Po interwencji Rzecznika Praw Dziecka dwoje dzieci trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Sąd nakazał ich niezwłoczny powrót do rodziców
po lewo: Rzecznik Praw Dziecka, Monika Horna-Cieślak (fot. Wikipedia / Polskie Radio RDC); po prawo: zdj. poglądowe (fot. depositphotos.com)
zero.pl / niedziela.pl / DEON.pl/ red.
Dwoje małych dzieci trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej po interwencji Rzecznika Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak, która była świadkiem sytuacji, w której matka szarpała jedno z nich i krzyczała na nie – podał portal Zero.pl. Wcześniej policja i kurator sądowy nie stwierdzili podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci rodzicom. Ostatecznie sąd rodzinny nakazał ich niezwłoczny powrót do domu, uznając podjęte działania za nieproporcjonalne do okoliczności.
Uliczny incydent na warszawskiej Białołęce
Do zdarzenia doszło 14 sierpnia 2026 roku na warszawskiej Białołęce. Jak opisuje portal Zero.pl, Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak była świadkiem sytuacji, w której matka miała szarpnąć swoje dziecko i krzyczeć na nie. Kiedy rzeczniczka zwróciła jej uwagę, kobieta miała odpowiedzieć wulgarnymi słowami.
Po zdarzeniu RPD zawiadomiła policję. Funkcjonariusze sprawdzili sytuację rodziny, jednak jak wynika z materiałów opisanych przez Zero.pl nie stwierdzili podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci rodzicom. Sprawa została przekazana do sądu rodzinnego.
Policja i kurator nie widzieli podstaw do odebrania dzieci
Jeszcze tego samego dnia do sądu miał zwrócić się pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka, wskazując na konieczność odebrania dzieci rodzicom. Sąd nie zdecydował się wówczas na takie rozwiązanie. Zlecił jednak przeprowadzenie pilnego wywiadu środowiskowego.
Kurator sądowy przeprowadził go następnego dnia. Również jego ustalenia, według relacji Zero.pl, nie wskazywały na konieczność natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.
W kolejnych dniach odbyło się jednak spotkanie z udziałem Rzecznika Praw Dziecka, Komendanta Stołecznego Policji oraz funkcjonariuszki. Policjantka wydała rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania oraz zakaz zbliżania się do dzieci.
Małoletni, w wieku trzech i czterech lat, zostali następnie umieszczeni w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Decyzję podjęto bez wcześniejszego orzeczenia sądu. Zgodnie z obowiązującymi procedurami jej zasadność musiał następnie ocenić sąd rodzinny.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców
Po przeanalizowaniu sprawy sąd rodzinny nakazał niezwłoczne wydanie dzieci rodzicom. W uzasadnieniu odniósł się zarówno do okoliczności interwencji, jak i późniejszych działań służb.
Sąd uznał, że zachowanie matki, która – jak wyjaśniała – szarpnęła dziecko po tym, jak nagle wbiegło ono na jezdnię, samo w sobie nie stanowiło podstawy do tak daleko idącej ingerencji. W ocenie sądu reakcja kobiety wynikała ze strachu o bezpieczeństwo dziecka.
Wątpliwości sądu wzbudziło również osobiste zaangażowanie Rzecznika Praw Dziecka w dalszy przebieg sprawy. W uzasadnieniu wskazano na możliwość wykorzystania autorytetu urzędu do forsowania stanowiska o konieczności odebrania dzieci rodzicom.
Sąd odniósł się także do informacji o wcześniejszej karalności ojca dzieci. Zaznaczył, że mężczyzna odbył już wymierzoną mu karę, a jego wcześniejsze przestępstwa nie były związane z przemocą wobec rodziny. Zdaniem sądu sama wcześniejsza karalność nie powinna automatycznie równać się z zakazem opieki nad dziećmi.
Sąd odniósł się także do informacji o wcześniejszej karalności ojca dzieci. Zaznaczył, że mężczyzna odbył już wymierzoną mu karę, a jego wcześniejsze przestępstwa nie były związane z przemocą wobec rodziny. Zdaniem sądu sama wcześniejsza karalność nie powinna automatycznie równać się z zakazem opieki nad dziećmi.
Dwie butelki piwa nie były podstawą do odebrania dzieci
Wśród informacji przedstawionych w sprawie pojawiła się również kwestia dwóch butelek piwa znalezionych w mieszkaniu rodziny.
Jak wynika z uzasadnienia sądu, rodziców nie zastano pod wpływem alkoholu. Sąd uznał więc, że samo posiadanie legalnie kupionego alkoholu nie może być wystarczającą przesłanką do odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej.
Sąd zwrócił również szczególną uwagę na wiek dzieci. Podkreślił, że dla trzylatka i czterolatka rodzice stanowią podstawowe źródło bezpieczeństwa. Nagłe odseparowanie od matki i ojca może być więc dla tak małych dzieci bardzo trudnym doświadczeniem.
W uzasadnieniu sąd ocenił, że działania podjęte wobec rodziny mogły nosić znamiona „przemocy instytucjonalnej” i były nieproporcjonalne do okoliczności zdarzenia.
W uzasadnieniu sąd ocenił, że działania podjęte wobec rodziny mogły nosić znamiona „przemocy instytucjonalnej” i były nieproporcjonalne do okoliczności zdarzenia.
Biuro Rzecznika Praw Dziecka przedstawia swoje stanowisko
Portal Zero.pl zwrócił się w tej sprawie zarówno do Biura Rzecznika Praw Dziecka, jak i do Komendanta Stołecznego Policji. Do czasu publikacji materiału odpowiedź nadeszła jedynie z Biura RPD.
Biuro poinformowało, że Monika Horna-Cieślak była bezpośrednim świadkiem „silnej i gwałtownej przemocy psychicznej i fizycznej wobec małych dzieci w miejscu publicznym”. Według stanowiska Biura Rzecznik, jako osoba będąca świadkiem takiego zdarzenia, miała prawny obowiązek podjęcia działań w celu ochrony dzieci.
Źródła: zero.pl / niedziela.pl
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Skomentuj artykuł