Czy katolik może się złościć? Jezuita o tym, co robić, gdy puszczają nam nerwy

Czy katolik może się złościć? Jezuita o tym, co robić, gdy puszczają nam nerwy
Fot. Dmytro Tolokonov / Unsplash
Logo źródła: 2ryby Mieczysław Łusiak SJ

Uczono nas, że gniew to jeden z siedmiu grzechów głównych, więc jako dobrzy katolicy staramy się za wszelką cenę tłumić złość, zaciskać zęby i nie pokazywać "negatywnych" emocji. Efekt? Często wybuchamy w najmniej oczekiwanym momencie, raniąc swoich najbliższych. O. Mieczysław Łusiak SJ w książce "W Bogu nie ma przemocy" rozprawia się z mitem złej złości. Pokazuje, dlaczego emocje są boskim drogowskazem i jak - zgodnie z nauką Kościoła i psychologią - radzić sobie z nimi, by nie niszczyły naszych relacji.

Iwona Żurek: Często mówimy, że emocje mogą być negatywne i pozytywne. Czy można powiedzieć, że są lepsze i gorsze?

DEON.PL POLECA



Mieczysław Łusiak SJ: W Porozumieniu bez Przemocy podkreśla się, że emocje nie są ani złe, ani dobre. Podobnie zresztą na tę sprawę patrzymy w Kościele katolickim.

A jednak wśród grzechów głównych wymienia się gniew.

- Faktycznie, to może wprowadzać trochę zamieszania. Ale kiedy mówimy o gniewie w kontekście grzechu, to nie mamy na myśli emocji, nazywanej też złością, lecz obrażanie się na człowieka. Kiedy kogoś nienawidzę i pielęgnuję w sobie uczucie złości w związku z tą osobą - wtedy mamy do czynienia z tym, co nazywa się grzechem gniewu. Podobnie z innym z grzechów głównych, jakim jest zazdrość.

Jeżeli mam krewnego czy sąsiada, który kupił sobie luksusowy samochód i tak to przeżywam, że zrywam z tym człowiekiem kontakt albo wręcz życzę, żeby mu ten samochód ukradli - wtedy mamy do czynienia z grzechem zazdrości. Nie jest grzechem uczucie zazdrości czy swego rodzaju smutek, który rodzi się spontanicznie pod wpływem myśli, że ja nie mam pieniędzy, żeby kupić sobie podobne auto. Spontanicznie pojawiające się w nas emocje nie podlegają ocenie moralnej. Dlatego na początku każdej mszy świętej, w spowiedzi powszechnej mówimy, że zgrzeszyliśmy myślą, słowem, uczynkiem lub zaniedbaniem. Nie ma tam mowy o grzeszeniu uczuciami.

DEON.PL POLECA


Ale nasze myśli mają wpływ na to, co czujemy. Czy grzechem jest, kiedy zaczynam się "nakręcać" negatywnym myśleniem o jakimś człowieku, w wyniku czego narasta we mnie złość?

- Pojawienie się złości może być sygnałem, że ktoś zaczyna przekraczać moje granice, że jakieś moje potrzeby są niezaspokojone. Jest to sygnał, że powinienem się o te granice i potrzeby zatroszczyć. Ale jeżeli zacznę myśleć, że skoro ten ktoś narusza moje granice, bo jest egoistą, czyli zaczynam go osądzać, złość eskaluje. Bez wątpienia te osądzające myśli mogą być grzeszne. Jezus powiedział: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni", więc jasno wskazał, co myśli o takiej postawie. Wszelkie pretensje i osądy budują mury, odsuwają nas od siebie i niszczą bliskość.

Złość rozumiana jako emocja zawsze jest zjawiskiem moralnie neutralnym. Narastająca i długotrwała złość może być sygnałem, że wszedłem na ścieżkę osądu. Czyli de facto może to być informacja, że wybrałem złą strategię rozwiązania problemu - zamiast zatroszczyć się o siebie, postawić jasno granicę, zaczynam rewanżować się i karać człowieka, który "miał czelność" naruszyć moje granice. Tak wchodzimy na ścieżkę przemocy, która jest grzeszna.

Większość z nas od dzieciństwa była uczona, że w samym przeżywaniu złości jest coś złego, a co dopiero w jej wyrażaniu. Dlaczego więc akceptacja wszystkich emocji, także tych uważanych powszechnie za niepożądane, jest tak ważna?

- Emocje odgrywają w naszym życiu bardzo ważną rolę informacyjną - są dla nas sygnałem, że coś się dzieje w świecie naszych potrzeb. Jeżeli pojawiają się niekomfortowe uczucia, to znaczy, że jakieś potrzeby są niezaspokojone.

Co powinniśmy zrobić, kiedy pojawiają się emocje, których przeżywanie sprawia nam trudność?

- Przede wszystkim przyjąć je z pełną otwartością. Nie obwiniać siebie i nie mieć do siebie pretensji, nawet kiedy to uczucie nie jest powszechnie akceptowane, czyli złość czy smutek. Nie należy ani sobie, ani nikomu mówić: nie złość się, nie smuć się, to naprawdę nie pomaga. Natomiast mogę przyjrzeć się emocjom i zapytać się, jakie niezaspokojone potrzeby za nimi stoją.

Kiedy przeżywamy złość, a zwłaszcza kiedy ją wyrażamy, możemy zachowywać się w sposób trudny do zniesienia dla otoczenia. Jak wyrażać złość w sposób konstruktywny?

- Na pewno warto wyrażać złość w sposób komunikatywny. Inaczej mówiąc, dużo zależy od tego, wobec kogo tę złość wyrażam. Jeżeli to jest przyjaciel, który mnie doskonale zna i rozumie, ma otwartość na moje emocje, to mogę sobie pozwolić na prawie każdą formę. Mogę nawet krzyczeć, użyć jakiś mocnych słów, bo wiem, że to go nie zrani i nie popsuje naszej relacji. Natomiast kiedy mam do czynienia na przykład z małym dzieckiem, które niewiele rozumie, a zacznę krzyczeć i powiem, że jest głupie, to niestety muszę się liczyć z tym, że moja złość je skrzywdzi.

Warto dążyć do tego, by w złości nie formułować komunikatu: "Nie wkurzaj mnie" albo "Zdenerwowałeś mnie". Taki komunikat sugeruje, że ten drugi człowiek jest odpowiedzialny za moje emocje, a to przecież nieprawda. Za nasze emocje odpowiedzialni jesteśmy my sami, a konkretnie to, co dzieje w świecie naszych potrzeb. Rzadko się zdarza, by ktoś miał jasno sprecyzowaną intencję uderzenia w nasze potrzeby. A gdyby nawet tak było, to i tak faktycznym źródłem emocji są nasze potrzeby, a nie to, co ktoś robi czy mówi.

Najlepiej jest wyrażać swoje emocje od razu, mówiąc jasno i wprost, czego potrzebujemy. Można nawet to zrobić podniesionym głosem. Ważne jednak, żeby mówić o swoich potrzebach, a nie o tym, co byśmy chcieli, żeby drugi człowiek zrobił. Podam przykład. Załóżmy, że mąż wrócił z pracy. Jest bardzo zmęczony. Podchodzi do niego żona i mówi: "Idź do sklepu i zrób zakupy". Ten człowiek może zareagować na dwa sposoby. Może powiedzieć żonie: "Jestem bardzo zmęczony, potrzebuję odpoczynku, czy mogłabyś dzisiaj ty iść na zakupy?". Albo może warknąć w jej stronę: "Ty to zrób. Dlaczego ja zawsze muszę wszystko robić?". Chodzi o to, żeby wyjaśnić, dlaczego się na coś nie zgadzam, jakie potrzeby za tym stoją.

Fragment książki Mieczysława Łusiaka SJ "W Bogu nie ma przemocy"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Urszula Struzikowska-Marynicz, Szymon Żyśko

Przemoc, której nie widać

  • Czym jest przemoc psychiczna?
  • Jakie są jej rodzaje?
  • Jakie maski przybiera i jakich antybohaterów kreuje?
  • W jaki sposób skutecznie się przed nią bronić?
  • Czy możemy nieświadomie niszczyć komuś życie?

Poniżanie, ignorowanie,...

Skomentuj artykuł

Czy katolik może się złościć? Jezuita o tym, co robić, gdy puszczają nam nerwy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.