Jak się pozbyć prywatności?

Środkiem komunikacji i przekazu informacji stał się internet, a w jego ramach nie ma już prostego podziału na nadawców i odbiorców, bo nadawcą może być każdy użytkownik bez wyjątku (fot. smlions12)
Przemek Gulda / slo

Jedni zaciekle bronią prawa do prywatności, inni – całkowicie bezrefleksyjnie, a wręcz chętnie, się go wyzbywają.

Zjawisko powyższe stanowi jeden z większych społecznych fenomenów ostatnich lat, a jednocześnie – jedną z większych niespodzianek dla wszystkich, którzy w tradycyjny sposób podchodzą do kwestii praw człowieka. To chyba bowiem jedyny przypadek, w którym duża część społeczeństwa zdaje się nie tylko niezbyt zainteresowana ochroną jednego ze swoich praw, ale wręcz chętnie wyzbywa się go za sprawą czasem nie do końca kontrolowanych, ale czasem całkowicie świadomych działań.

Chodzi o prawo do prywatności i własnego wizerunku. Przez całe lata było dość skutecznie chronione, w ramach systemu praw i wolności obywatelskich. Za jego naruszenie można było ponieść surowe kary, polegające przede wszystkim na płaceniu sporych odszkodowań tym, których wizerunek został wykorzystany niezgodnie z ich wolą i wiedzą.

Ale to były czasy, gdy taką możliwość mieli wydawcy gazet czy nadawcy audycji telewizyjnych. Dziś, w dobie, gdy podstawowym środkiem komunikacji i przekazu informacji stał się internet, a w jego ramach nie ma już prostego podziału na nadawców i odbiorców, bo nadawcą może być każdy użytkownik bez wyjątku, sytuacja zmieniła się diametralnie. Korzystając z najróżniejszych internetowych wynalazków, przede wszystkim portali społecznościowych, użytkownicy internetu zaczęli z własnej woli udostępniać całemu światu informacje o sobie, które do tej pory pozostawały z reguły ich prywatną sprawą, znaną może najwyżej kilku najbliższym znajomym.

DEON.PL POLECA

Co więcej – kiedyś wiele z nich uważano za pilnie strzeżone tajemnice, które mogły być wykorzystane w niekoniecznie przyjazny dla zainteresowanej osoby sposób przez pracodawców, firmy ubezpieczeniowe, media czy wiele innych instytucji. Dziś nadal tak jest, ale coraz mniej osób o tym pamięta. I tylko od czasu do czasu media obiegają sensacyjne informacje. O tym, że ktoś stracił posadę, bo szef zobaczył na Facebooku jego zdjęcia z mocno zakrapianej alkoholem imprezy odbywającej się w godzinach pracy. O tym, że zakonspirowani żołnierze sił specjalnych ujawniali swoje pilnie strzeżone wizerunki na Naszej Klasie. O tym, że podczas rozmów o pracę pracodawcy potrafią wykorzystywać informacje z portali społecznościowych.

Niektórzy są oburzeni, ale niewiele to daje – wiedza o możliwych konsekwencjach mało kogo powstrzymuje przed umieszczaniem w internecie swoich zdjęć, które mogą być potencjalnie kompromitujące, mało kto zastanowi się dwa razy, zanim opublikuje kontrowersyjny komentarz. Świadomość, że portale typu Facebook już dawno przestały być odpowiednikiem rozmów z najbliższymi przyjaciółmi przy piwie, a stały się raczej czymś na kształt urządzania tego typu imprezy w oknie wystawowym na najbardziej ruchliwej ulicy miasta, nadal jest niewielka. Ludzie bez wahania, bez śladu refleksji umieszczają w internecie informacje o wszystkim, co dzieje się w ich życiu, pozbywając się tym samym na własne życzenie prawa do prywatności. Prawa, o które jeszcze niedawno toczyła się poważna walka.

I trudno w zasadzie powiedzieć, jakie są tego przyczyny. Czasem to zwykła chęć zaistnienia, wylansowania się, zdobycia warholowskich piętnastu minut sławy. Zrozumiała o tyle, że ów mechanizm czasami działa znakomicie – przykładem są choćby medialne kariery uczestników programu "Big Brother" – notabene: pionierskiego i kanonicznego dla kwestii świadomego pozbywania się prawa do prywatności. Albo spektakularna sława Justina Biebera, nastoletniej gwiazdy popu, którego popularność zaczęła się od tego, że matka umieściła w internecie film, na którym chłopak śpiewał w domu jakieś piosenki. Ale czasem nie chodzi o sławę, przyczyną jest po prostu zwykła beztroska czy może bezmyślność, chęć podzielenia się swoim życiem z najbliższymi bez refleksji, że dzielimy się z całym światem. I choć niektórzy bronią swojej prywatności bardzo zaciekle, unikając portali społecznościowych albo walcząc o zmiany w regulaminach, które uniemożliwiałyby docieranie do prywatnych informacji przez niepowołane osoby, inni mają to wszystko za nic i dalej beztrosko umieszczają w internecie info o wszystkim, co dzieje się w ich życiu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak się pozbyć prywatności?
Komentarze (1)
Bogusław Płoszajczak
20 października 2010, 20:52
Naiwni istnieli "od zawsze".