Jaka wiara, takie Halloween

Jaka wiara, takie Halloween
(fot. John Althouse Cohen / Foter.com / CC BY-ND)
6 lat temu

Nie podoba mi się to, że w kręgach kościelnych zapanowała moda na swoistą krucjatę przeciwko Halloween. To tylko pospolite ruszenie bez pozytywistycznej pracy u podstaw… nad pogłębianiem wiary - pisze Maciej Biskup OP.

Halloween nie miało prawa mnie nigdy pociągnąć ze względów czysto estetycznych, a tym bardziej z jakichś głębszych powodów. Na szczęście, bardzo szybko dana mi była łaska wejścia z jednej strony, przez fakt szybkiego odejścia do wieczności wielu moich bliskich, w rzeczywisty, przeżywany w wierze, a nie bajkowo świat zmarłych, a z drugiej strony, w świat przyjaźni ze świętymi. W poznawaniu świętych udało mi się obronić siebie także przed wepchnięciem w nie mniej kiczowaty od świecącej dyni ten typ hagiografii, w której króluje oleodrukowa ikonografia i słodko-wymiotna narracja. W świętych szukałem prawdziwych ludzi, a swój osobisty kult opierałem o wizerunki pochodzące z bardziej wymagającej sztuki, o zdjęcia - jeśli takowe były, a potem także o ikony.

Nie podoba mi się w ogóle to, że zapanowała w kręgach kościelnych moda na swoistą krucjatę przeciwko Halloween. Ta pusta "tradycja", jak pusta i wydrążona jest dynia, ani nie przyszła znikąd, ani tym bardziej nie pojawiła się i nie zadomowiła bez przyczyny. Jest nią nasz kryzys wiary. I na niego należy zwrócić uwagę, a nie na przesadne demonizowanie rzeczywistości zewnętrznej.

Ten obcy (zewnętrznie), pogański zwyczaj przywoływania duchów, zakorzenił się tak szybko, bo znalazł w Polsce podatny grunt dość powierzchownej wiary i religijności. Rytualny katolicyzm, mało ewangeliczny, a jeszcze mniej refleksyjny, z jego karykaturalnym kultem świętych, którym przez lata przyklejano bezpłciową gębą, a ich prawdziwe oblicza retuszowano z ludzkich odruchów, rozterek poszukującego wiary i egzystencjalnych zmagań człowieka z krwi i kości, przyśpieszyły to, co na gotowej tacy podała nam masowa kultura.

Dziwi mnie więc i wkurza przesadna krytyka i nagonka na współczesną kulturę, na rodziców, szkołę, przy jednoczesnej bezkrytycznej postawie Kościoła wobec lat własnych zaniedbań nad pogłębieniem w ludziach osobistej wiary, dojrzałej i egzystencjalnej relacji z Bogiem, przy jednoczesnym przesadnym zatroskaniu o masowość powierzchownych praktyk religijnych. Wiele także zrobiono w Kościele, by zakrólował kiczowato-infantylny obraz świętości, a jej smak wydawał się słodko-mdły i odrzucający.

Wiele trzeba czasu, a ten zależy od ewangelicznej, cierpliwej pracy nad zmianą mentalności społeczeństwa. Ale na Boga, nie wolno tej przemiany umysłów zaczynać od obrażania ludzi i obrażania się na ludzi. Czy naprawdę o wartości tego, co posiadamy jako chrześcijanie, musimy mówić językiem negatywnym, językiem konfrontacji i dość pretensjonalnego przechwalania się? Oto nagle uświadomiliśmy sobie, że można pięknie przywołać własną chrześcijańską tradycję, a o świętych i swojej relacji z nimi można rozmawiać bez obciachu. Dlaczego jednak musimy przy okazji dokopać przeakcentowując komunikat negatywny i apologetyczny? Potraktujmy Halloween jako potrzebną nam prowokację, jako szansę do pozytywnej odpowiedzi. Oby! Obawiam się jednak, że cała ta reakcja pod hasłem "Wszystkich Świętych, nie Halloween!" to tylko pospolite ruszenie bez pozytywistycznej pracy u podstaw… nad pogłębianiem wiary.

O kryzysie wiary z jednoczesnym wskazaniem kierunku, jak go przekraczać bez lęku i nadmiernego demonizowania rzeczywistości, głęboko i mądrze mówił bp Andrzej Czaja z Opola w kazaniu wygłoszonym do członków ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich obecnych 19 października 2013 na diecezjalnym kongresie w Winowie:

Kryzys wiary, który papież Benedykt XVI jasno zdiagnozował w Kościele, pchnął go do ogłoszenia Roku Wiary. Ten czas objawia nam w Polsce kryzys niedowiarstwa. Niby wierzę, a nie dowierzam (…) Bywa, że nie dowierzamy nawet Chrystusowi. Jest w nas dziwne niedowiarstwo odnośnie Jego ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią, piekłem i szatanem. Przejawia się to w dość częstej dzisiaj demonizacji. Prawie wszystko się już demonem wyjaśnia i główne zagrożenia dla życia wewnętrznego upatruje się w rzeczach zewnętrznych: horoskop, wahadełko. Tymczasem główne zagrożenie jest w środku, to skłonność do grzechu. Myśląc inaczej, przechodzimy na poziom dziwnej magii (…) Obawiam się, że widzimy na razie wierzchołek góry lodowej, ale wyłaniać się zaczyna w chrześcijaństwie nowy, dziwny dualizm: teologiczny, kosmologiczny i antropologiczny (...) Niebezpieczeństwo tkwi w stawianiu na równi dobrego Boga i złego ducha. Gdzie jest w tym myśleniu zwycięstwo Chrystusa? Zły duch z dobrym duchem nie ma szans (…) Strach nas zdradza, przecież Jezus mówi: "nie lękajcie się". Potrzeba nam więcej Jezusa w życiu, a nie lęku o to, że jestem pod wpływem złego ducha (…) Z kolei dualizm antropologiczny związany jest z tym, że coraz bardziej dzielimy ludzi na dobrych, do których ja należę, i złych, którzy inaczej widzą i oceniają. Taka postawa to nie jest chrześcijaństwo (....) Nie można mówić, że jest dobry i zły świat. Świat jest jeden, Bóg go stworzył, odkupił i zbawił (...) Potrzeba nam wiary prawdziwej, żywej, zgodnej z apostolskim depozytem wiary. Korzystajmy z tego, co Kościół przez wieki podawał z pewnością.

Maciej Biskup OP - ur. 1972, dominikanin, po studiach doktoranckich z teologii dogmatyczno-fundamentalnej na UAM w Poznaniu, wykładowca Studium Chrześcijańskiego Wschodu przy klasztorze na Służewie. Był dyrektorem oficyny wydawniczej "W drodze". Obecnie jest przeorem klasztoru i proboszczem parafii dominikańskiej w Szczecinie.

Tekst pochodzi z bloga Macieja Biskupa OP z serwisu dominikanie.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jaka wiara, takie Halloween
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.