zwykle bywa u miłośników Tuska i jego "liberałów", @Kinga swoje ciągoty przypisuje innym. Gdybym nie znał tej metody "odwracania kota ogonem" pewnie poczuł bym się dotknięty tym "komuchem", ale znając ten peowski sposób piętnowania adwersarzy uśmiałem się szczerze.
I
ijs
18 września 2013, 17:36
Mnie się artykuł podoba  i zgadzam się z autorem. 
TP
Torys polski
18 września 2013, 14:07
 Ciekawe, kiedy  rasowy  socjalista w osobie  pana Wołodżki  zacznie  ciepło pisać o Czerwonych Brygadach  i o Frakcji Czerwonej Armii, które to chwalebne i wiekopomne  organizacje  walczyły  o prawa ludzi pracy.  No i  teologia wyzwolenia. -
Jadwiga Krywult
18 września 2013, 08:28
Max, Nie trzeba @lucy zazdrościć związkowcom ich zarobków, tylko w czasie wyborów do władz zakładowych związków zgłosić swoją kandydaturę. @lucy chce uczciwie pracować, a Ty namawiasz ją do starania się o ciepłą posadkę dla nierobów, komuchu.
M
Majka
17 września 2013, 22:08
Zwykli ludzie, których głosu na co dzień nie słychać w przestrzeni publicznej nie grillowali i nie pilii darmowej kawy pod Sejmem, bo musieli pracować i zarabiać na swoje równie zwykłe rodziny. Czyli byli w pracy a nie na wakacjach z programem zwiedzania Warszawy. Jakoś nie czuję, żeby to był protest w moim imieniu - to raczej rzucanie haseł i kolejnych obietnic bez pokrycia i walka o stołki. 
A
Anglia
17 września 2013, 22:01
Towarzyszu Autorze, jak Towarzysz mysli, dlaczego poltora miliona, glownie mlodych ludzi wyjechalo do pracy na Zachod, gdzie pracuja czesto za place minimalna, daja sie wyzyskiwac tym bezwzglednym liberalnym przedsiebiorcom a nawet jesli przypadkiem zalapia sie na robote w firmie ze zwiazkami (ktorych jak piszecie jest tam wiecej) to czesto nie rozumieja na tyle jezyka zeby sie do nich zapisac? Dlaczego opuscili ten zwiazkowy raj, te zorze Solidarnosci i OPZZ i przede wszystkim DLACZEGO NIE POJECHALI DO WENEZUELI???
17 września 2013, 20:46
c.d. komentarza niżej Dostajemy papkę emocjonalnego bełkotu, szczyptę insynuacji, polane sosem naiwnej wiary w mądrość tych którzy nawet nie wiedzą że motyw zysku wyprowadzony z wyzysku pracownika został zdefiniowany przez Karola Marksa, których rozeznanie polityczne pozwala brać np. Korwina - Mikke za obecnego posła i dopytywać o wysokość diety. Spójrzmy na postulaty Solidarności. Czy w obliczu łącznych fiskalnych obciążeń, które nie miały precedensu w historii oscylujących obecnie w przedziale od 55% do 86% domagano się obniżenia podatków? Nie. Jedyny wyjątek to postulat ulg podatkowych dla przedsiębiorcow w przypadku niezawinionego postoju. Czyli typowy idiotyczny bełkot prawny rodzący na samym początku komplikacje. Bo kto i na podstawie czego ma zdefiniować czy przestój jest zawiniony czy nie. Czy znajdziemy wśród postulatów hasła nawołujące do obniżenia kosztów pracy jak cit, zus, fp, fgśp i inne? Nie. Ale za to znajdziemy propozycję zakazu umów śmieciowych. Nie dość że nie uleczymy przyczyny choroby to jeszcze zabronimy jakiejkolwiek pomocy "pacjentowi". Czy przeczytamy protest przeciwko idiotycznemu systemowi koncesji na CO2 - wynikającego ze skompromitowanej teorii globalnego ocieplenia będącego jakoby dziełem człowieka? Nie. Za to przeczytamy punkt o potrzebie rekompensat dla przedsiębiorstw energochłonnych. Jak rozumiem będzie to wymagało powołania nowego departamentu w którymś z ministerstw, kilkudziesięsiu formularzy i rzeczy urzędników do podjęcia decyzji, itd. itd. Brakuje mi jeszcze jednego postulatu: Wszystkim powyżej średniej krajowej. A p. Wołodźce nawet dwie średnie.
17 września 2013, 20:45
Czasami chyba lepiej żyć w błogiej ignorancji niż być świadkiem manowców na których ślady stóp regularnie pozostawia p. Wołodźko - człowiek prawdopodobnie równie dobrodusznego jak i naiwnego serca. Oto ze zdumieniem dowiaduję się, że w "przestrzeni publicznej" nie słychać głosu zw.  zawodowych. Otóż jak dobrze wiemy - może z wyjątkiem czasów Wilczka - w przestrzeni publicznej pojawia się praktycznie tylko głos lewicowej utopii gospodarczej. I nie ma znaczenia czy będzie to głos lewicy laickiej czy świątobliwej, związków zawodowych, czy wreszcie głos partii przyznających się oficjalnie do lewicowych zapatrywań jak SLD czy UP czy też głos ubranych w prawicowe szaty wilków jak PO czy PIS.  Dalej jest już tylko gorzej. Mamy jakieś mgliste uwagi o rodzącej się demokracji podszyte prawdop.  wiarą w tzw. mądrość ludową no i równie mgliste zapewnienie o niesmaku autora w związku z krytycznymi "liberalnymi" głosami wobec  zw.  zawodowych. Oczywiście nie dowiemy się na czym polega szkodliwość takich opinii, nie dowiemy się jakie argumenty formułowali oponenci, nie dowiemy się nawet kim były owe środowiska liberalne. Wystarczyć nam powinien niesmak autora. Taki Lis, Durczok i Kraśko w jednym. Nie dowiemy się z art. o co walczyli protestujący. ciąg dalszy wyżej
jazmig jazmig
17 września 2013, 19:12
Kto konkretnie protestował w Warszawie? Gdy słuchało się wywiadów, to okazało się, że byli to głównie pracownicy firm państwowych. Firmy państwowe są głównym żerowiskiem dla działaczy związków zawodowych. Jeżeli związki żądają wzrostu płac minimalnych, to de facto żądają podwyżek cen, przeciwko którym również protestują. Gdy żądają one likwidacji umów śmieciowych, to de facto żądają utraty pracy dla ogormnej większości tych, którzy w ten sposób zarabiają na swoje i swojej rodziny utrzymanie. Jeżeli ktoś żąda pieniędzy od rządu, to żąda podwyżek podatków, jeżeli nie wskazuje, gdzie rząd powinien ciąć wydatki. Dlaczego związki nie żądają urposzczenia podatków, likwidacji ogromnej liczby zezwoleń, licencji, kontroli, zgód, rejestrów itp.? Tu leżą pieniądze, ale do nich nikt nie sięga.
M
Max
17 września 2013, 18:05
Sądząc ze zdjęcia autora, niewiele pamięta On z czasów prawdziwej Solidarności i komuny. (...) I oni tej wiedzy szukają w burdach ulicznych i paraliżu miasta? Pan ją tam znalazł? Współczuję. ... Sądząc po pana wpisie pamięta pan lata 80-te i atmosferę wtedy panującą. Można ją porównać z tą, którą opisuje autor tekstu. Jeśli pan uważa, że było wówczas inaczej, to pewnie nie był pan wtedy związkowcem. Po drugie kiedy to komuna była w Polsce dyktaturą proletariatu?. Komuniści będący wtedy u władzy tak twierdzili, ale było to ich jedno w wielu kłamstw, którymi kormili Polaków. Komuniści mieli robotników gdzieś, podobnie jak teraz obecny rząd, mimo tego, że dzięki robotnikom jest u władzy. Nie ma znaczenia czy władza jest demokratycznie wybrana, czy nie. Jeśli działa na szkodę obywateli należy ją odwołać. Komuniści też byli wybierani demokratycznie i co, mieliśmy dalej słuchać ich kłamstw? Polska nie kuleje z powodu przywilejów górniczych, czy hutniczych, ale dlatego, że jest nieudolnie rządzona przez amatorów haratania w gałę, którzy zamiast rozmawiać z narodem grają w piłkę. [url]http://niezalezna.pl/46117-co-robili-poslowie-platformy-w-dniu-wielkiego-marszu-zwiazkowcow-grali-w-pilke-nozna[/url] A z pana propozycji skąd Polacy mają czerpać rzetelną wiedzę szczerze i długo się śmiałem. Szkoda, że zabrakło w tej wyliczance GW, czy NIE. Jeśli zaś chodzi o "burdy uliczne", to sam najwyższy przywódca - premier stwierdził:  "nie narzekam na fakt, że od czasu do czasu na ulicach pojawiają się demonstrujący, tym bardziej, że wiele ich uwag ma społeczny sens i pokazuje wiele spraw, które bolą ludzi ". Mówienie o protestach jako o burdach przywodzi mi na pamięć słowa komunistycznych aparatczyków, którzy tak oceniali w latach 80' protesty Solidarności. Ale pan nie należał chyba do ich grona?
M
Max
17 września 2013, 17:28
U mnie w korporacji związkowcy walczą do tego momentu kiedy im się nie zamknie buzi.Jak?Dostają podwyższki nagrody i inne dodatkowe atrybuty.I na tym kończy się ich walka.Sami mają dobrze a innych mają gdzieś. ... Nie trzeba @lucy zazdrościć związkowcom ich zarobków, tylko w czasie wyborów do władz zakładowych związków zgłosić swoją kandydaturę. Sami ich wybieramy, sami wolimy nie angażować się, tylko stać z boku, by się zbytnio nie narazić, a później zazdrościmy tym, których wybraliśmy. Trochę dziwne są twoje żale.
G
Grzegorz
17 września 2013, 15:39
Gdyby związkowcy w rzeczywistości znali rozwiązania problemów, które wykrzykują na wiecach, to byliby dyrektorami albo właścicielami fabryk, a nie pracownikami najemnymi na związkowych etatach. Fakt, że związku zawodowe potrafią wyciągnąć ludzi na ulice nie oznacza, że będą potrafili rozwiązać ich problemy.
AW
Andrzej Witkowski
17 września 2013, 15:27
Sądząc ze zdjęcia autora, niewiele pamięta On z czasów prawdziwej Solidarności i komuny. Nie dziwi więc takie podejście do tej czerwonej siły, która śmie używać znaku Solidarności i za jedyny cel ma tylko dowalić legalnie wybranej władzy, a potem ją przejąć. Tyle, że to już przerabialiśmy i dzięki Bogu skończyła się już dyktatura proletariatu. Czy Autor zna takie pojęcie? Te 70 000 krzykaczy ma decydować o losie całego państwa, które niestety ciągle kuleje między innymi, dzięki rozbuchanym przywilejom związkowym górników, chutników, kolejarzy czy pocztowców. Druga sprawa - jeśli przecietny Polak wg Autora nie chce paplaniny telewizyjnej, to może poczytać np. Deon, Tygodnik Powszechny i jeszcze parę innych czasopism Rozbawił mnie Pan - cytuję: "pokazuje, jak duży jest głód rzetelnej, pogłębionej wiedzy wśród zwykłych ludzi". I oni tej wiedzy szukają w burdach ulicznych i paraliżu miasta? Pan ją tam znalazł? Współczuję.
lucy
16 września 2013, 22:22
U mnie w korporacji związkowcy walczą do tego momentu kiedy im się nie zamknie buzi.Jak?Dostają podwyższki nagrody i inne dodatkowe atrybuty.I na tym kończy się ich walka.Sami mają dobrze a innych mają gdzieś.
TR
Tomek Romaniuk
16 września 2013, 18:00
No dobrze, a co takiego zostało wyraźnie w tych dniach powiedziane, czego wcześniej się nie mówiło?