W poniedziałek debata o lekcjach historii

(fot. Mr Cup / Fabien Barral / Unsplash)
PAP / drr

O planowanych zmianach w nauczaniu historii będą debatowali uczestnicy poniedziałkowego spotkania w Pałacu Prezydenckim. Bronisław Komorowski ma ogłosić swój autorski pomysł w tej sprawie - zapowiada w rozmowie z PAP doradca prezydenta, historyk prof. Tomasz Nałęcz.

Dyskusja w Pałacu Prezydenckim odbędzie się podczas spotkania "Historia w szkole i w życiu", organizowanego w ramach Forum Debaty Publicznej.

Jak powiedział Nałęcz, prezydentowi - historykowi z wykształcenia i zamiłowania - szczególnie zależy na tej debacie oraz doprowadzeniu do zbliżenia stanowisk zwolenników i przeciwników reformy. - Nie zapraszamy do tej debaty żadnych partyjnych polemistów, bo chcemy merytorycznej debaty, a nie partyjnego sporu. Zależy nam na zbudowaniu pewnej optymalnej formuły, w jakiej będzie można uczyć historii - podkreślił.

Zdaniem Nałęcza prezydent jest zwolennikiem planowanej reformy. Zastrzegł jednak, że głowa państwa podziela też niektóre opinie, zgodnie z którymi należy zmodyfikować pewne elementy reformy.- Myślę, że każdy, kto ma do czynienia z poziomem stanu wiedzy absolwentów dzisiejszej szkoły, załamuje ręce, w związku z czym trzeba to zmienić, ta reforma chce to zmienić - mówił doradca prezydenta. - Efektem debaty może być konstruktywny, nowy pomysł na jej realizację, który będzie satysfakcjonował może nie wszystkich jej przeciwników, ale być może będzie to pierwszy krok do porozumienia obu stron.

Jak zaznaczył, prezydent, który debatę rozpocznie i podsumuje, "zgłosi pewien swój autorski projekt, poinformuje o pewnym działaniu, jakie podejmuje w tym zakresie". Nie chciał jednak zdradzić, o jaki pomysł chodzi.

Debatę będzie prowadził prezydencki minister Maciej Klimczak. Merytorycznego wprowadzenia dokonają współautorzy nowej podstawy programowej z historii: prof. Jolanta Choińska-Mika oraz Aleksander Pawlicki - nauczyciel w I Społecznym LO "Bednarska". Następnie głos zabiorą krytycy reformy - prof. Andrzej Nowak i prof. Wojciech Roszkowski. Zaplanowano także wystąpienie minister edukacji Krystyny Szumilas.

W wydanym oświadczeniu minister zaznaczyła, że wysuniętą przez prezydenta inicjatywę zorganizowania debaty na temat zmian w nauczaniu historii, przyjęła z satysfakcją. - Wiedza historyczna jest niezbędna dla każdego Polaka. Ale dotychczasowy system jej nauczania, oparty na encyklopedycznej wiedzy dotyczącej dat, osób i wydarzeń, powodował odwracanie się młodzieży od tego przedmiotu. Skutkiem tego jest coraz mniejsza wiedza i wrażliwość historyczna wśród absolwentów szkół, szczególnie w zakresie historii najnowszej - uważa Szumilas.

Według niej młodzi ludzie opuszczający obecnie szkołę, nie widzą związku między wydarzeniami historycznymi, a otaczającą ich rzeczywistością, co powoduje zatracenie umiejętności czerpania z doświadczeń poprzedzających nas pokoleń, rozumienia ich wartości i działań. - Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało nową podstawę programową, w której kładzie się szczególny nacisk na dyskusję i dialog z młodzieżą, na kształtowanie umiejętności korzystania z naszego dziedzictwa - podkreśliła.

Poniedziałkowe spotkanie będzie transmitowane na internetowej stronie prezydenta.

W związku z reformą szkolnictwa od 1 września 2012 r. uczniów szkół ponadgimnazjalnych obowiązywać będzie nowa podstawa programowa. W podstawie zapisano, że w II klasach uczniowie będą wybierać, jakich przedmiotów będą się uczyć w rozszerzonym zakresie, a co za tym idzie, jakie będą mieli przedmioty uzupełniające.

Zdaniem przeciwników reformy nowa podstawa programowa ograniczy m.in. nauczanie historii. Przeciwko reformie protestują m.in. PiS i Solidarna Polska; organizowane są też protesty głodowe. Zwolennicy zmian przekonują, że w sumie w cyklu nauki w liceum liczba godzin historii nie zmniejszy się.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

W poniedziałek debata o lekcjach historii
Komentarze (2)
O
obserwator
15 kwietnia 2012, 16:47
Zawsze, gdy słyszę o tej "historycznej" awanturze rodzi się we mnie pytanie: A gdzie to całe towarzystwo było, gdy przygotowywano reformę? Spało? Poza tym jakoś nikt nie zauważył tego faktu, że dotąd nauczanie historii przesycone było w istocie encyklopedyzmem. Więc co w istocie z niego wynikało - lepsze rozumienie rzeczywistości? Nauczanie historii, odkąd sięgam pamiecią, było źle prowadzone, programy przeładowane a podręczniki "beznadziejne". A poza tym: Jak sobie państwo wyobrażają reformę? Zwiększenie ilości godzin z historii kosztem czego? Może takich przedmiotów jak fizyka czy chemia, które obecna reforma i tak dożyna? A gospodarce brak inżynierów i praca dla tego typu specjalistów się znajdzie, zaś humianistów "jest ci u nas dostatek". Część zatem z nich idzie w politykę, zwłaszcza ulubioną dziedzinę historyków.
H
helenka_1964
15 kwietnia 2012, 11:59
naród który nie zna swojej historii-umiera.może prezydent ,który jest historykiem to zrozumie,może.