Możemy się uczyć od Oleksego

Możemy się uczyć od Oleksego
(fot. PAP/Wojciech Stein)

Abp Henryk Muszyński w dniu śmierci Józefa Oleksego powiedział, że był on jednym z tych polityków, od których można się było czegoś nauczyć. Spróbujmy spokojnie zastanowić się, czego my, chrześcijanie, możemy nauczyć się od zmarłego lewicowego polityka.

Józef Oleksy był człowiekiem skomplikowanym, niejednoznacznym, złożonym - podobnie jak złożona jest współczesna historia naszego państwa. Zacznijmy od suchych faktów. W PRL był m.in. I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Białej Podlaskiej oraz ministrem w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Po 89 roku był premierem, dwukrotnie marszałkiem Sejmu, przez pewien czas szefem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Był też chyba "bohaterem" kilku spraw lustracyjno-szpiegowskich. Nie tylko został posądzony przez ministra własnego rządu o szpiegostwo na rzecz Rosji, co przypłacił dymisją ze stanowiska premiera, ale także został uznany przez sąd za kłamcę lustracyjnego, co z kolei przypłacił odejściem ze stanowiska marszałka Sejmu, a potem szefa SLD. W efekcie było to jednym z powodów zmierzchu jego kariery politycznej.

Urodził się w Nowym Sączu, w wielodzietnej rodzinie. Jego matka zajmowała się szyciem strojów góralskich. Ojciec był stolarzem. Warto odnotować, że po szkole podstawowej uczęszczał do niższego seminarium duchownego. Nie udało mu się jednak go ukończyć. Ale nie dlatego, że został stamtąd wyrzucony albo sam odszedł. Niższe seminaria zostały rozwiązane przez ówczesne władze komunistyczne.

Jakim człowiekiem tak naprawdę był Józef Oleksy, co dla niego było najważniejsze, jakie wartości były dla niego najważniejsze? Na wiele z tych pytań były premier odpowiedział w wywiadzie opublikowanym na łamach "Rzeczpospolitej" pod koniec grudnia 2014 roku. Z tej rozmowy wyłania się postać niezwykle ciekawa. Oto kilka smaczków:

O matce: "Wykształciła nas wszystkich, pięcioro rodzeństwa, jedno zmarło. Ciężko pracowała, to był jej heroiczny wysiłek". O byciu mężem: " Nie potrafiłem okazywać czułości żonie, robiłem to zbyt rzadko. A przecież ona przeszła gehennę, nigdy się nie skarżąc. Bardzo ją za to podziwiam i kocham, czasem jej to okazuję, z rzadka. Maria towarzyszy mi w życiu bezszelestnie. Jest wspaniała, choć czasem nie wytrzymuje. Rzuca czymś w cholerę". O swoim synu: "Michał ma 31 lat, skończył SGH, studiował na Georgetown i George Washington University, czyli na uniwersytetach katolickim i żydowskim". O kryzysie wiary: "Przestałem tym żyć, ale nie mówię, że mi to kompletnie minęło. Ja ze stanu religijnej gorliwości przeszedłem w stan obojętności, nie wrogości. Trochę wrócił mi ten temat, gdy przeczytałem wywiad z jednym z kardynałów z papieskiej ósemki. Spytany, czy wierzy w Boga, odpowiedział mniej więcej tak: «Jesteśmy na ziemi w transcendencji. Przychodzimy z nieskończoności i zmierzamy ku niej». Mnie to w dużej mierze wystarczy". O tym, czy wierzy w Boga: "Na to pytanie nie odpowiem, nie chcę o tym mówić. Mam różne fazy poglądów, przemyśleń, wahań, wątpliwości".

W biogramach, które pojawiły się w mediach po jego śmierci, najczęściej powtarza się informacja o tym, że miał opinię polityka, który potrafił nawiązać dialog nawet z największym wrogiem. Ryszard Bugaj wspomniał o jego cechach, które każą patrzeć na jego odejście z dużym żalem. Były to otwartość ("Był człowiekiem bardzo otwartym, i to otwartym autentycznie, skłonnym do kontaktów z ludźmi z różnych stron i poszukującym tych kontaktów"), niepamiętliwość ("Był czas konfliktów i nigdy nie dostrzegłem, by on te konflikty, które dotyczyły spraw publicznych, politycznych, przekładał na osobiste niechęci, by to go hamowało w kontaktach albo usposabiało do zachowań retorsyjnych. To się nigdy nie zdarzało") i inteligencja emocjonalna ("Był człowiekiem bardzo inteligentnym. Miał bardzo wysoki poziom inteligencji emocjonalnej, co wcale takie powszechne nie jest").

Abp Sławoj Leszek Głódź rozmawiał z Józefem Oleksym na kilka z tygodni przed jego śmiercią. Obaj byli pacjentami Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. "To była długa i bardzo ważna rozmowa, zakończyła się również pojednaniem z Bogiem".

Niewiele jest takich osób w przestrzeni publicznej. Nie był święty, miał w swoim życiu różne etapy, wzloty i upadki. Nie chodzi o to, żeby go teraz wybielać, ale warto spojrzeć na to, jakim był człowiekiem, na jego szczerość, otwartość i - nie boję się tego napisać - uczyć się od niego życiowej mądrości.

W DEON.pl pracuje od samego początku istnienia portalu. Od kilku lat pełni funkcję redaktora naczelnego. Współautor "Życia na pełnej petardzie". Od dzieciństwa związany ze wspólnotą Taizé, absolwent duszpasterstwa akademickiego BECZKA. Jego najnowsza książka to "Bóg, Cisza. Prostota". Jeden z inicjatorów ruchu społecznego Zupa na Plantach

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Możemy się uczyć od Oleksego
Komentarze (158)
C
cecylia
17 stycznia 2015, 20:28
,, Nie ważne jak się zaczyna , ale jak się kończy ... " . Za życia mnie J. Oleksy nie imponował , po prostu nie ta obcja . Widziałam Go z bliska , rozmawiałam . Miał taki ,, metaliczny " wzrok . Ale zaimponowało mi Jego odejście , takie dojrzałe podejście do tematu śmierci , wiary , Boga . I takiego Go zapamiętam . Święć Panie nad Jego Duszą !!!
S
senior
16 stycznia 2015, 17:54
Do wszystkich  krytyków , malkontentów i mentorów. Czy pamiętacie Państwo drugiego poza  P. J. Oleksym premiera rządu RP o orientacji komunistycznej, ktory przed objęciem urzędu Premiera RP modlił się na Jasnej Górze przed cudownym wizerunkiem Czarnej Madonny?  Ilu premierów RP uważajacych  się za katolików postąpilo podobnie? Nie bronię drogi życiowej i postępowania śp. J. Oleksego, ale jako czlowieka uważam Go za Osobę  niezwykłą, od której  wiele można się nauczyć dobrego. Można być komuchem i jednocześnie być Człowiekiem , do tego dobrym i szlachetnym Człowiekiem.  Czy Jemu przeszkadzał krzyż w Sejmie RP w odróżnieniu od wielu "katolików"? Czy znacie chociaż jedną wypowiedź P. Oleksego przeciw Kościołowi?  Czy P. Oleksy swoim postępowaniem skrzywdził chociaż jedną osobę? Najłatwiej jest zrobić z autora tego artykułu lewaka, który broni komuchów, że  postępuje jak płatny zdrajca Kościoła. Czy dostrzeżenie w  bliźnim dobra , człowieczeństwa, nawet jeśli tym bliźnim jest komuch, jest przestępstwem przeciwko nauczaniu Kościoła,  jest herezją, grożącą "ekskomuniką"  redaktora Piotra przez "ortodoksyjnych" katolików - forumowiczów Deonu.pl? Apeluję o  pokorę, modlitwę i autorefleksje nad swoim postępowaniem.
W
WDR
18 stycznia 2015, 21:09
Józef Oleksy nie modlił się wtedy na Jasnej Górze. To nie moje twierdzenie tylko jego. Poszukaj sobie wywiadu (video) dla SE z grudnia 2014 jak mi nie wierzysz. Ale rzeczywiście, zgodnie z tym co mówił na nagranej potajemnie rozmowie (tam gdzie oskarżał Kwaśniewskich o oszustwa finansowe i śmiał się z nauki jedzenie bezy dla widzów TVN) miał szacunek do chrześcijańskiego dziedzictwa Polski.
S
secessio
16 stycznia 2015, 02:19
Uczyć lepiej sie od żywych, bo jak sie taki pomyli-tak jak Św.P. Premier czynił wielokroć, to można go poprawić, a i on sam dokonać tego możebien. A tak to cóż-czy członek partii komunistycznej która zastąpiła mu Matke Kościół(dosłownie), której to towarzystwa grzeszników i gorszycieli nigdy sie nie wyparł może być nauczycielem? Oczywiście mogło być gorzej: mógł zostać wilkiem w owczej skórze jakich jest kilkanaście procent najmniej i to tych decyzyjnych w Owczarni. I za to niewątpliwie Reqiescant In Pace mu sie należy, jak każdej grzesznej istocie od papieży do kanibali, z miejscówką gdzieś tam w kompromisowym czyli Złym środku...
A
andrzej
15 stycznia 2015, 19:28
co czują teraz te bydlaki co zniszczyli człowieka!Taki MILCZANOWSKI,WAŁĘSA i inni.
15 stycznia 2015, 22:13
Znaczy wykolegowanie jednego z komuszków na na boczny tor to jakieś zniszczenie człowieka? Furda tam podpalający się pod kancelarią sejmu i/czy premiera, wzrastająca liczba samobójstw z powodów ekonomicznych, zabójstwo Rosiaka - to, że Oleksy poszedł w odstawkę z szeregu pierwszego do drugiego - to jest tragedia!!! Jestem gotów Panu kupić młotek do puknięcia się w głowę, żeby się klepki właściwie poukładały.
WD
Wujek Dobra Rada
15 stycznia 2015, 22:42
Sam przypadek jednak ciekawy: czterech esbeków próbuje załatwić Lechowi Wałęsie 2 kadencję na fotelu prezydenta.
16 stycznia 2015, 00:11
Gomułka siedział w więzieniu zamknięty przez inną frakcję komunistów, SS wykończyło SA, Stalin kazał zamordować Trockiego, a mafia Pruszkowska toczyła wojną w Wołomińską. Ja nie wybielam uczestników, tylko eksponuję poziom oderwania od rzeczywistości zaprezentowanego przez Pana ~andrzeja punktu widzenia ważności spraw powszechnie znanych z rzeczywistości.
A
andrzej
16 stycznia 2015, 13:36
Panie Piotrze!,zgadzam sięz panem,że polityka jest brudna.Ale ja wyrażam swoje zdanie co do sposobu załatwienia człowieka .Pozdrawiam.
S
senior
16 stycznia 2015, 17:59
Jak czuję się "elity", które zniszyły  JE  Arcybiskupa Wielgusa"? Odsyłam do  aktualnego nr  "Do rzeczy".
A
andrzej
16 stycznia 2015, 19:51
JE.ABP WIELGUS.Został w podobny sposob załatwiony.Nawet śp. Prezydent Kaczyński był przeciwny jego nominacji na Metropolitę Warszawskiego.Co widziliśmy w czasie Ingresu Abp honorowo zrezygnował.Tak samo nazwał bym tych którzy tak zniszczyli cłowieka.Andrzej też senior,50 lat fizygznej pracy. 
S
senior
16 stycznia 2015, 21:20
Doskonale pamiętam  skandaliczną postawę Śp. Prezydenta  L. Kaczyńskiego w owym czasie. Dlaczego tak się zachowywał?  Tylko Abp. Michalik wg mnie zachował się  wtedy godnie. Czy Ci, którzy wtedy  ukamienowali  Abp. Wielgusa i nadal żyją, okażą się ludźmi honoru  i przeproszą Go za to, co Mu uczynili? Czy mają chociaż odrobinę godności, czy nadal idą w zaparte? Nigdy nie wierzyłem w "kapusiostwo" JE Abp. Wielgusa. Zawsze  moja Rodzina  darzyła Go i darzy nadal wielkim szacunkiem. Wg mnie jest on ofiarą spisku nadgorliwców , którzy Go zaszczuli i ukamienowali. Szczęść Boże JE.
A
andrzej
16 stycznia 2015, 21:40
I tu się z Panem zgadzam.Ale cóż my możemy,tylko śię modlić za złoczyńcow.
C
celnik
16 stycznia 2015, 22:19
Czy człowiek noszący w klapie wizerunek Czarnewj Madonny, ale majacy w sercu, słowach i czynach nienawiść do bliźniego jest lepszym Polakiem niż  śp. komunista i ateista P.J. Oleksy?  Czy ktoś, kto mając w  swoim sercu  nienawiśc do "brata swego", przystępuje do Stołu Pańskiego, nie  popełnia grzechu świętokradztwa?  To pytanie do "ortodoksyjnych"  strażników doktryny Kościoła na tym forum?
?
?
20 stycznia 2015, 01:52
?
A
a-psik
15 stycznia 2015, 05:06
"W całej Europie nie ma drugiego kraju, który by tak lekkomyślnie sprzedał banki. (…) Gangi kosmopolityczne rozkradły Polskę." (Józef Oleksy) [url]http://wpolityce.pl/polityka/228945-gangi-kosmopolityczne-rozkradly-polske-oleksy-ujawnil-patologie-iii-rp-i-lewicy[/url]
15 stycznia 2015, 07:25
Jak się tak mówi, to się jest teoriospiskowym oszołomem z PiSu. ... ewentualnie ciemnym ludkiem od Rydzyka.
Jack French
Jack French
15 stycznia 2015, 19:14
Banki to raz. Nakwiększe koncerny działające w naszym kraju to koncerny z kapitałem zagranicznym. Pieniądze mamy we wspomnianych zagranicznych bankach, idziemy i kupujemy w tesco z UK, poźniej jedziemy zagranicznej marki autem (warto dodać, że z 3 lub 4 ręki), pracujemy często dla zagranicznych konsorcjów (np. fiat). 
15 stycznia 2015, 22:16
W tym wszystkim rządzący mogą w przywoitym stopniu dbać o interesy obywateli, a mogą traktować ich jako tanią siłą roboczą do sprzedania w niewolę. Jest gospodarka i gospodarka rabunkowa.
14 stycznia 2015, 23:06
E! [url]http://niezalezna.pl/63229-co-owsiak-robil-w-carpatii-mamy-zobowiazanie-jej-szefa-do-wspolpracy-ze-sluzbami-prl[/url] I mały cytacik: "szabes goj | 14.01.2015 [17:34] Gudzowaty: Ja ci powiem. Cokolwiek się nie stanie, to będzie dla was za mało. Naprawdę. Oleksy: Mów: dla nich. Gudzowaty: Dla ciebie też, bo ty brałeś w tym wszystkim udział. Oleksy: We władzy brałem udział w swoim okresie. Gudzowaty: Mieliście w dupie tę Polskę, ci też mają na zmianę, jeszcze nie wiedzą… Oleksy: Ja nigdy nie miałem! Gudzowaty: Oj tam! Oleksy: Moja sitwa i owszem, miała w dupie. Gudzowaty: Masz wielką kuchnię. Oleksy: Jaką kuchnię? Gudzowaty: Byłeś gruby jak beczka jak byłeś premierem. Teraz jesteś w miarę zwykłym człowiekiem. Oleksy: (nieczytelne) …kiedy nie mają argumentów przeciwko komuś, wtedy tak atakują. Gudzowaty: Ja nikogo nie atakuję. Oleksy: Teraz ze mną na solo nie wygrasz. Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur… będę jak brzytwa. Czy w ponoć dwóch tomach swego pamiętnika Oleksy dokonał rozrachunku ze swoją „sitwą” i jest w nich ostry jak „k…, brzytwa”? Czy zza grobu dobije ekspremiera, obecnie szefa SLD Leszka Millera i innych, dawnych towarzyszy? Nie wiem, na razie jego zapiski spoczywają podobno w sejfie. W każdym razie, towarzysze mają się czego bać. Oleksy wiedzę ogromną i, jak można sądzić, jakieś interesujące papiery posiadał. Dlaczego nie podzielił się swoja wiedzą za życia, za pośrednictwem któregoś z wydawnictw? To wiadomo: Jestem zbyt szczery i zbierałem już za to w plecy. — powiedział w radiu TOKFM. Teraz, ci na ziemi, będą mu mogli, za przeproszeniem, naskoczyć… Przygrywka do tego, co może się wydarzyć w naszym pożałowania godnym teatrze politycznym z wyboru być może nastąpi już na pogrzebie Oleksego."
15 stycznia 2015, 22:42
Jestem nieco przerażona i coraz mniej zdziwiona. Polskie kopalnie, proszę Państwa, zostaną sprzedane szybko i sprawnie, bo widać, jak naród myśli. Trudno. Żył sobie wypruć jeszcze nie chcę - w akcie protestu.
.
...
16 stycznia 2015, 01:47
Naród patrzy na świat przez okno mediów i wie tyle co mu pokażą. W gruncie rzeczy to nie jego wina, z każdym narodem w odpowiednich warunkach można zrobić dokładnie to samo, zwłaszcza po wymordowaniu mu wspólnymi siłami elit i podstawieniu w to miejsce najgorszych szumowin. Przypuszczam wręcz, że w porównaniu z innymi, które byłyby poddane takiemu samemu praniu mózgów, np. Niemcami, my i tak trzymamy się aż nieprawdopodobnie dobrze. Problem w tym, że nie możemy się policzyć ile nas jest bo to oni nas "liczą".
.
...
16 stycznia 2015, 01:54
Nic nie nastąpi, znasz wielu chętnych do spotkania z seryjnym samobójcą? Poza tym na tych materiałach, jeśli faktycznie są takie wybuchowe, pewnie już i tak położono łapę. Dopóki ten układ ma pełne POparcie mocodawców tak ze Wschodu jak i Zachodu to jest NIE-DO-RUSZENIA.
16 stycznia 2015, 06:46
> z każdym narodem w odpowiednich warunkach można zrobić dokładnie to samo Co do detali to oczywiście nie było to samo, ale co do ogólnego charakteru procesu, czyli ogłupienia to zrobiono i są na to namacalne przykłady z historii - np. ogłupienie Niemców doprowadzające do ezgaltacji Nazizmem i to o tyle trudniejsze do zrozumienia, że bez wymordowywania elit, a przy ich udziale.
.
...
16 stycznia 2015, 12:55
Właśnie, doskonały przykład mamy tuż pod samym bokiem. Porównując się z Zachodem mamy tendencję do wpadania w kompleksy i wyrzekania na polski naród. A ja śmiem przypuszczać, że w podobnych do naszych warunkach oni zostaliby przemieleni w pięć minut.
H
Hania
14 stycznia 2015, 01:17
Nic odkrywczego. "Każda osoba wie  coś, czego ty nie wiesz- ucz się od ludzi"
P
poldek
14 stycznia 2015, 00:02
śp.Józef Oleksy napewno odznaczał się większą kulturą polityczną niźli wielu polityków z pierwszej lini wielu partii. Napewno był dobrym przykładem tolerancji i pokojowego różnienia się.  Dzisiejsza polityka partii rządzącej swoją rację bytu opiera na agresji jakiej dotąd po roku 1980 nie spotykaliśm
S
senior
14 stycznia 2015, 19:21
Czy więcej kultury politycznej i mądrości życiowej miał śp. J. Oleksy (nawet gdy z P. Gudzowatym obalili po kilkaset ml Gorbaczowa na głowę) niż  obecna "elita" władzy ( Komorowski, Kopaczowa, Tusk, Sikorski, Kamiński misiu, Niesiołowski, Szjnfeld. Pitera, Palikot, Gronkiewicz - Walz i im podobni), czy też  "elita" zaprzyjaźnionych mediów i ekspertów politycznych?  Oceńcie Panstwo sami. Ja  wolę jednak uczyć się kultury i kindersztuby od  śp. "komucha" Oleksego, niż od wyżej wymienionych polityków, często występujacych w towarzystwie biskupów i często  przyjmujących Komunię Świetą. Na ich tle śp.J. Oleksy  prezentuje się  doskonale. Nigdy nie manifestował się swoim "ateizmem". Ukończył 3 lata Niższego Seminarium Duchownego w Tarnowie,   przez całe dorosłe życie miał bardzo wielu przyjaciół wśród kapłanów i wydaje mi się , że to plus wychowanie przez Rodziców sprawiło, że mimo iż był "komuchem" pozostał dobrym Człowiekiem.  Tylko Bóg doskonale wie, jakim człowiekiem był śp. J. Oleksy. Wieczne odpoczywanie racz Mu dać Panie.  Za Niego również Chrystus  został ukrzyżowany i zmartwychwstał. Dlaczego  nam  katolikom niekiedy tak trudno  zauważyć dobro w psotępowaniu naszych bliźnich, nawet jeśli ich drogi zyciowe są odległe od naszych?
Alicja Snaczke
Alicja Snaczke
13 stycznia 2015, 18:55
Abp Henryk Muszyński miał powiedzieć, że "Józef Oleksy był jednym z tych polityków, od których można się bylo czegoś nauczyć" - tak podaje  pan Piotr Żyłka. Nie wiem: czy chodzi o to, że politycy mieli się od Józefa Oleksego czegoś nauczyć, czy arybiskup Muszyński. W każdym człowieku bez względu na jego status, i różne etapy życia, jest dobro i zło. Co, i kiedy zwycięża dobro, a kiedy zło, wie on sam, a na pewno wie Pan Bóg, który ostatecnzie wszystkich nas osądzi sprawiedliwie. Myślę, że jeśli się uczyć, to tylko od najleszeego źródła. Tym Źródłem jest nasz Pan Jezus Chrystus, który naucza nas w każdej swojej nauce: jak mamy postępować wobec siebie. Zawsze z miłością.
S
senior
13 stycznia 2015, 19:46
Tylko Bóg prawdziwie wie, kim był P. Oleksy.
13 stycznia 2015, 13:41
Czy możemy się również czegoś nauczyć od Priebkego, skoro możemy od Oleksego? Czy Priebke nie zasługuje na podobną atencję i nobilitację? - wszak pojednał się z Bogiem przed śmiercią.
Jack French
Jack French
13 stycznia 2015, 16:47
Znajdź pan coś, co Priebke miał do zaoferowania nam katolikom, chrześcijanom i ludziom moralnym. Wtedy napisz pan artykuł. Myślę, że na trafne i mądre argumenty znajdzie się jakiś odzew. Jeśli zaś nie ma z czego czerpać, po co taka manipulacyjna teza?
13 stycznia 2015, 22:14
To tak nie działa. Jeśli chcę sąsiada zniechęcić do pierdzenia, to nie pierdzę głośniej. "Bajka o elektrosmoku" - pamięta Pan?
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 15:27
Niestety nie znam, ale poszukam. Jeśli nie widzi pańkie oko nic godnego laurki dla śp. Oleksego, to dlaczego założenie, że inne oko tego nie może dostrzec? Zna pan fragment o oku, drzazdze i belce?
14 stycznia 2015, 17:49
Moje oko widzi zarówno pewne zalety Oleksego, jak i pracowite wykuwanie nowego, wspaniałego chrześcijaństwa na Deonie. Pierwsze godne jest docenienia, ale ponieważ zachodzi w kontekście drugiego, to okazuje się per saldo służyć złej sprawie i niegodziwym celom.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 18:36
Rozumiem. Czyli pierwszy temat zamknięty, widzę o podobnym podejściu. Jakie złe owoce niesie podejście do chrześcijańśtwa lansowanego na deon? (oraz w wielu innych miejscach). Wszak po owocach poznamy.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 18:38
*W jaki sposób deon zaniechał mycia nóg? :)
14 stycznia 2015, 18:51
Przyczynianiem się do umierania pożądanych i dających witalność archetypów zastępując je jakimiś pacyfistycznymi, infantylnymi urojeniami, np. że jeśli tylko będzie się bardzo chciało, to z każdym się można dogadać. Nie - nie można czasem równocześnie móc się dogadać i pozostać chrześcijaninem - istnieje granica przy której należy stwierdzić non-possumus które to rozpoznanie zostaje zastępowane jakimś naiwnym chciejstwem.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 20:13
A Jezus przypadkiem nie dawał sobie obmywać nóg dziwce? (w znaczeniu tamtych czasów można to przyrównać do tego, że by się siedziało w restauracji na kolacji z Palikotem).  Pożądane i dające witalność archetypy, to moim zdaniem te, które zawarte są w NT. Czyli: rozmowa i zadawanie się z największymi grzesznikami, pouczanie ich w sposób agape, a nie w sposób "słuchaj gnido i ucz się", szukanie wspólnych mianowników, skupianie się na nich. Czy uważasz, że Jezus pałał naiwnym chciejstwem? Oczywiście, że Bóg nim pała, ponieważ chce każdego. Pan widać, już nie każdego by chciał.
14 stycznia 2015, 22:24
To nie tak. Ja twierdzę, że istnieją różne metody i do różnych ludzi/sytuacji odpowiednie jest stosowanie różnych metod. Chrystus nie do każdego podchodził w ten sam sposób. Kupców przegnał, zamiast wdawać się w życzliwe rozmowy. Niejednokrotnie pisałem, że gdyby taki Deon (czy KO) stawiał sprawę w ten sposób, że jest tylko fragmentem całości skupionym na jednym odcinku, to nie byłoby sprawy. Sprawa polega na tym, kiedy jedną z metod podnosi się do rangi jedynej słusznej metody, wręcz całej drogi. A że tak jest świadczy o tym choćby konflikt 'otwartersów' z (rzekomymi) 'zamkniętersami' i samo stawianie przez 'otwartersów' sprawy w postaci konfliktu, a nie dopełniania się. (Suplement) Św. Franciszek nie działał w ten sposób, że wparował do Kościoła i stwierdził: 'wszystko robicie źle, macie robić od dziś wszystko inaczej - jak ja!'. Nie podjął drogi naprawy przez konflikt, tylko przez zajęcie się odcinkiem na swój własny sposób, by efekty same przez siebie przemawiały. To droga którą reformatorzy spod znaku KO odrzucają na rzecz konfliktu i słabo (a czasem nawet wcale) maskowanej pogardy dla rzekomych 'zamkniętersów'. Dla mnie to wystarczające znamiona pychy, a pycha nie idzie w parze z dobrem. Jest to w moim rozpoznaniu właśnie owoc po którym mamy rozpoznawać. Dla mnie całkowicie wystarczający do nieufności.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 23:47
A skąd teza, że Deon stawia siebie jako całość, całokształt i jedyny niepodważalny sposób na przeżywanie swej wiary w celu dojścia do zbawienia? Przecież jest tak, jak dokładnie pan opisał. Jest tylko jednym z wielu wielu sposobów na przeżywanie wiary. Daje wskazówki. Dla tych, którzy tego potrzebują w ten właśnie sposób. Jeśli ktoś pokroju podejścia dominikańskiego, czy franciszkańskiego itd itd chce iść na własny sposób, to tutaj raczej krytyki nie ujrzy, a jeśli ujrzy to raczej tą konstruktywną, niżli uprawianą za przeproszeniem, przez pana- czyli całkowitej negacji niemal wszystkich artykułow. Nie ma pan mocy sprawczej ocenić, czy chrześcijaństwo serwowane przez tutejszych jezuitów i osób takich jak p.Żyłka, jest złe i kalekie. Uważam, że krytyka powinna być konstruktywna i adekwatna, a nie jak to pan określił: krytykantyzm wszystkiego, gdyż z założenia się nie zgadzam.  Po trzy: jedyny argument jaki widzę, to uważa pan, że deon wzbudza konflikt. A zatem, gdzie ten konflikt można spotkać? Osobiście po długim przypominaniu sobie wszelakich arykułow przeze mnie tutaj przefiltrowanych w życiu, mogę jedynie się przyczepić do krytyki o. Kramera na temat bojkotu empiku. Chociaż i ta krytyka nie była krytyką totalną, lecz z elementami zasadnych argumenów. Poza tym... Nic.  Są zatem jeszcze jakieś argumenty, aby tutejsza nasza wiara katolicka podlegała takim druzgocącym obiekcjom?
15 stycznia 2015, 00:31
Pożyteczny idiota to oczywiście inna kategoria winy, niż wykorzystujący pożytecznego idiotę. Nie sytuuję Deonu na pozycji tego drugiego, żeby było jasne, a już szczególnie trudno przyszłoby mi uwierzyć, że konkretnie Pan Żyłka jest z tej drugiej kategorii. To, jeśli chodzi o osoby. Złej sprawie można służyć na różne sposoby - poprzez przemilczanie jej, czy wypieranie jej istnienia również, także wynikające z wewnętrznego przekonania, że służy się sprawie dobrej. Sowiecki defektor - Wiktor Suworow - opisywał we wspomnieniach sytuacje w których dla GRU pracowali zdeklarowani antykomuniści przekonani, że pracują dla wywiadu państwa z drugiej strony żelaznej kurtyny. Zagadnienie stopnia winy jest zagadnieniem niezależnym od zagadnienia kto i w jakim celu odnosi z postępowania korzyści. Mówimy o pewnym modelu chrześcijaństwa. Modelu opartym o emocje i stawiającym na bardzo odległym planie lub wręcz zamilczającym intelektualne aspekty bycia chrześcijaninem. Na afirmacji bezmyślności Bóg nie korzysta, tylko ten drugi. Dbałość o cnotę roztropności na Deonie jest martwa. PS. Prosze mi nie czynić zarzutu z ogólności stwierdzeń, bo nie służą uciekaniu od konkretnych pytań, tylko po prostu nie kojarzę Pana nicka z dyskusji, więc staram się możliwie kompleksowo przedstawić własne stanowisko, żeby było czytelne o czym piszę. Droga przeciwna - od szczegółów do ogółu - jest po prostu znacznie mniej efektywna i znacznie bardziej nieporozumieniogenna.
15 stycznia 2015, 01:14
Wyjaśniłem już wcześniej naturę mojej krytyki Deonu - nie ma ona charakteru błędności, a niekompletności. Uporczywej niekompletności. Wydawało mi się, że to już Pan poprawnie zrozumiał przy okazji przykładu z myciem zębów i niemyciem nóg. Pomimo tego powraca Pan do domagania się ode mnie jakiejś miażdżącej krytyki, co trudno mi zidentyfikować inaczej, niż domaganie się wskazania konkretnych złych/błędnych wskazań w materiałach zamieszczanych na Deonie, a przecież napisałem, że nie to Deonowi przypisuję, więc albo Pan nie zrozumiał natury mojej krytyki, albo o niej zapomniał. Rodzic nie czyni dziecku krzywdy dbałością o edukację estetyczną dziecka. W samej dbałości o to nie ma nic złego. Jednakże, jeśli ów rodzic gubi proporcje i pochłonięciem dbałością o edukację estetyczną zaniedbuje edukację dziecka w innych, obiektywnie ważnych dla życia dziecka dziedzinach, to w tym szerszym kontekście wyrządza mu krzywdę. Jednym z elementów poprawnego wychowania dziecka jest wpojenie mu rozsądnej nieufności do obcych, dla jego własnego bezpieczeństwa, ponieważ na świecie są ludzie, którzy wyrządzają dzieciom krzywdę. Oczywiście w tym wpajaniem nie można również przesadzić, aby nie wychować dziecka na osobę nadmiernie strachliwą. Na Deonie (ogólniej w pewnym mentalnym nurcie chrześcijaństwa) zagadnienie rozsądnej nieufności nie istnieje, a czasem wręcz jest przedstawiane jako coś przeczącego naturze chrześcijaństwa. Jest to wręcz jeden z definiujących elementów istoty KO - nieuzasadniona ufność, tymczasem w Ewangeliach co i rusz znajdują się pewne przestrogi i to czasem nader konkretne jak np. przed wilkami w owczej skórze. Zamilczanie ich jest fałszowaniem Ewangelii. bardzo subtelnym, cukierkowym, przyjemnym, ale jednak fałszowaniem.
Jack French
Jack French
15 stycznia 2015, 19:05
Zrozumiałem sens mycia zębów i nie umycia nóg, a pytaniem było czym konkretnie przejawia się brak umytych nóg. Dopiero teraz rozumiem. A więc. Do argumentu o nadmiernej ufności: Zgadzam się z tym, że w żaden sposób nie należy ignorować i lekceważyć zło. Należy się go wystrzegać i skutecznie od niego odcinać. Ale czym w zasadzie jest odcinanie, unikanie i nie lekceważenie zła i złego? Totalną bojaźnią przed dotknięciem trędowatego? Czy nie jestem czasem właściwym nawiązać dialog z ludźmi, którzy ewidentnie czynią zło? Pozostawienie ich, niechęć do nich, a tym bardziej ostra krytyka to w żaden sposób nie jest postępowanie ewangeliczne. Ze złem należy walczyć miłością, wzorem Jezusa. Nie wzorem tchórzliwości i strachu. Przed szatanem przecież nie strach mamy odczuwać, a niechęć i odporność (zła się nie ulęknę itd.). Mówi pan o cnocie roztropności. Jeden z darów. Owszem, zgadzam się. Ale wśród nich jest też męstwo, rozum, bojaźń. Osobiście prowadziłem kiedyś spór z księdzem odpowiedzialnym za Ruch Czystych Serc. Na wykładzie prowadzonym przez ww. księdza padła taka oto metafora: ze złem należy obchodzić sie jak na peronie. Istnieje biała linia której nie należy przekraczać, aby nic złego się nie stało. Metafora ciekawa i słuszna, ale... Z całokształtu treści jakie przekazywał ów kaznodzieja, wynikało, że należy się oddalić od tej białej lini na odległość kilu kilometrów. A to przecież skutkuje tym, że nie zdąrzymy na pociąg, nieprawdaż? :)
Jack French
Jack French
15 stycznia 2015, 19:06
Przychylam się do pańskiego zdania, że tutaj mogą wystąpić oznaki lekceważenia zła, ale jednocześnie zdecydowanie neguję ze swojej strony mozliwość celowego działania, oraz tworzenia nowego lepszego chrześcijaństwa. Na moją głowę: Podejścia mamy dwa: Restrykcyjne trzymanie się zasad, unikanie pozoru zła, negacja wszystkiego co odchyla się od normy i tradycji KK, zamykanie się na obce (obcy dorobek, pogląd itd itd). Drugie podejśćie bliższe memu sercu: "jeżeli Bóg z Tobą to któż przeciwko Tobie?" - jeżeli Twoje życie, Twój stan łaski uświęcającej, umożliwia Ci silną i wytrwałą wiarę, to idź do grzeszników, żyj z nimi, udziel im wszystkiego co od Ciebie najlepsze i módl się o to, aby ta osoba skierowała się w stronę Boga. Nie lepsza to droga niż: unikaj pochwały dla złego Oleksego? albo nie pozwalaj na Mszę dla młodych z elektryczną gitarą w tle itd itd. Przepraszam za przydługawy wywód, ale sprawa jeszcze jedna: zamkniętersi i otwartersi: Ja widzę odwrotną zależność, niż tą którą pan przytoczył. To osoby o poglądach skrajnie restrykcyjnych budzą konflikty w stosunku do tych, którzy próbują możliwie mocno iść w świat i "szukać w nim wszystkiego co dobre". To tzw zamkniętersi roszczą sobie prawa o decydowanie co wolno, a czego nie. Od razu zaprzeczę, że kierują się wyłącznie dogmatami, prawami kanonicznymi oraz N. Testamentem. Mogę przywołać przykłady, jeśli wola :)
16 stycznia 2015, 00:14
Istnieją różne rodzaje zła. Nie mam tu na myśli tego, że istnieje np. zło kradzieży i zło kłamania, tylko zło rozumiane jako akty pojedynczych ludzi (czy ich grup) i zło rozumiane jako pewne mechanizm (zwykle na poziomie społecznym) skutkujące złem. Odnośnie tego drugiego rodzaju, bo on jest najwyraźniej nieczytelny. Mam nadzieję, że czytelną ilustracją zła tego drugiego rodzaju jest bieda. Bieda jest sytuacją. Sytuacją zwykle zmuszającą (a przynajmniej przyczyniającą się w ogromnym stopniu) do popełniania zła tego pierwszego - indywidualnego - rodzaju. Z biedy ludzie kradną, prostytuują się, również popadają w akoholizm, czy narkomanię. Z biedy rozumianej jako beznadzieja - z przekonania, że się w syfie urodziło i nie ma na wyjście z syfu nadziei. Bieda jest złem okoliczności popychających do popełnia zła indywidualnego. Jednakże bieda nie jest jakaś okolicznością na którą ludzie dobrej woli nie mają żadnego wpływu, jak pogoda, czy obieg księżyca wokół ziemii. W zależności od posiadanych środków można się przyczyniać do wyprowadzania ludzi z biedy. Nie tylko rozdając im ryby, ale również wędki umożliwiające łapanie ryb, czy choć dostarczanie umiejętności łapania ryb. Prosze potraktować to co napisałem jako wprowadzenie, bo oczywiście nie jest to wyczerpanie tematu. To zło 'nieosobiste' jest znacznie bardziej złożne i ma znacznie więcej twarzy. Chciałem tylko uchwycić przyczółek z którego będzie można prowadzić dalsze wyjaśnienia. Tylko przyczółek, bo nie chcę Pan zanudzić. (cdn)
16 stycznia 2015, 00:15
(cd) Mówię o różnicy podobnej do różnicy pomiędzy pojedynczym rzutem kostką, a prawdopodobieństwem, graniem indywidualnym na instumencie, a graniem w orkiestrze, sprintem, a sztafetą, zanurzeniem palca w oceanie po którym pozostaje na palcu pare kropel wody, a całym oceanem, który bez problemu zatapia największe statki na świecie, drzewem, a lasem, pojedynczym zwierzęciem, a ekosystemem, człowiekiem, a społeczeństwem, ziarnem piasku, a pustynią, czasem życia człowieka, w którym zjawisko erozji nie jest zauważalne, a czasem geologicznym, w który życie pojedynczego człowieka jest nieistotnym mgnieniem oka, natomiast w którym Himalaje ulegają starciu na pył, skalą mikro i makro, fizyką kwantową i Newtonowską, prototypem, a produkcją masową, pszczołą i rojem, żołnierzem i armią, komórką i człowiekiem, planetą pośród układu gwiazdowego, układu gwiazdowego pośród galaktyki, galaktyki pośród gromady galaktyk, a gromady galaktyk pośród wszechświata. Istnieje zjawisko zwane synergią, czyli (nader kolokwialnie) że całość to coś więcej, niż suma elementów. Istnieją również inne odkrycia dostarczające istotnych danych do rozpoznania rzeczywistości i dających również pewne wyobrażenie odnośnie tak pozornie niezwiązanych dziedzin, jak 'dobro' i 'zło' (eg. krzywa Gaussa). Poruszanie się jedynie na poziomie indywidualnych aktów jednostek jest intelektualnym prymitywizmem rozpoznania, szczególnie zasmucającym, gdy ograniczają się doń powołani do bycia intelektualnymi nindża KK Jezuici :/ (cdn)
16 stycznia 2015, 00:24
(cd) Pan w kółko redukuje sprawy do relacji z pojedynczymi ludźmi. Ja nie twierdzę, że to nieważne. Natomiast twierdzę, że istnieją zjawiska z innych poziomów, które ludzki intelekt już nienajgorzej rozpoznał, które skutkują złem, a które naiwni chrześcijanie mają tam, gdzie słoneczko nie dochodzi, a nie powinni - przynajmniej ci, którzy otrzymali wykształcenie umożliwiające wzięcie go na umysłową klatę. Z tego powodu szczególnie mierzi mnie Deon, bo to właśnie Jezuici są powołani do charyzmatu umysłowej dyscypliny, którą porzycili na rzecz słodkopierdzących bajań na poziomie życzliwości teletubisów. Odnosząc to do przypowieści o talentach - zakopują górę złota w ziemii i jeszcze mają to za jakieś nowe otwarcie powołania. Stąd intensywność mojej krytyki akurat Deonowych Jezuitów, bo oni szczególnie powinni dbać nie tylko o infantylną 'duchowość'.
16 stycznia 2015, 08:15
Mam nadzieję, że jakieś zrozumienie występowania procesów w które są uwikłani ludzie, ale procesów które z samej swojej istoty istnieją na różnych poziomach, a nie wyłącznie na poziomie relacji pojedynczych jednostek istnieje. Człowiek jest zdecydowanie istotnym elementem np. procesów gospodarczych/ekonomicznych. Z perspektywy pojedynczego człowieka dokonuje on pojedynczych aktów z obszaru gospodarki codziennie - idzie do pracy, współpracuje ze swoimi kolegami i koleżankami, po pracy dokonuje aktów również będących elementami przestrzeni działań nazywanych gospodarką o charakterze zakupów, czy konsumpcji. Jednakże to bynajmniej nie wyczerpuje calości zjawiska pt. gospodarka/ekonomia. Wiemy np., że tysiące/miliony decyzji pojedynczych ludzi układają się w pewne identyfikowalne prawidłowości, jak np. prawo podaży i popytu. Nie chcę truć konkretnie o gospodarce, a upewnić się, że jest dobrze zrozumiany: istnieją procesy, w których oczywiście człowiek jest głęboko uwikłany, ale zredukowanie owych procesów do poziomu doświadczeń pojedynczego człowieka, rozpatrywanie ich na tym poziomie jedynie uniemożliwia samo zaobserwowanie tych procesów. Dość zrozumiałymi przykładami takich procesów są gospodarka/ekonomia właśnie, czy ekologia. (cdn)
16 stycznia 2015, 08:19
(cd) Szkodliwym rozumieniem praktykowania chrześcijaństwa, które jest dominujące w stopniu IMO miażdżącym, jest zredukowanie zainteresowania człowiekiem do jego najbliższej przestrzeni działań. Do poziomu pojedynczych indywidualnych aktów/działań. Św. Ignacy powiedział módl jakby wszystko zależało od Boga, pracuj jakby wszystko zależalo do Ciebie. To obecnie w wielu obszarach martwy frazes. To niemal martwy lub i martwy całkowicie frazes gdy chodzi o pracę na poziomie społecznym, a nie jednostkowym. Niewypowiedzianym eksplicite, ale stosowanym w praktyce jest postępowanie wedle rozumienia: zadbamy o indywidualną relację z Chrystusem jednostek, a Pan Bóg - jeśli tylko będzie chciał - to zrobi z nich społeczeństwo. Stąd nie ma pracy na poziomie społecznym, jest tylko modlenie się, skąd faktyczna martwota frazesu. A nie ma owej pracy, bo powiela się pewne intelektualne prostackie pakiety memowe np. pakiet memowy rozumienia czym jest 'polityka'. Durne rozumienie polityki => durny wniosek o tym w jaki sposób należy się do polityki odnosić (wyrażając jedynie czcze chciejstwa i czcze ubolewania) => brak pracy na obszarze => martwota frazesu. W dodatku panuje jakieś idiotyczne przekonanie, że jeśli ludzie dobrej woli się od uprawiania polityki odwrócą plecami, co samo w sobie jest idiotycznym memem, to nie wejdą na ich miejsce ludzie woli złej. (cdn)
16 stycznia 2015, 08:19
(cd) Ludzie dobrej woli mają przestać dbać o porządek, bo polityka jest brudna dlatego, żeby się nie pobrudzić. Nauczyciel ma zaprzestać uczenia dzieci, żeby nie zgłupieć. Prowadząc samochód należy mieć zamknięte oczy, żeby uniknąć wypadku. W domu należy pominąć budowę sufitów i dachu, żeby deszcz do wnętrza nie padał. Niepatrzenie na wskaźnik poziomu paliwa skutkuje brakiem konieczności uzupełniania paliwa. Wszystkie te stwierdzenia są w równym poziomie idiotyczne, ale akurat to o polityce zdołało mózgi zainfekować, a te inne wciąż wzbudzają normalną reakcję puknięcia się w czoło, bo nikt nie mówi co należy o nich myśleć, więc z braku podpowiedzi myśli się samodzielnie i natychmiast idiotyzm sytuacji zawartej w stanowisku staje się jasny dla całkowicie przeciętnie inteligentnego człowieka. Notabene: właśnie brak jakiegokolwiek zainteresowania tym zjawiskiem, że ludzie wcale nie są sami z siebie głupi, że potrafią poprawnie samodzielnie myśleć, tylko problem polega na nieśmiałości z której wynika brak zaufania zaufania/odwagi do własnych wniosków, przez co ludzie są podatni na wpływy i wolą przyjmować jakieś wtłaczane 'myśli' za swoje, bo się czują za nimi bezpieczniej, przez co stają sie łatwym żerem dla odrobinę inteligentnych z pewnym zapleczem, że brak zainteresownia i pracy nad uczynieniem ludzi bardziej samodzielnymi, ośmielaniem ich do samodzielnego myślenia - jest również jednym z gorszych zaniedbań w Kościele. No, ale bierze się to z rozpowszechnienia opisywanego wcześniej zjawiska pojmowania, że chrześcijaństwo to jedynie jakieś emocyjki i duchowość, a reszta jest nieważna i jedynie od pracy na odcinku duchowości Kościół jest.
Jack French
Jack French
16 stycznia 2015, 15:47
Zawiłe :) Ale do rzeczy: rozumiem, że uważa pan, iż deon jezuicki pomija zło, które się dzieje na płaszczyźnie mechanicznej i sytuacyjnej. Podaje pan przykład polityki, które obecnie mamy, która mówi nam, że udać się tam mogą tylko osoby o złych zamiarach i uczciwy nie powinien w tamtą stronę spoglądać. Ponadto, zarzut, że chrześcijaństwo to jakieś emocyjki, nic ponadto.  Mogę poznać przykłady tego podejścia, które odnalazłbym na deonie? Osobiście ciężko mi się teraz odnieść, ponieważ kompletnie nie widzę takiego postępowania ani ze strony deonu, ani jego twórców. Mogę za to odnieść się do akapitu, w którym mówi pan o martwocie frazy św. Ignacego na temat modlitwy i pracy. Rozumiem, że doszukał się pan luki pomiędzy modlitwą, a pracą indywidualną. Ale w tym rzecz, że cytat ten mówi o robieniu tego, co jest w zakresie człowieka. W jego pełnym zakresie. Ma sięgać tam, gdzie tylko może i jeszcze dalej.  Osoby bogate mają ingerować we wspomnianą gospodarkę. Politycy zmieniać struktury przestrzeni społecznej na lepsze itd.  Wydaje mi się, że pan zredukował ten cytat ku dosłownemu jego znaczeniu, a nie spojrzał przez pryzmat metaforyczny. Wydaje mi się, że to własnie jezuici są najbardziej szerokim poprzez pryzmat ich charyzmatu, oferodawcą dziedzin wiary. Przykłady banalne: to na deonie znajduję kursy walut, śledzę sport, politykę itd. Na innych portalach chrześcijańskich trudno o coś takiego. Przykład mniej banalny: to jezuici pracują w wielkich korporacjach jako dyrektorzy, kierownicy. To oni właśnie wpisują się w walkę ze złem, o którym pan wspomniał. Nie tylko z tym indywidualnym człowieka, ale ze złem panującym w społeczeńswie, w sytuacji. Żaden inny zakon, ani nawet księża parafialni.
Jack French
Jack French
16 stycznia 2015, 15:55
A co do wiary opartej o emocje. Pełna zgoda, że wiara oparta o emocjonalność, o to co się czuje, o naiwną dobroć (po to dobre), to wiara dla mnie martwa i abstrakcyjna. Wiem za to, że niektóre osoby po prosty tylko w ten sposób umieją ją przeżywać. Na pewno nie jestem to ja, ani pan :) Ale zarzut, że deon to życzliwość na poziomie teletubisów, słodkopierdzące bajania, to wg mnie zarzut, który może być skierowany do konkretnego autora. Lub konkretnego artykułu. Także musiałbym poznać treść, ażeby móc podjąć dyskusję. Zatem jedna rzecz: proszę o konkretny przykład przy zarzucie, o którym pan będzie wspominał, lub już wspominał. 
Z
zak
13 stycznia 2015, 07:41
Na deonie jak występuje Żyłka to zaraz zapala sie czerwona lampka ? Bo zwykle manipuluje.  Tym razem wyważa po pierwsze otwarte drzwi bo .... juz tyle na ten temat powiedziano w TV i tyle napisano. W tym polityków PiS i innych prawicowych. Każde dobro jakie wykonal będzie przecież mu zapamietane i docenione. Po drugie - Żyłka pisze na każy temat - a w prawie żadnym nie jest znawcą - pisze tak jak deonowi szefowie lubią. Właściwie to nie wiadomo na czym ten Żyłka naprawdę sie zna. Bo nawet chociaz często manipuluje to jest to szyte tak grubymi nićmi że - raczej nikt sie nie nabierze. A więc i w tym nie jest najlepszy. No i po trzecie - jak ktoś będzie naprawdę chciał dowiedzieć się co powiedzieli biskupi i inne osoby - to i tak musi poszukać źródłowych informacji - bo zawsze Żyłkę może kusić manipulacja. Po czwarte - cóz wobec tego mogą znaczyc dywagacje i oceny Żyłki? A poza tym - czy śp. Oleksy potrzebuje obrony Żyłki - chyba broni się sam swoim zyciem. Życiowa mądrość u Żyłki - czemu i komu słuzy ten dziennikarz deonowy? ŻYŁKA JAKO MENTOR - TAK MOŻE BYC TYLKO NA DEONIE. ŻAŁOSNE. KOLEJNY ARTYKULIK NA KLIKANIE
S
senior
13 stycznia 2015, 19:49
Kim jesteś mentorze "żaku", że tak piszesz? Tylko Bóg doskonale wie, kim są PP Oleksy i  red. Żyłka.
Z
zak
14 stycznia 2015, 07:39
To czywiste. Ale ważna jest miłość ale w PRAWDZIE. A Żyłka ma całkiem inne zadanie na deonie - co najmniej łagodnie mówiąc rozmywanie prawdy albo chyba prawdziwiej - medialna manipulacja
14 stycznia 2015, 23:43
Nieograniczone zrozumienie dla oprawców, przemilczanie ich ofiar, zamilczanie związku działań jednych z efektami zaznawanymi przez drugich i terroryzowanie wszelkich napomknień o konieczności pochylenia się nad ofiarami oskarżeniami o rzekome dzielenie, czy brak miłosierdzia, choć akurat konkretnie Pan Żyłka w retorykę oskarżania nie popada, co się chwali.
D
D.
16 stycznia 2015, 23:09
Szanowny Panie, Dużo Pan pisze bardzo ciekawie, ale może jednak za dużo, bo słowo pisane w formie komentarzy - długie - bywa niestrawne, ale to moje możliwości intelektualne są słabe. Mniejsza o to, ale poddaję pod rozwagę. Czy Pana zadniem deon nie może przedstawiać swojego stanowiska lub podjemować próbę innego spojrzenia na różne sprawy? Czytam deon chyba codziennie. Czy to źle? Czy to co jezuickie to złe? Czy to nie zbytnie uproszczenie? Jest lepszy katolicki portal?
Z
zorro
13 stycznia 2015, 00:05
Możemy się uczyc marksizmu i leninizmu.
12 stycznia 2015, 22:07
Czy tą życiową mądrością jest życie na koszt podatników oraz gardzenie sakramentami? 
15 stycznia 2015, 22:46
Niespecjalnie Pan się popisał, czym więc uzasadniona jest ta wypowiedź? Oj bo poszukam:)
15 stycznia 2015, 22:50
Oleksy był niegdyś w seminarium, stąd nie dziwi upodobanie do jego pomysłów niektórych dziwnych krążących po tym pięknym świecie osób. Niech Pan Bóg błogosławi jego duszy. Złodzieje prawdy niedługo pokrążą między nami, na szczęście prawda ma to do siebie, że broni się nie tylko szybko - ale i sama. Oleksego zatem nie lubię. Ale niech pokój będzie jego duszy!
12 stycznia 2015, 22:07
Od każdego możemy się czegos nauczyć... ale trochę zastanawiają  proporcje. Jeśli chodzi o Oleksego czy Jaruzelskiego mamy artykuły mówiące o tym czego dobrego możemy się od nich nauczyć. Jeśli chodzi abp Jędraszewskiegi czy Michalika artykuły mówią czego mamy się od nich nie uczyć.
12 stycznia 2015, 22:29
I humor z zeszytów szkolnych: Wymień przykłady średniowiecznych dzieł pisanych po polsku: 'Legenda o św. Oleksym'
W
WDR
12 stycznia 2015, 20:05
Czego możemy się nauczyć od Agnieszki Osieckiej "Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować Tak zwanej życiowej mądrości, Dopóki życie trwa, póki życie trwa..." ;-)
12 stycznia 2015, 19:24
Św. Dyzma (Dobry Łotr) owszem otrzymał obietnicę Zbawienia, ale absurdem jest wskazywanie drogi życia jaką św. Dyzma podążał jako jakiegoś wzorca życia prowadzącego do Zbawienia.
S
strada
12 stycznia 2015, 19:38
No, no... Zgoda zupełna. Bez odniesienia do śp.Oleksego. Bez odniesienia, bo go osobiście nie znam. Niczego uczyć się od niego nie będę, szczerości też, bo nie wiem, czy jego wypowiedzi były prawdą. Jesli tak, niech sie uczą od niego ci, którzy go znali osobiście. Natomiast myślę, że i ja chyba wszyscy, spotkali w życiu kogos, od kogo mozna się tej szczerości uczyć. I marne by było życie chrześcijanina, a moje szczególnie, gdybym- mając tyle lat, ile mam, dopiero miała się jej uczyć od pana Oleksego po jego smierci.
12 stycznia 2015, 19:56
"Zagalopowywanie się jest gorsze od faszyzmu" ;)
S
strada
12 stycznia 2015, 22:07
Kurcze...., znowu pełna zgoda. Niestety;)
N
niezazdrosna
14 stycznia 2015, 13:35
Juz chyba nie będziesz auto-strada, bo się za bardzo zadurzyłaś w Piotrze Slowińskim (pełna zgoda we wszystkim). Ciekawe czy ze wzajemnością? Ja na wszelki wypadek juz krzyczę gorzko, gorzko, gorzko.
M
Marek
12 stycznia 2015, 17:28
Panie Piotrze Słowiński. Parę lat temu przyjmowałem felietony red. Żyłki z zainteresowaniem. Ot takie tam zręcznie napisane i "nowoczesne". Fajnie opowiada o muzyce i spoko kolo. Nawet pewnego dnia napisałem czy mogę robić grafikę na Fejsboga na wiadomym portalu. Nie doczekałem się wiążącej odpowiedzi (tak lub nie). Ot zostałem zlany. Wówczas zaczęło kiełkować we mnie podejrzenie, że całe to gadanie o robieniu rabanu na wzór Franciszka to takie gadanie. Ale cóż pewnie to moje frustracje. Pozdrawiam serdecznie.
12 stycznia 2015, 18:51
Jednego tylko nie rozumiem - czemu to ja mam być adresatem tych uwag?!? Pan Żyłka przyczynia się do rozsiewania pewnych szkodliwych memów zakłamujących istotę Chrześcijańskiej Miłości w kierunku małokrytycznej naiwności. Nie On pierwszy, nie ostatni. W moim przekonaniu to zjawisko to coś raczej coś na kształt infekcji umysłu, zauroczenia, aniżeli świadomie, głęboko przemyślane postępowanie z uświadomieniem i akceptacją wszystkich jego konsekwencji.
M
Marek
12 stycznia 2015, 21:50
Panie Piotrze, sprawa jest dosyć prosta: budzi pan zaufanie, jest pan osobą z imienia i nazwiska, wyraża się w sposób kulturalny i zrozumiały. Ponadto tutaj zaczynam chyba zgadzać się z panem (tj. odnośnie artykułów pana Żyłki). I to chyba wystarczy. I jeszcze taka wisienka na torcie: dziś byłem na wykładzie x. Chrostowskiego o Biblii. Srednia wieku 60+. Gdzie ci lafjstajlowi chrześcijanie w rogowych oprawkach okularów, włosach upiętych w kok i trendy ubraniach? Nie widziałem. Nie wszystko da się upchnąć w interentowe memy i rekolekcje. Pozdrawiam.
12 stycznia 2015, 22:32
No bo Szef wiedział co mówi, gdy mówił o 'poznawaniu po owocach'.
Jack French
Jack French
12 stycznia 2015, 22:46
Nie było tam również pana Piotra S. :) Miła wymiana zdań, ale chciałbym coś zauważyć: "Pan Żyłka przyczynia się do rozsiewania pewnych szkodliwych memów zakłamujących istotę Chrześcijańskiej Miłości w kierunku małokrytycznej naiwności. Nie On pierwszy, nie ostatni. W moim przekonaniu to zjawisko to coś raczej coś na kształt infekcji umysłu, zauroczenia, aniżeli świadomie, głęboko przemyślane postępowanie z uświadomieniem i akceptacją wszystkich jego konsekwencji." Jest to pańskie subiektywne zdanie. Zdanie znajdujące się gdzieś pomiędzy fanatyckim radykalizmem, a zwykłą ślepotą.  Pytanie: Skąd tyle niechęci?
13 stycznia 2015, 03:02
Skąd tyle niechęci znajdującej się gdzieś pomiędzy fanatycznym radykalizmem, a zwykłą ślepotą wobec mojego punktu widzenia?
F
frans
13 stycznia 2015, 11:59
Odpowiedź w postaci pytania na pytanie jest niekulturalne :) W każdym razie: moja niechęć znajduje się w tym, że nijak widzę postawę chrześcijańskiej miłości w pańskim postępowaniu 'postowy' na deonie. Jezus najgorszych Jego prześladowców pouczał w bardziej zrównoważony i sensowny sposób niżli pańska wszechkrytyka. Ja oczywiście nie popieram ślepej miłości do wszyskich i wszystkiego. Bezkrytycznego spojrzenia na wszelkie sprawy itp. Sam jestem przeciwnikiem choćby Wielkiej Orkiestry give me a break Pomocy, czy przeciwnikiem zbytniego modernizmu w KK. Lecz tyle jadu, zawiści, krytykantyzmu nie spotkałem, stąd moje pytanie :) Po dwa (z ciekawości): dlaczego teraz pan rzecze, że to jest pański punkt widzenia, a w zdecydowanej większości komentarzy, forma pańskiego przekazu wskazuje, że jest to jedyna i słuszna ocena?
13 stycznia 2015, 12:36
Jestem generalnie do fałszu nastawiony niechętnie, a do fałszu lukrowanego w szczególności. Jak sobie Pan wyobraża postępowanie 'z miłością' wobec fałszu: - nie siej fałszu, - będę siał, - no dobrze - to sobie siej? Jak według Pana należy postępować wobec zatwardziałego rozsiewania fałszu? Zwrócić uwagę raz i się zamknąć? Nie rozumiem do czego Pan odnosi określenie 'ocena'. Fałsz jest obiektywnym skutkiem niekompletności i wyrywkowości, która jest modus operandi Deonu. Czy mam stwierdzić, że istnienie grawitacji to moja subiektywna ocena?
Jack French
Jack French
13 stycznia 2015, 16:40
Rzecz w tym, aby ocenić co jest fałszem a co nie. W jaki sposób to ocenić? Pan nie jest tego wyrocznią. Często przypisuje pan fałsz w miejscach, gdzie nie jedna glowa zdeydowanie mówi prawda. A więc osądzanie bierze się stąd, że przypisuje pan sobie prawo do tego co jest a co nie jest fałszem. Druga rzecz: dobrą postawą jest bycie tzw. adwokatem diabła, bo potrzebna jest kontrola, surowość itp. Lecz tutaj by należało się zatrzymać, nieprawdaż? Gdzie znajduje się pokora, zrozumienie i inne takie? Podkreśle po raz kolejny: nie masz pan monopolu na prawdę i fałsz. Podoba mi się dedukcja i analogia. Często poniekąd trafna. Ale ta wszechkrytyka i ślepa negacja każdego artykułu pana Żyłki, o.Kramera itd... Nie sądzi pan, że to niefajne?
13 stycznia 2015, 18:28
Myślę, że trzeba wciąż wzorem Katona powtarzać, że Kartagina powinna zostać zburzona, nawet jeśli to nudne jest, z czym nie sposób się nie zgodzić.
Jack French
Jack French
13 stycznia 2015, 18:56
A jeżeli to nudne jest ale też i nieprawidłowe?
13 stycznia 2015, 22:17
Nieprawidłowe być może, ale musi się Pan bardziej wysilić w argumentacji, niż odwołania to prostego pstwa.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 16:36
A więc nieprawidłowe jest ponieważ: -"Laurka" przyznana przez p. Żyłkę nie jest niczym oskar za całokształt, lecz zwrócenie uwagi na dobre strony tej osoby (i to konkretnie dwie-3 dobre strony); -dzisiejsza doba polskiej polityki to wynaturzenie złodziejstwa, manipulacji i wyzysku - sama cecha prowadzenia dialogu opartego o szacunek i kulturę, niestety musi być zauważony; -o zmarłych źle się nie mówi, lecz o ich czynach - czyny śp. Oleksego były definitywnie złe z naszego punktu widzenia. Powiązania komunistyczne, afery, stosunek do Boga i KK, lecz za to wszystko i wszystko inne rozliczy go nasz Bóg, my jedynie możemy spojrzeć na jego postać i coś wysnuć. Podsumowując, uważam za błędne i fałszywe, krytykować zwrócenie uwagi na dobre cechy tej osoby.
14 stycznia 2015, 17:55
Mówiąc wyłącznie prawdę (fragmentarycznie) można de facto przyczyniać się do rozpowszechniania fałszu biorącego się z niekompletności. Taki jest mój zarzut wobec generalnie Deonu, jak i twórczości Pana Żyłki konkretnie. Mycie zębów nie jest złe, ale jeśli tak absorbuje, że prowadzi do zaniechania mycia nóg, to przez zachwianie proporcji całość sytuacji staje się patologią.
DR
dobra rada
14 stycznia 2015, 22:48
Patologia to coś innego. O ZMARŁYCH MÓWI SIĘ ALBO DOBRZE, ALBO WCALE! To alfabet Chrześcijanina. A z red. P. Żyłką nie startuje się w "zawodach kto mondrzejszy", tylko przede wszystkim szuka się TEGO CO ŁĄCZY. To następna karta tego alfabetu.
14 stycznia 2015, 23:03
KO nie zawsze szuka tego, co łączy. Z rzekomym KZ szuka gorliwie tego, co dzieli. Selektywne jest więc to 'szukanie tego, co łączy'.
DR
dobra rada
15 stycznia 2015, 22:49
Abstrahujac juz od braku sztywnych definicji tzw. Kościoła Otwartego, czy K.Zamkniętego, co oczywiście tworzy tylko zamęt pojęciowy, to Kosciół jest nader wszystko Chrystusowy. Znacznie bliżej mu do tego, z którym się Pan nie identyfikuje, a okresla mianem Otwartego.    Choćby dzięki tym słowom zmartwychwstałego Chrystusa: ' I rzekł do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" '  Mk 14;15 'Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.'  J (14;1-2) Co do zasady szukamy zawsze tego co łączy, ale nawet potencjalnie może łączyć, bo kazda schizma jest złem. Nawet jeżeli początkowo jest między naszym postrzeganiem więcej róznic, anizeli zgodności.
Ż
życzliwy
12 stycznia 2015, 16:17
Panie Piotrze Żyłko, jest Pan młodym człowiekiem, tymczasem coraz częściej popada Pan w ton poczciwego mentora z wirtualnej kazalnicy. Chciałbym tylko Panu powiedzieć, by zbyt łatwo nie zgodził się Pan lub nie przyjął z rozpędu roli autorytetu. Niech Pan poczeka jeszcze jakiś czas. (Może jakieś małżeństwo? dzieci? lub seminarium i duszpasterska niwa?) Napisał Pan: "warto... uczyć się od niego (J. Oleksego) życiowej mądrości". Poszedł Pan lekką nogą o krok dalej od uwagi, iż "od każdego można się czegoś nauczyć". Trzeba być jednak roztropnym w dobieraniu sobie mistrzów mądrości. 
E
eigenvalue
12 stycznia 2015, 17:15
PT. "Życzliwy" ma po stokroć rację.
C
cm
12 stycznia 2015, 14:13
Tutaj na forum widać bardzo dobrze stan chrześcijaństwa w Polsce. Zero Ewangelii, a tylko ideologia plucia na każdego, kto nie myśli tak jak my "prawdziwi". Dziękuję p. Żyłce za tekst. A sąd zostawmy Bogu. On na szczęscie nie słucha "prawdziwych".   
12 stycznia 2015, 14:21
Sprzeciw wobec robienia Oleksemu laurki nie jest uzurpowaniem sobie prawa do rozstrzygania komu się należy Zbawienie. Nieuzasadnione rozdawanie laurek na lewo i prawo nie jest Ewangelią. > sąd zostawmy Bogu. On na szczęscie nie słucha "prawdziwych" Właśnie się Pan awansował na "prawdziwego", tylko w innym porządku, uzurpując sobie przekonanie o tym kogo to Bóg słucha, a kogo nie.
C
cm
12 stycznia 2015, 14:30
Jest taka zasada w chrześcijańskim świecie, że po śmierci człowieka staramy się dojrzeć to co dobrego zrobił w życiu i prosimy Dobrego Boga o życie wieczne dla niego. Tymczasem u niektórych ludzi śmierć człowieka jest okazją do jego oplucia i zmieszania z błotem. Poczytaj sobie komentarze. I nie wypisuj bzdur o laurkach. Chyba że ponad chrześcijaństwo przekładasz służbę ideologii, która w Polsce niebezpiecznie zawładnęła niektórymi umysłami.
12 stycznia 2015, 14:39
Nie o życiu wiecznym Oleksego pisze Pan Żyłka, a o braniu Oleksego za wzór do naśladowania w ziemskim postępowaniu (w pewnym zakresie oczywiście), co jest laurką. W komentarzach, które najwyraźniej w odróżnieniu od Pana czytam, nie ma śladu opluwania Oleksego. Dyskusja o 'hejcie' dotyczy hejtu wobec Pana Żyłki, a nie Oleksego. Dzwoni, ale nie w tym kościele.
T
tomtom
12 stycznia 2015, 14:45
"On na szczęscie nie słucha "prawdziwych" No, no, no... Ktoś tu przed chwilą nawoływał aby "sąd zostawić Bogu"...? Nie to żebym się czepiał... ;-)
C
cm
12 stycznia 2015, 14:47
Czytaj ze zrozumieniem! Gdzie napsiałem o opluwaniu Oleksego na forum. W pierwszym wpisie pisałem o opluwaniu na forum, każdego kto nie myśli jak my "prawdziwi". I już dostało się abp. Muszyńskiemu. Natomiast o pluciu na zmarełgo przekonasz się jak weźmiesz do ręki pseudogazety czytane rzekomo przez katolików.
12 stycznia 2015, 14:56
> Gdzie napsiałem o opluwaniu Oleksego na forum. tu > Tymczasem u niektórych ludzi śmierć człowieka jest okazją do jego oplucia i zmieszania z błotem. Poczytaj sobie komentarze.
S
senior
12 stycznia 2015, 18:50
Jak zwykle redaktor Piotr jest  alergicznie opluwany przez "prawdziwych katolików" za to, że  w "komuchu" dostrzegł  "Czlowieka", który mimo iż był obojetny jak sam mówi względem Kościoła to czasami miał w sobie wiecej człowieczeństwa niż większość mentorów tutejszego forum,  uważajaca sie za prawdziwych katolików  z patentem na nieomylność. Czy nieprawdą jest jak mówi abp. Głódź, że P. Oleksy pojednał się z Bogiem?  Czy ktoś , kto życzliwie pisze o kontrowersyjnej Osobie, od razu musi być opluwany ?
12 stycznia 2015, 19:20
Gdzie Pan to opluwanie widzi? Dezaprobata wobec rozdętego do absurdu doszukiwania się w Oleksym wzorca do naśladowania to opluwanie? Gdzie Rzym, a gdzie Krym.
S
senior
12 stycznia 2015, 19:34
Widzę, że ma Pan  problemy ze zrozumieniem tekstu. W którym miejscu tekstu można znależć "rozdęte do absurdu doszukiwanie się w P. Oleksym wzorca do naśladowania"?  Czy jedno słowo to jest "rozdęcie do absurdu"? Więcej pokory, mniej mentorstwa i pychy.
12 stycznia 2015, 20:02
W stwierdzeniu o uczeniu się od (mam nadzieję śp.) Józefa Oleksego.
C
cm
12 stycznia 2015, 23:55
Tak, poczytaj sobie komentarze na różnych forach i zobaczysz jak w rzekomo katolickim narodzie pluje się na zmarłych. Nie wymiguj się!
13 stycznia 2015, 03:09
Znaczy 'poczytaj sobie komentarze' na konkretnym forum znaczyć ma 'poczytaj sobie komentarze gdzieś i nie wymiguj się', a nie poczytaj sobie komentarze na tym forum? Nie mogę zabronić Panu ośmieszania się.
L
Lolek
12 stycznia 2015, 13:48
Zgodzę się z panem Żyłką, że w życiu Oleksego można znaleźć pewne wartości, natomiast określenie „uczyć się od niego życiowej mądrości” jest w istocie wybieleniem osoby polityka – osoby, która całym swoim życiem opowiedziała się po stronie niesprawiedliwości politycznej, komunizmu. Pan Żyłka wybiera pewne wartościowe elementy z życia Oleksego i pośrednio nazywa go „nauczycielem mądrości” – to nadużycie panie Piotrze. Proszę mieć na względzie to, że Polska jest usłana ciałami naszych Rodaków, którzy ginęli z rąk kolegów i poprzedników pana Oleksego. Stąd uważam, że przyjął pan niewłaściwe proporcje oceniając tego polityka. Czy nie uważa pan, że zamiast stwierdzenia, że można „uczyć się od niego życiowej mądrości” właściwiej byłoby napisać, że „pewne elementy jego życia można ocenić jako wartościowe”. Ale nie, w związku z tym, że to polityk lewicy, Pan musiał w jakiś sposób go dowartościować, sprowokować katolickich prawicowych „jaskiniowców” – inaczej się przecież w pańskim mniemaniu nie da… Jestem przekonany, że gdyby zmarł polityk prawicowy, na którym można by się było w jakiś sposób wzorować, pan Żyłka nie napisałby na ten temat ani słowa.
S
senior
18 stycznia 2015, 20:05
Czy  komuch z wyboru, zwykły karierowicz nie może mieć również w sobie cech, które są godne aprobaty i kontynuacji? Nie zapominajcie Państwo, że Śp. J. Oleksy pochodzi z Sądecczyzny, wychowany został przez  popbożnych, uczciwych Rodziców, pochodzi z rodziny wielodzietnej,  uczył się w Niższym Seminarium Duchownym w Tarnowie i gdyby nie rozwiązanie seminarium przez komunę, być może dzisiaj pisalibyśmy o Nim jako o biskupie.  Przecież większość absolwentów NSD do kandydaci do Wyższych Seminariów Duchownych i potencjalni kapłani, biskupi, jak koledzy J. Oleksego. Czy J. Oleksy jako komuch  agresywnie walczył z Kościołem jak  np. teraz członkowie pewnych partii "katolickich" (ci po rekolekcjach w Łagiwnikach)? Od kogo drodzy Państwo winniśmy się czegoś uczyć? Od  obecnych "elit" władzy RP, którzy co prawda lubią się pojawiać w towarzystwie biskupów i często przystępują do Stołu Pańskiego, ale w słowach i czynach delikatnie pisząc , zachowują się nie do końca zgodnie z nauczniem KK.  Kto z nich jest lepszym Człowiekiem?
12 stycznia 2015, 13:06
Adolf Hitler był wegetarianinem i bardzo dbał o swoją suczkę Blondi rasy owczarek niemiecki, więc i od Adolfa Hitlera można się czegoś pozytywnego nauczyć, ale czy to znaczy, że zasługuje na laurkę?
Jack French
Jack French
12 stycznia 2015, 23:16
Adolf Hitler mordował ludzi, terroryzował ich i ogólnie wywrócił europę jak i świat.  J. Oleksy był osobą taką a taką, dobrze opisaną w artykule w ciekawy sposób. Nie zatarto jego złych stron, wręcz je podkreślono. Zwrócono tylko uwagę na to, że nie wszystko jest czarne i tylko czarne. Tak samo jak białe i tylko białe. Gdzieś już zadałem pytanie: co pana swędzi w tym wszystkim?
13 stycznia 2015, 03:04
Prosze odnieść uzasadnienia przytoczone na korzyść laurki dla Józefa Oleksego wobec Adolfa Hitlera, to zrozumienie powinno się przybliżyć.
Jack French
Jack French
13 stycznia 2015, 12:07
Laurka dla Oleksego ponieważ miałe pewne cechy godne naśladowania (oczywiście nie było ich zbyt wiele). Jego wady zaś były duże, lecz nie do tego stopnia, aby móc go określić jako człowieka niegodnego żadnej laurki. (samo pojednanie z Bogiem dla nas katolików powinno być mocno poważną sprawą). Dwa, pańska hipoteza cynicznego porównania do Hitlera kopletnie nie obrazuje analogii.  Zrozumienie oddaliło się bardziej.
13 stycznia 2015, 12:50
Gdy Pan Żyłka napisze laurkę Priebkemu to porozmawiamy. Wszak pojednał się z Bogiem przed śmiercią, więc na laurkę zasługuje i jest się czego odeń uczyć, choć Nie był święty, miał w swoim życiu różne etapy, wzloty i upadki.
Jack French
Jack French
13 stycznia 2015, 16:44
Wtedy porozmawiamy :) Pojednanie sie z Bogiem było jednym z czynników, na które zwrociłem uwagę, a nie bezpośrednią przyczyną lini obrony :) Zna pan historię wielu świętych? Od razu proszę nie zarzucać mi, że robię z śp. Oleksego świętego! Nic i absolutnie nic na to nie wskazuje, że była to postać święta (ale wstrzymuje się od osądzania na rzecz Innej Osoby :). Lecz żywoty świętych, które życie było dużo gorsze niźli śp. Oleksego, powoduje takie pytanie, czy możemy tak bardzo zabraniać spojrzeć na niego też z tej trochę jaśniejszej strony, prawda?
14 stycznia 2015, 11:12
Problemem jest nie spojrzenie z jaśniejszej strony, a maniera spoglądania na wszystko z jednej strony stręczona na Deonie, sprzedawana jako jakieś nowe, lepsze Chrześcijaństwo.
Jack French
Jack French
14 stycznia 2015, 17:05
Uważa pan, że ten sposób patrzenia na świat, życie i własne zbawienie jest fałszywe? 
14 stycznia 2015, 18:02
Jest powiedzmy jak kult Cargo i samoloty: w pewnych istotnych miejscach rozjeżdża się z pewnymi ważnymi pryncypiami prowadząc do karykaturyzacji całości.
12 stycznia 2015, 12:30
Przypomina mi się pewien ciężkawy żart. Lata 90-te, program "<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Telewizja_noc%C4%85">Telewizja nocą</a>", w którym wrażliwi prowadzący - Aleksander Małachowski i Halina Miroszowa m.in. dochodzili do najwyższego C w rozumieniu dla popełniających rozmaite podłe czyny. Zatem dowcip: program leci, kolejny przypadek jest omawiany. - proszę państwa: to dziecko zgwałciło swoją młodszą siostrę, - proszę państwa: to dziecko okradło swoją sparaliżowaną babcię, - proszę państwa: to dziecko zabiło i poćwiartowało swoich rodziców. - ale proszę państwa: to dziecko jest przecież sierotą!!!! Jakoś tak sposób rozumowania wydaje mi się podobny do zaprezentowanego przez Pana Żyłkę.
T
tnbm
12 stycznia 2015, 12:55
Czy to aby nie jest esencja stosunku Boga do człowieka? just askin'
12 stycznia 2015, 12:59
Cytując pewną reklamę: prawie robi wielką różnicę.
D
Doświadczony
12 stycznia 2015, 11:07
No tak, niedługo doczekamy się beatyfikacji Oleksego przez "kościół otwarty". P. Żyłka już otworzył proces. Potem pewnie otworzą proces Jaruzelskiego, Wolińskiej. Niedługo pewnie będą "beatyfikować" osoby innego wyznania i bezwyznaniowe. Strach pomyśleć, co będzie po śmierci Kiszczaka, Urbana. Ale każdy ma takich "świętych", na jakich zasługuje. "Abp Henryk Muszyński w dniu śmierci Józefa Oleksego powiedział, że był on jednym z tych polityków, od których można się było czegoś nauczyć." Abp zawsze był bliski PO, a tuż przed wyborami prezydenckim wsparł w sposób bezprecedensowy Komorowskiego. Niestety, wiele wskazuje na to, że abp był zarejestrowany jako TW, co można tłumaczyć jako przyczynę takiego postępowania. W związku z tym lepiej by zrobił wypowiadając się z większą oględnością na temat domniemanych zalet polityków z partii komunistycznej, partii która ma na sumieniu dziesiątki tysięcy pomordowanych Polaków, walkę z Kościołem, itd. O ponad 100 milionach ofiar komunizmu na świecie nie wspominając. Takie wypowiedzi są jak najgorszym przykładem uwikłania Kościoła po stronie partii promujących zło. A mnie po raz kolejny ogarnął niesmak na pisaninie p. Żyłki i całą sytuację. Czy dla niektórych przyzwoitość już nic nie znaczy?
12 stycznia 2015, 11:36
Myślę, że podstawą sensownej rozmowy i komentarzy jest odnoszenie się do tego, co ktoś faktycznie napisał i powiedział. Czemu ma służyć ten cały wywód o beatyfikacji Oleksego i innych? Chętnie bym się również dowiedział jaka dzisiejsza partia promuje dobro...
D
Doświadczony
12 stycznia 2015, 11:49
Mój wpis ma służyć uświadomieniu, że takie podejście jest manipulacją. Oczywiście każdy człowiek, jak by nie był zły, ma pewne dobre cechy, bo jest stworzony na Obraz Boga. Dopiero potępienie to podobieństwo wymazuje. To jednak wcale nie znaczy, że każdy może być przykładem. Co do partii promujących dobro, to nie jest ich wiele, ale wystarczy jedna, żeby było na kogo głosować. I na pewno nie jest tą partią PO, SLD, czy Ruch Palikota.
12 stycznia 2015, 12:07
Nie wiem czy zayważyłeś, że wspomniane "takie podejście" (czyli jakieś wybiegi do beatyfikacji Oleksego), które nazywasz manipulacją, to jest TWOJE podejście. Nie ma o tym mowy w artykule. Gdzie więc owa sławna manipulacja Żyłki? No zapomniałem w poprzednim wpisie poprosić żeby propozycja partii promującej dobro, nie była na zasadzie "nie wiem, ale na pewno nie ta i ta". To jest żadna propozycja... Aktualnie nie ma żadnej partii promującej dobro. Co najwyżej są konkretne osoby, które się zdażają w każdej partii.
12 stycznia 2015, 12:56
> Myślę, że podstawą sensownej rozmowy i komentarzy jest odnoszenie się do tego, co ktoś faktycznie napisał i powiedział. To nie jest w pełni poprawne założenie, ponieważ np. pomija istotny element obiektywnej ważności omawianego elementu, co w kolokwialnym rozumieniu nosi nazwę odwracania uwagi. Zatem nie samo nagie 'co ktoś powiedział', ale również 'w jakiej sytuacji'.
D
Doświadczony
12 stycznia 2015, 13:17
Niektórym to trzeba tak kawa na ławę i to dwa razy. To co napisałem jest pewnym ironicznym przejaskrawieniem, ale jak najbardziej treści zawartych w artykule. Od tytułu zaczynając: "Możemy się uczyć od Oleksego". Czego nimy i dlaczego od niego? Trzeba się zastanowić, kto jest promowany.
12 stycznia 2015, 13:47
Bajanie to nie jest żadna "kawa na ławę" tylko właśnie coś, co za 400 komentarzy będzie już opisywane jako sławna manipulacja Żyłki. Wystarczy prześledzić jakieś komentarze pod innym jego artykułem. Tak działa ten mechanizm.
12 stycznia 2015, 13:55
A w jaki sposób wytworzone dywagacje o beatyfikacji Oleksego zbliżają nas do "obiektywnej ważności omawianego elementu"??
12 stycznia 2015, 14:06
Przepraszam, powinienem był zaakcentować, że to uwaga natury ogólnej, a nie odnosząca się do konkretnego zagadnienia 'beatyfikacji'. Żyjemy w czasach, w których głównym sposobem manipulacji nie jest otwarte szerzenie nieprawdy, a sterowanie uwagą poprzez wybór elementów eksponowanych i zamilczanych. W konkretnym przykładzie artykułu Pana Żyłki jest to np. zamilczanie faktu istnienia ofiar systemu komunistycznego, któremu Oleksy służył. Zresztą kategoria ofiar w konstrukcie pt. Kościół Otwarty jest traktowana nader ... specyficznie. Są ofiary, ale nie należy pytać o sprawców, bo to godne potępienia 'osądzanie' jest i takie podobne kwiatki. W sumie to dość lewicowe (mentalnie) zachowanie: większa sympatia do oprawcy, niż ofiary itp.
12 stycznia 2015, 16:24
Brak wywodu zaczynającego się o Oleksego i podążającego aż do ofiar systemu komunistycznego nie klasyfikuje od razu artykułu jako manipulacji. Jest to Twój pomysł na artykuł i fajnie. Ale jak ktoś ma inny, to już jest manipulacja? Nie wiedziałem natomiast, że najprawdopodobniej pojednał się przed śmiercią z Bogiem, co mnie po prostu cieszy. Czy z tego powodu należy mu się pomnik (czy jak to piszesz "laurka") i wyniesienie na ołtarze? Zapewne nie. Czy kwestionuje to fakt istnienia ofiar komunizmu? Oczywiście, że nie. Czy wynika z tego, że są ofiary, ale nie należy pytać o sprawców? Też nie. Kościół który by tak robił byłby głupi, a nie otwarty.
12 stycznia 2015, 16:38
Skoro potwierdza Pan wyrywkowość potraktowania tematu przez Pana Żyłkę, więc z czym się Pan właściwie nie zgadza?
12 stycznia 2015, 16:53
Nie potwierdzam wyrywkowości tak jak i manipulacji. Wybacz ale niezbyt rozumiem pytanie. Z czym się nie zgadzam w jakiej kwestii?
12 stycznia 2015, 17:02
Potwierdza Pan brak elementu pt. ofiary systemu komunistycznego w artykule dotyczącym prominentnego polityka owego systemu, ergo potwierdza Pan wyrywkowość artykułu. No właśnie nie wiem z czym się Pan nie zgadza - i prosze mi wierzyć, że nie staram się zrobić Pana w balona.
12 stycznia 2015, 17:22
Potwierdzam brak tego elementu, ale nie uważam że klasyfikuje to artykuł od razu jako jako manipulacja. Artykuł nie porusza wielu kwestii oprócz tej, która według Ciebie jest istotna. Czy to czyni go wyrywkowym? Ja tak nie uważam.
12 stycznia 2015, 18:30
Artykuł nie porusza wielu kwestii - owszem, ale akurat ta dla kontekstu stawiania kogoś za wzór do naśladowania jest dość istotna. Brak istotnych dla kontekstu elementów jest samo przez się manipulacją, nie wyrokowując oczywiście o jej celowości. Prosze mi pozwolić przypomnieć, że korzeniem wątku jest niepoprawność założenia odnoszenia się wyłącznie do eksplicite umieszczonej treści, a brak wspomnienia o ofiarach komunizmu stanowił jedynie konkretny przykład zaprzeczający zasadności założenia. Nieprzypadkowo w USA świadek przysięga mówić 'prawdę, całą prawdę i tylko prawdę'. Niekompletna prawda to najlepszy możliwy fałsz i to niekompletna prawda, a nie kłamstwo jest obecnie najskuteczniejszym narzędziem manipulacji. Pan zdaje się chyba zanadto odniósł moje supozycje natury ogólnej konkretnie do Deonu, czy/i twórczości Pana Żyłki. Przepraszam, jeśli wprowadziłem w błąd.
S
senior
12 stycznia 2015, 18:56
To jest artykuł na portalu, a nie książka, więc  musi sprawy traktować wyrywkowo.
12 stycznia 2015, 19:23
W kwestii formalnej może, a nie musi. W kwestii merytorycznej - dopiero co wyjaśniłem, że zaniedbanie informacji jest przykładem na bezzasadność odnoszenia się wyłącznie do tego, co ktoś napisał. Odkrycie prawdy o zagadnieniu może wymagać sięgania poza to, co jakiś konkretny ktoś o zagadnieniu napisał.
12 stycznia 2015, 19:47
Momencik, trzymajmy się konkretów...wyraźnie napisałeś co uważasz za manipulację: "(...) głównym sposobem manipulacji nie jest otwarte szerzenie nieprawdy, a sterowanie uwagą poprzez wybór elementów eksponowanych i zamilczanych." Po czym podałeś jej przykład: "W konkretnym przykładzie artykułu Pana Żyłki jest to np.zamilczanie faktu istnienia ofiar systemu komunistycznego, któremu Oleksy służył." Także bez odwracania kota ogonem proszę. Coraz częściej występuje tutaj zjawisko kompletnego nie odnoszenia się do tego, co ktoś faktycznie napisał tylko pozostawanie w obszarze swoich bajań. Co nie znaczy, że nie powinno się sięgać poza to, co ktoś napisał. Tego dotyczyła moja wypowiedź w kierunku ~Doświadczonego.
12 stycznia 2015, 20:17
Po to przytaczam konkretny fragment wypowiedzi, żeby było czytelne, że do niego się odnoszę. To Pan pominął ów detal jako małoistotny odnosząc moją wypowiedź przede wszystkim do szczegółów artykułu, a cytat traktując jedynie jako pretekst. Nie odwracam kota ogonem, tylko wyjaśniam, że najwyraźniej inne znaczenie przypisywaliśmy pewnym stwierdzeniom. Dokładnie z tym polemizuję, że to co Pan uważa za jakieś manipulowanie, albo bajanie, może być istotnym elementem dochodzenia do prawdy o zagadnieniu, wbrew temu co Pan napisał, iż jedynie odnoszenie się do explicite wyrażonej treści przez jakiegoś reportera jest w procesie dochodzenia do prawdy o omawianym zagadnieniu istotne. No bo o co chodzi - o rozpoznanie prawdy o jakimś zagadnieniu, czy o coś innego?
W
Wandal
12 stycznia 2015, 09:52
Ja mówię o Panu Oleksym św pamieci, ale tez chciałem powiedzieć jako obywatel prawie każdemu z głównych polityków, i tym bardziej medialnym biskupom, z ostatnich 25 lat: za to co razem zrobiliście z Polską przez ten czas - jakikolwiek pomnik sobie wystawicie, dla mnie to będzie strach na wróble...
W
WDR
12 stycznia 2015, 09:26
Najlepszy smaczek z wywiadu, charakteryzujący się zarówno szczerością jak i życiową mądrością, a więc cechami, których mamy się uczyć, to ten: "Chcę katolickiego pogrzebu, bo wszystkie komuchy taki miały" Trzeba pewnej umiejętności, aby w jednym zdaniu zawrzeć chyba kilka spostrzeżeń na temat otaczającej nas rzeczywistości.
N
non
12 stycznia 2015, 08:28
Na deonie jak występuje Żyłka to zaraz zapala sie czerwona lampka ? Bo zwykle manipuluje.  Tym razem wyważa po pierwsze otwarte drzwi bo .... juz tyle na ten temat powiedziano w TV i tyle napisano. W tym polityków PiS i innych prawicowych. Każde dobro jakie wykonal będzie przecież mu zapamietane i docenione. Po drugie - Żyłka pisze na każy temat - a w prawie żadnym nie jest znawcą - pisze tak jak deonowi szefowie lubią. Właściwie to nie wiadomo na czym ten Żyłka naprawdę sie zna. Bo nawet chociaz często manipuluje to jest to szyte tak grubymi nićmi że - raczej nikt sie nie nabierze. A więc i w tym nie jest najlepszy.  No i po trzecie - jak ktoś będzie naprawdę chciał dowiedzieć się co powiedzieli biskupi i inne osoby - to i tak musi poszukać źródłowych informacji - bo zawsze Żyłkę może kusić manipulacja. Po czwarte - cóz wobec tego mogą znaczyc dywagacje i oceny Żyłki? A poza tym - czy śp. Oleksy potrzebuje obrony Żyłki - chyba broni się sam swoim zyciem. Życiowa mądrość u Żyłki - czemu i komu słuzy ten dziennikarz deonowy?
12 stycznia 2015, 10:02
Czerwona lampka to mi się zapala jak czytam ten wylewający się na Żyłkę hejt. Bez względu na to o czym i jak napisze najczęściej zostaje zmieszany z błotem przez "prawdziwych katolików".
12 stycznia 2015, 12:58
Czym Józef Oleksy zasłużył sobie na życzliwe tony, w odróżnieniu od "prawdziwych katolików", którzy na tony przynajmniej zrozumienia nie zasługują? Skąd ten syndrom sztokholmski?
12 stycznia 2015, 14:03
Przecież dobrze już wiesz Piotrze, że należę do tych naiwnych "otwartersów" (według Ciebie), którzy twierdzą, że każdy zasługuje na tony zrozumienia.
12 stycznia 2015, 14:13
Nie zauważyłem, aby KO zlikwidował już kategorię Faryzeizmu, tylko wciąż nią wali w "prawdziwych katolików", więc z tym zrozumieniem dla wszystkich coś się Pan mija z organoleptycznie postrzeganą rzeczywistością. Również i tutaj ochoczo Pan osobiście podejmuje retorykę mówienia o hejcie co bez starannego odróżniania hejtu od krytyki skutkuje kwalifikacją krytyki do hejtu i nie ma w Pana wypowiedziach tonów zrozumienia dla 'hejtu', tylko jest on używany jako stygmatyzator.
12 stycznia 2015, 16:01
Staranne odróżnienie hejtu od krytyki nastąpiło już na tym portalu i nie tylko wielokrotnie, więc po co po raz kolejny miałbym to rozróżniać? Większość wie o co chodzi chyba. (...) nie ma w Pana wypowiedziach tonów zrozumienia dla 'hejtu', tylko jest on używany jako stygmatyzator. Dla hejtu owszem nie ma zrozumienia tak jak i dla każdej niesprawiedliwości, nienawiści, grzechu, itd. Dla osoby, która hejtuje jak najbardziej jest. Tak samo jak i dla Oleksego, który jak każdy z nas zostanie ze wszystkiego sprawiedliwie rozliczony, nie bój się. Ale nie mi oceniać, czy zostanie zbawiony czy nie. Tak więc powyższy komentarz po raz kolejny pokazuje, że KO jaki krytykujesz nie jest "organoleptycznie postrzeganą rzeczywistością" tylko Twoją wizją.
12 stycznia 2015, 16:26
To Pan wyczerpuje dziedzinę zjawiska p.t. KO? Czy Pan sobie tego życzy, czy nie, to rozmaici zwolennicy KO dokonują rozmaitych aktów pogardy wobec np. "prawdziwych katolików", co jest organoleptycznie obserwowaną rzeczywistością, a nie wymysłem. Eg. ks. Sowa drwiący z "sekty Smoleńskiej". Z faktu, że Pan sobie na coś nie pozwala nie wynika, że żaden ze zwolenników/"członków" KO sobie na to nie pozwala. Co do hejtu to nieprawdą jest, że "hejt jaki jest każdy widzi". Szczególnie na Deonie, gdzie normą jest operowanie mętnymi uogólnieniami i ekstrapolacjami.
12 stycznia 2015, 18:01
Moja osoba nie wyczerpuje żadnego zjawiska. Tak samo nie wyczerpuje go też ks. Sowa czy jakikolwiek inny ksiądz. To, że ktoś sobie na coś "pozwala" nie znaczy, że tak wyglądają wszyscy (czy nawet większość) zwolennicy/członkowie. Masowo natomiast można trafić na ludzi, którzy zostali tak sponiewierani przez osoby opisujące siebie jako "prawdziwi katolicy", że nie pozbierali się przez wiele lat. Nagminne jest wsadzanie każdego, kto myśli inaczej niż ja, ma inne problemy, kłopoty w wierze, zmagania, inną ścieżkę wiary do jednego wora i odsuwanie na margines. Nie ważne w jakiej są sytuacji życiowej, czy żałują czy nie, czy chcą się zmienić, czy nie. Na wszelki wypadek stosuje się też PŚ w formie słownej pałki i sprawa jest załatwiona. Owszem to nie jest jeszcze hejt tylko głupota. Ale moim zdaniem wystarczyłoby zrobić kiedyś prosty test, czyli umieścić artykuł Żyłki podpisany jako nie wiem Michał Kwiatkowski. Szybko by wyszły różnice pomiędzy hejtem, a rzeczową krytyką.
12 stycznia 2015, 18:43
> Masowo natomiast można trafić na ludzi, którzy zostali tak sponiewierani przez osoby opisujące siebie jako "prawdziwi katolicy", że nie pozbierali się przez wiele lat. Pan żartuje, prawda? I z tą masowością i z tym, że to akurat "prawdziwi katolicy" i z tym, że na wiele lat. Z Pańskich wypowiedzi wynika, że KO jest generalnie fajny i dobry i tylko jakiś zaniedbywalny margines coś czasem palnie, natomiast "prawdziwi katolicy" to żelazny wilk. Z moich obserwacji nie jest odwrotnie, ale jest przynajmniej symetrycznie: w obu przypadkach działa krzywa Gaussa i podobne odsetki dotyczą zapiekłych hejterów, środka, jak i ekstremów pozytywnych. Przy tak nonszalanckim rzucaniu ekstremami (masowo), jak w przytoczonym cytacie trudno nam będzie się rzetelnie dyskutowało.
S
senior
12 stycznia 2015, 19:01
Drogi "non". Czy nie cierpisz  notorycznie na  ciężka alergię na redaktora Piotra? W czasach współczesnych alergię można skuteznie leczyć. Cyba, że jest to alergia złożona z zaburzeniami  rozumienia czytanego tekstu.
12 stycznia 2015, 19:34
Może źle się wyraziłem z tym "można trafić". Zastąpiłbym to po prostu na "trafiałem i trafiam" (ja osobiście) i z tego co słyszę od znajomych, prowadzących rekolekcje, wieloletnich duszpasterzy, przyjaciół, ludzi przypadkowo spotykanych. No cóż...może to takie wyjątkowe środowisko, w którym jestem, nie wiem. Ale obserwowanie świata wirtualnego i zaglądanie w większe ilości środowisk nasuwa mi podobne wnioski. Niepozbieranie się przez wiele lat, nie koniecznie musi być jakąś tragiczną traumą wynikającą z czegoś, co od razu się nasuwa (molestowanie, choroba, czy co tam jeszcze). Wystarczy, że jest to zwykłe olanie Kościoła i relacji z Jezusem na lata. Z jakiego powodu? Chociażby takiego, że "prawdziwy katolik" nie umiał pokazać młodej osobie po co mu to, do czego. Życie wieczne i zbawienie? Żaden argument dla większości np. w liceum. Pozostaje straszenie wszystkim co jest na około, ale co go to obchodzi. To nie są aktualnie zjawiska masowe? Nie wiem czy mamy na myśli tych samych "prawdziwych katolików". Ja mówię tutaj ogólnie o ludziach, których chociażby św. Paweł opisuje jako okazujących "pozór pobożności". Zaryzykowałbym stwierdzenie, że takich jest zdecydowana większość aktualnie w KK, więc nie zgodzę się z tym, że jest symetrycznie.
12 stycznia 2015, 20:34
Jak dla mnie otwiera Pan tym wpisem mnóstwo interesujących, że ośmielę sie powiedzieć kluczowych, zagadnień. Problem polega na tym, że każde z nich wymaga osobnej 'monografii', bo problem polega dokładnie na tym, że upraszczanie ich prowadzi do nieuzasadnionych wniosków, które zsyntetyzowane prowadzą do nieuzasadnionych stanowisk. Zacznijmy więc od fragmentu. Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że "pozór pobożności" to domena nie-KO? Dlaczegóż to rzekomo KO ma być właśnie pobożnością (właściwą na dodatek)?
T
tnbm
12 stycznia 2015, 08:14
Fala hejtu za 3... 2... 1...
E
Egri
12 stycznia 2015, 09:02
hejtem w hejt?
D
Doświadczony
12 stycznia 2015, 11:09
Tak, najlepiej napisać jakieś świństwo i od razu zwymyślać przyszłych komentujących od nienawistników. To niesłychanie "poprawia" klimat dyskusji.
12 stycznia 2015, 11:28
Można prosić o cytat (najlepiej w formie kopiuj, wklej) tego napisanego świństwa i zwymyślania przyszłych komentujących od nienawistników??
T
tnbm
12 stycznia 2015, 11:31
Nie rozumiem, skąd te ataki. Wystarczy przejrzeć komentarze pod dowolnymi trzema artykułami Żyłki żeby dojść do wniosku, że hejt prędzej czy później się pojawi. A ja nie zrobiłem nic poza stwierdzeniem faktu -- "świństwo" to chyba jednak za mocne słowo? Paręnaście minut po moim komentarzu moje słowa potwierdził non, potwierdzone one zostaną jeszcze kilkadziesiąt (kilkaset?) razy zapewne, więc nie rozumiem doprawdy, skąd ta spina. Boli Cię opisywanie rzeczywistości?
D
Doświadczony
12 stycznia 2015, 11:55
Argument o "hejtach" jest teraz bardzo modny. Powyższy wpis stosuje go zaporowo. Owsiak za jego pomocą skutecznie uniemożliwia dyskusję na finansów "Orkiestry", zarobków swoich, swojej żony itd., choć rozliczanie "organizacji charytatywnych" jest standardem w cywilizowanym świecie, a nie przywilejem. Z drugiej strony jego ataki na krytyków są poniżej wszelkiego poziomu.
T
tnbm
12 stycznia 2015, 12:05
Ale ja za niczym nie argumentuję! Tylko napisałem, że hejt będzie. Nie opiniuję, choć starasz mi się to przypisać :) Natomiast sam nie wiem, co gorsze/lepsze -- hejt czy majaki jana777 czy jak mu tam. Ale tu się raczej nie uaktywni, bo mało aktrakcyjna dla niego tematyka.
T
tnbm
12 stycznia 2015, 12:10
Ale tak, ogólnie masz rację. Hejtem często nazywa się coś, co hejtem nie jest.
12 stycznia 2015, 12:23
Bardzo modne jest teraz latanie po skrajnościach, które są wymysłem autora tego wymysłu i nie mają żadnej podstawy w tym co ktoś powiedział i napisał. Jak dla mnie to nie był żaden argument tylko prosty fakt. Wystarczy poczekać.

Skomentuj artykuł

Możemy się uczyć od Oleksego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.