Nasza przyszłość to single z psami i pustoszejące miasta? Może przy parafiach zaczniemy tworzyć "wioski życzliwości"?

Fot. Kate Bezzubets / Unsplash

Singli coraz więcej. Dzieci coraz mniej. Relacje, które by pozwoliły ludziom tworzyć szczęśliwe związki, w erozji. Coraz więcej lęku i niepewności. Gdy się czyta raporty i statystyki, tak się właśnie przedstawia społeczna sytuacja na dziś. Mamy w Kościele sprawdzoną wiedzę i narzędzia, by pomagać w tworzeniu mocnych i szczęśliwych związków i włączać ludzi do życzliwej, wspierającej się wspólnoty. Może byśmy je wreszcie odkopali i zaczęli ich używać z myślą o innych?

Czemu spada liczba dzieci? Choć GUS podał właśnie, że w statystykach nastąpił leciutki wzrost, powrotu połowy 2018 roku, gdy urodziło się czterysta tysięcy dzieciaków. Już nie ma. Powodem nie są już tylko kwestie finansowe, trudności mieszkaniowe, zły dla matek rynek pracy ani przypisywany zwłaszcza kobietom „życiowy egoizm”. Mocno widoczny w społeczeństwie powód jasno nazwał w rozmowie z Interią Mateusz Łakomy, ekspert od demografii. A powiedział, że największym obecnie problemem są trudności z wchodzeniem w relacje i budowaniem związków.

Właściwie nie ma się co dziwić, bo takie są ponoć światowe trendy: Europa powoli staje się światem singli. Poza statystykami jasnym dowodem jest handel, który z konieczności pierwszy reaguje na zmiany społeczne. W wielkich marketach rozbudowują się działy z artykułami dla zwierząt, a działy z artykułami dziecięcymi się zwijają. Kilka miesięcy temu przy kasach jednego z mniejszych marketów pojawiły się nowe „kinderniespodzianki” – biorę w cudzysłów, bo w opakowaniu w kształcie jajka znajduje się smaczek i zabawka… dla psa. Lub dla kota. Całość, bagatela, kosztuje dwie dychy (dziecięce czekoladowe jajka z zabawką – trzy lub cztery razy mniej).

Wizję możliwej przyszłości przeżyłam ostatnio w drodze do Stralsund – niemieckiej miejscowości nad Bałtykiem, położonej niecałe dwieście kilometrów od granicy. Po której przejechaniu przez następne dwie godziny jazdy nie widzieliśmy żadnych ludzi poza pięcioma rowerzystami, choć był środek dnia. Małe wsie i miasteczka wyglądały jak sceneria do katastroficznego filmu: zielone, zadbane, urocze – i kompletnie wyludnione. Starzejące się społeczeństwo woli – lub już musi - spędzać czas w domu, nie na letnim, słonecznym powietrzu. W Polsce zaczyna się dziać podobnie: w szybkim tempie wyludniają się wioski i małe miasteczka na prowincji – bywa, że w ciągu dwudziestu lat znika połowa mieszkańców. A nowych nie przybywa. Fakt jest niepodważalny: Polacy mają coraz mniej dzieci.

Nie chcę tu wchodzić w dywagacje, czy nie chcą, bo wolą „psa i mniejszą odpowiedzialność”, czy nie mogą zajść w ciążę (już kilka lat temu statystyki były alarmujące, a liczba par mających problem z poczęciem sięgała niemal 40 procent). W takie rozkminy świetnie wchodzą inni, oskarżając się nawzajem albo o skrajny egoizm i posiadanie „psiecka”, albo o tradycjonalizm zmuszający (także ekonomicznie) kobiety do roli matek bez pytania ich o zdanie.

Ja nie wchodzę, bo bardzo mnie boli, gdy słyszę kąśliwe komentarze o karierze i egoizmie pod adresem bezdzietnej kobiety sukcesu, o której wiem, że ma za sobą pięć poronień. Albo gdy na kazaniu dowiaduję się, że jedyna akceptowalna w Kościele ścieżka dla kobiety (poza konsekracją) to heroiczne macierzyństwo bez względu na wszystko i widzę reakcje samotnych kobiet po trzydziestce, słuchających hymnów pochwalnych na cześć ideału, o którym kiedyś marzyły, ale nie znalazły męża. Oceny na ogół łamią czyjeś już mocno poranione serce. I nie pomaga w tym używanie różnych argumentów za i przeciwko macierzyństwu przez prawicowe i lewicowe ruchy społeczne, kochające się oburzać i zaogniać sprawę.

Dlatego mocno mnie poruszyło kilka zdań z homilii biskupa Artura Ważnego sprzed kilku dni. Powiedział w niej, że Kościół nie może surowo pouczać młodych ludzi, którzy boją się zakładać rodziny. Że powinien być raczej miejscem, w którym można znaleźć ludzi mówiących: nie bójcie się. Pomożemy. Materialnie, duchowo, po ludzku, po prostu. Będziemy w tym z wami. Jest w tym stwierdzeniu bardzo czuła mądrość Ewangelii, która mówi, że Bóg, gdy masz trudności, daje ci ludzi, którzy tak zwyczajnie będą i pomogą.

I widzę, że to jest możliwe. Oczywiście, że wymagające – ale możliwe. Tworzenie przy parafiach takich miejsc, zwykłych wspólnot ludzi bez szczegółowych planów formacyjnych, małych wiosek, w których nikt nie zostaje z problemem sam. Mamy w Kościele ludzi w szczęśliwych, wieloletnich związkach, którzy potrafią zrozumieć cudze lęki i wątpliwości i podzielić się swoim doświadczeniem. Mamy ludzi skierowanych ku innym, chętnych do pomocy, życzliwych, chcących dawać zamiast tylko brać. A gdyby tak po prostu zacząć, nie dzieląc ludzi na wierzących i niewierzących, tych, co chodzą do kościoła i takich, co nie chodzą, tylko małymi krokami, bardzo lokalnie, bez wielostronicowych programów duszpasterskich zacząć otwierać przestrzenie przy parafii na zwykłe, luźne spotkania „życzliwej wioski”, która najpierw się poznaje, a potem zaczyna się o siebie troszczyć i pomagać w małych, codziennych rzeczach? I to bez konieczności organizowania spotkań z obowiązkowym komponentem religijnym.

Przecież to właśnie jest miłość bliźniego w praktyce: znać się z ludźmi na tyle, żeby dostać od kogoś nadwyżkowe pierogi, pożyczyć rowerka, posłuchać czyichś marzeń o rodzinie, uspokoić czyjś lęk swoim doświadczeniem małych cudów, które z czułością czyni Ojciec dla tych, którzy mu ufają, zrobić zrzutkę na hydraulika dla kogoś, kogo akurat nie stać, albo upiec ciasto na przedszkolny kiermasz komuś, komu rozchorowało się dziecko i się nie wyrobi.
Czy nie po to właśnie mamy Kościół?

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nasza przyszłość to single z psami i pustoszejące miasta? Może przy parafiach zaczniemy tworzyć "wioski życzliwości"?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.