Św. Antoni znalazł mu zgubione pieniądze. Marcin Prokop: to jest ta wielka tajemnica wiary
Dziennikarz Marcin Prokop opowiedział o sprawie zaginionych pieniędzy, które pomógł mu odnaleźć św. Antoni. O tym świętym, który w Kościele jest patronem rzeczy zaginionych i ludzi zagubionych, powiedział mu wówczas Szymon Hołownia, z którym prowadził program „Mam talent”. Hołownia pomodlił się do tego świętego z prośbą o pomoc w odnalezieniu pieniędzy Prokopa.
– Trzymałem ją [gotówkę – red.) w określonym miejscu, które było zabezpieczone, i do którego, oprócz mnie, nikt nie miał dostępu. Opcja, że ktoś ją odnalazł i stamtąd wyjął, była bardzo mało prawdopodobna – opowiada dziennikarz i prezenter telewizyjny Marcin Prokop w podcaście Cypriana Majchera.
Hołownia mówi Prokopowi o św. Antonim
– No i powiedziałem Szymonowi Hołowni, że się zdarzyła taka akcja, że brałem gotówkę z banku – była tam określona suma, którą przeliczyłem sto razy – i nagle ta suma jest mniejsza o 20 tysięcy złotych i nie mam pojęcia, jak to się stało. A on spokojnie mówi: „pomodlę się do ciebie do św. Antoniego i on ci te pieniądze znajdzie”. Ja mówię: „mordo, super”. I już zaczynam sobie szydzić z tej sytuacji – jestem po przeciwnej stronie barykady: tu jest ratio, tu jest mój światły umysł – opowiada dziennikarz.
– „Ale żebyś się nie spodziewał, że one się znajdą dzisiaj czy jutro, bo święty Antoni działa z jakąś karencją 3-4 dniową” – dodaje Marcin Prokop, cytując Szymona Hołownię.
– I on zaczyna mi już opowiadać, jak to będzie wyglądało. Więc słucham i przytakuję oczywiście: „tak, tak, nie ma problemu” – mówi.
Minął jakiś czas i dziennikarz zapomniał o całej sprawie.
– Zapomniałem o tej sprawie. Po tych 4-5 dniach wyciągam z samochodu, który – uwaga – przez kilka tygodni nie był ruszany, bo było to auto, które miałem przeznaczone do sprzedaży. Samochód był przykryty kocykiem i był gotowy do przejęcia przez nowego klienta. I chciałem sprawdzić, czy akumulator w samochodzie wciąż działa, bo stał tak długo, że pewnie się rozładował. Otwieram bagażnik i patrzę… a tu torba z siłowni sprzed kilku dni. Otwieram ją … ubranie, które nie zostało wyjęte na czas i leżało wilgotne przez kilka tygodni. Wyciągam to ubranie jak najprędzej, by wrzucić je do pralki i czuję, że ono za dużo waży. Patrzę, a w tych spodniach z siłowni jest 20 tys. zł…, które nie miały prawa się tam znaleźć w żaden sposób – opowiada dalej Prokop.
Jak to można wytłumaczyć?
– Kto je tam włożył i jak one się tam znalazły? – pyta dziennikarz i dodaje: no to jest ta wielka tajemnica wiary, która musi teraz przejść przez mój umysł, ja muszę albo zaufać sobie i swojemu racjonalizmowi albo św. Antoniemu – podsumowuje.
Zobacz cały materiał:
dm
Skomentuj artykuł