Dlaczego zmianę poglądów utożsamiamy z porażką, a nie z rozwojem?

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Depositphotos

W Biblii zmiana zdania to droga do mądrości i fundament nawrócenia. Dlaczego więc w codziennym życiu – a zwłaszcza w świecie zdominowanym przez internetowe algorytmy – przyznanie się do błędu traktujemy jak życiową porażkę?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jedzie małżeństwo samochodem. Mąż za kółkiem, żona obok. Nawigacja w telefonie mówi: "Za trzysta metrów skręć w lewo". Mąż jednak jedzie prosto, bo "on wie lepiej", "tędy będzie szybciej", "jeździ tędy od lat". Po pięciu kilometrach okazuje się, że droga jest zablokowana. Trwa remont. Nawigacja uparcie powtarza: "Zawróć". Odzywa się żona: "A nie mówiłam?". Co w tej sytuacji robi kierowca? Zamiast zawrócić, jedzie dalej bocznymi drogami, denerwuje się, byle tylko nie przyznać: "Myliłem się, nawigacja miała rację".

Nasze ego woli stracić czas, paliwo i nerwy, byle tylko nie wykonać manewru "zawracania". Nawracanie się, zmianę myślenia, oddaje ewangeliczna greka słowem metanoia. Mimo pięknych świadectw nawróceń, które powinny uczyć nas pokory, wolimy brnąć uparcie w ślepą uliczkę, niż zmienić zdanie, przyznać się do błędu.

Przykład osoby, która zmienia zdanie, mamy w ewangelicznej przypowieści o dwóch synach (Mt 21,28-32). Pierwszy syn odmawia ojcu, gdy ten go prosi, by poszedł do pracy w winnicy. Potem jednak idzie. Drugi syn odpowiada ojcu "Jestem gotów", a nie idzie. W naszej refleksji nad tym fragmentem Ewangelii sympatyzujemy z pierwszym synem, a nie z drugim, choć obaj postąpili inaczej niż pierwotnie deklarowali. Pierwszy zrobił sobie rachunek sumienia i zmienił zdanie, a drugiemu zabrakło nawet odwagi, by wprost powiedzieć ojcu co myśli. Przytaknął, by uchodzić za idealnego syna, choć daleko mu było do ideału. Po co się zmieniać, gdy pięknymi słowami można zakamuflować egoizm? Warto zauważyć, że nawet Jezus zmienia zdanie. Podczas rozmowy z kobietą kananejską przyznaje, że nie miał racji (Mt 15,22-28). Argumenty kobiety przekonały Go.

DEON.PL POLECA


Dlaczego trudno nam zmienić zdanie albo przyznać, że je zmieniliśmy? Dlaczego akt, który w Biblii urasta do rangi cnoty – bo przecież nawrócenie to radykalna zmiana myślenia – w naszym codziennym życiu wywołuje tak silny opór? Czemu utożsamiamy zmianę poglądów z porażką, a nie z rozwojem?

Nasz mózg lubi porządek i stałość. Raz przyjęte przekonanie staje się jakby elementem naszej tożsamości, bezpiecznym domem, w którym znamy każdy zakamarek. Zmiana zdania oznacza zburzenie tego domu. Przyznanie się do błędu uważamy za słabość. Żyjemy w kulturze, która premiuje niezłomność, nawet jeśli ta niezłomność graniczy z głupotą. Polityków, którzy potrafią zrewidować swoje poglądy pod wpływem nowych faktów, oskarżamy o brak kręgosłupa, a nie chwalimy za intelektualną uczciwość.

Dzisiaj ten opór przed zmianą własnego zdania jest silniejszy niż kiedykolwiek, bo zostaliśmy wtłoczeni w ramy cyfrowego świata, który karmi się polaryzacją. Algorytmy mediów społecznościowych nie chcą, abyśmy zmieniali zdanie. Wręcz przeciwnie – zamykają nas w bańkach informacyjnych, podsuwając wyłącznie takie treści, które utwierdzają nas w naszych dotychczasowych racjach. Zmiana poglądów stała się tożsamościowym zagrożeniem. W świecie internetowych plemion porzucenie choćby jednego dogmatu bywa traktowane jak zdrada. Przyznanie się do błędu rzadko spotyka się z przebaczeniem, a znacznie częściej z publicznym linczem. W efekcie wolimy, wzorem drugiego syna, potakiwać naszej cyfrowej społeczności i udawać idealnych, niż zaryzykować trudną szczerość.

A przecież, jak pokazuje przytoczona historia kobiety kananejskiej, zmiana zdania nie jest kapitulacją. Jest dowodem na to, że słuchamy. Jezus nie stracił swojego autorytetu, gdy pozwolił się przekonać. W dobie influencerów i polityków, którzy nigdy się nie mylą, a każdy swój błąd tuszują agresywnym atakiem, postawa Jezusa jest wręcz rewolucyjna. Pokazuje, że prawdziwa wielkość nie polega na nieomylności czy ślepym trzymaniu się z góry założonego planu, ale na wrażliwości na człowieka i prawdę, która dochodzi do głosu w dialogu, a nie w komentarzach pod postem. Zmienić zdanie to uznać, że rzeczywistość jest bogatsza niż nasze dotychczasowe o niej wyobrażenie.

Pierwszy syn z przypowieści musiał przełamać swoją dumę i wylogować się na chwilę z własnego ego. Musiał uznać, że jego początkowe "nie" było błędem. To wymaga stanięcia w prawdzie przed samym sobą. O wiele łatwiej jest klikać serduszka pod postami o miłości do ojca i pięknymi słowami maskować brak realnego działania, niż faktycznie pójść i ubrudzić sobie ręce pracą w winnicy.

Otwartość na zmianę zdania świadczy o naszej wolności w świecie, który próbuje nas zaprogramować. Kto pod wpływem nowych faktów nigdy nie weryfikuje swoich poglądów, staje się zakładnikiem algorytmu i więźniem samego siebie. Warto czasem, wzorem ewangelicznego syna lub samego Mistrza z Nazaretu, odważyć się na ten luksus i napisać lub powiedzieć: "Myliłem się, teraz widzę to inaczej". W świecie zabetonowanych racji i okopanych na swoich pozycjach radykałów, byłaby to rewolucja, której rozpaczliwie potrzebujemy.

DEON.PL POLECA


Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Dlaczego zmianę poglądów utożsamiamy z porażką, a nie z rozwojem?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.