"Sprzedam cię na Vinted". Jak nastolatki robią krzywdę w internecie

Fot. Nadine E / Unsplash

Najpierw krążyła inna groźba: wystawię cię na OLX za złotówkę. Niby żarcik, ale gdy taki żarcik rzuca się w gronie ośmio-dziewięciolatków, to boli. Bo jest ukrytą za szyderczym śmiechem próbą odebrania komuś wartości. Starsze pokolenia mówiły sobie w oczy: „śmierdzisz i masz wszy”. Pokolenie wychowane w sieci od urodzenia ma inne sposoby, żeby upokarzać kolegów i koleżanki. Na przykład wystawiać ich na pośmiewisko przed całym cyfrowym światem.

Te złośliwe docinki w nieco starszej grupie zamieniają się w konkretne działania. Przemocowe działania – bo trzeba je nazwać wprost i po imieniu. Tym razem już nie na OLX, bo tam zdjęcie człowieka za bardzo rzuca się w oczy. Idealną platformą do psychicznego krzywdzenia nielubianych kolegów okazało się Vinted: miejsce służące do sprzedaży ubrań z drugiej ręki.

To właśnie na Vinted po raz pierwszy widzę zdumiewające ogłoszenie. Opis brzmi: „sprzedam debila”. Na zdjęciu jakiś nastolatek w fioletowej bluzie. Opis – jeden wielki diss, który trudno zacytować. Czym jest diss? To skrót od angielskiego słowa disrespect – brak szacunku, a w praktyce oznacza obraźliwy atak słowny wymierzony w konkretną osobę lub zjawisko. Zapisuję ogłoszenie, żeby śledzić jego losy, ale szybko znika. Za to platforma podpowiada mi później, upchnięte pomiędzy jedwabnymi spódnicami i bluzami z Mando, kilka innych, dziwnych ogłoszeń.

Dissy w ogłoszeniach na Vinted bywają okrutne. Treść jednego z ogłoszeń zacytowali niedawno autorzy tekstu opublikowanego na stronie NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej). A brzmi tak: Stan: zadowalający. Opis: Trochę spier***ony, karmić tylko przez kij, gryzie i nie jest szczepiony. „Eksperci z Dyżurnet.pl dotarli do wielu podobnych przykładów okrutnej przemocy rówieśniczej na platformie. Ogłoszenia zawierały ośmieszające zdjęcia nastolatków wraz z krzywdzącym opisem i podaną konkretną ceną” – czytam w tekście. Dyżurnet to zespół przy NASK, do którego można zgłaszać nielegalne treści z sieci, zwłaszcza związane z krzywdą dzieci.

Eksperci NASK nazywają rzecz po imieniu: to cyberprzemoc. Może do niej dojść w kilkanaście sekund. Wystarczy telefon, szybkie zdjęcie zrobione koledze czy koleżance, która ma paść ofiarą krzywdzącego „żartu”, działające konto na platformie, wulgarny i obraźliwy opis i „oferta” leci w świat. Nie tylko na Vinted, gdzie większość ludzi ją pominie, bo szuka ubrań, biżuterii, książek. Na skrinach zapisy tego upokorzenia pofruną w cyfrowe grupy rówieśnicze, messengery i whatsappy, by jak najwięcej osób ze szkoły, osiedla, wsi czy środowiska zobaczyło poniżający wpis. To wypróbowany sposób – wybaczcie słowo – gnojenia dziecka przez dziecko, bo miało się ochotę, bo sprawca czuje się bezkarny, bo to w sieci, gdzie nikt przecież skutecznie nie zareaguje. Świetnie ten mechanizm opisuje Paweł Boguszewski, detektyw zajmujący się m.in. przemocą szkolną i rówieśniczą. „Potem te zdjęcia zaczęły krążyć. Najpierw między kilkoma uczniami. Potem dalej. Potem już nie chodziło tylko o obraz. Zaczęły się komentarze. Ale beka. Patrzcie na niego. Teraz to już jest skończony. Wrzuć jeszcze raz. Niech wszyscy zobaczą. I właśnie tak dziś wygląda przemoc. Telefon, jedno zdjecie, kilka sekund. A później tygodnie czy miesiące upokorzenia.” – pisze Boguszewski w jednym z wpisów na Facebooku.

Co się kryje za „wystawiłem cię na Vinted”? Ta forma cyberprzemocy jest bardzo przemyślna. Już na starcie sprawia, że ktoś czuje się jak przedmiot; zbędna rzecz z drugiej ręki. Opis – chamski, obliczony na odebranie wartości, tyko pogarsza sprawę; to te słowa będą później cytowane, czyli najczęściej wołane za kimś na szkolnym korytarzu. Dodane bez zgody zdjęcie łączy konkretną twarz z aktem poniżenia i upokorzenia: trudno odzobaczyć, trudno nie skojarzyć, że to ktoś, kogo znasz ze szkoły, osiedla, zajęć dodatkowych, treningu. A gdy rozpoznasz upokarzaną osobę, już tego nie cofniesz; wtedy jesteś już częścią tłumu, który wie; częścią ciężaru, który tak często przerasta dzieciaki w podstawówce i liceum. I to nie jest zwykłe „mamo, w szkole się ze mnie śmieją”. To wstyd, jaki chowa się głęboko w sobie, marząc o tym, by czas się cofnął albo by doszczętnie spłonął internet, wraz ze wszystkimi śladami tego upokorzenia. Jak piszą eksperci NASK, takie „ogłoszenia” nie mają nic wspólnego z podstawową funkcją platformy. „Ich jedynym celem jest upokorzenie konkretnej osoby i dotarcie z wyśmiewającym przekazem do jak największej liczby użytkowników” – czytamy w tekście.

Co więcej, przemoc mogą rozkręcać algorytmy: całkiem nieświadomie, rekomendując kolejne krzywdzące ogłoszenia jako podobne oferty. Bo algorytm międzynarodowej platformy działającej w wielu krajach i bardzo wielu językach niekoniecznie natychmiast rozpozna przemocowy charakter publikowanych treści. A wtedy ktoś, kto wchodzi na swoją stronę główną na platformie, może mocno się zdziwić, widząc kolejnych „debili” sprzedawanych jak używane rzeczy.

Najgorsze jest jednak to, że problem nie jest jakąś „marginalną ciekawostką”, newsem do działu „michałki”. Jak wynika z raportu NASK o nastolatkach, jedna trzecia dzieci i młodzieży doświadczyła wyzywania w internecie, a niemal jedna czwarta zarówno wyzywania, jak i ośmieszania. – Zarówno długotrwałe, jak i jednorazowe doświadczanie cyberprzemocy to prawdziwa tragedia dla dzieci i nastolatków – podkreśla Martyna Różycka, kierowniczka Dyżurnet.pl. – Konsekwencje są naprawdę poważne – od lęku, obniżonej samooceny, przez izolowanie się pokrzywdzonych od społeczeństwa i objawy depresyjne, aż po zachowania samobójcze. Krzywdzące „oferty” na portalach sprzedażowych ekspertka ocenia jako „zjawisko bardzo niebezpieczne”.

Ten fakt nietrudno jest powiązać ze potężnym spadkiem kondycji psychicznej u dzieci i młodzieży. Dużo mówi o tym raport Fundacji Unaweza „Młode Głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” z 2023 roku. Wnioski ze 185 tysięcy ankiet zebranych w polskich szkołach są przytłaczające: nasi młodzi czują się samotni, nie akceptują siebie i mają problemy z nauką. Ponad połowie brak motywacji do działania, a niemal jedna trzecia ma podejrzenie depresji. Również połowa młodych ma skrajnie niską samoocenę, prawie dwie trzecie to młodzi, którzy mówią, że czują się bezużyteczni. Do bezradmości w kłopotliwych sytuacjach przyznaje się 80 procent. "Brak przygotowania do samodzielności i wiary we własne kompetencje może prowadzić do przeżywania trudności w obszarze podejmowania i realizowania prostych zadań życiowych, co wtórnie obniża samoocenę" - czytamy w opracowaniu raportu.

Badania NASK potęgują ten ponury obraz. Co trzeci nastolatek spotyka się z przemocą online, a 47 proc. nic nie zrobiło z cyfrową agresją. Wyzywanie (29 proc.), ośmieszanie (19 proc.), poniżanie (18 proc.) i straszenie (13 proc.) młodzi po prostu próbują znieść. Przemoc cyfrowa robi się coraz groźniejsza, również dlatego, że dorośli często niewiele o niej wiedzą, a 66 procent rodziców jest przekonanych, że dzieci w trudnej sytuacji po prostu przyjdą do nich po pomoc. – Mamy systemowo wiele niedostatków. Nie nadążamy za technologią, także w kontekście reagowania na akty przemocy rówieśniczej, ale także na wszelkie nadużycia związane z nową technologią w internecie. Nie mamy odpowiednich regulacji, procedur reagowania. Niestety ofiary bardzo często zostają same, a przez tabu społeczne wstydzą się poprosić o pomoc czy z kimś o tym porozmawiać - mówiła w jednym z wywiadów dr Halszka Witkowska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Kluczowa wydaje się, jak zawsze, świadomość dorosłych. Że "sprzedam cię na vinted" to nie jest tylko żart. Że przemoc rówieśnicza bywa bardzo podstępna, a krzywda zostaje w dzieciach na długo. Że nie każde z dzieci doświadczających cyberprzemocy pójdzie po pomoc - bo wiele z nich boi się reakcji dorosłych w stylu: "nie przejmuj się, z każdego kiedyś się śmiali". Największą trudnością bywa zrozumienie, że przemoc w sieci jest inna od przemocy w realu: niesie się błyskawicznie, ma wielki zasięg, zostaje zapisana w pamięci bardzo wielu urządzeń i może służyć do dręczenia kogoś przez długi, długi czas.

DEON.PL POLECA


Źródła:

1. https://www.nask.pl/aktualnosci/sprzedam-kolege-czyli-nowa-forma-cyberprzemocy
2. https://mlodeglowy.pl/wp-content/uploads/2023/04/MLODE-GLOWY.-Otwarcie-o-zdrowiu-psychicznym_-Raport-final.pdf
3. Profil Pawła Boguszewskiego: https://www.facebook.com/profile.php?id=100004146194952

Tekst w całości pisany bez wsparcia AI.

DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Sprzedam cię na Vinted". Jak nastolatki robią krzywdę w internecie
Komentarze (2)
AT
~A T
10 czerwca 2026, 16:01
W zdrowym społeczeństwie taki atak będzie kompromitacją kogoś, kto się go dopuścił. Bo ten w kogo jest wymierzony, nie kotwi swojej wartości w opiniach osób mu wrogich. Bo wie, że wypowiedź reprezentuje mówcę. Bo ogarnięci rówieśnicy nie "karmią" uwagi prowodyra. Główny problem z takimi zaczepkami jest taki, że rozwijają się do agresji fizycznej, a z tą prawie nigdy nikt nic w szkołach nie robi od co najmniej 30 lat.
NW
~Nikt Ważny
10 czerwca 2026, 14:34
To można ukrócić bardzo szybko. Handel ludźmi jest w Polsce zbrodnią zagrożoną do 20 lat pozbawienia wolności, a samo przygotowywanie do 5 lat (§189 KK). Wystarczyłoby aby prokuratura każde takie ogłoszenie traktowała poważnie, policja wchodziła o 6 rano razem z drzwiami, a sądy stosowały umieszczenie w ośrodku opiekuńczym. W kilka tygodni taka moda się skończy.