Opinia publiczna mniej radykalna niż politycy

(fot. PAP/EPA/ABIR SULTAN)
PAP/ ad

Prawicowi wyborcy są gotowi poprzeć powstanie państwa palestyńskiego, w przeciwieństwie do przywódców partii, na które będą głosować w styczniowych wyborach - pisze w poniedziałek dziennik "Haarec", powołując się na grudniowe sondaże izraelskiej opinii publicznej.

Respondenci mieli odpowiedzieć, jak zagłosowaliby w referendum na temat porozumienia pokojowego z Palestyńczykami. Warunki takiego porozumienia to dwa państwa: Izrael dla Żydów i Palestyna, obejmująca część Zachodniego Brzegu i Strefę Gazy dla Palestyńczyków. Palestyna miałaby być zdemilitaryzowana, a palestyńscy uchodźcy mogliby wrócić jedynie do państwa palestyńskiego, a nie na terytoria, na których w 1948 r. powstał Izrael.

Granice byłyby oparte na tzw. zielonej linii z 1967 roku, ale Izrael zachowałby główne osiedla zbudowane na Zachodnim Brzegu. W zamian wymieniłby się ziemią z Palestyńczykami. Jerozolima byłaby podzielona na część izraelską i palestyńską, a stare miasto, gdzie znajdują się główne miejsca kultu chrześcijan, żydów i muzułmanów, znalazłoby się pod wspólną kontrolą.

Większość zwolenników rządzącego prawicowego Likudu i ultranacjonalistycznej partii Nasz Dom Izrael oraz wschodzącej partii religijnego syjonizmu Żydowski Dom poparłaby takie rozwiązanie - za opowiedziało się 57 proc. respondentów, przeciwko 25 proc. - według wyników ankiety zleconej przez Centrum na rzecz Pokoju na Bliskim Wschodzie. Centrum należy do amerykańskiego biznesmena S. Daniela Abrahama, uważanego za bliskiego przyjaciela amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton, izraelskiego prezydenta Szymona Peresa i byłego izraelskiego premiera Ehuda Olmerta.

Centrum zleciło przeprowadzenie takiego samego badania dwóm instytucjom: Instytutowi Dahaf i firmie sondażowej Rafi Smith. Ich wynik różniły się o kilka procent.

Obie ankiety zostały przeprowadzone na początku grudnia na grupie 500 (Dahaf) i 600 (Smith) dorosłych osób, reprezentujących przekrój społeczny Izraela. W obu badaniu wzięli udział Żydzi i Palestyńczycy z izraelskim obywatelstwem.

Jeśli chodzi o całą izraelską opinię publiczną, to za porozumieniem opowiedziało się 67 proc. ankietowanych, a przeciwko 21 procent.

Naftali Bennett, szef Żydowskiego Domu, prawicowej partii, która w ostatnich sondażach cieszy się rosnącym poparciem, mówił w weekendowym wywiadzie dla dziennika "Haarec", że jego zdaniem rozwiązanie dwu-państwowe jest martwe, a większość terytoriów, na których miałoby powstać palestyńskie państwo, Izrael powinien stopniowo anektować. "W końcu liczba osadników sięgnie miliona i wtedy nie będzie jednej osoby w kraju, która by nie pojmowała, że to jest rzeczywistość" - mówił Bennett w rozmowie z dziennikarzem gazety.

Rządząca partia Likud natomiast uznaje Jerozolimę za "odwieczną, niepodzielną stolicę Izraela" i nie chce słyszeć o dzieleniu się miastem z Palestyńczykami.

Społeczność międzynarodowa nigdy nie uznała izraelskiej aneksji Jerozolimy Wschodniej w 1967 roku i na znak protestu większość krajów ma swoje ambasady w Tel Awiwie. Jednak izraelski parlament, Kneset, ma swoją siedzibę w Jerozolimie, a Izrael nie zważając na protesty społeczności międzynarodowej ma też rządowe instytucje w palestyńskiej części miasta - Jerozolimie Wschodniej.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Opinia publiczna mniej radykalna niż politycy
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.