Kapucyn: intensywna religijność może być kryjówką zaburzeń osobowości. Jakie są „kryteria normalności”?
„Intensywne praktyki religijne mogą być i niestety bywają genialną kryjówką dla nieprzepracowanych zaburzeń osobowości, lęków przed bliskością czy różnego rodzaju niedojrzałości” - uważa brat Łukasz Podsiadły OFMCap w obszernym wpisie opublikowanym na Facebooku.
Kapucyn rozpoczął swój komentarz od opowiedzenia o historii młodej kobiety, która trafiła do niego rozbita emocjonalnie.
„Kilka lat wcześniej poznała mężczyznę w duszpasterstwie. Był liderem grupy, człowiekiem głębokiej modlitwy, cytującym Pismo Święte z pamięci. Kiedy się w sobie zakochali, była pewna: »To jest ten jedyny, wymodlony. Sam Bóg mi go wskazał«” - napisał kapucyn.
Zakonnik dodaje jednak, że kobieta nie zauważyła kolejnych sygnałów ostrzegawczych: jego chorobliwej zazdrości, sposobu, w jaki odnosił się do własnych rodziców, czy emocjonalnego chłodu, który nieraz od niego bił. Uważała, że skoro tak pięknie się modli, „musi być dobrym człowiekiem, blisko Boga” - powtarzała. Prawdziwy koszmar zaczął się dopiero po ślubie.
Jak przyznaje brat Łukasz, pobożność tego mężczyzny okazała się jedynie maską skrywającą narcyzm i potrzebę całkowitej kontroli. Każda próba zwrócenia mu uwagi kończyła się religijnym szantażem: „Nie masz prawa mnie oceniać, ja słucham tylko Boga”. Kobieta musiała przekonać się, że żarliwa religijność nie zawsze idzie w parze z dojrzałością i zdrową relacją z drugim człowiekiem. Jej doświadczenie pokazało, jak łatwo pomylić intensywną religijność ze zdrową, dojrzałą duchowością.
Intensywna religijność może być kryjówką zaburzeń osobowości
Zakonnik podkreśla, że „intensywne praktyki religijne mogą być i niestety bywają genialną kryjówką dla nieprzepracowanych zaburzeń osobowości, lęków przed bliskością czy różnego rodzaju niedojrzałości”.
Osoba egocentryczna może na przykład wykorzystywać działalność duszpasterską, by budować własne poczucie wyjątkowości, np. wcielając się w rolę „proroka” lub lidera. Z kolei osoba lękowa może uciekać w intensywną modlitwę i życie kościelne, unikając trudnych decyzji i problemów codzienności.
Jak pisze brat Łukasz Podsiadły OFMCap, fascynacja czyjąś deklarowaną „bliskością z Bogiem”, która nie przekłada się na dojrzałość emocjonalną, może prowadzić do rozczarowania, ponieważ osoba ta może w ogóle nie być w stanie budować dojrzałych relacji z drugim człowiekiem.
Zakonnik zwraca również uwagę na zrzucanie odpowiedzialności za własne decyzje na Boga. Jak uważa kapucyn, przekonanie „Bóg tak chciał, to osoba dana mi od Boga” może być przejawem myślenia magicznego, a samo poznanie kogoś w kościele nie zwalnia człowieka z krytycznego myślenia i odpowiedzialnego rozeznawania relacji.
„Bóg nie wybiera za nas współmałżonka ani przyjaciela wbrew logice zdrowego rozsądku” - uważa kapucyn.
„Kryteria normalności”
Brat Łukasz Podsiadły OFMCap zwraca następnie uwagę na tzw. „kryteria normalności”. Oto niektóre z nich:
- Zdrowa i dojrzała wiara nie odrywa człowieka od życia, ale pomaga mu być obecnym w codzienności i relacjach.
- Dojrzały wierzący potrafi słuchać, a nie tylko pouczać.
- Zna siebie, dostrzega swoje wady i ma gotowość do ciągłej zmiany i nawrócenia.
- Nie przypisuje wszystkich trudności działaniu szatana i potrafi korzystać z pomocy innych, gdy jej potrzebuje.
- Szanuje wolność i granice drugiego człowieka oraz nie wykorzystuje cytatów z Biblii do manipulowania nim.
- Jest przewidywalny i bezpieczny w swoich reakcjach emocjonalnych albo świadomie pracuje nad tym, by taki się stawać.
Przeczytaj cały wpis zakonnika:
Źródło: Brat Łukasz / Facebook / DEON.pl / red
Skomentuj artykuł