Z Poznania w tym sezonie jeździ tu wakacyjny pociąg o uroczej nazwie „Bana na lofry”. Lofry to po poznańsku włóczenie się, wakacyjne wałęsanie i gdy widzę na rozkładzie tę nietypową jak na PKP nazwę, trudno mi się nie zaśmiać – to świetne podsumowanie tego, co czeka na człowieka szukającego letniego luzu i wytchnienia na Wolinie. Oficjalnie - największej polskiej wyspie.
Z Poznania w tym sezonie jeździ tu wakacyjny pociąg o uroczej nazwie „Bana na lofry”. Lofry to po poznańsku włóczenie się, wakacyjne wałęsanie i gdy widzę na rozkładzie tę nietypową jak na PKP nazwę, trudno mi się nie zaśmiać – to świetne podsumowanie tego, co czeka na człowieka szukającego letniego luzu i wytchnienia na Wolinie. Oficjalnie - największej polskiej wyspie.
PAP/mł
- Na początku jest duży strach i ból, a kiedy człowiek się przełamie, da radę, ma poczucie sukcesu. Poza tym, po wyjściu z zimnej wody, człowiek czuje się bardzo dobrze - mówi Leszek Naziemiec, polski pływak lodowy. Przepłynął m.in. całą Wisłę, pływał też w okolicach Spitsbergenu.
- Na początku jest duży strach i ból, a kiedy człowiek się przełamie, da radę, ma poczucie sukcesu. Poza tym, po wyjściu z zimnej wody, człowiek czuje się bardzo dobrze - mówi Leszek Naziemiec, polski pływak lodowy. Przepłynął m.in. całą Wisłę, pływał też w okolicach Spitsbergenu.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}