Cyfrowa pamięć, która nie zapomina – bezwolne pionki w świecie nowych technologii?
Pamięć definiuje to, kim jesteśmy, ale czy wszystko warto pamiętać? Smartfony i algorytmy rejestrują każdy nasz krok, tworząc cyfrowy ślad, nad którym łatwo stracić kontrolę. W świecie nieneutralnych technologii i sztucznej inteligencji ratunkiem okazuje się uważność i umiejętność rozeznawania. Musimy chronić prywatność i nie dać się wciągnąć w pułapki cyfrowej pamięci? Zamiast być bezwolnym pionkiem w grze algorytmów, warto postawić na rozsądek i radykalną uważność w codziennym życiu.
Pamięć to życie, to korzenie i wielkie bogactwo. To grunt, na którym wzrasta całe nasze życie. Bez niej nie żyjemy. Nie wiemy skąd pochodzimy, a w konsekwencji nie będziemy wiedzieli, dokąd zmierzamy. Cyceron miał rację, kiedy pisał, że ‘historia jest nauczycielką życia’. Bez pamięci o tym, co było i bez zrozumienia tego nie ma nas, nie istniejemy.
Ale trzeba się zapytać czy wszystko, co pamiętamy jest jednakowo istotne dla naszego życia, czy wszystko jest życiodajne. I tutaj doświadczenie nam podpowiada, że niekoniecznie. Życie nie polega tylko na gromadzeniu informacji. Nie wszystko bowiem służy naszemu życiu i dobrostanowi psychofizycznemu. Natura nam pomaga, bo wykształcają się różnego rodzaju mechanizmy obronne, które pozwalają nam radzić sobie w czasie z sytuacjami, które są trudniejsze, które mogą być potencjalnie szkodliwe dla nas, czy dla tych, którzy są wokół nas.
Zainspirowała mnie ostatnio rozmowa naszych felietonistek o smartfonach w rodzinach, a zawłaszcza o tym, że te urządzenia, które są z nami dzisiaj nierozłączne są świadkiem całego naszego życia i mają w ‘swojej pamięci’ historię naszego życia i aktywności, o których ja już dawno zapomniałem. ‘Pal licho’, jeśli to odnosi się tylko do jakichś moich wspomnień, ale kiedy zaczyna to dotykać innych, bliskich obecnych albo byłych, sprawa staje się o wiele bardziej skomplikowana.
No właśnie, ta ‘ciemna strona’ pamięci może być problematyczna. Jeden z moich współbraci, biegły w sprawach informatycznych od zawsze powtarzał, że pamięć naszego komputera (wtedy jeszcze smartfony nie były w powszechnym użyciu) powinna być czystsza od naszego sumienia. Do niego tylko ja mam dostęp, a do pamięci mojego komputera wielu może mieć przystęp, czy mi się to podoba czy nie. I niestety, jest w tym dużo prawdy.
A dzisiejszy doświadczenia i rozwój nowoczesnych technologii zmusza nas do tego, by stawać się coraz bardziej ostrożnym. Okazuje się bowiem, że technologie cyfrowe i sposób korzystania z nich nie jest neutralny. W ‘wieku niewinności’ – choć raczej trzeba powiedzieć naiwności – wydawało się, że np. Facebook to idealne narzędzie do komunikacji, do dzielenia się z innymi, z przyjaciółmi czy rodziną, tym, co dla nas jest ważne i dowiadywania się o ważnych rzeczach, dziejących się w świecie. Zdawało się to być bardzo skuteczne narzędzie marketingowe, ‘okno na świat’ i fantastyczna przestrzeń wymiany doświadczeń, komunikacji, itd.
Ale okazało się, że nie jest to tak bajkowe, jak było przedstawiane. Potwierdzeniem tego były ugody sądowe, np. w USA w sprawie podstępnie używanych mechanizmów targetowania, sposobów wyświetlania postów, promowania treści wywołujących efekt uzależniający, zwłaszcza w odniesieniu do młodszych, mocno nieletnich użytkowników. A że to była prawda widać po tym, że Meta poszła na ugody bez większych dyskusji, zgodziła się wypłacić odszkodowania i wprowadziła pewne restrykcje dla nieletnich użytkowników.
Radość, wzruszenie, wdzięczność - oto najważniejsze momenty drugiego dnia podróży apostolskiej do Francji#Papież #LeonXIV #PodróżApostolska #Francja pic.twitter.com/xEs9ZSSpke
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) September 26, 2026
Nie mniej istotna w tym względzie jest ‘nowinka’ ostatnich lat, a mianowicie sztuczna inteligencja. Ona także ma możliwości ‘urwania się’ spod kontroli człowieka i robienia rzeczy, których my nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ani w porę zareagować. Nic tylko zacytować molierowskie: „sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”.
Problem polega na tym, że tak naprawdę tego nie chcemy. To spada na nas znienacka i wbrew naszej woli. Co zatem robić?
Jedną z rzeczy, która by się nam bez wątpienia przydała to to, co my jezuici, nazywamy ‘rozeznawaniem duchów’. Brzmi, jak seans spirytystyczny, ale nie ma z nim nic wspólnego. To zachęta do uważności i jasności, co do poruszeń wewnętrznych. Uważność chroni nas przed byciem bezwolnym przedmiotem pragnień, emocji czy złudzeń. W konsekwencji pomaga na bardziej świadomie wybierać to, co rzeczywiście dobre dla mnie i wszystkich innych, którzy mogliby być tym zainteresowani.
Po raz kolejny przypominamy sobie, że życie nie dzieje się przypadkiem, ani że nie jesteśmy bezwolnymi pionkami w tej ‘życiowej grze’. Życie domaga się zaangażowania i rozsądku. Wobec cyfrowej pamięci, która ‘nie zapomina’ muszę nauczyć się bycia uważnym i rozeznawania.
Skomentuj artykuł