Pigułka "dzień po" - trutka na lemingi?

Pigułka "dzień po" - trutka na lemingi?
(fot. shutterstock.com)

Mimo, że za oknami pogoda prawie wiosenna, w mediach mamy kolejną burzę. Wywołała ją informacja, że Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję, że Polska rezygnuje (chociaż nie musi) z wymagania, by tzw. tabletka "dzień po" była dostępna jedynie na receptę. Wywołało to różne komentarze, a wśród nich i taki (pisownia oryginalna): "Trutkę na lemingi podobno bez recepty wprowadzili. I jeszcze nazywa się toto tabletka dla PO czy jakoś tak".

Pomijając polityczny przytyk i niewątpliwą złośliwość powyższego stwierdzenia, trzeba przyznać, że autor tych zdań uchwycił dobrze jeden z głównych problemów związanych z "uwolnieniem" sprzedaży tego medykamentu. Według mnie jest nim nie tylko i nie tyle możliwe działanie wczesnoporonne, co szkodliwość dla stosujących je kobiet i fakt, że tabletki te nie są dostatecznie przebadane, jeśli chodzi o skutki uboczne. Zastosowane w stresie i bez głębszej refleksji (a nie ukrywajmy, właśnie w takich chwilach się je stosuje) mogą mieć fatalny wpływ na zdrowie.

Lektura ulotki leku (dostępna tutaj) jest bardzo pouczająca. Dzięki niej możemy się dowiedzieć, że:

  • Skuteczność antykoncepcyjna tego środka waha się między 95 a 84 %, czyli jest niższa niż klasycznej antykoncepcji.
  • Obniżyć ją może stosowanie określonych leków a nawet popicie jej herbatką z dziurawca.
  • Obniżyć skuteczność może także otyłość, czyli tabletka ta nie jest rozwiązaniem dla pań o BMI powyżej 30. Ciekawe, że w anglojęzycznych ulotkach jest to często pisane drobnym drukiem.
  • Pigułki nie powinny stosować osoby leczące się na astmę, choroby wątroby i uczulone m.in. na laktozę, galaktozę oraz z zaburzeniam wchłaniania galaktozy-glukozy.
  • W przypadku, gdy karmi się piersią, należy po przyjęciu tabletki zaprzestać karmienia w ten sposób na 36 godzin.
  • Nie powinno się przekraczać jednej dawki w cyklu miesięcznym (powtarzane jest to jak mantra we wszystkich ulotkach).
  • Po przyjęciu tabletki nie powinno się prowadzić samochodu ani maszyn mechanicznych, ponieważ mogą wystąpić takie objawy, jak: zawroty głowy, nieostrość widzenia, senność, zaburzenia uwagi.

Intrygująca jest też wysoka częstotliwość występowania w ulotce informacji: "brak wystarczających danych", "brak badań". Aż zaczęłam się zastanawiać, czemu dopuszczono lek do sprzedaży, skoro "brak danych".

Lek ten wywołuje następujące skutki niepożądane:

  • mdłości, a jeśli do 2 godzin po przyjęciu pigułki nastąpią wymioty, jest duże prawdopodobieństwo, że ona nie zadziała. Dodajmy, że wymioty też mogą być skutkiem niepożądanym przyjęcia pigułki "dzień po" (żadnej herbatki, pamiętajcie!).
  • ból podbrzusza
  • ból głowy
  • nadwrażliwość piersi na dotyk
  • rozkojarzenie
  • zmiany w długość cyklu oraz jego przebiegu (dodatkowe krawienia, obfitsze lub bardziej skąpe krwawienia itd.)
  •  

Co najmniej kilka z tych objawów jest także objawami początku ciąży, stąd pewnie na forach dla kobiet sporo nerwowych (delikatnie mówiąc) wpisów w stylu: "Musiałam wziąć tabletkę "dzień po", powiedzcie mi, że nie jestem w ciąży!".

Co więcej, nawet jeśli tych objawów nie ma, to nie znaczy, że te obawy nie są słuszne - mogło dojść do powstania ciąży pozamacicznej, bo zarodek zagnieździł się tam, gdzie miał do tego warunki, czyli w jajowodzie, a nie w macicy, w której wyściółka była sztucznie zmniejszona przez działanie pigułki "dzień po".

Tym jednak, co najmocniej mniej uderzyło podczas lektury, było następujące stwierdzenie:

"Dzieci i młodzież: Badania kliniczne produktu ellaOne objęły ograniczoną liczbę kobiet w wieku poniżej 18 lat".

Tłumacząc na nasze: "Nie wiemy, jakie wpływ na zdrowie dzieci i młodzieży ma stosowanie tej pigułki. Może się skończyć bezobjawowo, a może zatorem i trwałym kalectwem, może bezpłodnością, może rakiem".

Oczywiście nie przeszkadza to naszym prawodawcom dawać pełnego dostępu tej grupie wiekowej do tej tabletki, a państwu z organizacji "Ponton" promować jej jako metody na uniknięcie ciąży. Producent zapewnił sobie na wszelki wypadek prawny argument ("Przecież jest informacja w ulotce, że nie wiemy…") a pozostali chyba nie doczytali albo nie mieli ochoty zastanowić się nad treścią przekazu.

Producent nie wie też - brak badań - jaki wpływ na zdrowie prokreacyjne ma stosowanie pigułki "dzień po". Tak napisał w ulotce a dla czytelnika to informacja, że oficjalnie nie wiadomo, czy stosujące ją kobiety nie będą za kilka-kilkanaście lat klientkami klinik in vitro. I czy z tych klinik wyjdą z własnymi dziećmi. I tylko gdzieś w oddali majaczy irytacja na tle pytania: dlaczego muszę się dokładać ze swoich podatków (w końcu IVF jest refundowane) do czyjejś bezmyślności? Co prawda miło pomyśleć, że skoro z uporem mieszkam w Krakowie, gdzie oddycham rakotwórczym powietrzem, to na moje leczenie zrzuci się cała Polska. Mimo to, nie mam ochoty na to, aby rosła mi konkurencja w postaci kolejnej grupy domagającej się dopłat z budżetu do skutków własnej bezmyślności.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Pigułka "dzień po" - trutka na lemingi?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.