Jak stracić synową

Jak stracić synową
(fot. Huzzah Vintage / flickr.com)
8 lat temu
Mika Dunin / slo

Tak, oczywiście, naprawdę marzysz, by ją stracić, ale nie za bardzo możesz się przyznać, bo nie wypada. Co by sobie ludzie o tobie pomyśleli? Chyba że jesteś w tej nielicznej grupie kobiet, które dopiero po ślubie własnego potomka dowiedziały się, co to znaczy pełna satysfakcja z macierzyństwa.

Do rodziny weszła nowa osoba, na prawach dorosłego już, ale jednak dziecka, i ta relacja jest tak wspaniała, że nie możesz wyjść ze zdumienia. Ale ponieważ bajki nie zdarzają się tak często, może jednak przyda ci się parę prostych porad. Tak na wszelki wypadek.

Nikt nie lubi brać się za sprawy beznadziejne lub choćby trudne, zatem również ten rozdział radzi, jak po linii najmniejszego oporu zgotować bliskim piekło. Idąc na jeszcze większą łatwiznę, skupmy się na tych osobach, które mają największe pole do popisu - kobietach, matkach synów. Wchodząc w posiadanie synowej, masz ułatwione zadanie, zięciowie bywają bowiem nadzwyczaj odporni na dywersyjną działalność teściowych. Niektórzy są tak gruboskórni, że twoich misternych intryg nawet nie zauważą, więc możesz sobie darować. Za to synowe - istny raj dla toksycznych teściowych. Toksycznych? Nie, nie, zupełnie nie o to słowo chodziło! Tylko wyleciało mi z głowy, jak inaczej określić "bardzo dbających o dobro swojego synka"! Wypieszczonego, najlepszego, najcudowniejszego. Tylko dlaczego musiał sobie wybrać taką niewydarzoną miągwę, kłótliwą jędzę, przemądrzałą gówniarę (niepotrzebne skreślić - hm, a może nie ma co skreślać?). No dobrze, dość żartów, to zbyt poważny temat.

Zrób wszystko, by się szybko dowiedziała, jak bardzo jej nie akceptujesz.

Jak bardzo jej nie lubisz. I że nie ma żadnej szansy, by to się zmieniło. Kieruj do niej obraźliwe komentarze, albo wcale się do niej nie zwracaj. Mów o synowej tak, jakby nie było jej w pokoju. Oczy wiście mów wyłącznie źle, sarkastycznie, raniąco. Najlepiej znajdź jakąś jej cechę lub płaszczyznę życia, które dla ciebie są nie do przyjęcia i wałkuj to na okrągło. Jest za gruba i nic z tym nie robi. Znowu żre jak świnia! No bo niby dlaczego miałabyś się silić na delikatność, skoro subtelne aluzje w ogóle do niej nie docierają? Święta przy twoim stole, z twoimi komentarzami będą dla niej niezapomnianym przeżyciem. Musisz jednak przemyśleć swoją strategię: od czasu do czasu warto trochę bardziej się wysilić i zdobyć na odrobinę finezji. Bo jeśli synowa będzie miała dość oleju w głowie, możesz nie mieć więcej okazji do jeżdżenia po biedaczce. To jeszcze pół biedy! Jeżeli ona się więcej u ciebie nie pojawi, będziesz przecież uszczęśliwiona. Gorzej, jeśli wpłynie jakoś na twojego syna i jego również przy świątecznym stole już nie zobaczysz. Spróbuj więc delikatniej: A Marcin z naprzeciwka ożenił się z taką śliczną szczuplutką dziewczyną...

Inny powód do rozpaczy i wstydu: Boże drogi, jest rozwódką! Jak możesz wiązać się z kimś takim!? Taka kompromitacja dla rodziny! Czegoś takiego nie możemy z ojcem tolerować (tak, wciągnij w to męża, niech wygląda, że racja jest po stronie większości).

To oczywiste, że chcesz dobrze, tylko oni (bo często syn z niezrozumiałych powodów może stawać po stronie swojej żony) tego zupełnie nie doceniają. Mało tego! Odbierają to całkiem na opak. I chyba robią ci na złość.

Nie używaj jej imienia

Jeśli już musisz zwrócić się do synowej bezpośrednio, wspomóż  się formą bezosobową albo rewelacyjnie sprowadzającym do parteru niech przyniesie. To wprawdzie drobiazg i tak synowa może go traktować. W każdym razie - takie może sprawiać wrażenie. Ale nie martw się, ta metoda nawet po cichu robi swoje. Choć widoczną reakcją może być ledwie wyraz zaskoczenia i uśmiech politowania na twarzy synowej, to jest nadzieja, że gdzieś tam w głębi mocno ją to rani. Przecież nie wpadnie, jak prosty jest powód takiego zachowania - że jej imię jakoś zupełnie nie może się przykleić do twojej pamięci.

Synowa może więc wraz z mężem i znajomymi obśmiewać stosowane przez ciebie formy grzecznościowe, może zrobić z nich kanwę towarzyskich żartów. Niech się pośmieją! Ty i tak wiesz, że to będzie co najwyżej śmiech przez łzy. Bo żarty żartami, ale ledwie skrywana litość i ulga znajomych, że sami nie mają takiej "mamusi", będą dla synowej z pewnością wyczuwalne, a twoje zachowanie dzięki temu bardziej bolesne.

Wspominaj  poprzednią dziewczynę twojego syna.

Tak, to dopiero była dobra partia! Taka ładna, miła, wykształcona, dobrze wychowana... Świetnie gotowała, przynosiła ci drobne upominki, zawsze o tobie pamiętała. A jak umiała prezent zapakować - wyglądał jak z najlepszego sklepu! A jak gustownie się ubierała! To nic, że dawno już jej nie ma. To nic, że twój syn jakoś nie ma ochoty przyłączyć się do tych peanów i szybko zmienia temat. Ty dalej ciągnij - niech ta dziewczyna wie, że nie jest szczytem niczyich marzeń. Z pewnością nie twoich. I nie daj się zbić z pantałyku, gdy syn złośliwie zapyta, czemu w czasach, kiedy tamta cudowna eks nie była jeszcze eks, jakoś nie dostrzegałaś jej niezwykłych zalet, a jej obecność nie wywoływała w tobie przesadnego entuzjazmu. Zarzut, że również tamtą ze złośliwą satysfakcją uświadamiałaś, że były inne, ładniejsze i milsze, za którymi wręcz tęsknisz, potraktuj totalnym wyparciem. Nic takiego nie miało miejsca! Nikt ci nie wmówi.

Może być i tak, że poprzednia narzeczona naprawdę była szczytem marzeń, a obecny wybór syna jest dla ciebie zupełnie niezrozumiały. Cóż, musiało mu się stać coś dziwnego, że w ogóle wziął taką osobę pod uwagę. Oczywiście, zdajesz sobie sprawę, że teraz, po ślubie, trochę za późno na dobre rady. Ale wyrazić swojej opinii, zdziwienia oraz niezadowolenia chyba nikt ci nie zabroni?! Ty po prostu chciałabyś, żeby twoje dziecko było szczęśliwe. No, ale skoro sam tak wybrał...

Krytykuj wszystko

Każdy jej gest, porządki, wychowanie dzieci, kuchnię. No cóż, ta dziewczyna miała po prostu pecha, że urodził ją ktoś inny. Gdyby była twoja córką. o, to inna sprawa. W każdym razie na pewno byłaby ładniejsza i lepiej wychowana. I umiałaby robić wszystko tak, jak należy. Skoro jednak los zadecydował inaczej.

Są dwie szkoły. Jedna mówi, byś wykorzystała krytykę otwartą: niech każdy się dowie, jakim niewydarzonym stworzeniem jest to dziewczę, które nie wiadomo na co złapało twojego chłopczyka. Na pewno nie na intelekt. Druga szkoła wymaga wyższych kompetencji, ale daje też dużo większe gratyfikacje. Wprawdzie będziesz musiała uruchomić wszelkie aktorskie umiejętności i stać się człowiekiem o dwu twarzach, ale za to zwycięstwo będzie dużo słodsze, a ewentualne konsekwencje - żal i pretensje syna -zminimalizowane (bo twoje działania będą nie do udowodnienia). Krytykę przeprowadzasz konsekwentnie - na osobności. Gdy tylko twój syn jest w pobliżu - jesteś słodka jak landrynka, po prostu zalewasz całą rodzinę, swoje ukochane dzieci (bo przecież teraz, po ich ślubie, masz już dwoje dzieci), oceanem miłości. Komu uwierzy twój syn? Swoim oczom czy tej rozhisteryzowanej kobiecie z pretensjami?

Czepiać możesz się praktycznie wszystkiego. Jej wyglądu i intelektu: Jest za chuda (albo za gruba); W ogóle o siebie nie dba; Poświęca sobie za dużo czasu, pindrzy się i wydaje pieniądze rodziny na ciuchy i kosmetyki; Co za zahukana mysz; Co ona sobie wyobraża, że jest tu gwiazdą? Jest niedouczona; Jest przemądrzała; Nawet nie zrobiła matury; Po co jej doktorat? Krytykuj gospodarność: Jest brudasem; Chyba ma nerwicę natręctw - wszystko czyści po tysiąc razy; Co to za dziwactwo ten cały wegetarianizm?! Tym tłustym mięchem chyba chce zabić mojego syna! Wreszcie - macierzyństwo: Jest okropną matką, bo nie dba o dzieci; Trzyma dzieci pod kloszem, jest nadopiekuńcza. Jest okropną matką.

Powtarzaj przy tym często: Chcę ci tylko pomóc, widzę, że sobie nie radzisz, chcę ci tylko pokazać, jak należy to zrobić. Tymi prostymi komunikatami zabezpieczasz się przed wyrzutami i oskarżeniami, a dodatkowo roztaczasz wokół pozory, że po prostu troszczysz się o rodzinę. Nawet jeśli to trochę przyszywana rodzina - to tym bardziej pokazujesz, jak wielki i czysty jest twój altruizm! I nie pozwól, by twoje dobre samopoczucie zostało przyćmione ewentualnymi podejrzeniami (cudzymi lub własnymi), że robisz to wszystko, by zabłysnąć, okazać się kimś lepszym. Nie, delektuj się tym, rozsmakuj w błogostanie - to tak cudownie polepsza nastrój, gdy możemy się wydać mądrzejsi, bardziej pomocni... chyba że ktoś (synowa!) jest całkiem zaślepiony nienawiścią i nie umie odczytać w tym wszystkim, co robisz, zwykłej dobrej woli.

Na twoim zacnym podejściu może zyskać również synowa. Jeśli ma poukładane w głowie i choć odrobinę pewności siebie, szybko się zorientuje, że i tak nikt ci nie dogodzi, więc nie ma sensu o to zabiegać. Jeśli zaś jest zahukaną myszką, dołożysz jej tylko kolejnych kamieni do worka z kompleksami, unieszczęśliwisz ją jeszcze bardziej. Ale to wszystko przecież dla jej dobra! Może wreszcie się dziewczynina otrząśnie i zacznie pracować nad wzmacnianiem poczucia własnej wartości. Niechby nawet do tego psychologa poszła z powodu toksycznej teściowej! Cóż, poniesiesz taki uszczerbek na swoim dobrym imieniu. Byleby tylko jej było lepiej. Potem jakoś to sobie odbijesz - na przykład opowiadając gdzie się da, jak jej pomogłaś, jak ją zmotywowałaś do zmiany! A w końcu może i sama synowa zobaczy, jak wiele ci zawdzięcza. Wcale nie musi cię kochać. Wystarczy, że obdarzy cię szacunkiem i respektem! A gdyby to się nie powiodło, zawsze możesz wywlec, że coś z nią chyba nie tak, skoro po psychiatrach lata.

Rywalizuj z nią!

O względy syna, o pierwsze miejsce w konkursie na perfekcyjną panią domu, a nawet w turnieju na miss osiedla (wiadomo, że prawdziwa kobiecość to dojrzała kobiecość!). W tym celu możesz wytoczyć cały arsenał zachowań. Czy ona (ta biedaczka albo ta harpia) naprawdę myślała, że wychodząc za mąż za twojego syna, odbierze ci go i będzie go miała tylko dla siebie? Czy naprawdę umknęło jej, że ty masz jeszcze tu coś do powiedzenia?

Nigdy nie daj jej zapomnieć, że to ty wiesz lepiej!

Udowadniaj na każdym kroku jej niekompetencje jako gospodyni, żony, matki. Nie daj jej za pomnieć, że właśnie ty wiesz, jak zadbać o mężczyznę jej życia. Ty znasz go najlepiej, to chyba oczywiste! Sama go urodziłaś. I właśnie ty spędziłaś z nim większość życia. Wiesz, co lubi jeść, jak lubi mieć wyprasowane koszule i złożone skarpetki. I że zaraz po przebudzeniu bywa nieprzyjemny, więc lepiej go nie drażnić niepotrzebnymi pytaniami. Najpierw trzeba nakarmić. A cóż ona? Zna go raptem parę miesięcy, no, kilka króciutkich lat.

Poza tym wiesz lepiej, jak: prowadzić dom, oszczędzać pieniądze, wywabiać plamy, prasować pościel, podlewać kwiaty, dekorować potrawy, piec mięso, układać ubrania w szafach, meblować pokój dziecinny, dogadywać się z sąsiadami, ubierać się do kościoła, upinać zasłony, dyscyplinować dzieci (w kościele).

Postaraj się nie brać pod uwagę drobnego faktu, że ta młoda kobieta, żona twojego syna, ma własną matkę, a proces wychowawczy już dawno za sobą. Że jedyne, co możesz zrobić, to przy aromatycznej herbatce wymienić się z jej rodzicielką wychowawczymi doświadczeniami. Upieraj się za to, że twój czas dydaktycznego oddziaływania wciąż trwa. Wszak palma pierwszeństwa w konkursie na najbardziej upierdliwą panią w średnim wieku wciąż jest do wzięcia.

Unikaj autentycznego zainteresowania jej sprawami, sposobami na radzenie sobie w różnych sytuacjach oraz najlepszymi przepisami. Jeszcze mogłoby się okazać, że zostaniecie partnerkami w dyskusji!

Że zaczniecie się dzielić doświadczeniem i dogadywać! To dopiero byłby absurd, gdybyś przyjęła sugestie młodszej kobiety!

Nie interesuj się wnukami . Nie pomagaj przy ich wychowaniu albo rób to na własnych warunkach.

W końcu to nie twój problem, nie twoje dzieci! Ty masz swoje życie i własne sprawy. Nikt cię jakoś albo rób to wyłącznie na nie pytał, czy zgadzasz. się na rolę babci. Też mi pomysł! Ja i babcia? W tym wieku, z tyloma ekscytującymi zajęciami, z taką figurą?!

A co, jeśli synowa już zupełnie nie daje sobie rady i niemal błaga o wsparcie? No dobrze, ale będzie po twojemu! Tego rodzaju czytelny komunikat i tak jest lepszy i uczciwszy niż odgrywanie się na synowej (a po prawdzie przecież na wnukach) i robienie jej po cichu na złość.

Możesz jednak nie mieć ochoty na otwarte deklaracje, że dzieci cię nudzą i męczą, więc nie zamierzasz się zmuszać do obcowania z nimi. Możesz nie chcieć się narażać na niemiłe komentarze i głupie insynuacje obcych ludzi, że jesteś wyrodną matką i babką. Bo przecież kobieta, która ma inne plany niż opieka nad dziećmi, to zawsze podejrzana sprawa. Posłuż się więc sztuką manipulacji i wykręcaj się od tego na wszelkie możliwe sposoby. I pamiętaj: pod żadnym pozorem nie może się wydać, że nie chcesz - ty po prostu nie możesz. I potrafisz to racjonalnie wykazać.

Jeśli już jednak dojdzie do aktów opiekuńczo-wychowawczych, nie zwracaj uwagi na zasady, które panują w domu twojego syna i jego żony. Masz swoje lata, wychowałaś własne dzieci i po prostu wiesz lepiej! Co z tego, że twój syn i jego żona są od lat wegetarianami? Przepraszam bardzo, trawą to się karmi zwierzęta, nie ludzi. Nie krew z twojej krwi, no, prawie twojej! Nie możesz przecież pozwolić, żeby twój wnuk nie znał smaku szyneczki! Poza tym to niezdrowe! Ma uczulenie na nabiał? To jakieś nowoczesne wymysły synowej, przecież nawet w telewizji mówią pij mleko, będziesz wielki. A słodycze? Czy można odmówić dzieciom słodyczy? Albo uwielbianych przez nie hamburgerów, frytek, nugetsów? Co z tego, że wnuk podtuczony przez weekend tymi smakołykami wraca do domu z rozstrojem żołądka? Tobie łazienki nie blokuje! Oczywiście, wiesz i rozumiesz, że zasady i nowoczesne teorie są ważne, ale nie można być nieludzkim! Zgrabnie pomiń przy tym tezę, że rodzice wnuka z pewnością chcą dla niego jak najlepiej. Być może tak jak ty.

A gdyby rodzice twojego wnuka okazali choć cień niezadowolenia z twoich usług albo, nie daj Boże, zechcieli to niezadowolenie wyrazić, na przykład prośbą o respektowanie ich metod wychowawczych? Jest jedna niezawodna odpowiedź zamykająca im usta: Nie podoba się? Znajdźcie sobie lepszą opiekunkę!

Wpadaj do dzieci bez zapowiedzenia.

Przesiaduj tam godzinami (Mm i wymuszaj na synowej uwagę. Niech się tobą zajmie! Przecież jesteś samotna i ci się nudzi. A ona siedzi całymi dniami w domu. Pracuje? Phi, co to za praca! Mój syn to dopiero pracuje! Ja to dopiero pracowałam! Teraz kobietom przewraca się w głowach. Więc mogłaby z tobą porozmawiać, korona by jej z głowy nie spadła. Co z tego, że może mieć własne sprawy i niekoniecznie tęsknić rozpaczliwie za twoim towarzystwem? Ma chyba jakieś obowiązki wobec ciebie, tak?!

Opowiadaj o swoich dolegliwościach i nieszczęściach. Omów wszystkie sprawy wszystkich ciotek i krewnych. Przytocz najdrobniejsze szczegóły z dzieciństwa swojego dziecka - przecież to jej ukochany, musi ją to pochłaniać. W najlepszym wypadku będzie miała cię dosyć i na dźwięk dzwonka do drzwi będzie dostawać mdłości. Zacznie wymyślać sposoby na szybkie pozbycie się ciebie z domu. Albo udawać, że w ogóle jej nie ma. Lub że właśnie musi wyjść. A ponieważ w większości ludzie wcale nie lubią kłamać - postawisz ją w bardzo nieprzyjemnym położeniu. Możliwe nawet, że cały dyskomfort emocjonalny związany z tą niezręczną sytuacją (czy raczej ciągiem niezręcznych sytuacji, bo przecież masz zamiar nachodzić ją często i intensywnie) obróci się przeciwko tobie. Bo skoro ty jesteś przyczyną problemu, z którym nie umie sobie za bardzo poradzić (bo przecież nie powie ci wprost, że sobie nie życzy twoich wizyt, to akurat masz jak w banku!), i musi kluczyć, całkiem prawdopodobne, że całą winę zrzuci właśnie na ciebie i. przestanie cię darzyć jakąkolwiek sympatią. No a o to przecież szło!

Rządź się jak u siebie.

Przecież dom twojego syna to jakby twój. A poza tym musisz się upewnić, czy on (i wnuki) ma zapewnione odpowiednie warunki. Zaglądaj do lodówki i szafek, przestawiaj, używaj, częstuj się. Jako perfekcyjna pani domu ostentacyjnie przejeżdżaj palcem po półkach i nadprożach drzwi. Białe rękawiczki możesz sobie darować - przekaz i tak będzie czytelny.

Możesz też nieco bardziej dyskretnie, ale z równą siłą wyrazu dawać do zrozumienia, że synowa nie należy do najschludniejszych i najbardziej gospodarnych kobiet. Pod jej nieobecność zrób porządki, albo lepiej, wyszoruj - koniecznie przy synu, a może i przy innych świadkach - czajnik i zlew. Niech nikt nie ma wątpliwości, kto w tej rodzinie jest ostatnim bastionem czystości, dzięki komu to wszystko jeszcze się trzyma kupy.

Zagarnij syna dla siebie.

Nie przyjmuj do wiadomości, że ma nową rodzinę, nowe obowiązki i zainteresowania. Wzywaj go tak często, jak to tylko możliwe, zapraszaj na obiadki -najlepiej bez żony. Za to z dziećmi - przecież wnuki to kawałek ciebie! Na tym polu też możesz sporo zdziałać przeciwko synowej. Szkoda by było zmarnować okazję.

Być może twój syn, odkąd związał się z tą kobietą, zmienił się nie do poznania, jakby urodził go ktoś zupełnie inny, jakbyś nigdy go tak naprawdę nie znała. Nie poświęca ci tak dużo czasu, jak potrzebujesz, bo siedzi z żoną i dziećmi w domu albo jeździ gdzieś, też z żoną i dziećmi, nie robi dla ciebie tego, co "należy" (ktokolwiek miałby tę normę wyznaczać), nie staje po twojej stronie, gdy narzekasz na niewłaściwe zachowania jego żony, albo, nie daj Boże, naskakuje na ciebie, że jesteś niesprawiedliwa, i sugeruje, że mogłabyś dla synowej być milsza.

W takiej sytuacji, gdy syn wykazuje niezrozumiały opór, wyciągnij najstarsze i najskuteczniejsze działo - szantaż emocjonalny! Po prostu każ mu wybierać między tobą a żoną. Tutaj jednak zdecydowanie przydadzą ci się te białe rękawiczki, które mogłaś sobie darować przy meblach. To oczywiste, że zbyt ewidentny szantaż nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Tu świetnie się sprawdzi rola niezaradnej życiowo ofiary. I wcale się nie martw, jeśli jesteś akurat typem kobiety-żylety, całe życie świetnie radzącej sobie ze wszystkim, mocno stąpającej po ziemi, potrząsającej całą rodziną i nie tylko. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że twoje cechy trochę kolidują z nowym wizerunkiem niezaradnej biduli. Ale nawet tę sprzeczność można zgrabnie ominąć.

Od czego są wypadki i choroby? Oczywiście, nie te prawdziwe, nie te poważne. Wystarczy, że podczas spaceru potkniesz się na nierównym chodniku albo pośliźniesz na mokrych liściach. Już masz dobrą bazę do stworzenia nowego, pożytecznego dla twoich celów wizerunku: bo mogłaś przecież skręcić nogę albo nawet kość mogła pęknąć, a wiadomo, że w tym wieku osteoporoza tylko czeka, żeby pokazać zęby, a jak już się zacznie z chorobami, to końca nie widać! A poza tym mogłaś stracić równowagę z powodów neurologicznych! Albo zasłabnąć - z zupełnie innych, jeszcze bardziej niewiadomych i tajemniczych przyczyn. Niewinne przeziębienie? A czemu by tego nie rozkręcić do poważnych rozmiarów? Przecież nikt ci w płuca nie zajrzy! Niech dzieci się martwią, niech się pozajmują trochę matką! Niech odwiedzają, robią zakupy, przywożą obiadki. To znaczy syn niech przywozi! Bo od tej kobiety wolałabyś niczego nie brać!

Pielęgnuj aktorskie zdolności, bo przydadzą ci się również w dziele "niewinnego" przeciągania syna na swoją stronę. Oczywiście obgadywanie synowej czy wytykanie jej faktycznych niedociągnięć byłyby niedyplomatyczne i nieskuteczne. Bo syn albo wprost stanie w jej obronie, albo zmieni temat. Ty nic nie zyskasz, a może na tym zyskać ona - synowa. Przecież nie o to ci chodzi! Zatem, w celu ominięcia tej psychologicznej zapadki w głowie syna (twój atak - jego obrona), w ogóle nie krytykuj zachowania jego żony. Po prostu wyrażaj troskę... Wiesz, tak się ostatnio martwię, Moniczka wygląda na strasznie zagonioną, roztargnioną, widzę, że tak się stara dobrze zajmować małym, ale nie daje rady tego ogarnąć. No, ten ostatni jego wypadek. Oczywiście, nikt by mu nie zapobiegł. Ale ona chyba jest bardzo przemęczona, skoro w ogóle pozwoliła Misiowi wchodzić na to wielgachne drzewo. Chyba musi odpocząć... Ty masz czyste ręce, on zaczyna się zastanawiać, czy może faktycznie ta jego żona nie popełnia zbyt wielu błędów. Prawda, jakie to genialne?!

Stawaj zawsze po stronie syna

Nawet jeśli ewidentnie nie on ma  zawsze rację, a problem dotyczy spraw poważnych i wpływa na sytuację całej jego rodziny. Przydatne zwroty: Mój syn nie mógłby tak postąpić; To nie moja sprawa; Widziały gały, co brały; Przesadzasz!

Zrzucaj winę za niepowodzenia i problemy twojego potomka na jego żonę. To bardzo wygodne. Zwłaszcza gdy w grę wchodzą uzależnienia, przemoc lub po prostu zły charakter twojego dziecka. Przecież przyznając, że coś jest z synem nie w porządku, mogłabyś niechcący komuś zasugerować, że to ty i twoje wychowanie mają z tym coś wspólnego. Przyswój sobie kilka pomocnych przekonań: Mając taką żonę, każdy by pił i uciekał z domu! Nic dziwnego, że znalazł sobie milszą dziewczynę, bo żonę ma okropną! Te dzieci to potwory (ona - synowa - tak je wychowała), sama bym sobie z nimi nie dała rady, a co dopiero mężczyzna! To normalne, że nie chce się nimi zajmować. Jak je tak rozpuściła, to teraz ma! Lepiej dmuchać na zimne i oddalać od siebie potencjalne niebezpieczeństwo opinii "złej matki". Byłaby ona dla ciebie z pewnością czymś dużo gorszym niż trudne życie, a może wręcz brak bezpieczeństwa twoich wnuków oraz ich matki.

Nie wspieraj synowej

Zdarza się, że twoja synowa jest zdana na twoją pomoc. Nie ma do kogo się zwrócić, jesteś ostatnią nadzieją. Po prostu jej odmów, w końcu nie jesteś od załatwiania jej spraw. Ma przecież jakąś matkę, przyjaciółkę... Co z tego, że zwróciła się właśnie do ciebie, zwłaszcza że na co dzień nie macie szczególnie przyjacielskich kontaktów (co zapewne znaczy, że naprawdę jest całkiem sama)? Wykręć się. Odepchnij jakąkolwiek szansę zbliżenia się i nawiązania dobrych relacji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak stracić synową
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.