Jezus i puszka gazowanego napoju, czyli problem nie tylko techniczny
Jakie treści można umieścić na spersonalizowanych puszkach Coca Cali? Czy imię Jezusa przejdzie przez filtry konfiguratora? Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna.
Był czas kiedy ten dowcip cieszył się w Polsce sporą popularnością. Wciąż można go znaleźć w internecie. Mówi o tym, że do Watykanu na spotkanie z kardynałami, a może nawet z samym papieżem, przyjechali producenci Coca Coli. Wytwórcy tego znanego na całym świecie napoju gazowanego przedstawili prośbę, aby Kościół dokonał zmiany w modlitwie "Ojcze nasz". Chodziło o to, aby po słowa "chleba naszego powszedniego" dodać "i Coca Coli", tak, aby ten fragment brzmiał: "chleba naszego powszedniego i Coca Coli daj nam dzisiaj". Oczywiście kościelni dostojnicy, pełni oburzenia, nie wyrazili zgody, więc przedstawiciele producenta napoju zaproponowali milion dolarów. Nie pomogło. Podnieśli stawkę do stu milionów. "Czy wyście na głowę poupadali? To jest modlitwa i nie można jej zmieniać" - odpowiedzieli reprezentanci Kościoła. "Ok, damy miliard dolarów" - zaoferowali producenci napoju gazowanego. "Absolutnie wykluczone" - usłyszeli. Rzutem na taśmę podnieśli ofertę do dziesięciu miliardów dolarów. Hierarchowie pozostali nieugięci i uznali audiencję za skończoną. Rozczarowani odmową przedstawiciele koncernu, opuszczając pomieszczenia Stolicy Apostolskiej, dyskutowali między sobą: "Skoro dziesięć miliardów dolarów to za mało, ile dali piekarze"?
Przytoczony żart nie tylko odwołuje się do mentalności, według której wszystko jest na sprzedaż i wszystko (oraz wszystkich) można kupić, problemem jest tylko zaproponowanie odpowiedniej ceny. Pokazuje również, że w branży marketingu kreatywność i pomysły właściwie nie mają granic. Okazuje się jednak, że sięganie po nowe koncepcje i wdrażanie ich może rodzić poważne problemy. Od kilku dni przekonują się o tym producenci Coca Coli.
Wśród marketingowych propozycji zastosowanych przez firmę już jakiś czas temu znalazła się między innymi możliwość dokonywania przez internet personalizacji butelek i puszek poprzez umieszczanie na nich zaproponowanych przez potencjalnego konsumenta treści. Jak przypomniała "Rzeczpospolita", już dwa lata temu pojawiły się kłopoty dotyczące przepuszczanych i blokowanych treści, mających konotacje religijne. Zarzucano wtedy producentowi gazowanych napoi, że akceptowane są słowa "Szatan" i "Allah", a system blokuje imię "Jezus". Jednak przeprowadzone wówczas niezależne testy wykazały, że filtry algorytmu personifikacji zatrzymywały wszystkie tego typu wyrazy, ponieważ w regulaminie usługi treści religijne (ale też polityczne i czy dotyczące celebrytów) uznane zostały za niedopuszczalne.
Jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna, sprawa wróciła do sieciowego głównego nurtu 6 i 7 sierpnia br. W internecie pojawiły się rzeczywiste (a więc nie wyprodukowane przez sztuczną inteligencję) nagrania testów narzędzia Coca-Coli do personalizacji produktów. Wynikało z nich m.in., że mechanizm akceptuje np. hasło "Diabeł jest królem", ale blokuje takie samo sformułowanie zawierające imię Jezusa. Z kolejnych nagrań wynikało, że nie chodzi o proste blokowanie imienia Jezusa, ponieważ narzędzie przepuszczało obraźliwe frazy, takie jak "Jezus jest zły" albo "Jezus jest niegodziwy". Filtry narzędzia personalizacji puszek i butelek napoju dopuszczały deklaracje miłości do szatana, ale frazy "Kocham Jezusa" nie przepuszczały. Zezwalały także na pozytywne hasła odnoszące się do Allaha, ale nie pozwalały na umieszczenie w nich imienia Jezus.
Nie trzeba było długo czekać na reakcję firmy. Według "Rzeczpospolitej" po nagłośnieniu sprawy zmieniono działanie konfiguratora personalizacji, tak aby wszystkie zgłoszenia dokonywane online podlegały dodatkowej weryfikacji. Koncern przyznał również, że narzędzie miało problem techniczny. Poinformował, że po wykryciu nieprawidłowości, wyłączył funkcję podglądu i czasowo wstrzymał nowe zamówienia na personalizowane produkty. Zapewnił też, że wszystkie zamówienia są moderowane przed ostatecznym zatwierdzeniem, czyli że samo pojawienie się hasła w podglądzie produktu nie oznacza jego ostatecznej akceptacji. W poniedziałek, 10 sierpnia br., we wczesnych godzinach rannych polskiego czasu, możliwość zamawiania nowych spersonalizowanych puszek i butelek napoju była w praktyce wyłączona. "Personalized bottles are out of stock" - dowiadywał się ten, kto mimo widocznych na stronie informacji, próbował jednak skorzystać z konfiguratora. Taki sam napis pojawiał się w odniesieniu do puszek.
Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna. KAI zacytowała francuski portal Tribune Chrétienne, który zwraca uwagę, że wobec braku szczegółowych wyjaśnień ze strony Coca-Coli dotyczących tych konkretnych testów, przedwczesne byłoby wnioskowanie o celowym zamiarze dyskryminacji chrześcijan. Dodał, że problemem nie Coca Coli, aby nie przekształcać swoich puszek w nośniki przesłań religijnych. "Firma może bez problemu narzucić ogólną zasadę dotyczącą swojej usługi personalizacji. Musi ona jednak być spójna i stosowana uczciwie" - zaznaczył francuski portal.
Smaczku całej aferze dodaje informacja, która pojawiła się pod koniec lipca br. M.in. portal Euronews podał, że ojciec Manuel Russo, rektor klasztoru San Marco we Florencji, znalazł w archiwum apteki klasztornej starą recepturę "leczniczego preparatu, który dał początek współczesnej Coca Coli". Przepis wymienia trzydzieści gramów orzeszka koli i dziesięć gramów liści koki boliwijskiej. "To ta sama kombinacja, która stała u podstaw preparatu leczniczego, jaki w 1886 roku amerykański farmaceuta John Stith Pemberton miał wykorzystać, tworząc swój «French Wine Coca», poprzednika współczesnej Coca Coli" - wyjaśnia europejski serwis.
Próby umieszczania treści religijnych na opakowaniach napoju gazowanego zwracają uwagę na jeszcze jedną kwestię - nośników, którymi wspólnoty wierzących posługują się do ich kolportowania. W Polsce dostępne są m.in. słodycze z pobożnymi przesłaniami, koszulki, kubki i rozmaite gadżety. Może się pojawić pytanie, czy faktycznie tą drogą chcemy i powinniśmy popularyzować wiarę. Ale to już temat na inną rozmowę.
Skomentuj artykuł