"Klub bogatych przyjaciół Sarkozy'ego"

(fot. EPA/HORACIO VILLALOBOS)
PAP / apd

Trwająca we Francji afera Bettencourt rzuca nowe światło na kłopotliwe powiązania otoczenia prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego z biznesmenami - zauważa w piątek dziennik "Le Monde". Gazeta pisze o tzw. Pierwszym Kręgu - grupie przedsiębiorców od lat wspierających francuską centroprawicę.

Od miesiąca przez Francję przetacza się najgłośniejszy za prezydentury Sarkozy'ego skandal polityczno-finansowy - zwany aferą Bettencourt lub Woerth/Bettencourt. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie oskarżeń prominentnych polityków centroprawicy - samego prezydenta i ministra pracy Erica Woertha - o korupcyjne powiązania z Liliane Bettencourt, najbogatszą Francuzką, dziedziczką koncernu L'Oreal.

"Le Monde" zwraca uwagę, że przy okazji tej afery wychodzą na jaw inne bliskie związki otoczenia szefa państwa z biznesem. Mowa zwłaszcza o tzw. Pierwszym Kręgu - czyli klubie liczącym 400-500 biznesmenów, należących do najbardziej hojnych "dobroczyńców" rządzącej, prezydenckiej Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP).

Gazeta podaje, że Pierwszy Krąg powstał w 2004 roku z inicjatywy Sarkozy'ego, ówczesnego szefa UMP, a jego twórcą był nie kto inny jak Eric Woerth, pełniący wtedy funkcję skarbnika UMP. Wzorem dla tego klubu bogatych sympatyków centroprawicy miały być podobne amerykańskie fundacje, wspierające polityków w USA.

Warunkiem przyjęcia do Pierwszego Kręgu - dodaje gazeta - było wpłacanie na konto UMP co najmniej 3 tysięcy euro rocznie. Maksymalną dopuszczalną kwotą, na którą zezwala w tym wypadku francuskie prawo jest 7,5 tys. euro rocznie. Członkowie elitarnego klubu spotykali się regularnie z działaczami UMP w luksusowym hotelu Bristol w Paryżu - tuż obok siedziby prezydenckiego Pałacu Elizejskiego.

Jak podkreśla gazeta, sam fakt istnienia Pierwszego Kręgu jest zgodny z prawem, a jego członkom nie udowodniono, że wpłacali do partyjnej kasy wyższe od dopuszczalnych kwoty. Jednak po wybuchu afery Bettencourt i oskarżeniach korupcyjnych pod adresem polityków UMP, muszą oni tłumaczyć się ze wszystkich spotkań z kołami biznesu.

"Ta dyskretna sieć (biznesmenów) (...) stała się już symbolem ścisłych relacji łączących szefa państwa ze światem pieniądza" - dodaje "Le Monde".

Według gazety, już od dawna Francuzom nie podobało się upodobanie prezydenta do lukususu, którego przykładem było fetowanie przez niego zwycięstwa wyborczego w 2007 roku w jednej z najdroższych paryskich restauracji przy Polach Elizejskich "Le Fouquet's". Teraz, po ujawnieniu nowych bliskich więzi z bogaczami, "mur pieniądza, który wyrósł między Sarkozym a Francuzami jeszcze się umacnia" - twierdzi "Le Monde".

Francuskie organy śledcze prowadzą dochodzenie w sprawie podejrzeń obecnego szefa państwa o to, że otrzymał w 2007 roku - za pośrednictwem obecnego ministra pracy Erica Woertha - nielegalne środki na prezydencką kampanię wyborczą w kwocie 150 tys. euro. Oskarżenia te wysunęła była księgowa Liliane Bettencourt, Claire Thibout. Sarkozy nazwał te oskarżenia "hańbą" i "kalumniami". Zaprzeczył też, jakoby był - jak mu zarzucano - bywalcem prywatnych kolacji u państwa Bettencourt, podczas których miał otrzymywać koperty z pieniędzmi. Także Woerth odrzuca stanowczo oskarżenia o udział w tej aferze.

Afera Bettencourt przyczyniła się do generalnej degradacji wizerunku francuskich polityków. Według sondażu ośrodka Viavoice dla dziennika "Liberation" z początku lipca, 64 proc. Francuzów uważa, że przywódcy polityczni są skorumpowani.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Klub bogatych przyjaciół Sarkozy'ego"
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.