Dlaczego lato tak często nas rozczarowuje? Psycholog wyjaśnia, skąd bierze się presja na "najlepsze wakacje życia"

Fot. depositphotos
John R. Sharp

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Emocji. To dobra okazja, by przyjrzeć się porze roku, która budzi ich wyjątkowo wiele. Lato miało być czasem odpoczynku, spontaniczności i szczęścia, a tymczasem u wielu osób wywołuje presję, rozczarowanie i poczucie, że znów czegoś nie udało się przeżyć. Psycholog wyjaśnia, skąd biorą się te uczucia i jak nie dać się pułapce nierealnych oczekiwań.

Lato to bardzo przeładowany czas. Dla wielu z nas pobrzmiewa ono echem silnych emocji, często związanych ze wspomnieniami z dzieciństwa. To okres przepełniony oczekiwaniami na temat tego, jak powinniśmy się czuć i zachowywać, obfitujący w mity i obrazy kulturowe przedstawiające czas beztroski, słoneczne romanse i dziecięce szczęście. Mamy silne przekonanie, że letnie miesiące powinny oznaczać nieskończoną radość i swobodę, nawet jeśli tak naprawdę ta obietnica nie została nigdy spełniona. I wreszcie lato oznacza zmianę harmonogramu oraz – jeśli mamy to szczęście – wakacji. Wiele osób się relaksuje, próbuje nowych rzeczy albo próbuje przywołać stare dobre czasy.

DEON.PL POLECA

Często wyznaczamy cele: co chcielibyśmy zrobić, osiągnąć lub czego doświadczyć latem. Zwykle są to cele osobiste; niekiedy są one przesadnie ambitne albo wręcz nierealistyczne.

"Tego lata poznam właściwego faceta (albo dziewczynę) i się zakocham".

"Tego lata będę codziennie ćwiczyć i będę w świetnej formie, a kiedy wrócę do pracy, nikt mnie nie rozpozna".

"Tego lata będę jadł tylko produkty sezonowe, warzywa ekologiczne i będę pić tylko zieloną herbatę oraz rosnącą w cieniu organiczną kawę Fair Trade".

DEON.PL POLECA


"Tego lata nie będę robiła zupełnie nic, czego nie chcę; nie będę się do niczego zmuszać".

Możemy sobie narzucić tak dużą sezonową presję. Aby wykształcić i utrzymać poczucie dobrostanu, musimy mieć świadomość, że te oczekiwania są nierealne, i przemyśleć, czym tak naprawdę jest dla nas ta pora roku i czego możemy się po niej faktycznie spodziewać.

Lato rozwija się stopniowo

(...) Lato może być nieustrukturyzowane pod względem oficjalnych wydarzeń, ale ma relatywnie wyraźne fazy – wczesne, głębokie i schyłek – podobnie jak wszystkie pory roku. (Pod tym względem nie różnimy się znacznie od australijskiego ludu Brambuk, który wyróżnia sześć faz tej pory roku).

Na wczesnym etapie, gdy snujemy plany i kończymy wiosenne prace, życie może toczyć się dość szybko. Wciąż trwająca wiosenna energia spotyka się z (mamy nadzieję) lepszą pogodą, obfitszą naturą i cieszeniem się latem. Jane Rupley, projektantka ogrodów, zauważa, że jej praca nabiera tempa w maju.

– Ludzie wychodzą i na nowo dostrzegają swoje podwórka, i wszyscy są napaleni przez sześć tygodni – wyznaje.

Jeden z jej klientów zadzwonił do niej w okolicach Dnia Pamięci i chciał, aby zaprojektowała i zaaranżowała mu cały ogród przed 4 lipca.

– To jak z księgową: proszenie 5 lub 10 kwietnia albo kiedyś tam, by wykonała całą swoją pracę – mówi Rupley.

Później, w okolicach połowy czerwca, ludzie tracą zainteresowanie robieniem nowych rzeczy w swoich ogródkach i ponownie się uspokajają.

W lecie głębokim – od 4 lipca – w moim gabinecie panuje największa cisza. Większość pacjentów realizuje swoje sezonowe plany, modyfikuje rutyny i czuje się dość zadowolona z tego, w jakim miejscu się znajduje i jak się czuje – albo przynajmniej się stara. Pojawia się jednak fundamentalny problem: właśnie w tym czasie próbujemy pogodzić obecne lato z minionymi. Zawsze dochodzi do jakiegoś porównania. Czy to lato jest równie cudowne jak to, które przeżyliśmy trzy lata temu, kiedy pojechaliśmy z przyjaciółmi do Kalifornii? Czy moje dzieci bawią się równie dobrze jak wtedy, gdy miały po dwanaście lat? Czy będą miały takie same wspomnienia co ja?

U wielu osób pojawia się cichy żal, że lato w dorosłości nie jest takie samo jak za młodu. Pamiętam, że na wczesnym etapie mojej kariery, kiedy po studiach pracowałem jako młody lekarz, miałem poczucie, że umykają mi letnie przyjemności. Pewnego dnia kierowca taksówki zapytał mnie o moje plany na lato i czy będę robił cokolwiek innego albo szczególnego. – Nie bardzo – odpowiedziałem.

– No cóż – skwitował – pana lato chyba nie będzie zbyt wakacyjne.

Prawdziwa mądrość! Później, kiedy byłem w stanie zmienić godziny pracy, mogłem znowu bardziej cieszyć się latem i czasem spędzanym na świeżym powietrzu.

A później przychodzi schyłek lata, który – jak dobrze wiem – przynosi nowe wyzwania: poczucie, że bez względu na to, jak dobrze minął nam ten czas, był on niewystarczająco dobry, niewystarczająco zabawny, niewystarczająco pamiętny. Jakoś nie do końca spełnił nasze oczekiwania. Może nabraliśmy formy, ale nie staliśmy się supersprawni. Zawarliśmy kilka interesujących związków, ale nie spotkaliśmy tego jedynego lub tej jedynej. Udaliśmy się w kilka ciekawych miejsc, ale nie było to tak niesamowite doświadczenie, na jakie mieliśmy nadzieję.

"Nicnierobienie" wymagało większej pracy i planowania, niż zakładaliśmy. A gdy lato zaczęło przeciekać nam przez palce, razem z nim ulotniły się nadzieje na osobistą poprawę i transcendencję. Żegnamy się z marzeniami o skokach z wysokich skał. Z trudem dostosowujemy się do kolejnej pory roku: dla wielu czasu pracy i wyraźnego skupienia, ale, jak zobaczymy w kolejnym rozdziale, dla niektórych okresu bardzo przypominającego manię.

Jenny: letnia zrzęda

Nie każdy podchodzi do lata z takim optymizmem. Niektórzy, jak Jenny, ledwie mogą utrzymać równowagę, gdy się ono zbliża.

Jenny, czterdziestoośmioletnia matka dwojga dzieci, latem przeżywa trudny okres. Lubi pracować w ogrodzie. Uwielbia spędzać więcej czasu z dziećmi, ale kiedy przychodzą upały, Jenny staje się apatyczna, poirytowana i ma trudności z cieszeniem się codziennymi aktywnościami albo nawet ich ukończeniem. Nie interesują jej plaże ani stroje kąpielowe, baseny czy inne akweny. Kiedy robi się gorąco nie do zniesienia, ukrywa się w domu, kuli się na kanapie, by czytać książkę, chowa się przed gorącem i rażącymi promieniami słońca. Żartuje, że jest zupełnym przeciwieństwem większości osób, która zimą wolałaby wejść w stan hibernacji, a lato spędzić na zewnątrz.

Jej problem z latem pojawia się wraz z pierwszymi oznakami zbliżającej się fali upałów.

– Kojarzy pan, kiedy jest się na studiach i pojawia się ten pierwszy dość ciepły dzień, kiedy wszyscy chodzą w krótkich spodenkach? – pyta. – To byłby pierwszy dzień, w którym pojawiłaby się u mnie myśl: "O Boże, zaczyna się".

Zdecydowanie mogę się do tego odnieść. Ten pierwszy letni dzień, w szczególności na uniwersytecie, w przypadku większości z nas wiąże się z ikonicznymi wspomnieniami.

Wchodzi tu w grę kilka czynników fizycznych. Jeśli Jenny spędzi za dużo czasu na ostrym słońcu, dostanie migreny, a jest bardzo wrażliwa na dodatkowy hałas, który zdaje się przychodzić z gorącą pogodą, kiedy więcej osób przebywa na zewnątrz i dzieci sąsiadów nie chodzą do szkoły.

– Lubię, gdy w moim życiu jest dużo ciszy – mówi Jenny. – Ale w upały nie da się uciec od zgiełku. Popołudniami grupy dzieci bawią się na ulicy, słyszysz, jak jedni ludzie puszczają muzykę, a inni siedzą na werandach. Lubię mieć otwarte okna, świeże powietrze, ale też móc kontrolować ilość hałasu w moim życiu, a trudniej jest to osiągnąć latem.

Upały sprawiają, że się poci i czuje się niekomfortowo, co pozbawia ją energii.

– Doświadczam tego złego samopoczucia, które mnie nachodzi, kiedy jest naprawdę gorąco i wilgotno albo kiedy długo siedziałam w upale na słońcu. Ma to wymiar fizyczny i psychiczny. Fizycznie czuję się naprawdę rozlazła, jakbym chodziła w kisielu. Psychicznie wchodzę w tryb przetrwania. Mówię sobie: "OK, muszę przeżyć tę falę upałów. Dotrwać do końca dnia, a jutro będzie lepiej".

Jenny jest prawniczką. Ograniczyła praktykę, kiedy dzieci były mniejsze, a teraz powoli odbudowuje kontakty z klientami i bierze na siebie więcej zadań. Choć stres związany z pracą zawodową oznacza, że dość łatwo wpada w złość przez cały rok, przyznaje, że jej zrzędliwość osiąga szczyt latem.

– Latem jestem po prostu bardziej zrzędliwa. To jak PMS: jestem zwyczajnie wkurzona.

Choć Jenny ma pewną świadomość swego złego samopoczucia latem, nie potrafi za dobrze go tłumić, ale znajduje sposoby, by sobie z nim radzić. Jej rodzina również zdaje sobie sprawę z różnicy w jej zachowaniu w letnich miesiącach – a jej mąż, który wychował się na Kostaryce i uwielbia ciepło, smuci się, że nigdy nie przeprowadzą się do kraju, z którego pochodzi.

– Nigdy nie będę tam żyć – wyznaje Jenny. – On to wie. Za żadne skarby.

Z biegiem lat Jenny zaakceptowała fakt, że latem będzie spędzała więcej czasu pod dachem niż inni, i nauczyła się opierać presji społecznej, by wychodzić na zewnątrz i pławić się w słońcu.

– Po prostu nie czuję, że muszę spędzać dużo czasu na zewnątrz, nie jest to coś, czego chcę – mówi.

Aby lepiej sobie radzić, Jenny zwraca dużą uwagę na podstawowe strategie chłodzące. Rodzina zainstalowała klimatyzatory w pokojach, w których kobieta spędza najwięcej czasu. Kiedy wychodzi na zewnątrz w ramach jakiejś aktywności, jak dzień na świeżym powietrzu w podstawówce jej dzieci, zabiera ze sobą duży termos wody z lodem.

– To naprawdę robi dużą różnicę.

Picie wody z lodem w upały wydaje się prostym, a nawet oczywistym rozwiązaniem problemu, uwidacznia jednak rodzaj samoświadomości konieczny do złagodzenia naszych reakcji na emocjonalne punkty zapalne. Wątpię, by Jenny miała w najbliższym czasie przeprowadzić się na Kostarykę, ale muszę jej pogratulować, że zrozumiała, iż świat myśli o lecie w jeden sposób, a ona w inny. I nie da się tego pogodzić.

Inny rodzaj letniego SAD

(...) "Standardowe" SAD zawsze kojarzy się z zimą, ale istnieje również jego letnia wersja, którą nazywa się "odwrotnością" lub "tropikalnym" SAD. To trudności, jakich doświadczają niektórzy ludzie w niezwykle gorącym, wilgotnym klimacie typowym dla tropików. Doktor Shirley Morrissey, psycholog kliniczna ze szkoły psychologii stosowanej na Uniwersytecie Griffith w Queens land w Australii, przeprowadziła szeroko zakrojone badania w tym zakresie, które – co interesujące – zrodziły się z obserwacji tej pory roku pod kątem jej raczej kulturowych niż fizycznych aspektów. Dostrzegła ona, że "od wszystkich oczekuje się, że będą wyczekiwać lata" – mimo że niektórzy najwyraźniej tego nie robią.

Morrissey zebrała dane od ponad dwustu dorosłych z Townsville, największego miasta północnej Australii, gdzie lato trwa od listopada do marca i charakteryzuje się wysokimi temperaturami, wilgotnością oraz opadami podobnymi do monsunowych. Odkryła, że ponad połowa grupy badawczej (53,9 procent) wskazywała na gorsze samopoczucie w czasie jednego lub kilku letnich miesięcy. Dziewięć procent wspominało o dolegliwościach na tyle poważnych, że postawiono im diagnozę tropikalnego SAD. Fascynujące jest to, że odsetek ten koreluje z częstotliwością występowania SAD zimą w klimatach umiarkowanych.

Morrissey wierzy jednak, że w przeciwieństwie do zimo wego SAD, które – jak się powszechnie uważa – jest spowodowane brakiem światła i w którym może pomóc fototerapia, zwiększona ekspozycja na słońce prawdopodobnie nie jest główną przyczyną tropikalnego wariantu tego zaburzenia.

– Przeprowadzono badania mające na celu odkrycie i powiązanie czynników, które w naszym klimacie powodują SAD: nadmiar światła, ciepła lub wilgotności – wyjaśnia. – Nie udało się ustalić żadnych korelacji. Osobiście uważam, że chodzi o połączenie wysokiej temperatury i wilgotności. Niektórzy są na nie bardzo wrażliwi, bardziej niż inni.

Jej badania wykazały także, że nie istnieje żaden związek między tropikalnym SAD i ogólną neurozą, choć wiele osób zakłada, że istnieje.

– Uważam, że to kwestia biologiczna, a nie osobowościowa – konkluduje.

W powiązanym badaniu Morrissey poprosiła czterdzieści trzy osoby o prowadzenie dzienników skupiających się na tym, jak pogoda wpływa na nie zimą i latem – w sumie przez dziesięć tygodni. Z tej grupy dwudziestu trzech uczestników okazało się "sezonowych": wskazywało, że pogoda wywierała na nich wpływ. Siedemnaścioro było "niesezonowych" i twierdziło, że pogoda na nich nie wpływa. Wszyscy zapisywali długość snu, ile jedli i pili i tak dalej – zaspokajanie głównych potrzeb organizmu – oraz jakie było ich ogólne samopoczucie w związku z pogodą każdego dnia. Kilka reprezentatywnych komentarzy:

"Czułam się okropnie. Prowadzenie tego dziennika sprawia, że zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że moje poirytowanie ma związek z pogodą".

"Nienawidzę stać w korkach, kiedy jest tak gorąco".

"Nie mam ochoty na nic. Wszystko wydaje się zbyt trudne w tym upale".

Ale wtedy przychodzi deszcz i zabiera złe samopoczucie związane z tropikalnym latem. Możesz praktycznie poczuć powiew świeżego powietrza (i nowej energii), która nadchodzi z innej strony.

"W końcu spadł deszcz i się ochłodziło. Nareszcie czuję, że mogę coś robić".

Bardziej ryzykowne podejście do seksu

Lato może kusić ludzi do rzeczy, na które w innej sytuacji by się nie zdecydowali. Nasze rozumienie lata jako czasu wolności i porzucenia zobowiązań wpływa na najbardziej podstawowe zachowania, w tym na popęd płciowy. Udowodniono, że prawdopodobieństwo uprawiania seksu przedmałżeńskiego po raz pierwszy, na przykład wśród nastolatków, a w szczególności wśród dziewcząt, jest największe latem, przynajmniej według niektórych badań. (I oczywiście, ma to pewien intuicyjny sens). Jedno brazylijskie badanie wykazało, że między 1992 i 1997 rokiem więcej panien – 36 procent – rozpoczęło aktywność seksualną latem niż w jakiejkolwiek innej porze roku.

Badanie przeprowadzone na zlecenie Departamentu Edukacji i Umiejętności Wielkiej Brytanii mówi, że dwa czynniki przyczyniają się do zwiększenia aktywności seksualnej latem: pierwszym jest łatwy dostęp do alkoholu, a drugim "zawieszenie rzeczywistości", spowodowane uderzającym do głowy poczuciem wolności związanej z latem na plaży. Jeden ze skutków jest taki, że w nadmorskich miasteczkach odsetek nastoletnich ciąż jest największy w Wielkiej Brytanii: w Blackpool doszło do siedemdziesięciu pięciu poczęć na tysiąc dziewcząt w wieku piętnastu–siedemnastu lat, podczas gdy średnia dla całego kraju wynosi czterdzieści trzy. W innych kurortach, takich jak Torbay, Southend-on-Sea, Brighton i Hove, liczba poczęć przekraczała o 10 do 44 procent średnią krajową.

Moc minionych lat

Potęgę emocji związanych z latem można dostrzec najwyraźniej być może u starszych osób, które pamiętają, jak doświadczały tej pory roku w przeszłości.

Greg, na przykład, mieszka samotnie w domu, który zbudował dla swojej rodziny w 1951 roku. Jako osiemdziesięciodziewięciolatek wspomina jazdę na łyżwach po pobliskiej rzece, która zamarzała, wycieczki na Zachodnie Wybrzeże i inne rodzinne aktywności. Przede wszystkim myśli jednak o latach spędzonych na Nantucket. Kiedyś żona Grega udawała się z dziećmi na Nantucket już w kilka dni po zakończeniu szkoły i spędzali tam całe lato, a Greg, kiedy tylko mógł, dołączał do nich w weekendy. (Brzmi znajomo!) Cała rodzina lubiła takie formy aktywności jak pływanie i spływy. Uderzyło mnie jednak szczególne wspomnienie dotyczące tego, jak mężczyzna siedział z żoną na piętrze swojego wciąż niedokończonego domu – albo "chałupy", jak ją określa – wyglądając na ocean spowity mgłą.

– Jedynym słyszalnym dźwiękiem była syrena przeciwmgielna – wspomina. – I stwierdziliśmy, że to o to w tym wszystkim chodziło.

Coś, co miało związek z jego głębokim poczuciem zadowolenia, złączyło się z tą letnią chwilą i przechowywał to w pamięci przez dziesięciolecia. Teraz jednak z żalem komentuje, jak szykowne i zabudowane stało się Nantucket – miejsce pełne "pałaców". Nie był tam od czasu, gdy jego żona znalazła się w ośrodku wspierającym, a później w domu spokojnej starości.

Ta historia tradycyjnej rodziny jest w moim odczuciu bardzo uderzająca – głównie dlatego, że pobrzmiewa w niej doświadczenie lata, które szybko mija. Letnie wakacje zmieniły się dramatycznie w ciągu kilku ostatnich dekad. Ludzie udają się na krótsze wakacje, a kiedy już wyjeżdżają, często zabierają ze sobą pracę. Badanie American Express ujawniło, że wielu właścicieli małych firm stara się na przykład łączyć wyjazdy biznesowe z podróżowaniem dla przyjemności, głównie po to, by oszczędzać czas i pieniądze. Wśród właścicieli firm planujących przerwę wakacyjną około 33 procent będzie łączyło wakacje z podróżą w celach biznesowych.

Rodziny rzadko wyjeżdżają do swoich domków letniskowych, na biwaki lub w inne miejsca na całe lato, jak to robiono kiedyś. Nie mamy już na to czasu. W większości przypadków oboje małżonkowie pracują, dlatego zgranie harmonogramów nawet na kilka tygodni może być trudne. Możliwości jest znacznie więcej niż kiedyś – podróże stały się tańsze i dostępniejsze i istnieje nieskończona różnorodność aktywności, którymi ludzie chcą się zajmować. Wakacje polegające na nicnierobieniu i wielogodzinnym leżeniu na plaży w słońcu również nie cieszą się popularnością – częściowo ze względu na kwestie zdrowotne związane z nadmierną ekspozycją na promieniowanie ultrafioletowe, a częściowo dlatego, że ludzie chcą spędzać czas aktywniej.

Bez względu na to, czy kochamy lato, czy go nienawidzimy, wyczekujemy go z utęsknieniem czy czekamy, aż w końcu minie, pozostaje ono czasem nacechowanym emocjonalnie, przepełnionym nadzieją i rozczarowaniem; jest prawdopodobnym punktem zapalnym w wielu kalendarzach emocji. Sam fakt, że latem nie chodziło się do szkoły, w związku z czym tak bardzo go wyczekiwaliśmy, a obecnie niewielu z nas może się nim cieszyć w pełni tak jak kiedyś (z wyjątkiem nauczycieli i szczęśliwców, którzy pracują zgodnie z kalendarzem akademickim), w dużej mierze tłumaczy znaczenie lata. Dlatego zadaj sobie pytanie, jak wyglądały twoje lata w przeszłości. Jaki bagaż niesiesz ze sobą w związku z nimi? Czego chcesz – realistycznie – od kolejnych ciepłych miesięcy? Dzięki zastanowieniu się nad odpowiedziami i wysnuciu pewnych wniosków będziesz w stanie rozważyć, co możesz zrobić, by w przyszłości doszło do pozytywnej zmiany.

***
Fragment pochodzi z książki "Kalendarz emocji. Jak zrozumieć wpływ pór roku na naszą psychikę i odzyskać kontrolę nad swoim życiem" autorstwa John R. Sharpa.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Dlaczego lato tak często nas rozczarowuje? Psycholog wyjaśnia, skąd bierze się presja na "najlepsze wakacje życia"
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.