Przesłanie Grzgorza Kramera SJ do hejterów

(fot. Michał Lewandowski)

Od jakiegoś czasu Remi Recław SJ próbuje tłumaczyć swoje stanowisko w kwestii blokowania w Internecie niektórych osób, dziś przeczytałem artykuł o innym moim współbracie - J. Martinie SJ z USA [KLIK], który został bardzo mocno zaatakowany przez niektóre środowiska katolickie w Stanach. Zobaczyłem wiele elementów wspólnych w tych historiach z moją osobą.

Od dłuższego już czasu, mam przyklejoną łatkę, na której jest napisane: zamknięty, blokujący, bojący się konfrontacji. Powstało nawet kilka tekstów na temat mojego zachowania w sieci, nie wspominając wpisów na FB, czy wielu memów. Algorytmy FB pozwalają także na to, że mogę, co jakiś czas, zobaczyć w swoich propozycjach fejsbukowych, co inni ludzie piszą o na mój temat. Czasem jest mi smutno, nie z powodu opinii, ale tego, że ludzie bardzo wierzący, potrafią używać języka wulgarnego czy obraźliwego. Nie mówiąc o zwykłej obmowie. To mnie smuci, bo czuję, że moja osoba staje się kimś, kto jest wykorzystywany do grzechu.

Remi przyjął, że należy blokować, James mówi o ignorowaniu niektórych ataków. Ja łącze różne sposoby: i używam czasem banów (obecnie na mojej liście nie ma nikogo), wywalam niektóre komentarze, ale to, co najważniejsze - buduję wokół siebie "mur". Przez wiele lat towarzyszyłem ludziom, którzy żyją lub żyli w rodzinach alkoholików. Nie zawsze jest możliwość fizycznego wyprowadzenia się z takiego domu i relacji. Takim osobom bardzo często mówiłem o budowaniu wokół siebie "muru obronnego". To nie był mur przeciwko, ale mur, którego funkcja polegała na tym, że nie przyjmuję tego, co osoby mi mówią, nie analizuję, nie angażuję się w to i nie buduję na tym poczucia swojej wartości.

Ten temat to temat rzeka, można każdego dnia, w każdym pokoleniu ciągle go wałkować. Czasem myślę, że nie ma to najmniejszego sensu, czasem się odzywam i tłumaczę.

DEON.PL POLECA

Do znudzenia można mówić, że usunięcie komentarza, zablokowanie natarczywego użytkownika nie jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Nieskończoną ilość razy można mówić, że skoro widzisz błędy w nauczaniu, i są one naprawdę poważne, to nie pisz kolejnego komentarza, ale powiedz o tym odpowiednim władzą w Kościele. Niestety jest tak, że w większości wypadków, kiedy przypominam niezgadzającym się z moim nauczaniem, słyszę podobną odpowiedź: "komu mam donieść, skoro oni (przełożeni) są tak samo w błędzie jak ojciec". Na takie dictum nie ma odpowiedzi, bo ono pokazuje, że człowiek ów nie szuka Prawdy - Jezusa, ale wie, że prawdę znalazł i jest jej właścicielem.

Kiedy ktoś natarczywie wkleja to samo zdanie z Biblii, KKK, czy innych dokumentów, jako argument "przeciw" drugiemu, to nie może być na to miejsca. Te teksty nie są argumentami do "zaorania" człowieka. Usuniecie takich komentarzy nie jest równoznaczne (co już słyszałem) z wyparciem się nauki Boga i Kościoła. Jest niezgodą na instrumentalne ich traktowanie.

Kocham także ten argument: za dużo czasu spędzasz w sieci. Spędzam tyle ile mogę i chcę. Problemem dla tych osób nie jest mój czas, ale to, że jest to jeszcze jeden argument przeciw piszącemu. Gdybym tylko pisał po ich myśli byłbym ogłoszony przez nich człowiekiem, który niestrudzenie głosi prawdę.

Bardzo jest ciężko czytać o sobie, że nie mam jaj, że jestem niewyżytym seksualnie niedorozwiniętym nastolatkiem, albo (po tekście o Kacprze), że Biedroń jest moim kolegą (nie mam nic do Biedronia, mogę z nim iść na piwo, nie zje mnie przecież, ale rozumiem, że dla autora tego wywodu była to próba obrażenia mnie). Wiele tych wulgarnych tekstów pochodzi od duchownych, a nawet od sióstr zakonnych, nie wspominając ludzi, którzy na swoich profilach mają mnóstwo pobożnych obrazków, cytatów z Pisma Świętego.

Każdy, kto decyduje się być w przestrzeni publicznej, musi się liczyć z tym, że nie da się "wszystkim dogodzić". Nie ma także takiego publicysty, który przez wszystkich byłby noszony na rękach. Ale także nie ma obowiązku taki człowiek by każdą uwagę, kierowaną pod jego adresem puszczać płazem, bo jest "osobą publiczną". Nie, to że ktoś jest osobą publiczną wcale nie jest równoznaczne z tym, że musi być spluwaczką na frustracje innych ludzi.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że znasz prawdę i jej bronisz, nie możesz Drogi Hejterze nie szanować swego przeciwnika. Opisywanie innych na swoich profilach językiem pogardy, wyższości, wyciąganie jego grzechów na wierzch, poniżanie go słowami, które ranią jest złem, a w kategoriach wiary jest grzechem. Nawet jeśli stwierdzasz, że człowiek, którego komentujesz nie ma racji, a nie chce z Tobą wchodzić w "dialog" (a ma do tego całkowite prawo), nie możesz go obgadywać i nagabywać. Odejdź w pokoju i czyń dobro w innym miejscu. Kościół to nie jest wspólnota takich samych ludzi. To wspólnota ludzi różniących się od siebie, to wspólnota ludzi, którzy do Boga dochodzą różnymi drogami.

Każdy z nas w sieci jest równy. Każdy może - pod swoim nazwiskiem zbudować przestrzeń, w której będzie publikował, komentował, dyskutował. Warto z tego pozytywnie korzystać - budować przestrzeń, obserwatorów, czytelników i komentatorów. Każdy może napisać tekst, dłuższy komentarz i zamieścić go w swojej przestrzeni. Przecież, jeśli zna prawdę i ma rację, to znajdzie się wielu, którzy to potwierdzą. I właśnie dlatego, że każdy z nas może to robić, ja nie muszę każdemu pozwalać na działalność u siebie; z nie każdym muszę wchodzić w dialog. Szczególnie z tymi, którzy mnie nie szanują.

Wierzę, że choć wszyscy się po tej stronie życia nie dogadamy, to jednak w Domu Ojca będziemy siedzieć przy jednym stole. On nas kocha tak samo, a więc i On nas pogodzi. Nikt z nas nie jest w Jego oczach lepszy i bardziej zasługujący na miłość. Pozwólmy sobie więc - nawzajem - żyć i żyjmy swoim życiem. Pokazując innym jak żyjemy i wierzymy, ale nie po to by innych zwalczać, ale inspirować.

Tekst ukazał się na blogu Grzegorza Kramera SJ.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przesłanie Grzgorza Kramera SJ do hejterów
Komentarze (12)
DS
Dariusz Siodłak
23 września 2017, 11:58
Czy ksiądz Kramer przeprosił już za swoje ostatnie kłamstwo i oczernianie niewinnych ludzi ? Patrz mój kokomentarz pod tekstem ojca Kramera: [url]https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,4122,grzegorz-kramer-sj-o-kacprze-ktory-popelnil-samobojstwo-ilu-jeszcze-ludzi-musi-sie-zabic-za-to-ze-sa-inni.html[/url]
23 września 2017, 07:47
Mnie nurtuje pytanie co to jest wg Jezuitów ten hejt? ​Bo widać, że dla wielu Waszych przedstawicieli to jest naprawde jakis bardzo wielki, wrecz życiowy problem.  Tylko czy zawsze, bo jak na Waszym formum (tutaj na Deonie) ktoś faktycznie hejtuje, pisze jakieś totalne bzdury, czy publikuje jawnie antykatolickie treści to tego jakoś nie widzicie. Ile razy można zgłaszac takie wpisy do moderacji? ​A z praktyki jako że zajmuje się publikowaniem różnych rzeczy w internecie i moderowaniem jakiś tam forów to bez żadnego publicznego tłumaczenia wszelkie komentarze które są albo antykatolickie, albo obrażające od razu lecą do śmeitnika. Bo taka jest rola moderatora. ​ps. moje ostatnio sporadyczne wpisy tutaj na Deonie sa efektem braku moderacji tego forum.
WDR .
23 września 2017, 01:33
"Przesłanie Grzgorza Kramera SJ do hejterów" Przesłanie do samego siebie? Szanuje! Nie każdy by potrafił.
23 września 2017, 00:08
"Wierzę, że choć wszyscy się po tej stronie życia nie dogadamy, to jednak w Domu Ojca będziemy siedzieć przy jednym stole" Na to może mieć ojciec jedynie nadzieję, jeżeli zaś ojciec w to wierzy,to głosi herezję (wszyscy będą zbawieni). Herezja zaś w ustach kapłana(przedstawiciela Kościoła nauczającego) wymaga reakcji ze strony wiernych. Reakcji tej nie można nazwać hejtem ale jedynie dobrze pojętym katolickim instynktem samozachowawczym. Zbawienie dusz, nie zaś dobre samopoczucie jezuity-najwyższym prawem. 
22 września 2017, 21:14
Mam pytanie: kto jest większym hejterem - ktoś kto dopuszcza się "zwykłej obmowy" czy ktoś, kto rzuca publiczne oszczerstwo i nie chce do niego się przyznać mimo oczywistości faktów? Ta druga osoba to ks. Grzegorz Kramer SJ, którego już nie raz na tych stronach prosiłem o skorygowanie, najlepiej przeproszenie za oszczerstwo, które na tym portalu opublikował (10 syryjskich sierot, których ponoć nie chciał przyjąć nasz rząd). Księże czas nawrócić się z własnego hejterstwa, a potem wyciągać drzazgi innych.
22 września 2017, 21:05
Myślę,że nie ma hejtera na ktorym taki wpis zrobiłby jakiekiolwiek wrażenie.Zawszeprzecież wytłumaczy ojcu i sobie ,że to przecież ttylko różnica poglądów  lub krytyka w duchu chrześcijańskiej miłości.Spróbował by ojciec skomentować jego wpis w podobnym tonie to dopiero byłoby zianie nienawiścią .Moim zdaniem apele do hejterów to apele na Berdyczów.Pozdrawiam ojca i jak zawsze czekam na ojca aktywność w sieci, podobnie jak wielu moich znajomych.Szęść Boże.
T
trb
22 września 2017, 18:30
Słowo "hate" oznacza nienawiść. Nie wiem jak w innych mediach, ale na Deonie nie widzę komentarzy pisanych z nienawiści, ale po prostu krytykę poglądów i słów, na które jest "narażona" każda osoba występująca publicznie. Sam się z księdzem w wielu sprawach nie zgadzam, daję po 1 gwiazdce pod artykułem, ale to nie znaczy, że robię to z jakichś niskich pobudek. Ocena wystawiana przez innych nie jest czymś obiektywnym, ale może być okazją do zrewidowania własnej postawy. Zamiast się obrażać, lepiej rzeczowo bronić swoich poglądów.
Olinka
22 września 2017, 17:34
Kiepska ocena artykułu, dlaczego? Jest rozsądny, wyważony. Czyżby hejterzy? A ja pozdrawiam o. Kramera i życzę cierpliwości
abraham akeda
22 września 2017, 17:32
Problem jest tego typu, że "hejterzy" jak to ksiądz określa, wygodnie wrzucając do tego worka każdego kto się z księdzem nie zgadza, więc ci "hejterzy" mogą sobie pokrzyczeć, napisać swoje zdanie, czasem dosadnie i na tym koniec. Ksiądź natomiast ma dużo większy udział w sterowaniu społecznym nie tylko przez internet i skrupulatnie ksiądz wykorzystuje każdą okazję do tresury, zwłaszcza młodzieży co jest ogromnie niebezpieczne bo jak księdza przekonać że jest ksiądz w błędzie skoro to wszyscy wokół są "hejterami" nie mającymi racji. Takie pokrzykiwania nie wyżądzają żadnej szkody poza księdza urażoną dumą. Ksiądz natomiast duraczy młode pokolenie, polską młodzież jakąś selektywną lewacką tolerancją, sprytnie wplątując w te brednie chrześcijaństwo. Jest ksiądz niebezpieczną osobą zatruwającą umysły. Szkoda że ksiądz tego nie widzi albo chociaż nie spróbuje się wysilić by to zobaczyć. Ale jeśli ma ksiądz dobre serce to Bóg księdza z tego zagubienia wyciągnie w swoim czasie. Tego życzę.
Olinka
22 września 2017, 18:02
abrahamie, czytając Twój wpis mam wrażenie, że to hejt ubrany w poprawność polityczną. Żadnych konkretów i negatywna ocena, takie gadanie dla gadania... I to nieprawda, że hejt nie ma wpływu na nikogo. Owszem ma, i to niszczący.
abraham akeda
23 września 2017, 03:40
Proszę zatem zapoznać się z "twórczością" księdza Kramera, który pała nieprzejednaną nienawiścią do swoich braci w wierze tylko dlatego że wyrażają swoje przywiązanie do tradycji bądź do narodu, jednocześnie afirmuje dewiację jaką jest homoseksualizm argumentując to chrześcijańskim wartościami. Proszę się zapoznać z pojęciem tolerancji represywnej co w tekstach ks  Kramera wyraża się właśnie w uznaniu prawa do własnych poglądów i zachowań np homoseksualistów a odmawianiu tego prawa tradycjonalistom i narodowcom.
Olinka
25 września 2017, 19:52
Myślę, abrahamie, że to Ty mylisz tolerancję z akceptacją. Przecież wiesz, co napisano w Biblii: deszcz pada nad dobrymi i złymi, i słońce świeci dla dobrych i dla złych.  Chciałbyś być bardziej sprawiedliwy niż sam Bóg? Wyciąć wszystko, i rzeczycę i pszenicę? Poczucie  "wiem lepiej", jest niebezpieczne i nieludzkie. I nie udawaj, ze nie wiesz, co to hejt. Życzę Ci, żebyś był jak prawdziwy Abraham, ale nie Lincoln. Pozdrawiam