Logo źródła: MANDO Jan Świtała
Kiedy po raz pierwszy widziałem, jak umiera dziecko, byłem na psychotropach, a i tak pamiętam krzyk matki – że aż wibrowały ściany szpitala. Kiedy po raz drugi zobaczyłem martwe dziecko, obok mnie stała kobieta, która przede wszystkim poczuła ulgę. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze dziecko zginęło w tragicznym wypadku, drugie zaś, prawie pełnoletnie, ważyło raptem dwadzieścia kilo i umierało latami – pisze Jan „Yanek” Świtała w książce "Pędzę do Ciebie na sygnale. Polska przez szybę karetki", której fragment publikujemy.
Kiedy po raz pierwszy widziałem, jak umiera dziecko, byłem na psychotropach, a i tak pamiętam krzyk matki – że aż wibrowały ściany szpitala. Kiedy po raz drugi zobaczyłem martwe dziecko, obok mnie stała kobieta, która przede wszystkim poczuła ulgę. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze dziecko zginęło w tragicznym wypadku, drugie zaś, prawie pełnoletnie, ważyło raptem dwadzieścia kilo i umierało latami – pisze Jan „Yanek” Świtała w książce "Pędzę do Ciebie na sygnale. Polska przez szybę karetki", której fragment publikujemy.
Logo źródła: MANDO Jan Świtała
W zawodowym życiu medyków jest tyle interwencji, że ciężko spamiętać je wszystkie. Są jednak takie, które zostają w głowie do końca życia. Jeden z takich przypadków opisał Jan „Yanek” Świtała, najsłynniejszy polski ratownik medyczny, który zabiera czytelnika w środek cyklonu, czyli do swojej pracy. Publikujemy fragment książki „Pędzę do Ciebie na sygnale. Polska przez szybę karetki”.
W zawodowym życiu medyków jest tyle interwencji, że ciężko spamiętać je wszystkie. Są jednak takie, które zostają w głowie do końca życia. Jeden z takich przypadków opisał Jan „Yanek” Świtała, najsłynniejszy polski ratownik medyczny, który zabiera czytelnika w środek cyklonu, czyli do swojej pracy. Publikujemy fragment książki „Pędzę do Ciebie na sygnale. Polska przez szybę karetki”.